ORP

Wyświetlanie 15 wpisów - od 46 do 60 (z 95 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • Zeal
    Uczestnik
    #20855

    Aaaa... Dziękuję 😉

    Arecki
    Uczestnik
    #20869

    Z początku podchodziłem z rezerwą do całego cyklu, ale teraz uważam, że jest wyśmienity. Akcja, rozwój postaci, uczucia, humor. Wszystko jest na swoim miejscu. :spoko:Proszę o więcej.

    Corvus
    Uczestnik
    #21035

    Kal patrzył przez chwilę na pojawiającego się znikąd Ambassadora.

    - Zaraz, przecież maskowanie jest... - zaczął czysto automatycznie i uśmiechnął się szeroko.

    Obserwujący go Coen doskonale wiedział czemu.

    - Fakt, nie jesteśmy już w Federacji - komandor pokręcił głową, częściowo rozbawiony, a częściowo rozdrażniony tym, iż stare nawyki ciągle się w nim odzywają.

    - Popraw mnie, jeśli się mylę, ale remont Gromu miał trwać jeszcze dwa tygodnie?

    - Ano. Ale remont nie oznacza, że nie można przy okazji wprowadzić kilku poprawek - Coen rozłożył niewinnie ręce.

    Oficer tylko skinął głową. Nie pytał, skąd krążownik wziął maskowanie. O niektóre rzeczy po prostu się nie pyta. A już na pewno nie w takim miejscu. Byle szpieg mógłby podsłuchać ich rozmowę.

    Widok ciężkiej jednostki przypomniał Kalowi o czymś jeszcze. Klepnął komunikator.

    - Se'Datha do Wilka. Status?

    - Wszystkie systemy sprawne - odezwał się głos Elvena, dowodzącego fregatą pod nieobecność obojga starszych oficerów. - Stoimy tam, gdzie zawsze. I, kapitanie... Witamy w domu.

    - Dziękuję. Se'Datha out.

    Kal odwrócił się do Eiranne.

    - Pora wracać do obowiązków - wymruczał, po czym ruszył w kierunku śluzy, prowadzącej na pokład Wilka.

    Elvenka szła tuż przy nim. Żadne nie zauważyło, że dowódca krążownika idzie z tyłu. Coen uśmiechał się do siebie szelmowsko.

    Dwieście metrów i kilka zakrętów korytarza później Se'Datha stanął jak wryty. Do śluzy pozostało jeszcze czterdzieści metrów. Trzydzieści było zajęte przez dwa stojące twarzami do siebie szeregi. Komandor rozpoznał w nich członków załogi Wilka oraz Elvenów z przebywających w bazie niszczycieli Cesarstwa. Wszyscy mieli na sobie galowe mundury. Na widok pary oficerów smukły, ciemnoskóry mężczyzna, dowodzący jednym z niszczycieli, wydał komendę:

    - Całość, baczność!

    Szeregi wyprostowały się. Tu i ówdzie błysnęła paradna broń elveńskiego oficera.

    - Wiwat młoda para!

    - Wiwat!

    Potężny okrzyk wstrząsnął korytarzem. Se'Datha patrzył na to w oszołomieniu.

    - Zaraz, a skąd oni wiedzieli o... - zerknął podejrzliwie na stojącą przy jego boku kobietę.

    Eiranne zajmowała się właśnie podziwianiem sufitu. Robiła to bardzo intensywnie, z tak niewinną miną, jak to tylko było możliwe. Stojący za Kalem dowódca Gromu całkiem już otwarcie wyszczerzył zęby, bawiąc się doskonale całą sytuacją. Nachylił się do ucha przyjaciela:

    - Przegrałeś...

    - Pałuj się - odpowiedział Se'Datha bez urazy. Westchnął ciężko.

    - Jutro. "U Prixa". Ja stawiam - wyszeptał cicho.

    - Chyba oczy w słup - zareagowała natychmiast Eiranne dowodząc, iż co jak co, ale słuch to ma doskonały.

    Człowiek udał, że nie słyszał tego zdania. Ujął ją za rękę i z rezygnacją poprowadził w stronę śluzy.

    - Gratulacje! No, nareszcie, kapitanie! Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia! - dobiegały zewsząd okrzyki.

    Kobiecie i towarzyszącemu jej człowiekowi udało się w końcu przedostać do windy. Kal odetchnął z ulgą, gdy zasunęły się drzwi. Przynajmniej na chwilę odgrodziło ich to od rozentuzjazmowanych ludzi.

    - Mostek! - zarządził.

    - Czemu akurat tam? - zaciekawiła się Eiranne.

    Se'Datha uśmiechnął się tylko tajemniczo. Kobieta bez wahania wśliznęła się w jego myśli.

    - O nie. Nie odważysz się.

    Kal uniósł lewą brew.

    - Nie?

    Winda zatrzymała się, a jej drzwi rozsunęły się z sykiem. Obecni na mostku oficerowie obejrzeli się i zamarli ze zdumienia. Mieli oto okazję ujrzenia po raz pierwszy w swoim życiu, jak średniego wzrostu człowiek wychodzi z windy z ponad dwumetrową Elvenką na rękach i robi to tak, że żadna z części ciała kobiety nie uderza o framugę. A o windach można by mówić wiele, ale na pewno nie to, że są szerokie. Przynajmniej jeśli chodzi o wyjście. Kapitan skierował się do swojej kabiny.

