Forum › Rozmowy (nie)kontrolowane › Mesa › Muzyka
Że nie trawią Mozarta to ja akurat jestem w stanie zrozumieć... 🙂
Ja osobiście wolę takie finały. De gustibus.
1) Skazany jestem na słuchanie w domu.
No tu myślę, że dochodzi też czynnik jakości muzyki prezentowanej u nas, a nie tylko nieodpowiedniego nastawienia u słuchaczy, które pewnie też pewnie całkowicie samo z siebie nie powstaje.
2) Jestem socjopatą i nienawidzę ludzi.
Haha, witamy w klubie i zapraszamy na IRCa. 😉
"No tu myślę, że dochodzi też czynnik jakości muzyki prezentowanej u nas, a nie tylko nieodpowiedniego nastawienia u słuchaczy, które pewnie też pewnie całkowicie samo z siebie nie powstaje."Czasami tylko nastawienie słuchaczy "bywających" bo wypada, nie z potrzeby. Jeszcze powinni zdjęcia robić przy wyjściu, żeby znajomym pokazać w jakim to oni wielkim teatrze byli.
Wiesz, chodzi się, bo wypada, to prawda. Ale są jeszcze dwie strony medalu o których się rzadko wspomina. Po pierwsze to zerowa jakość edukacji muzycznej. Lekcje muzyki są nudne, prowadzone z książki i polegające na powtarzani, że Mozart wielkim artystą był. A dlaczego był i co napisał? Bo był i nie zadawaj głupich pytań.A po drugie, to wybaczcie, ale współczesne (czy jak kto woli "awangardowe", żeby ich szlag...) interpretacje oper są dziwaczne, nudne i nie przymierzając o kant tyłka potłuc. Jak widzę obdartą Toscę palącą szluga i Scarpia z bejsbolem, to mnie skręca.
Odświeżając temat. Klasyka, tym razem religijna. I nie mająca nic wspólnego z "lekkim i przyjemnym" Bachem. Ortodoksja Rosyjska też ma piękne pieśni.
http://www.youtube.com/watch?v=H2sP-mvsE7k
http://www.youtube.com/watch?v=dpzwvlEVLgM&fmt=18 <- jeden z moich ulubionych momentów w muzyce, w przypadku tej tzw. klasycznej chyba najbardziej ulubiony. No i ta scenografia ;D co ciekawe można włączyć napisy.
Kilka koncertów chórów cerkiewnych miałem przyjemność wysłuchać zarówno w cerkwiach jak i salach koncertowych. Mistycyzm w religii ma jednak swoje dobre strony ^_^
Jakoś ostatnio nie mogę przestać słuchać II koncertu skrzypcowego, op. 61 Karola Szymanowskiego...
Aż dziw bierze, że nie ma tu jeszcze takiego tematu, a przynajmniej ja takowego nie znalazłem. A więc...
Jakiej muzyki słuchacie? Jakiego typu, jakich wykonawców?
Ja ostatnio przerzuciłem się głównie na muzykę instrumentalną (filmową), a konkretnie na OST Battlestara autorstwa Beara McCreary'ego. Poza tym to muzyka alternatywna, rock, lekki metal. Wszystko znajdziecie tutaj.
Ależ jest taki temat. ;> Post przeniesiony.Ja właśnie słucham OST Transformers 2 - Steve Jablonsky chwilami spisał się jeszcze lepiej niż przy jedynce. Ale tylko chwilami. 😉
Wasza wyszukiwarka najwyraźniej mnie nie lubi. To chyba mój trzeci dołączony do czegoś istniejącego temat :< Swoją drogą, to OST nowego Star Treka jest bardzo przyjemny. Ach, to Hella Bar Talk i Michael Giacchino <3
Ja lubię Enterprising Young Men i Nailin' the Kelvin (o To Boldly Go/End Credits wspominać nie muszę :P). Z Trekowych soundtracków polecam The Motion Picture, Final Frontier i Insurrection Jerry'ego Goldsmitha, Wrath of Khan Jamesa Hornera (ostatnio Film Score Monthly wydał wersję rozszerzoną) oraz muzykę z odcinka The Best of Both Worlds Rona Jonesa.
Z tego co widziałem na Twoim Last.fm, to trochę - choć niewielu - wspólnych wykonawców nam się pokrywa. Chyba odswieżę swoje konto. Swego czasu wszystko skasowałem.
