Forum › Rozmowy (nie)kontrolowane › Nauka › Nowinki techniczne i naukowe
Akurat prawda jest taka, że większość osób które się tu wypowiadają ma wielkie G a nie pojęcie o czym akurat teraz mówi. Dysleksja niema żadnego wpływu na to jak się pisze. Wiem, bo mam ją od urodzenia. Na skutek długotrwałych, trudnych treningów zdołałem opanować ją w stopniu umożliwiającym mi przeżycie w szkole i na uczelni. Jednak czytać na głos to do dziś dobrze nie umiem.
Jak ktoś nie wierzy w istnienie takiej choroby i jej pokrewnych to jego brocha i mi nic do tego. Zapewne w raka też nie wierzycie bo nie macie ani w impotencje ale to Wam tylko pozazdrościć tej błogiej niewiedzy. Oby tylko Wasze dzieci żadnej DYS nie miały i tym was na glebe nie sprowadziły.
I kropka w tym temacie.
Może nie będę się wypowiadał stricte o naturze choroby - bo to nie moja działka - jeżeli do mnie kierowany jest powyższy postCo mnie bardziej interesuje to obserwowane zjawisko nazywane "dysleksją".I jeszcze jedno takie drobne aczkolwiek złośliwe spostrzeżenie ;P Ile książek rocznie czytacie?
Coen, luzik, jedna osoba tu nie wierzy w dysleksję jako specyficzny uszczerbek umysłu. A z jedną osobą to mało chwalebna bitwa ;>Ja też w sumie mniej-więcej przezwyciężyłem, tylko nie w skutek treningów, tylko w końcu mi przeszło, może jak zacząłem pracować (?) - nie wiem. I też miałem długo problemy z czytaniem, ale to tylko lepiej, na studiach nigdy nie czytałem referatów, tylko pisałem w punktach o czym będę mówił (czasem w 5 a czasem w 35 ;)) i mówiłem. Było to lepiej niż ewentualne czytanie przyjmowane przez wszystkich, no i chyba mi się opłaciło ;)Velo - rozumiem, że dysleksja i "dysleksja" to dwa różne byty?A czytam... 10% tego, co w podstawówce ;] Ale też sporo artykułów z pism fachowych itp. Naprawde sporo.
Ano BaruszuUważam że różna interpretacja terminu prowadzi często do wielu niezrozumień a wręcz kłótni.Dlatego języki są takie posiekane ;P
Ano Baruszu
Uważam że różna interpretacja terminu prowadzi często do wielu niezrozumień a wręcz kłótni.
Dlatego języki są takie posiekane ;P
Velo, problem z dysleksją jest jak z migreną - choroba istnieje, choć zdiagnozować można ja w zasadzie tylko klinicznie, piekielnie uprzykrza życie - ale nie każdy, kto upiera się, że boli go głowa, zaraz ma migrenę.
Ile książek rocznie czytacie?
Dużo. 200, może 300.
Uważaj - małe kłamstwo rodzi wielkie niedowierzanie. Nikt Cię wprawdzie nie może sprawdzić, ale tez mało kto uwierzy.
U mnie 10-30, zależy od roku, nastroju i dostępu czasu.Podręczników różnej maści nie liczę.
I jeszcze jedno takie drobne aczkolwiek złośliwe spostrzeżenie ;P Ile książek rocznie czytacie?
Zależy od wolnego czasu. W tym roku do tej pory coś koło 10 (o ile dobrze pamiętam). Właśnie siadam do Władcy Pierścieni plus The Hobbit, więc dojdzie sztuk 4.
Ile książek rocznie czytacie?
Dużo. 200, może 300.
1 książkę dziennie przez 10 miesięcy? :glare: :huh: Ja szybko czytam i 200-300 stronicowa kniżka zajmuje mi 2-4 dni, zakładając, że mam czas na czytanie.
Uważaj - małe kłamstwo rodzi wielkie niedowierzanie. Nikt Cię wprawdzie nie może sprawdzić, ale tez mało kto uwierzy.
Codziennie w komunikacji miejskiej spędzam ok 4 godzin. Do tego, mam godzinę zupełnie wolną, w ramach której odpoczywam czytając. Daje mi to jakieś 500-600 przeczytanych stron A4. Przyjmijmy, że to średnia - bo oczywiście literatura rozrywkowa ma mniejszy format, za to podręczniki akademickie i specjalistyczne źródła się wolniej czyta. Jeżeli Zarathos mówi że czyta 200-300 książek, ja w tym nie widzę nic dziwnego. Chociaż rzeczywiście, liczba może dziwić osoby które wolny czas spędzają przed telewizorami / słuchają że statystyczny Polak czyta niecałą książkę rocznie (liczba z księżyca. Nie chce mi się szukać danych odpowiednich, w każdym razie średnia jest bardzo niska w populacji). Zawsze mnie strasznie zastanawiało, czemu ludzie nie wierzą innym tylko dlatego że ich nie lubią - zamiast rzetelnie sprawdzić czy coś co ten inny mówi jest możliwe i wytknąć mu kłamstwo dopiero jeśli okaże się że nie.
Bo ci "ludzie" czytają książki, myślą, wyciągają wnioski itd., więc wiedzą, że jeżeli coś jest możliwe, to niekoniecznie jest prawdą a nawet fakt, że coś nie jest niemożliwe nie wystarcza, by nie podjerzewać kłamstwa."Mało kto uwierzy" - czyli znajdą się tacy, którzy będą wam wierzyć, owszem...
Bo ci "ludzie" czytają książki, myślą, wyciągają wnioski itd., więc wiedzą, że jeżeli coś jest możliwe, to niekoniecznie jest prawdą a nawet fakt, że coś nie jest niemożliwe nie wystarcza, by nie podjerzewać kłamstwa."Mało kto uwierzy" - czyli znajdą się tacy, którzy będą wam wierzyć, owszem...
Oczywiście, zawsze znajdzie się ktoś, kto uwierzy nawet w różowego słonia na pomniku Szopena. Ja uwierzyłam kiedyś w świętego Mikołaja, a gdy nie przyszedł, bardzo sie obraziłam.
Co prawda, miałam 5 lat.
Osobiście nigdy nie liczyłam, ile czytam w roku. W dodatku prawie każda książkę czytam wielokrotnie, a nie wiem, czy to sie liczy do ogólnego obrachunku.
Czytam parę książek naraz. Książka to nie tylko beletrystyka. Teraz czytam "Rzeźnika Drzew" Pilipiuka, monografię "ŁaGG-3" praca zbiorowa i "Lotnictwo Polski Ludowej 1944-1947" Kolińskiego.
Ja szybko czytam i 200-300 stronicowa kniżka zajmuje mi 2-4 dni
Jeżeli mnie wciągnie, to książkę tej objętości łykam w jedną noc.
Jeśli mnie wciągnie, to też potrafię przecykać całą jednorazowo w ciągu doby (zakładając, że jest po polsku, bo w innych językach czytam ciut wolniej). Ale nie każda książka mnie tak wciąga. Przy 300 rocznie to musiałaby być prawie każda, prawie codziennie. Sorry, ale dla mnie to nie jest po prostu wiarygodne ![]()