    - Postawisz mnie? - w głosie Eiranne zabrzmiało lekkie ostrzeżenie.

    - Eeee... Nie - Kal niezmordowanie parł w kierunku kabiny.

    - Skoro tak... - ramiona kobiety mocniej opasały szyję oficera.

    Wyglądało na to, że jest jej tam całkiem wygodnie.

    Se'Datha wszedł do kajuty, dopełniając w ten sposób starej tradycji, według której pan młody powinien przenieść pannę młodą przez próg. Wtedy dopiero delikatnie postawił Eiranne na podłodze.

    - Pomieścimy się chyba, co? - uśmiechnął się.

    Elvenka rozejrzała się i skinęła głową.

    - Skoro mieściliśmy się w tej sypialni na Har'oloth...

    Se'Datha roześmiał się. Rzeczywiście, tam było naprawdę ciasno...

    W tym samym momencie rozległ się dzwonek sygnalizujący, że ktoś prosi o wpuszczenie.

    - Wejść! - Eiranne i Kal zawołali jednocześnie. Popatrzyli po sobie i uśmiechnęli się.

    Do kabiny wszedł człowiek w towarzystwie Elvena. Człowiekiem był bezpośrednim przełożonym Se'Dathy, zaś Elvenem - Salamar. Oficerowie przyjęli postawy zasadnicze.

    - Spocznij - admirał machnął ręką. Popatrzył badawczo na oboje.

    - Moje gratulacje.

    Kobieta spuściła skromnie głowę, zaś Kal odpowiedział:

    - Dziękujemy.

    Przyjrzał się nowoprzybyłym.

    - Nie wiedziałem, że admirał albo członek Pierwszego Kręgu mają w zwyczaju odwiedzać nowożeńców...

    - Jesteście pierwszą mieszaną parą w historii naszych ras. To zrozumiałe, że się pojawiliśmy - uśmiechnął się Salamar.

    Admirał dodał:

    - Poza tym chcielibyśmy wręczyć wam skromne prezenty...

    Cofnął się do drzwi i odebrał od stojącego za nimi porucznika dwa podłużne, wąskie pakunki. Podał oficerom.

    - Rozpakujcie - powiedział.

    Eiranne i Kal odwinęli płótno. Trzymali w rękach miecze. Elvenka - scimitara, zaś Kal - katanę. Oba z dedykacjami. Przepiękne wykończenie broni pozwalało sądzić, iż są one wykonane w całości ręcznie.

    - A to mój prezent - Salamar podszedł do obojga.

    Wyciągnął z kieszeni dwa pudełeczka. Otworzył je. W każdym z nich znajdował się medalion, przedstawiający stylizowany miecz, umieszczony na tarczy księżyca. Wykonano je z materiału, który na pierwszy rzut oka wyglądał jak srebro, był jednak od niego o wiele wytrzymalszy. Eiranne wstrzymała oddech.

    - To chyba nie...

    - A jednak.

    Salamar założył je obojgu na szyje. Zwrócił się do kobiety:

    - Jesteś sierotą. Nie miałaś rodu... Aż do teraz. Od tej chwili oboje jesteście głowami nowego rodu Elvenów.

    - Ja... - w oczach Eiranne pojawiły się łzy.

    Był to chyba najwspanialszy prezent, jaki mogła kiedykolwiek otrzymać. Salamar dobrze wiedział, co czuje Elvenka.

    - Kto jak kto, ale ty na pewno zasługujesz na własny ród - uśmiechnął się i skłonił lekko. Popatrzył na admirała.

    - Zostawmy ich samych - zasugerował.

    Admirał skinął głową, po czym obaj opuścili kabinę.

    Se'Datha zgasił światło i wyciągnął się na koi. Leżąca obok niego Elvenka wierciła się niespokojnie.

    - Niech to...

    - Co się stało?

    - Nie mam miejsca. Ta koja jest za mała - pożaliła się kobieta.

    - To po co tak rosłaś? - zażartował komandor.

    Otrzymał w odpowiedzi cios w żebra.

    - Śmiało, nabijaj się. Swoją drogą, ciekawe, jak radzą sobie inni Elveni na waszych okrętach. Ja mam ciasno, a przecież jestem jedną z najniższych elveńskich kobiet...

    Kala zatkało.

    - Mówisz poważnie? - spytał.

    Przecież przy Eiranne wyglądał jak karzełek... A ona twierdziła, że wcale nie jest wysoka...

    - Jak najbardziej. Czekaj, czekaj, chyba już wiem...

    Se'Datha sapnął, gdy znalazło się na nim nagle całe siedemdziesiąt kilogramów wagi kobiety. Elvenka zwinęła się w kłębek.

    - Od razu lepiej - wymruczała, przymykając oczy.

    - Jak komu - sapnął Kal.

    - Nie możesz oddychać? - zaciekawiła się Eiranne.

    - No... Niezbyt.

