Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Glinn Jasad
To był w sumie dobry pomysł. Rozejrzeć się nie zaszkodzi. Użyłem turbowindy, żeby dostać się na najbliższą Promenadę.
Ponieważ byłeś na stacji typu Nor, która wytwarzała komponenty dla stoczni kompleksu, nie musiałeś długo jechać. Po minucie byłeś juz n Promenadzie gdzie panował ruch. Widać było, że rozrywki są dla Kardazjan, a nie Klingonów. Nie było knajp i spelun, a jasne i spokojne lokale, gdzie oficerowie i żołnierze pili drinki, rozmawiali i flirtowali. W zasięgu wzroku widziałeś też kapliczkę, ambulatorium, biuro szefa ochrony i 2 burdele, sklepików z bronią, jedzeniem, pamiątkami, upominkami i biżuterią nie mogłeś zliczyć. Wszystkiego pilnoała czujna ochrona i nikt nie zakłócał spokoju.Jedym klingońskim akcentem był napis "świeże i żywe jedzenie tutaj!" i strzałka do ciemnego zaukła. Stamtąd co pewien czas docierały wybuchy śmiechu.
Miałem ochotę na dobre kanar. Usiadłem przy jednym ze stolików w jednej z restauracji, dokonałem zamówienia i starałem się wyglądać jakbym szukał towarzystwa. W końcu o wiele lepiej się pije i rozmawia, niż tylko pije. Starałem się jednak pozostać trzeźwym.
Knajpka powoli zapełniała się i po parunastu minutach zabrakło wolnych stolików.Wtedy też do ciebie dosiadło się dwóch młodych kelów. Przedstawili się i powiedzieli, że służą tu od 3 miesięcy jako nadzorcy kilku ładowni na stacji Polen Tok, składającej się z połączonych doków, w których buduje się Galory. W ładowniach przechowywano części systemów wewnętrznych i mieli za zadanie wydawać je w określonym czasie i ilości na pokłady kończonych statków.Zachowywali się grzecznie i miło, dla nich byłeś oficerem wyższym rangą, walczącym z rebelintami. Od razu otrzymałeś pytanie ilu z nich zabiłeś w czasie służby.
Opowiedziałem im o tym, że dopiero od kilku dni dowodzę okrętem, ale dodałem, że zdążyliśmy już zniszczyć jeden rebeliancki okręt.(osobiście nie uważałem tego za coś chwalebnego, ale wiedziałem, że muszę sprawiać takie wrażenie)
Bardzo byli z tego zadowoleni. Jeden z nich opowiedział jak to rebelianci zaatakowali wioskę, z której pochodził.Działo się około 10 lat wcześniej. Prawie 30 Terran wraz z Betazoidką wkroczyli do wsi, mordując i paląc. Nie oszczędzali nikogo, tylko kilku osobom udało się uciec. Rebelianci ścigali ich bez litości, a Betazoidka wykrywała schowane dzieci, które zgromadzono potem na głównym placu i powieszono. Tylko szybkie przybycie Klingonów z pobliskiego posterunku pozwoliło przeżyc matce kela wraz z małym synem. Niestety, Klingoni musieli zbombardować całą wieś by zabić rebeliantów, ale żadnego żywego cywila tam już nie było.- Dlatego też wstąpiłem do armii. Nawet praca logistyka jest ważna, bo nowe okręty są potrzebne na wojnę z Federacją, która wspiera rebeliantów.
-Trudno mi się z Tobą nie zgodzić. - odpowiedziałem, chociaż w rzeczywistości myśałem inaczej - Trzeba się pozbyć tego ludzkiego ścierwa. - to ostatnie było mi bardzo ciężko powiedzieć, ale byłem już przyzwyczajony to mówienia takich kłamstw.
Kelowie postawili ci drinka, chwaląc się ilością nowych statków wysyłanych na front. Głównie siły szły za lustro, gdzie Sojusz rozbudowywałprzyczółki do ofensywy na Federację. TYlko mała część uzupełniała straty w okolicznych sektorach, choć te zwiększyły się od kiedy rebelianci wprowadzili do gry Akiry z ich cudownymi wyrzutniami. Na szczęście w bezpośrednim starciu były dość słabe i Klingoni ostatnio zaczeli oskrzydlać je i taranować co zmusiło rebelinatów do oszczędnego ich użycia.
Zbliżał się czas mojego spotkania, więc podziękowałem za rozmowę i odszedłem od stolika. Po drodze zapamiętałem informacje jakie od nich uzyskałem. "Mogą się przydać w najbliższym czasie." - pomyślałem. Sprawdziłem na padzie gdzie mam się teraz udać.
Zostało ci mało czasu, w zasadzie mogłeś tylko na chwilkę zajść na kapliczki. Jesli zaś nie wierzyłeś w boskie interwencje to spokojnie mogłeś wrócić na statek lub zobaczyć co mają sklepy do sprzedaży, a tych było od liku.
Miałeś do wyboru różne sklepy - sprzedawały ubrania, broń, biżuterię, pamiatki i praktycznie to co chciałeś. Prawie wszystko była naturalne, nie replikowane.
Szukałem jakiejś ciekawej ręcznej broni energetycznej do samoobrony.
Z bardziej egzotycznych zabawek to znalazłeś pistolet antygrawitacyjny, sterowany zdalnie poprzez płytkę nalepianą na głowę, garłacz walący żyletkami z duranium (idealna bron do obcinania kończyn) i mikromiotacz plazmy w sam raz dla piromana.
