Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Chorąży Winter
Rozkazałem wcześniej przełączyć rozmowę do mojego gabinetu. Na miejscu szybko zakodowałem odbiór tak by tylko mój kod był w stanie odtworzyć połączenie.Usiadłem sobie wygodnie i patrzyłem na zabieganego mężczyznę.-Przepraszam, że przeszkadzam, ale mam pewien problem, który być może pan będzie mógł pomóc mi go rozwiązać -powiedziałem spokojnie.O'Brien popatrzył na mnie, ale wciąż nie było można rozpoznać czy dobrze wie o czym mówię. Z drugiej strony wszystkie poprzednie połączenia mogły być czystym przypadkiem.-Słucham -odparł po chwili.-Kiedyś, przypadkiem miałem okazję słyszeć pana opowieść o teście jaki przeszedł pański przyjaciel Julian Bashir.Mężczyzna nadal patrzył jakby nie bardzo wiedział o czym mówię.-Mam na myśli test na lojalność? Spotkała mnie cisza. -Sekcja 31? -próbowałem dalej.Miles O'Brien uśmiechnął się delikatnie.-Przykro mi chorąży, ale nie wiem o czym pan mówi.Zauważyłem, że instruktor chce przerwać połączenie.-Proszę się nie rozłączać! -krzyknąłem szybko. -Nie powinienem o tym wspominać, ale ostatnie wydarzenia sugerują, że ktoś bardzo chce wystawić moją cierpliwość na próbę. Nie wiem czy mogę panu zaufać, ale skoro to co pan móił jest prawdą, bardzo przydałaby mi się pańska pomoc.
- Pomoc w czym, chorąży... Nie wiem jak mogę ci pomóc będąc na Ziemi. Zresztą, bez obrazy, ale po co sprawdzać lojalność kogoś zaraz po akademii? Zamkneli by cię w holodeku tak ze byś się nie zorientował i tam sprawdzili to co im potrzebne...
Trochę mnie rozłościła ta odpowiedź. Choć z drugiej strony dużo w niej było prawdy.-Może i ma pan rację -powiedziałem cicho. -Ale jak mam wytłumaczyć fakt, że jako dowódca okrętu wszystkie dane dotyczące misji są dla mnie niedostępnę, ale znane zarazem mojemu pierwszemu oficerowi i zmianie Alfa. -Nie rozumiem -odparł O'Brien.-Do tego muszę jeszcze dodać fakt, z którego jasno wynika, że coś jest przede mną ukrywane -stwierdziłem szybko, nie słuchając tego co mówiłe mój rozmówca.-Nadal nie rozumiem chorąży czego pan ode mnie oczekuje.Popatrzyłem na O'Breina i stwierdziłem, że on rzeczywiście nic nie wie, albo jest tak dobrym kłamcą.-Muszę się dowiedzieć czy udało się panu zdemaskować kogoś, kto pracował dla Sekcji 31? Uważam, że na pokładzie jest ktoś z nimi mocno związany. Boję się też, że jego działania zagrażają bezpieczeństwu załogi.Miles O'Brien milczał. Wydawało się, że nie ma zamiaru nic mówić, ale po pewnym czasie zebrał się w sobie.
- Odkryliśmy jednego. Ale już od dawna nie żyje - powiedział w końcu ponurym głosem. Nic więcej o nich nie wiemy... A co do rozkazów... Próbował pan ich spytać? Może dostali rozkaz postępowania zgodnie z regulaminem, skoro jest pan nowym dowódcą, i nie chcą zbłaźnić się wyskakiwaniem przed szereg?