    - Cierp - padło w odpowiedzi.

    Sala odpraw była pełna. Wypowiedzenie wojny zmusiło sztab Floty do gwałtownej zmiany planów. Stratedzy łamali sobie głowę, jak jednocześnie przezbroić okręty i utrzymać jako taką sprawność bojową. Zdecydowano się w końcu na desperacki krok. Na pierwszy rzut miały iść ciężkie jednostki. Od razu montowano na nich maskowanie, co znacznie podnosiło ich walory bojowe. Reszta jednostek - patrolowce i kanonierki - planowano poddać refitowi później. Jedynym wyjątkiem był Wilk, który wszedł na dok akurat w momencie podjęcia decyzji o przyspieszonym przezbrojeniu. Dzięki temu Nowy Orlean otrzymał nowe uzbrojenie i wzmocnione osłony. Co do maskowania jednak... Cóż, okazało się, że zaadoptowanie nowej technologii na mniejszych jednostkach jest możliwe, ale wymaga dogłębnych badań, mających na celu znalezienie optymalnej konfiguracji sieci dystrybucji energii. Liczono na to, że w momencie zwolnienia doków przez ciężkie jednostki, badania będą już ukończone. Na razie jednak Flota Odrodzonej Polski musiała walczyć tym, co miała "na teraz". Tymczasowa doktryna stawiała na prowadzenie wojny obronnej. Żadnych agresywnych wypadów. Po prostu podzielono Flotę na kilka sekcji. Każda z nich dostała pod opiekę parę sektorów. Rozkazy mówiły wyraźnie: "bronić".

    Wilk wszedł w skład sekcji alfa, mającej bronić sektorów graniczących z Kardasjanami. Był to wąski przyczółek, ale jego utrata byłaby dość bolesna. W jednym z sektorów znajdowała się kopalnia dwulitu. Jej utrata zmniejszyłaby na pewien czas zdolności bojowe polskiej floty. Uruchamiano co prawda kopalnię zapasową, ale ponieważ zaczynano praktycznie od zera, musiało to potrwać. A do tego czasu kopalnia musiała być broniona za wszelką cenę.

    - ...i sekcja alfa wyruszy za godzinę. Powodzenia - zakończył prowadzący odprawę oficer.

    Dowódcy okrętów podnieśli się z krzeseł.

    - Cóż, będziesz miał ciekawą podróż poślubną - Coen klepnął Kala po ramieniu. Ten machnął tylko ręką z rezygnacją.

    - Nabijaj się, nabijaj... Poczekam, aż ty i Eldi zmienicie stan cywilny. Ciekawe, jak wtedy będziesz śpiewał...

    - Pewnie cienko - zarechotał dowódca Gromu.- A właśnie. Jak Eiranne przyjęła twój powrót po "wypłacie" zakładu?

    - Nawet nienajgorzej. Musiałem spać na fotelu, ale dało się przeżyć.

    - Kapitan śpiący na fotelu we własnej kabinie... To musiało ciekawie wyglądać.

    - Nie wiem, spałem - odciął się Kal.

    Zaśmiali się obaj. Po chwili spoważnieli.

    - Masz chyba najgorszy odcinek do obrony - mruknął oficer, dowodzący krążownikiem.

    Se'Datha wzruszył ramionami.

    - Haller, Czapla, Ryś i my. Mogło być gorzej.

    Zerknął na noszony na prawym przegubie staromodny zegarek. Normalnie nosił go na lewym, ale od czasu otrzymania elveńskiej bransolety zegarek powędrował na drugą rękę.

    - Cóż, pora. Muszę jeszcze dopilnować kilku spraw. Do zobaczenia - ruszył pospiesznym krokiem.

    - Uważaj na siebie - dobiegło z tyłu.

    Coen patrzył jeszcze przez chwilę w ślad za przyjacielem, po czym wolno poszedł w kierunku doku Ambassadora.

    Mijał już trzeci dzień patrolu sekcji bojowej alfa. Trzeci dzień spokoju. Kal siedział na fotelu dowódcy, lekko podsypiając. Mógł sobie na to pozwolić. Wiedział, że w razie problemów jego ludzie natychmiast dadzą znać. Zastanawiał się mimochodem, kiedy Kardasjanie wpadną na to, by zająć kopalnię. Co prawda do uruchomienia drugiej pozostał tylko tydzień, niemniej jednak... Na razie wyglądało jednak na to, że Kardasjanie są pochłonięci badaniem technologii zdobytej na Jagielle. "Oby tak dalej" - mruknął w duchu Se'Datha. Każdy dzień zwłoki w ataku to następny okręt, wychodzący z doku.

    Te pogodne rozmyślania przerwał brutalnie Blast:

    - Kapitanie, czujniki wykrywają pięć kardasjańskich jednostek. Dwa Lisze i trzy Demolisze. Przekraczają naszą granicę!

    - Alarm bojowy! - natychmiast ocknął się Kal.

    Z korytarza dobiegł jęk sygnału.

    - Co na to reszta? - zainteresowała się Eiranne.

    - Potwierdzają kontakt. Szykują się do walki. Przekaz z Hallera!

    - Na ekran.