Ja właśnie słucham OST Transformers 2 - Steve Jablonsky chwilami spisał się jeszcze lepiej niż przy jedynce. Ale tylko chwilami. 😉
W jedynce bardzo mi się muzyka podobała. Chyba będę musiał łapki położyć na obu tych albumach. 😀
Ja odkrywam ostatnio album "Junior" grupy Royksopp. Skandynawska elektronika, zdecydowanie moje klimaty. Album jest w przeważającej większości łagodny, ale ma kilka utworów mocniejszych i energetycznych. Słowem, profesjonalnie i na wysokim poziomie. Bardzo fajna muzyczna podróż, choć zawsze mogło być lepiej. Na październik zapowiedzieli wydanie jakby kontynuacji pt. "Senior".
Co do OST do Treka, wypowiadałem się w innym temacie, tutaj jedynie powtórzę, że to muzyka na przyzwoitym poziomie, dla przeciętnego odbiorcy. Główny motyw wykorzystany do granic możliwości. Do zdecydowanych faworytów albumu należą moim zdaniem: Labor of Love, Nailin' The Kelvin, Back From Black, Nero Sighted i Hella Bar Talk.
Jamjumetley, jak mogłeś pominąć OST do First Contact??? :> To fantastyczny OST na równi z Wrath Of Khan i TMP. Insurrection lubię za idylliczny nastrój.
Poza tym polecam jeszcze OST do Cotton Club, stare ale jare, swingowo - jazzowo. Oraz muzykę z Miami Vice, z filmu (z Collinem Farelem i Jammie Foxem) nie z serialu, świetny i na wysokim poziomie album, przekrój przez różne gatunki na którym można znaleźć takich wykonawców jak Goldfrapp, Mogwai, Blue Fundation (11-minutowy utwór Sweep - po prostu cudowny utwór który trudno zakwalifikować w jakieś ramy gatunkowe, niby elektronika, ale przepełniona czymś jeszcze), stare utwory w nowych aranżacjach jak jazzowa Nina Simone, czy śpiewająca religijne pieśni Gertrude Morgan w aranżacji King Britta. Przy okazji polecam jeszcze album King Britta pt: King Britt presents: Sister Gertude Morgan który skompilował i odnowił (dołączył podkład muzyczny w duchu elektro pod oryginalną ścieżkę jaką jest wokal właśnie siostry Gertrudy Morgan - nagrała jeden album w latach 60 - w akompaniamencie tamburynu). Nie zrażajcie się tematyką, album jest bardzo klimatyczny w pewnym sensie chillowy nawet.
Polecam 🙂
Jamjumetley, jak mogłeś pominąć OST do First Contact??? :> To fantastyczny OST na równi z Wrath Of Khan i TMP. Insurrection lubię za idylliczny nastrój.
Wiesz - do mnie jakoś specjalnie nie przemawia. W filmie muzyka wypada dobrze, ale oderwana od obrazu wypada zaledwie poprawnie i czegoś jej brakuje... Nie potrafię sprecyzować czego... Zdaję sobie przy tym sprawę, że muzyka w FC uważana jest za jeden z lepszych ze Star Trekowych score'ów. Na plus zasługuje powrót (razem z Goldsmithem) marszy - głównego i klingońskiego. Poza tym Pierwszy Kontakt przypomina mi trochę Air Force One (również Goldsmith) - album też zaledwie poprawny, choć w połączeniu z akcją na ekranie wypada super. Insurrection, tak jak Ty lubię za spokój, błogość. Przy tym wszystkim uważam Final Frontier za bardzo niedoceniony. Lubię też The Voyage Home, który jest... bardzo specyficzny :), ale jego polecać już nie będę - jeszcze wyjdzie, że każdy ST ma genialną muzykę 😛
Bo to jest tak, że każdy soundtrack lubi się za coś innego i mi też trudno wybrać ten jeden jedyny. Tak samo do tego grona należy OST do Nemesis, muzyka w całkiem innym klimacie niż poprzednie treki Goldsmitha. Niestety co do większości starych soundtracków nie mogę się wypowiedzieć, bo ich nie znam niestety, ale chyba odrobię lekcję 🙂 Z Final Frontier jest tak, że sam film nie jest lubiany, owszem jest wiele rzeczy za które film ten jest ogólnie fajny, ale ogólny odbiór i napiętnowanie go, sprawia, że i soundtrack jest po prostu spalony. FC jest tematem mrocznym, być może tak jest, że znając sceny dla których ta muzyka jest tłem, wydaje się łatwiejsza w odbiorze niż dla kogoś kto filmu nie zna. W każdym razie u mnie jest w czołówce. Insurrection zaś zawsze był dla mnie filmem typowo na niedzielne popołudnie, bez większych zobowiązań, za to muzyka jest jego wielkim atutem. Oddaje cały klimat filmu.
