Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Glinn Jasad
==Jasad==-Dobrze, tak zrobimy. Pierwszy przejmujesz mostek. - powiedziałem i poszedłem do mojej kajuty, aby odpocząć.
W ambulatoriu zaczeła się operacja. Lekarka, po zadaniu narkozy, odcieła rękę i zmroziła ją. Potem zajeła się ramieniem. Musiała usunąć wypaloną tkankę, zregenerować końcówki mięśni, kości, naczyń krwionośnych, nerwów i wielu innych rzeczy, podłączyć do nich urządzenia regenerujące, dodać maszynerię zastępującą zwaporyzowaną tkankę i połączyć to z ręką. Zapowiadała się długa operacja.Reklar leciał ku wywołanemu prawie godzinę wcześniej posterunkowi. CD zatwierdziło twą decyzję.Po około godzinie na czujnikach dalekiego zasięgu pojawiła się sygnatura wysłanego do pomocy B'Rela.
Wróciłem na mostek. Od razu zwróciłem się do operacyjnego, aby wywołał klingoński okręt.
Statek szynko odpowiedział.- Kapitan D'Vis z IKC B'Trank. Przybyliśmy na ratunek. Jaka jest sytuacja?
-Straciliśmy kilku ludzi, ale sytuacja jest pod kontrolą. Rebelianci nie żyją. - odpowiedziałem
- Takich żołnierzy lubię. Nie czekają bezmyślnie na pomoc tylko rozwiązują problemy. Będziemy was ochraniać w czasie lotu. Potem zapewnie dostaniecie nowe zadanie od dowództwa.
-Jasad out. - rozłączyłem się. Zacząłem przeglądać raporty nie mając nic ciekawszego do roboty.
Bo i nie było nic ciekawego. Oddalałeś się od konwojów z kasą, a tam skierowane było zainteresowanie wszystkich rebeliantów i innych typków. Potwierdzały to zakodowane komunikaty. Jeden konwój został kompletnie zniszczony, inne też ucierpiały, tracąc jeden albo kilka statków.Po kilku godzinach dotarliście do posterunku. Już miałeś go wywołać, gdy nadszedł raport, że dwóch Klingonów znaleziono na pokładzie 12 zaszlachtowanych ostrym narzędziem, najprawdopodobniej bath'letem.
Nie wiedziałem co mam o tym myśleć, ale zareagowałem błyskawicznie:-Odciąć pokłady 11,12,13. Wszyscy załoganci mają zostać w kwaterach i uzbroić się w dezruptory.Po czym skontaktowałem się z ochroną:=/=Proszę wysłać oddział na pokład 12, niech przeszukają ten pokład a później niech się przeniosą dodatkowo na pokłady 11 i 13=/=
Ochrona ruszyła do poszukiwań. Dowódca posterunku zapytał się skąd są opóźnienia, a po wyjaśnieniach dał ci wolną rękę.Po 2 godzinach przeszukanie pokładów zostało zakończone. Nie znaleziono nic interesującego, jedynym wartym odnotowania faktem były 2 butelki kanar, ukryte w jednej z kwater. Żołnierze już otrzymali karę od szefa ochrony.
Wyznaczyłem na wszelki wypadek patrole. Skontaktowałem się z posterunkiem i zapytałem czy moi żołnierze mogą skorzystać z dostępnych na stacji udogodnień.
- Oczywiście. Należy się wam odpoczynek po zabiciu kilku rebeliantów.Do ciebie podszedł Dukat.- Kapitanie, pamiętam stary zwyczaj, że kapitanowie kardazjańskich okrętów zamawiali sobie malutkie figurki okrętów, które zniszczyli. Daleko stąd do Kardazji by zamówić porządne, ale malutka replika tego stateczkja z datą zniszczenia na półce w pańskim gabinecie podniesie prestiż gospodarza. Norin to nie Vor'Che i Defiantów nie będziemy kolekcjonować, ale to lepsze niż nic.
-Dziękuję panie Dukat. To bardzo dobry pomysł. W takim razie sam się też rozejrzę po stacji. - odpowiedziałem.
- Zajmę się tym osobiście. - uśmiechnął się Dukat.Posterunek nie był wielki, na oko miał pojemność 1/4 stacji. Służyło na nim kilkadziesiąt żołnierzy, nie licząc załóg okrętów. Miał wszystkie potrzebne udogodnienia dla pracowników Sojuszu jak siłownia, bary czy holodek. Nie było żadnych sklepów, załogę stanowiło wojsko, a nie cywile. Inną wartą odnotowania lokacją była arena do walk kardazjańskich norników.
Postanowiłem obejrzeć kilka walk dla zabicia czasu. Skoro Dukat miał załatwić sprawę z modelem okrętu to miałem zasadniczo, aż do otrzymania nowych zadań całkowicie wolną rękę. Później skontaktowałem się z okrętem, aby spytać czy jest już wiadomość od dowództwa.
