Forum › Rozmowy (nie)kontrolowane › Nauka › Nowinki techniczne i naukowe
Ha - ja zaczynam od października robotę na Uniwerku we Wrocławiu i od razu powiem - nie uznaję czegoś takiego jak dysleksja.Albo człowiek się uczy na pamięć zapisu 10 minut, albo 3 godziny - ale ma się nauczyćA jak ktoś nie umie ładnie pisać - niech przyniesie wydruk komputerowy. Dla mnie to nie jest problem.Założenie jest takie - że to jest Uniwersytet a nie Wyższa Szkoła Srania w Banie imienia Jozina z Bażin.
i od razu powiem - nie uznaję czegoś takiego jak dysleksja.
Albo człowiek się uczy na pamięć zapisu 10 minut, albo 3 godziny - ale ma się nauczyć
Ekhem. Chciałbym zauważyć, że ta prawdziwa dysleksja nie polega na tym że człowiek nie może sie nauczyć poprawnej pisowni. On zwykle ją zna.
Za moich czasów warunkiem uzyskania "papierów dyslektyka" było zdanie egzaminu ze znajomości ortografii w specjalnej placówce TPD (wiem, bo zdawałem). Pięćdzisiąt słów w które trzeba było wpisać ó/u, ż/rz itd. i wyjaśnić dlaczego tak się pisze (na co się wymienia). Były trzy podejścia, jak ktoś oblał trzecie to miał wielkie problemy.Wydruk komputerowy na uczelni to norma, ale raczej nie na egzaminie pisemnym, tylko gdy idzie o rzeczy pisane w domu.
Z tego co wiem egzamin ten obowiązuje nadal, problem w tym, że zdać go to nie problem.Nie twierdzę, że dyslektycy nie istnieją - sam znam ludzi, którzy pomimo szczerych chęci nie są w stanie pisać odręcznie bez błędów.Problemem są raczej lenie i matoły (mocne słowa :)), którym się nie chce, a ich rodzice na to, że kochane dzieci są zdolne i to nie ich wina, że nie potrafią.
Zgadzam się - każdy może błędy popełniaćChodzi mi bardziej o taką sytuację - gdzie uczeń / student wykpiwa się od nauki papierkiem.Miałem już kilku uczniów - błędy makabryczne robili - bo byli lenieJestem dużym zwolennikiem by na maturze znów obowiązywała zasada - 3 błędy ortograficzne - goodbyeJak już mówiłem - jedna osoba uczy się 3 razy szybciej, inna powoli - ale uważam że tak czy tak da radę materiał opanowaćI uważam, że każdy uczeń LO / Uniwerku powinien być w stanie się wszystkiego nauczyć - tylko musi mieć dobrą motywacje.Nie róbmy społeczeństwa debili - a niestety takie tendencje widzę.Przykładowa scenka:Ostatnio się dowiedziałem że u mnie na wydziale lektor arabskiego (mówi średnio po polsku) widział błędy studentów w polskich tekstach - no jeżeli on już widzi błędy... no jest to wręcz powód do wstydu. Szczególnie że mówimy o Uniwersytecie Warszawskim.
To Warszawskim czy Wrocławskim, jak pisałeś powyżej? Jedyne logiczne wytłumaczenie to to, że studiowałeś w stolicy, a pracować będziesz na Śląsku...I co to znaczy "powinien być w stanie wszystkiego się nauczyć"? Powinien to być dobrobyt, ludzie powini nie zabijać i nie kraść, tylko ciężką i uczciwą pracą budować potęgę ojczyzny swej. Problem polega na tym, że pisząc o dyslekcji i jej podobnych nie piszemy o stanie postulowanym, tylko rzeczywistym. Dalej - po czym poznałeś, że Twoi uczniowie to "byli lenie", a nie dyslektycy? Wreszcie, nie sądzisz chyba, że pojawienie się w naturze jednej osoby, która niewątpliwie dyslektykiem nie jest (arabskiego lektora) może być dowodem, że na świecie nie ma dyslektyków?