    Oczom oficerów patrolowca ukazał się dowodzący Mirandą człowiek w średnim wieku.

    - Wszystkie okręty - zwrot bojowy! Wchodzimy na kurs przechwytujący. Wilk i my na czele, reszta - z tyłu. Szyk theta. Haller out.

    - Słyszałaś rozkaz - mruknął Kal w kierunku siedzącej za konsolą sternika kobiety.

    - Tak jest!

    Grupa bojowa alfa rozprysła się we wszystkie strony, by po chwili znowu zewrzeć szyk. Miranda i Wilk leciały obok siebie, tworząc energetyczną pięść. Ich rola miała polegać na przełamaniu szyku przeciwnika i ściągnięciu na siebie ognia wrogów. Pozostałe dwie jednostki trzymały się na ich flankach, nieco z tyłu. One z kolei miały "podgryzać" wroga, korzystając ze swej ruchliwości.

    Dziesięć minut później polska eskadra wyskoczyła z warp.

    - Już są - mruknęła patrząca na odczyty czujników Elvenka.

    - Cóż... Jak to rdza powiedziała - poloneza czas zacząć...

    - Masz to samo co Coen - skrzywiła się kobieta.

    - Co?

    - Ciągotki do archaizmów. I gierek słownych.

    - Cierp - odpowiedział człowiek jej własnym zdaniem.

    Kardasjanie również ich zauważyli. Ich jednostki rozproszyły się, po czym przypuściły atak.

    Blast otrzymał od taktycznego z Hallera informację, którą wrogą jednostkę kanonierka bierze w obroty. Bez zdziwienia zauważył, że jest to jeden z Demoliszy. Przesłał dane dowódcy. Kal przejrzał je i skinął z aprobatą głową.

    - Cel - napęd warp. Wszystkie wyrzutnie i broń energetyczna jednocześnie.

    - Cel namierzony - potwierdził porucznik.

    - Strzelaj razem z Hallerem...

    - Tak jest.

    Obie jednostki zaczęły otrzymywać trafienia. Nie przejmowały się tym jednak. Miranda odpaliła torpedy. W tym samym momencie wszystkie trzy wyrzutnie Nowego Orleanu plunęły ogniem, a osłony wrogiej jednostki liznął jęzor broni energetycznej.

    - Bezpośrednie trafienie! - krzyknął z zachwytem porucznik. - Osłony celu - czterdzieści procent. Nasze - siedemdziesiąt.

    - Utrzymywać dystans, ogień ciągły - polecił Kal.

    Zwinny patrolowiec wszedł na ogon przeciwnika. Kardasjańska jednostka próbowała go strząsnąć, ale na próżno. Polski okręt oddawał salwę za salwą. Osłony nieprzyjaciela ciągle spadały. Gorzej, że patrolowca również...

    Lisze co i rusz przypuszczały atak. Jak dotąd szybkie interwencje dwóch pozostałych jednostek kupowały Wilkowi kilka cennych sekund, ale to nie mogło trwać wiecznie... Kal zdawał sobie z tego doskonale sprawę, ale nie miał wyjścia. Musiał "dokończyć" tego Kardacha.

    Jeszcze jedna salwa. I kolejna. I następna, oddana na spółkę z Hallerem.

    - Mamy go! - krzyknął taktyczny.

    Rzeczywiście, Demolisz zaczął się rozpadać.

    - Jeden z głowy, zostało cztery - skrzywił się Kal.

    Na konsoli Blasta pojawił się jakiś komunikat.

    - Kapitanie, dowódca Hallera nakazuje przejść do manewru delta! Cel - drugi Demolisz!

    Manewr delta oznaczał atak całej grupy na tylko jeden, wybrany okręt. Było to zazwyczaj stosowane przy przewadze ilościowej, aby jak najszybciej zakończyć starcie. Zazwyczaj.

    - Można i tak - uśmiechnął się ponuro Se'Datha.

    Wydał niezbędne rozkazy.

    Wszystkie jednostki otoczyły wroga i runęły na niego. Zanim Demolisz zdążył cokolwiek zrobić, po prostu zniknął. Pozostałe trzy jednostki wykonały zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i weszły w warp.

    Cztery polskie okręty zastopowały.

    Iskry z popękanych konsol były jedynym źródłem światła. Eiranne podniosła głowę. Jej zdolność widzenia w podczerwieni sprawiła, że kobieta natychmiast zorientowała się w sytuacji. Podczas ataku Wilk odniósł ciężkie uszkodzenia. Połowa systemów na mostku - łącznie z oświetleniem - po prostu padła. Elvenka spojrzała w bok. Kal leżał oszołomiony. Eiranne nie miała siły wstać. Zamiast tego wysłała silny impuls myślowy. Se'Datha jęknął, po czym otworzył oczy.

    - Ale burdel - mruknął, gdy tylko zorientował się, co właściwie zaszło.

    Klepnął komunikator:

    - Dowódca do wszystkich. Raport u uszkodzeniach!

    Po chwili zaczęły napływać pierwsze informacje. Lewa gondola uszkodzona, dolna wyrzutnia zniszczona, napęd impulsowy uszkodzony, system podtrzymywania życia sprawny w trzydziestu procentach...

