Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Chorąży Anton Michaił Ziwlicki
Staję na baczność o oddaje honory Admirałowi zgodnie z etykietą GF a po jego wyjściu.-Drogie Panie - zagaduję do sekretarek - czy mogę już wejść do waszego Szefa
- Jak chcesz to idź - odpowiedziała jedna nawet na ciebie nie patrząc.Po przejściu przez drzwi znalazłeś się w sporym gabinecie urządzonym na styl Wolkański, co nie było dziwne zwłaszcza że za biurkiem zastałeś Wolkana w stopniu komandora. Ten przyjrzał ci się dokładnie i zapytał - w czym mogę panu pomóc chorąży?
O kurde - pomyślałem- masz babo placek, Wolkanin chyba gorzej byś nie mogło a następnie oddaję honory zgodnie z tradycją GF i - Dzień dobry Komandorze sprowadza mnie do pana sprawa 25 torped fotonowy dla USS Qui.
Wolkan szybko sprawdził dane okrętu i zwrócił się do ciebie - USS Qui to jednostka badawcza torpedy nie są potrzebne na pokładzie, zamiast tego zalecam wypełnić magazyn sondami.
- Panie Komandorze już spotkałem się z tym tłumaczeniem i nie przemawia one do mnie bo jest nie logiczne, niech Pan na to spojrzy z drugiej strony Flota nie jest na tyle silna po wojnie z Dominium że zawsze będzie miała do wysłania duży okręt na pomoc małej jednostce takiej jak USS Qui. Do tego nie chcę wspominać o takiej drobnostce jak piraci i inni przestępcy którzy zrobili się aż na to zuchwali w dzisiejszych powojennych czasach, a jak właśnie na takich wpadnę to mam do nich strzelać sondami?. Pan Komandorze zapewne się świetnie taż orientuje że mam już dużo sond w głównym magazynie nie potrzebuję już więcej, potrzebuję coś co zwiększy na wszelki wypadek siłę ognia mojego okrętu i pozwoli mu przetrwać najgorsze bo brak tych torped to pewny sposób aby skazać moją załogę na śmierć a na to jako ich Kapitan nie mogę pozwolić i będę dążył w tym celu aby zapewnić im przetrwanie wszelkimi możliwymi sposobami i środkami !!
- Pana argumentacja miała by sens gdybyśmy znajdowali się na bliżej terytorium Kardaziańskiego, tutaj jest spokojnie piractwo nie istniej a w każdym miejscu tego sektora znajdują się federacyjne jednostki i posterunki które udzielą panu pomocy w razie jakichkolwiek nie przewidzianych sytuacji.Jestem zmuszony oddalić pańską prośbę o torpedy fotonowe. - odpowiedział Wolkan spokojnym głosem.
- Panie Komandorze jestem zmuszony jako Kapitan USS Qui wnieść oficjalny protest przeciwko Pańskiemu rozkazowi gdyż każda jednostka Floty jest z mojej wiedzy okrętem który w każdym momencie może być wezwany do walki i jako taki ma prawo posiadać wszelki środki zapewniające jej przetrwanie, dlatego też informuję Pana, iż zamierzam tę skargę przedłożyć do Dowódcy stacji a jeżeli to nie pomoże to do Admiralicji, jak powiedziałem wcześniej użyję wszelkich możliwych metod aby zapewnić bezpieczeństwo mojemu okrętowi i załodze.
- Oczywiście ma pan do tego prawo, USS Qui jest jednostką badawczą i jeszcze nigdy nie brał udziału w walce i nie rozumiem na jakiej podstawie pan twierdzi że może zostać w takową uwikłany.
- Na podstawie własnego doświadczenia i doświadczenia Kapitana emerytowanego GF Gregora Ziwlickiego mojego dziadka oraz ojca kapitana Kardela Ziwlickiego. Czyli w sumie na podstawie doświadczeń 3 pokoleń oficerów Gwiezdnej Floty.
Po twojej ostatniej wypowiedzi Wolkan uniósł brew w zdziwieniu po czym szybko sprawdził coś w komputerze - Widzę że ma pan interesujący rodowód ale obawiam się że ani pański dziadek ani ojciec nie dowodził nigdy jednostką badawczą o panu nie wspomnę.Obawiam się że żadne pańskie słowa nie zmienią mojej decyzji dalsze próby przekonania mnie były by nielogiczne.
-Skoro to ostatnie słowa Pana Komandora to dziękuję za poświęcony mi czas, w ciągu 2h dostarczę do Pana biura protest w tej sprawie jednocześnie informuje, iż ten sam protest trafi do dowódcy stacji. - kończąc zdanie wyprężam się w postawie zasadniczej oddaję honory i wychodzę. W sekretariacie rzucam wychodząc - Ten wasz szef jest gorszy od zeg'rata. Jak znajdę się na korytarzu sprawdzam na najbliższym terminalu komputera gdzie jest biuro Działu Personalnego Floty i udaję się tam, po drodze troszkę rozglądam się po stacji.
Dział personalny znajdował się nie daleko na tym samym pokładzie.Kiedy przechodziłeś przez drzwi z drugiej strony wybiegł jakiś kadet wpadł na ciebie i przewrócił się. Pozbieranie się z ziemi zabrało mu chwilę, przeprosił cię i pobiegł dalej.Pomieszczenie działu personalnego było tej samej wielkości co kwatermistrzostwo tylko o wiele bardziej zabiegane wszędzie widziałeś różnych oficerów.
Rozglądam się po pomieszczeniu i próbuje namierzyć jakiegoś siedzącego za biurkiem oficera, jak mi się to uda ruszam w jego kierunku unikając zderzeń z biegającymi po pomieszczeniu osobami.
Najstarszym siedzącym za biurkiem oficerem był chorąży, po jego minie i stanie biurka wnioskowałeś że pracuje tutaj od niedawna.
Mimo to staję przed nim i odzywam się - Dzień dobry chorąży chciałbym się widzieć z szefem dział.