Dokładnie tak - studiowałem w W-wiePraca będzie we WrocławiuFakt, iż mówimy o stanie rzeczywistym z jednej strony a o o postulowanym z drugiej - to jeszcze nie nie znaczy że sytuację zastaną mamy zaakceptować o tak.Ja z wieloma rzeczami się nie zgadzam - ale nie ograniczam swojej działalności tylko do narzekania - próbuję coś aktywnie zdziałać.Nie neguję, że ludzie potrafią mieć problemy z nauką ortografii.Uważam jednak że "dysleksja" stała się sztucznym tworem, który z jednej strony napędza pieniądze branży psychologicznej, z drugiej jest wygodną wymówką dla nieuczenia się.Ja wiem - że wolniej uczę się matematyki. Ale nie twierdze, że się tego po prostu nie da nauczyć - tylko akurat na ową dziedzinę rozumowania potrzebuję więcej poświęconego czasu.Może muszę inaczej się wyrazić. Wyjątkowo mnie irytuje, że osoby zasłaniają się papierkiem broniąc swego lenistwa. Co jak co - ale na studiach, które w dużej mierze polegają na nauce języka nie powinno być ludzi którzy zdają egzamin w ogromną ilością błędów ortograficznych na stronę A4 - tylko dlatego że mają papierek.Jak ktoś już jest na studiach - to powinien reprezentować jakiś poziom. A jeżeli nauka jest za trudna... Cóż, są inne branże w których można się udzielać. ;P
Wypowiadam się właśnie jako osoba, która gdyby nie "papierki dla dyslektyków", to, w najlepszym razie, mogłaby czyścić ulice z psich kupek i na uniwersytetach nie byłoby dla mnie miejsca, więc jestem zaangażowany emocjonalnie w tę dyskusję. Po kolei więc... Piszesz, że dyslekcja "stała się" alibi dla leniwych, albo zwyczajnie niezdolnych dzieciaków. Co to znaczy "stała się"? Zakładając, że opanowałeś język polski w stopniu co najmniej podstawowym (przeciwnie raczej nie chwaliłbyś się pracą na uczelni, bo jak by to wyglądało ;>), oznacza to, że kiedyś byli dyslektycy, ludzie z owym specyficznym upośledzeniem (no bo z czegoś się w owo alibi przemieniła), a teraz już ich nie ma, są tylko oszukańcy. Ci prawdziwi dyslektycy wyginęli w ciągu kilkunastu ostatnich lat?
Nie twierdze że prawdziwych dyslektyków nie ma.Uważam jednak - iż ponad 90% udokumentowanych "dyslektyków" to po prostu lenie.Musiałbym dokładnie zobaczyć statystki ile papierów na dysleksję jest rocznie wydawanych - szczególnie na przestrzeni ostatnich 15 lat 😉
I zapewne masz rację. Co do faktów. Ale nie co do interpretacji - karanie owych 10% (tak naprawdę to pewnie więcej jednak...) jest niewłaściwe. Bo niewłaściwe jest stosowanie odpowiedzialności zbiorowej, a jeszcze bardziej stosowanie jej w szacownych murach uniwersyteckich i z powołaniem na uniwersyteckie idee ;> Wśród tych "pradziwych dyslektyków" jest przecież wielu ludzi nader inteligentnych, zdolnych (nie żebym patrzył w lustro :lol:), odsyłanie ich do psich kupek, bo w jednej z dziedzin nauki mają nieprzeskakiwalny problem (to jest istota dyslekcji!) nie jest właściwe.
Ale udawanie, że problemu oszustów nie ma, też jest zdecydowanie nie fair (żeby się delikatnie wyrazić). Bo to z kolei krzywdzi prawdziwych dyslektyków oraz tych, którzy tego problemu nie mają i się uczą. Praca i wysiłek jednych i drugich są w ten sposób sprowadzana do poziomu tego, co robią oszuści.
Kwestia tego, jak odsiać prawdziwego dyslektyka od oszusta.
tak naprawdę to pewnie więcej jednak...