    - Ładnie - podsumował Kal. - Ciekawe, jak reszta grupy.

    - Istnieje - dobiegł z tyłu głos taktycznego. - Chyba nam oberwało się najmocniej...

    - Jak zwykle - Se'Datha nie przejmował się drobiazgami.

    Otarł z czoła jakąś wilgoć. Była lepka.

    "Pewnie krew" - pomyślał bez zainteresowania.

    - Kapitanie, Haller i reszta ruszają w kierunku kopalni! - odezwał się nagle taktyczny. - Wygląda na to, ze Kardasjanie ją jednak zaatakowali.

    - Szlag! Pełna impulsowa - polecił komandor.

    - Mamy rozkaz zostać na miejscu. Dowódca Hallera twierdzi, że w obecnym stanie i tak nic nie pomożemy.

    Kal zaklął, ale wiedział, że tamten ma rację. Rzeczywiście, w obecnym stanie Wilk mógłby robić jedynie za tarczę strzelniczą.- Drużyny remontowe, natychmiast do roboty! - polecił wściekle. - Najpierw napęd i uzbrojenie.

    Pół godziny później sprawy zaczęły wyglądać nieco lepiej. Ale tylko trochę. Wilk odzyskał osłony i napęd impulsowy. Z uzbrojeniem było gorzej. Zniszczoną wyrzutnię można było naprawić - a właściwie wymienić - jedynie w doku. Okazało się również, iż jedna trzecia pasów broni energetycznej wytrzyma jeszcze dwa - góra trzy strzały, zanim się przepali. Światło na mostku nadal pozostawało na liście rzeczy do naprawy.

    - Ale dali nam łupnia - Kal był niepocieszony.

    Poprawił owijający głowę bandaż. Okazało się, że jeden ze szczątków rozciął mu czoło.

    - My im też - pocieszyła go Eiranne.

    - Tak, ale...

    - Odbieram wezwanie o pomoc! - przerwał dowódcy taktyczny. Bez czekania na rozkaz przełączył sygnał na głośniki.

    - Mówi dowódca elveńskiego transportowca Yathrin. Jesteśmy atakowani przez kardasjańskie jednostki! Prosimy o natychmiastową pomoc!

    - Yathrin?! - Elvenka aż poskoczyła. - Kal, ten transportowiec wchodzi w skład konwoju, ewakuującego jedną z naszych kolonii! Nie bylibyśmy w stanie jej obronić, więc postanowiliśmy ją opuścić. Tam są cywile!

    Se'Datha zacisnął pięści. Klepnął komunikator.

    - Dowódca do maszynowni. Chcę maksimum warp. I to już.

    - Kapitanie, gondola nam się rozpadnie. Albo okręt. Albo i to, i to.

    - Maksimum warp. Już - powtórzył komandor. W jego głosie nie było żadnych emocji, tylko nieludzki wręcz chłód. Główny inżynier nie kontynuował dyskusji.

    - Maksimum warp. Tak jest - wyłączył się. Niecałą minutę później sterniczka zameldowała:

    - Mam nominalną moc silników.

    - Kurs na elveński konwój. Maksymalna prędkość. Start.

    Patrolowiec przyspieszył gwałtownie i zniknął w jasnym błysku. Uszkodzona gondola wpadła w rezonans, który przenosił się na cały okręt. Kal zastanawiał się przez chwilę, czy mu się czasem Wilk nie rozpadnie... Porzucił szybko te rozważania. I tak nic by to nie zmieniło.

    Dwadzieścia minut później patrolowiec wciąż jeszcze był w jednym kawałku. Wyszedł z warp dokładnie w oznaczonych współrzędnych.

    - Raport! - zażądał komandor.

    - Czujniki wykrywają dwa Galory, trzy elveńskie niszczyciele i dwa transportowce. Oprócz tego - sporo szczątków. Sądząc po ich ilości i rodzaju - cztery niszczyciele Elvenów, jeden transportowiec, jeden Keldon i trzy Galory. Skutecznie się bronili - powiedział cicho Blast.

    Eiranne uśmiechnęła się tylko ze swego rodzaju dumą. Porucznik kontynuował:

    - Wszystkie niszczyciele nie mają napędu. Galory zajmują się aktualnie transportowcami.

    - Pełna impulsowa! - zarządził Kal.

    Patrolowiec ruszył w kierunku walczących jednostek. W pewnej chwili Blast zameldował:

    - Wykrywam jeszcze jedną jednostkę. Już na terytorium Federacji! To okręt klasy Galaxy, USS Odyssey.

    - Kanał wywoławczy do federacyjnego okrętu! - zareagował natychmiast Se'Datha.

    - Otwarty.

    - Komandor Se'Datha wzywa federacyjny okręt USS Odyssey. Proszę o pomoc przy odpieraniu kardasjańskich agresorów.

    Na ekranie pojawił się federacyjny kapitan.

    - Przykro mi - powiedział beznamiętnie. - Mam bezpośrednie rozkazy z Kwatery Głównej. Nie wolno mi się mieszać.

