Nie było już za dużo do zwiedzania, a jak szedłeś z kapitanem to mineła cię właśnie grupka twoich podwładnych. Tuż za instruktorem biegł Klingon, wcale nie zmęczony, potem lekko przydechła grupka byłych więźniów. Na końcu wlekli się złodzieje, prawie padali ze zmęczenia, ale nie mieli szans by to powiedzieć, bo instruktor ryczał na nich bez ustanku.- Chyba własnie zyskał pan oddanego załoganta. - filozoficznie zauważył kapitan. - Starczy im na dziś. Jeśli będą sprawiać problemy, to wystarczy podwoic im ten spacerek. - zauważyłeś, że stocie przed drzwiami do teleportera, tego samego którym przybyłeś.