Nie całkiem przekonany o prawdziwości słów O'Briena podziękowałem mu za radę i przerwałem połaczenie. Wydawało mi się, że i tak ukrywa jakiejś informacje. Z drugiej strony miał racje. Nie zapytałem wprost. Skoro pierwszy oficer nie chciał ze mną współpracować należało przepytać załogę. Ciekawy tego co może nastąpić wezwałem do siebie szefa ochrony. Wszedł do gabinetu jakby nigdy nic i właściwie juz po chwili wiedziałem, że rozmowa będzie trudna.-Proszę usiąść -zaproponowałem lecz mój rozmówca nie miał na to szczególnej ochoty.-W porządku. Jak pan woli, ale rozmowa może trochę potrwać więc jeśli się pan zmęczy proszę uważać moją propozycję za aktualną.Znowu zero reakcji. Czyżby oni wszyscy nie wiedzieli do czego służy język? Niemniej nie było już czasu na słowne gierki.-Interesują mnie ostatnie rozkazy. Panna Morgan zdołała wszystko zakodować swoim bardzo ciekawym zresztą algorytmem. Mamy dwa wyjścia: albo złamiemy jej kod, albo ktoś mi wreszcie powie co się tu dzieje.
Szef ochrony uśmiechnął się. bardzo nieznacznie i bardzo kpiąco, jak zauważyłeś.- Wygrałem trzy paski latinum... Wiedziałem że złamie się pan przed upływem tygodnia... Mamy odebrać transport z Ariva III. To mała olonia, hmm, więzienna jednego z naszych pomniejszych sojuszników w okolicy. Są podobni do ludzi, jednak nie chcą sie jeszcze przyłączyć do Federacji. Jednak dostosowują swoje prawo do naszego. W geście dobrej woli zgodzili sie zebyśmy sprawiedliwie osądzili cztery osoby które skazali na dożywocie za morderstwo. Pewnie są pewni że nasz wyrok będzie podobny, i zyskają sporego plusa. Więcej niestety nie wiem, szefowa miała komplet rozkazów od Gwiezdnej Floty. A ten algorytm - oficer znowu się lekko uśmiechnął - jak chce pan zobaczyć prawdziwe algorytmy szyfrując, radzę pogadać z naszym komputerowcem. Pojęcie słowa regulamin jest mu obce, ale jest geniuszem. Dlatego przymykamy na to oko...
Popatrzyłem na szefa wyraźnie zaciekawiony.-Proszę go przyprowadzić -rozkazałem.Szef wyszedł z gabinetu. Nie tracąc czasu zabrałem się za łamanie algorytmu. Nie wyglądał na skomplikowany, ale za każdym razem kiedy do czegoś dochodziłem, system komputerowy wywalał mnie do początku. Coś tu nie pasowało. Miałem wrażenie, że statek był sabotowany.
Drzwi otworzyły się z cichym sykiem i do biura wpadł może dwudziestoletni młodzieniec, ściskający w dłoni przenośny komputerek. Nawet nie zdążyłeś się zdziwić że obszedł system zamykania drzwi kiedy ten bezceromonialnie usiadł na fotelu przed tobą i skrzyżował ręce na piersiach.- To ty jesteś nowym szefem? - Spytał ciekawie - Spodziewałem się że będziesz wyższy...
Nie podobał mi się jego ton. Traktował mnie jakbym był dla niego tylko kolejnym pionkiem na szchownicy z grą jaką jest kariera. Z drugiej stropny nie miałem mu tego za złe bo mi również zależało na awansie kiedy byłem w jego wieku. Dzisiaj bardziej liczy się dobrze spełniony obowiązek.-Wydaje mi się, że te uwagi nie mają znaczenia i nie powinny były wogóle paść -odparłem spokojnie acz stanowczo.Nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Nadal uśmiechał się do mnie jakby z wyższością. Nie chcąc tracić czasu na umoralnianie go obróciłem ekran komputera w jego stronę.-Wiedziałem, że będę potrzebny -odparł z nieudawaną wyższością i zabrał się do roboty.Po godzinie odniosłem wrażenie, że albo z niego nie taki spec za jakiego się uważał, albo algorytm był rzeczywiście wyjątkowo skomplikowany, albo co gorsza robił to specjalnie.