    - Tam giną ludzie! - nie wytrzymała Eiranne.

    Zerwała się z fotela i wyprostowała, patrząc wściekle na człowieka.

    - Powtarzam: nie wolno mi się mieszać.

    - A dyrektywa, nakazująca Gwiezdnej Flocie odpowiadać na każde wezwanie o pomoc? - Kal stanął u boku kobiety.

    - Bezpośredni rozkaz admiralicji. Nie wolno mi prowokować Kardasjan.

    - Czyli trzymacie się dyrektyw tylko wtedy, gdy to wam odpowiada? - spytał dowódca patrolowca. - Bardzo wygodnie.- Bardzo niesprawiedliwie nas pan osądza - twarz kapitana Galaxy poczerwieniała, ale mówił jeszcze spokojnie.

    - Mówię, co widzę - Kal patrzył tamtemu w oczy bez mrugnięcia.

    Federacyjny oficer odwrócił wzrok. Se'Datha powiedział cicho:

    - Dobrze więc... Sami to załatwimy. A was... Niech piekło pochłonie, "sojusznicy"...

    Nie wiedział wtedy, że niektóre życzenia się spełniają...

    - I ty u nich służyłeś? - mina Eiranne wyrażała całkowite niedowierzanie.

    - Cóż, głupota wieku młodzieńczego - Se'Datha rozłożył przepraszająco ręce.

    Podczas całej rozmowy Wilk zbliżył się do atakowanych jednostek na tyle, że mógł już wejść do walki.

    - Cel: dowolny. Sposób prowadzenia ognia: dowolny - polecił Kal. Blast spojrzał w jego stronę ze zdumieniem.

    - Nie sprecyzuje pan, jak mam atakować?

    - Jakkolwiek. Aby skutecznie - padło w odpowiedzi.

    Porucznik wzruszył ramionami i przebiegł palcami po konsoli. Czujniki odnalazły cel. Ułamek sekundy później bliższy z Galorów zatrząsł się od trafienia. Do Kardasjan dotarło, że do gry wszedł nowy czynnik. Skierowali się przeciw nowemu przeciwnikowi. Po chwili polski okręt rozjęczał się od ciosów. Nie pozostawał jednak dłużny, ciągle odpowiadając ogniem. Niestety, uszkodzenia odniesione w poprzednim starciu znacznie osłabiły jego wartość bojową. Po kilku chwilach osłony patrolowca opadły do zera. Wilk zaczął obrywać po kadłubie. Parę strzałów i polski okręt pozbył się lewej gondoli. Następne dwie salwy uciszyły jego wyrzutnie. Kolejne podejście Galora - i broń energetyczną trafił szlag. Kardasjańskie okręty zatoczyły krąg. Nie spieszyły się z dobiciem ofiary. I tak nigdzie by im nie uciekła. Wilk wszedł na ich celowniki. Zaczęły powoli zbliżać się do ciężko uszkodzonej jednostki, gdy nagle tuż obok polskiego patrolowca pojawiło się sześć wychodzących z warp elveńskich niszczycieli. Ich dowódcy nie pytali o nic. Od razu wydali rozkaz otwarcia ognia.

    Zmasowany ostrzał sprawił, że jeden z Galorów zamienił się we wrak w ciągu kilkunastu sekund. Drugi nie czekał na swoją kolej. Skoczył w warp i zmył się z pola walki.

    - W samą porę - podsumował Se'Datha.

    Eiranne uśmiechnęła się.

    - Dokładnie - wymruczała.

    Drogę powrotną Wilk przebył na holu elveńskiego niszczyciela. Przez cały czas jej trwania Kal zastanawiał się, jaką Odrodzona Polska ma szansę. Doszedł w końcu do wniosku, że można liczyć jedynie na siebie. I na Elvenów, którzy zaraz po bitwie wypowiedzieli wojnę Unii Kardasjańskiej.

    Se'Datha nie komentował tego faktu, ale w duchu był zadowolony. Elveńska zajadłość, którą mógł zaobserwować, oraz taktyka walki czyniła ze współbraci Eiranne groźnych przeciwników.

    Miał tylko nadzieję, że się nie myli.

    Tu możesz komentować to opowiadanie.

    Corvus
    Uczestnik
    #21037

    Właśnie dołączyłem do twórców cyklu i dorzucam opowiadanie, tak na dobry początek.Mam nadzieję że się spodoba. 😀

    Coen
    Uczestnik
    #21039

    Miło mi powiatać nowego kapitana w Polskich Siłach Zbrojnych:) Swoja droga, fajne opo:)

    Zarathos
    Uczestnik
    #21041

    opowiadanie spoko, zreszta juz to wiesz, bo pewnie dostales maila. reszte uwag masz w nim, wiec nie bede sie tu rozpisywal

    EMH Mark IX
    Uczestnik
    #21050

    Dołączam się do chóru wraz z Zarathosem!Zeal, masz niesamowite wyczucie. Potrafisz doskonale pokazać zarówno bitwę jak i wątek romantyczny :-)A tego ostatniego, opisanego w równie przekonywujący sposób, dawno nie wypatrzyłem w Trekach :-)Wielkie brawa i..... do roboty 🙂 Czekamy na więcej...deactivate EMH!