Wątpię. Przez te dwadzieścia lat nauki i studiów nie spotkałem ani jednej osoby z dys-czymśtam. Były osoby, które miały problemy z nauką, ale po zimowaniu raz czy dwa i zapoznaniu się z ciężką dłonią rodzicielskiej sprawiedliwości jako potrafili się nauczyć i zdać do kolejnej klasy.
Sam miałem wielkie problemy z ortografią i gramatyką (a interpunkcja to była czarna magia), ale jakoś nikt nawet nie próbował zrobić ze mnie dyslektyka czy dysortografa. Siedz i ucz się. Jak widać można było.
Jestem dużym zwolennikiem by na maturze znów obowiązywała zasada - 3 błędy ortograficzne - goodbye
To teraz tak nie jest?
mam do licha problemy z pisaniem ręcznym (długopis)
Kup sobie dobre pióro (Parker za 50-60 PLN będzie ok), papeterię dobrej jakości, koniecznie liniowaną i zacznij pisać listy. Do żony, dziewczyny, kochanki, rodziców czy choćby jakiejś ładnej sąsiadki 😉
Kuzynka jest początkujacą nauczycielką polskiego i miała na wywiadówce sytuację: uczeń ma 4 jedynki za brak prac domowych a mamusia wyskakuje z tekstem o dysleksji.
Nawet założywszy dysleksję, prace powinien mieć odrobione, najwyżej byłyby nieortograficzne, nie pojmuję więc, co ma piernik do wiatraka.
Nie twierdze że prawdziwych dyslektyków nie ma.
Uważam jednak - iż ponad 90% udokumentowanych "dyslektyków" to po prostu lenie.
Musiałbym dokładnie zobaczyć statystki ile papierów na dysleksję jest rocznie wydawanych - szczególnie na przestrzeni ostatnich 15 lat 😉
Dokładnie tak. To jak z ADHD - choroba istnieje i jest poważnym problemem, ale większość "chorych" to po prostu rozwydrzone bachory, nie mające pojęcia o tym, co to elementarna grzeczność czy dyscyplina
Mam wrażenie, że The D podał to świadomie właśnie jako przykład absurdów, do których prowadzi obecny trend, gdy wszyscy 'chcą mieć' dyslekcję, bo to w mniemaniu niektórych zwalnia od myślenia i można uchodzić za mądrego będąc idiotą ;>Zarathos:1) Spotkałeś mnie ;P (domyślam się, że pisząc o dwudziestu kilku latach nauki, w domyśle masz, że uczysz się przecież po dziś dzień ;>);2) Jakby to ująć......i znów nikt nie uwierzy, że ja naprawdę nie chcę być teraz nieuprzejmy...ok., to co piszesz nie do końca trzyma się kupy... Chodzisz z kimś do klasy, ów ktoś zimuje, potem znów, a Ty ciągle masz z nim kontakt? I to na tyle bliski, by wiedzieć, że w końcu zdał? Zdał, bo rodzice go "przymusili"? I to tyczy kilku osób? Nie no, nie mogę wykluczyć, że tak było, ale ile osób w Polsce tak ma/miało?
1) Zacząłem chodzić do szkoły mając lat 6, dyplom dostałem mając 25. Łącznie 20 lat nauki jak w mordę strzelił 🙂 Inna sprawa, że informatycy uczą się 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodni, albo zostają w tyle i mogą iść zamiatać ulice. Gorzej niż lekarze mamy.2) Dlaczego nie? I nie wiem, ile tak miało, wiem, że ja tak miałem 🙂
Kup sobie dobre pióro (Parker za 50-60 PLN będzie ok), papeterię dobrej jakości, koniecznie liniowaną i zacznij pisać listy. Do żony, dziewczyny, kochanki, rodziców czy choćby jakiejś ładnej sąsiadki
Nie. Jestem leniem 😉 i uczyć się pisać na razie nie zamierzam. Pióro mam i to niemal zawsze przy sobie ale tylko po to żeby się podpisać (to jeszcze potrafię ;] ). Listów tym bardziej nie zamierzam pisać ( jeszcze nigdy żadnego nie napisałem), wolę zadzwonić, wysłać e-mail lub sms-a, szkoda drzew na papier ;]
edit - literówka