    Zeal
    Uczestnik
    #21055

    Zarathos: robi się interesująco... Nawet bardzo. Tylko jedna uwaga: Odrodzona Polska ma z Federacją traktat o nieagresji. Poza pierwszymi dwoma okrętami - m.in. Gromem - nie było dezercji federacyjnych jednostek. Ani oficerów. Wszystko odbywa się na zasadzie pełnej dobrowolności. Ci z Gwiezdnej Floty, którzy wyrażą taką ochotę, przechodzą do sił polskich bez żadnego "ale". Również federacyjne okręty, które Polska posiada, są oddane dobrowolnie. W zamian za lekarstwa - między innymi.A tak poza tym - niiice :DWidzę, że radosna gromadka piszących się rozrasta... To dobrze.Corvus: aby tak dalej.PS: Elveńska brandy, co? Hmm, to by mi wyjaśniało pewne rzeczy... 😀

    Coen
    Uczestnik
    #21056

    Hmmm..no Zarathos, fajny FF do cyklu ORP 🙂 Nie wiedziałem ze my już tacy popularni aby o nas Fan Fici pisać. Buraków na tomiast stragan otworzyć

    1) niema czegos takiego jak Królestwo Polskie, bajki ci sie pomyliły

    2) ORP i Federacja ma układ o nieagresji i o żadnym ostrzeliwywaniu sie miedzy okretami nie mogło by byc mowy, nie wspomne o tym iż sam atak miał tylko i wyłacznie pokazac biedna federacje atakowana przez polaków bo po wysłaniu wiadomosci zniszczenie czy uszkodzenie mirandy i tak nic nie dało. Natomiast do polski przechodzą tylko te osoby i te okrety które wczesniej w ramach umowy z federacja zostały zatwierdzone.

    3) w uniwersum ORP nie istnieje taki tchurzliwy bzdet jak wyrzutnie seryjne

    4) Wystapienie z szeregów GF nie równa sie zdradzie bo takto to wszystkich z ToS musisz za zdrajców uznac:)

    5) Przy takiej postawie twojej pani kapitan decyzja admiralicji była by oczywista: Tak? no to jest pani wolna, życze przyjemnego życia w cywilu.

    6) Było to napisane, widac nie doczytałes: elveni nie wchodzą do cudzego umysłu bez pozwolenia i wyzszej koniecznosci jak np analiza przed atakiem

    7) a to już powaliło mnie na kolana: pra pra pra... no i ileś jeszcze tych pra

    To co, ten dziadek został porwany koło 19 wieku?:) Bowiem betazoidzi poznali ludzi chyba góra 2 pokolenia temu.

    8 ) uzbrojenie musi oddac, to nie podlega dyskusji, Polska nie Federacja, i traktatów przestrzega

    9) Jakbyś niedoczytał to federacja równiez przekazała ORP sporo okretów

    10) aha i z tego co widac w serialach to betazoidzi wygladaja identycznie jak ludzie

    11) co mozna przeczytac w opo Corvusa to ORP Garland to Ambasador, tak samo jak w pierwszym opo Zeal o tym pisze

    Tak więc jak mówię fajny FF, nic wiecej.

    Zarathos
    Uczestnik
    #21057

    Dzieki Zeal. I faktycznie, Federacja ma układ o nieagresji, co nie znaczy ze ktos moze nie chciec pozyczyc sobie nowiutkiego okretu. to jak to rozstrzygna pozniej politycy to juz insza inszosc. Byc moze dlatego niekt nie kazal demontowac uzbrojenie - po co skoro i tak oddadza okret.

    Coen. Milo ze ci sie FF podobal 😀 A co do uwag

    1) wydawalo mi sie, ze ktos gdzies o królu wspomnial, ale moze sie myliłem. Zaraz poprawie KP na Polskę.

    2) Patrz wyżej, na odpowiedź Zealowi. A co do twojej uwagi, to jak atakowałem tą biedną Mirande, to jeszcze Akira uciekała i nie miała zamiaru się złapać. Okręt siedzący na ogonie z sensorami mającymi zasię lat świetlnych to coś, czego lepiej za sobą nie zostawiać.

    3) Sam mi pisałeś, że ma być kanonicznie. Wyrzutnie seryjne są kanoniczne więc się zdecyduj z łaski swojej. Poza tym Akira ma pulsacyjne strzelające 4 torpedy w ciągu sekundy a nie naraz 4 torpedy. Niby różnica niewielka, ale zawsze.

    4) Wystąpienie z szergów nie, ale kradzież sprzętu Federacji (a chyba część okrętów, zanim za nie zapłaciliscie była niezbyt legalnego pochodzenia) jak najbardziej. Zresztą na początku wy nie wystąpiliście z Federacji, tylko sobie polecieliście razem z okrętami i załogami -a nie wmówisz mi że nagle liczaca paręset osób załoga z pieśnią na ustach zgodziła się opuścić Federację więc da się i porwnie wpisać na listę zarzutów.

    5) Widocznie admiralowie maja wiecej rozsadku 😀 Inaczej spora czesc kapitanów wyleciałaby z Floty (nie tylko ORP) z wielkiim hukiem. Poza tym miała widocznie wystarczająco wiele racji, że przymknęli oko.

    6) tia. rozkaz wyższej szarży: sprawdź co tej bezczelnej nowej siedzi we łbie jest zazwyczaj wykonywany. Pomijam kobiecą ciekawość 😀

    7) W oficjalnych materiałach nie znalazłem danych dotyczących daty przystąpienie, a nawet odkrycia Betazed. Wiec mozna sobie fantazjować do woli.

    8) Patrz odpowiedź dla Zeal

    9) Doczytałem. Ale równie sporo sami sobie wzieliście a potem zapłaciliście.

    10) Jak europejczycy. Nie widziałem betazoida ze skośnymi oczkami 😀

    11) Wiem, mój błąd. Miał być w pierwszej wersji, ale uznałem że tak szybko nie pomontowaliście maskowania na wszystkich okrętach, więc zmieniłem na KTI. I zapomniałem zmienić nazwe 🙁

    Zeal
    Uczestnik
    #21058

    Akurat "pożyczać" okrętu nie trzeba było... W składzie polskiej Floty są już dwie Akiry o ile dobrze pamiętam.

    Co do rozkazywanie na temat skanu... Elveni mają coś takiego, jak normy zachowania. To trochę tak, jakby na każdego napuszczać Volkana...

    Zaś co do kobiecej ciekawości... Eiranne nie skanowała pewnego komandora. Chociaż była go ciekawa. Po raz pierwszy weszła w jego umysł dopiero przy planowaniu ataku. Wystąpiła wyższa konieczność. I Elvenka przeprosiła...

    Zresztą na początku wy nie wystąpiliście z Federacji, tylko sobie polecieliście razem z okrętami i załogami -a nie wmówisz mi że nagle liczaca paręset osób załoga z pieśnią na ustach zgodziła się opuścić Federację więc da się i porawnie wpisać na listę zarzutów. 

    Na początku. Od tamtego czasu trochę się zmieniło.

    Zresztą cała sprawa została wyjaśniona w pierwszym opowiadaniu Coena.

    Zarathos
    Uczestnik
    #21059

    Na początku. Od tamtego czasu trochę się zmieniło.

    Zresztą cała sprawa została wyjaśniona w pierwszym opowiadaniu Coena.

    Wiem, że wyjaśnił i wiem że to było na początku. Co nie zmienia faktu że tak było, więc reakcja pani kapitan w czasie 'przysiegi' była przynajmniej częściowo usprawiedliwiona.

    Co do skanowania - nagle ktos, kto wie ze mogl sobie spokojnie poleciec do ORP porywa okret Federacji. Podejrzane. Probuja zeskanowac ja (jakis Vulcanin np) I nagle okazuje sie, ze ten ktos jest na tyle poteżnym telepata ze zaden z Polskich telepatow nie jest w stanie przelamac blokad osobki a ona nie ma zamiaru dac sobie mieszac we lbie. Jej prawo, wiec nie majac nic w aktach na nia dopuszczaja ja do floty - bo dlaczego nie. A korzystajac z faktu ze maja elwenke na podoredziu prosza dowodztwo elwenskie o przysluge. ci sie zgadzaja, bo przeciez zawsze warto wiedziec ze ktos kto lata jednym z potezniejszych okretow jest po naszej stronie.

    Zeal
    Uczestnik
    #21060

    Prawie dobrze 🙂 Jest tylko jedno "ale".1. Czy to była sytuacja "awaryjna" ?Nie.2. Czy skan wymagał pospiechu?Nie.Eiranne poprosiłaby najpierw o zgodę samą zainteresowaną. Jako telepatka poznałaby, gdyby badana osoba próbowała coś ukryć. Coś "schować" można jedynie stawiając wokół danej rzeczy mentalną blokadę. Elvenka nie mogłaby tego nie zauważyć :).

    Zarathos
    Uczestnik
    #21061

    Albo zablokowac caly umysl. Zamknac sie na wplywy z zewnatrz. Pamietasz Tin-Mana. Tamten facet mial ciezkie czasy majac 'otwarty' umysl. Tak samo byloby z Akiko. Otwarcie sie jest dla silnych Betazoidow raczej niemile wiec tego nie robia jezeli nie musza. I skoro pani kapitan nie zgodzila sie na to dla pano szefow, to dla jakiejs nieznajomej elwenki tez by tego nie zrobila. Zreszta, jak to napisal Coen, to tylko fanfic fanfica 😀 i raczej pojedynczy epizod. Nie wiem, czy bede pisal dalej w swiecie ORP, mam na ruszcie Babilon 5 i Klingonow wiec zobaczymy

    Zeal
    Uczestnik
    #21062

    Tyle tylko, że Elvenka i tak by zapytała.... :DAle spoko, po prostu zjeżyło mi się lekko, bo - jakby nie było - Eiranne jest moją postacią...I takie zachowanie nijak do niej nie pasuje :)Cieszę się, że to sobie wyjaśniliśmy....

Wyświetlanie 15 wpisów - od 46 do 60 (z 95 w sumie)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram