Forum › Fantastyka › Star Trek › Kryzys wieku średniego
Nie kwestionuję tego, ale na upartego mógłbym przypomnieć fakt, że Roddenberry przemyśliwał o reBoocie TOSu kilka dobrych razy ;).
Szkoda, że mu się nie udało. Dopiero wszyscy malkontenci mieliby na co narzekać, a ja, nieszczęsna istota, musiałabym chyba zebrać armię, by bronić dobrego imienia Kirka et consortes.
Szkoda, że mu się nie udało. Dopiero wszyscy malkontenci mieliby na co narzekać, a ja, nieszczęsna istota, musiałabym chyba zebrać armię, by bronić dobrego imienia Kirka et consortes.
ReBoot z tą samą załogą (i obsadą), śmiem zauważyć. Z tego reBootu zrobił się tylko TMP.
Boże, przez jeden dzień nie mogłem pisać. Wracam a tu szok 😛 Więcej sie nie dało napisać ?:P
ReBoot z tą samą załogą (i obsadą), śmiem zauważyć. Z tego reBootu zrobił się tylko TMP.
No i fajnie! O to chodzi! Szkoda, że mu się nie udało, zamiast marnych trzech sezonów byłoby trzynascie i nawet ja bym pewnie wymiękła (choć nie na pewno).
No i fajnie! O to chodzi! Szkoda, że mu się nie udało, zamiast marnych trzech sezonów byłoby trzynascie i nawet ja bym pewnie wymiękła (choć nie na pewno).
Ilość jak ilość, ale jakość.. Wyobraźmy sobie cały sezon (wystarczy i jeden) jakości TMP. I to zanim powstały TNG, SAAB, B5, DS9 i BSG.
Wtedy pewnie nie groziłyby nam takie kryzysy ;).
Pewnie by się dało więcej napisać.Poprę Q, ponieważ sam myślę, że TNG jest chyba najlepszym serialem trekowym. Akurat Roddenbery miał dużo do powiedzenia w pierwszych sezonach. Nikt jednak nie zauważył, że wiele miała później do powiedzenia jego żona, również grająca w serialu i często "użyczająca" głosu komputerowi. Dlatego też myślę, że TOS i TNG miały najwięcej wspólnego z wizją twórcy. Wszystkie inne miały w poddtytule "na motywach". Nie od parady TNG ma w tytule "Następne pokolenie". To też wiele mówi. Jeden z przedmówców próbuje zdyskredytować TNG na rzecz DS9. Oglądałem DS9 fragmentami pokazywanymi kilka lat temu w tv, bo nie mam możliwości ściągnięcia i na tym się opieram, ale poza postaciami znanymi już z TNG nie ma on nic wspólnego z trekiem. Jedyną ciekawą nową postacią jest Quark i Odo. Reszta nie odbiega od wzorca "głupiego obcego", którego Sisco próbuje ciągle pouczać. Science fiction jak sama nazwa mówi, nie może mieć nic wspólnego z rzeczywistością i można sobie używać. W końcu DS9 ma tyle wspólnego z SF, że odbywa się w kosmosie i istnieją obcy. Jednak równie dobrze można miejsce akcji usytuować na ziemii a obcych zmienić na przedstawicieli różnych narodów i wyszłoby na to samo. Tylko by się gatunek filmu zmienił z SF na jakiś obyczajowy. Jak ktoś byłby ciekawy to mogę podać przedstawicieli jakich narodów widzę w bohaterach DS9.
Cały sezon w jakości TMP... Marzenie ściętej głowy. Jeśli zasłużę kiedyś na Raj (załóżmy, że nie jest to wykluczone), to chciałabym tam obejrzeć właśnie coś takiego.
Akurat Roddenbery miał dużo do powiedzenia w pierwszych sezonach. Nikt jednak nie zauważył, że wiele miała później do powiedzenia jego żona, również grająca w serialu i często "użyczająca" głosu komputerowi.
Która miała też wpływ na późniejsze "Earth - Final Conflict" i AND.
Reszta nie odbiega od wzorca "głupiego obcego", którego Sisco próbuje ciągle pouczać.
No niestety to mieliśmy i u Roddenberry'ego b. często. (Nawet w TMP - "gupi" Klingoni giną, załoga Kirka daje radę.)
(I w istocie, nic by nie szkodziło gdyby czasem to Obcy dawali Fedkom lekcję intelektualnej pokory. W końcu UFP powstała dzięki temu, że ileś tam gatunków postanowiło - m.in. - uczyć się od siebie nawzajem.)
Science fiction jak sama nazwa mówi, nie może mieć nic wspólnego z rzeczywistością i można sobie używać.
Ale nazwa wskazuje też na fantastykę naukową czyli fantazja musi być ograniczona regułami myślenia naukowego. Inaczej otrzymujemy fantasy lub baśń. (Inna rzecz, że scenarzyści Treka zbyt często o tym zapominali.)
W końcu DS9 ma tyle wspólnego z SF, że odbywa się w kosmosie i istnieją obcy. Jednak równie dobrze można miejsce akcji usytuować na ziemii a obcych zmienić na przedstawicieli różnych narodów i wyszłoby na to samo. Tylko by się gatunek filmu zmienił z SF na jakiś obyczajowy.
Bo w DS9 odklejają się od siebie (wbrew pozorom nienajgorsza) polityczno-militarno-psychologiczna fabuła i dodane nie wiedzieć czemu wzięte z ST tło.
Cały sezon w jakości TMP... Marzenie ściętej głowy. Jeśli zasłużę kiedyś na Raj (załóżmy, że nie jest to wykluczone), to chciałabym tam obejrzeć właśnie coś takiego.
Ech, marzenie każdego Trekera i pewnie wielu miłośników SF w ogóle.
Poprę Q, ponieważ sam myślę, że TNG jest chyba najlepszym serialem trekowym.
Jak możesz twierdzić, że np. TNG jest najlepsze skoro kilka zdań później przyznajesz, że nie widziałeś całego DS9? Nie wiem jak z innymi serialami. Na podstawie czego wyciągasz takie wnioski? Czy tych słów: "Oglądałem DS9 fragmentami pokazywanymi kilka lat temu w tv" ? Wybacz, ale to co najmniej nadużycie, żeby oceniać serial, którego się nie zna.
Nie wiem, na które fragmenty DS9 trafiłeś, ale kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt odcinków serialu, który miał ich w sumie ponad 170, to za mało, żeby wydawać opinie w stylu "X jest lepsze/gorsze od Y".
Jedyną ciekawą nową postacią jest Quark i Odo. Reszta nie odbiega od wzorca "głupiego obcego", którego Sisco próbuje ciągle pouczać.
Ojj... Najwyrażniej umknęła Ci postać Jadzii Dax, która służyła Sisko radą w wielu sytuacjach i była ciekawą kreacją w tym serialu, podobnie jak postać Kiry Nerys (też ciekawie rozbudowanej w dalszych sezonach) czy Worfa, który w DS9 ma znacznie więcej do powiedzenia, niż nieśmiertelne w TNG "Fazers ready" albo Martoka - jedna z najciekawiej wykreowanych ról klingońskich w historii treka, albo świetnych Kardasjan - Elima Garaka, Gula Dukata czy Legata Damara, lub innych - Weyouna, Kai Winn, Roma, Noga, Zeka...,. Co jedyne potwierdza tezę, że tak kategorycznie wypowiadanie się o serialu, gdy nie widziało się jego całości nie ma sensu. DS9 ma całą gamę ciekawych postaci drugoplanowych, tylko żeby o tym wiedzieć, trzeba najpierw je zobaczyć w akcji.
Science fiction jak sama nazwa mówi, nie może mieć nic wspólnego z rzeczywistością i można sobie używać.
Może, choć faktycznie nie musi. I owszem, używać sobie do woli scenarzyści potrafią, ale można to robić na różne sposoby. Jedni stworzą moralizujące i pouczające tonem mentora TNG z kryształowymi postaciami, inni pełne psychologicznych dylematów i niejednorodnych postaci DS9. W moim przekonaniu, to wizja prezentowana w TNG jest o wiele bliższa do "fiction" - prezentuje bowiem świat tak wyidealizowany, że jego oddalenie od rzeczywistości można liczyć w milionach lat świetlnych.
W końcu DS9 ma tyle wspólnego z SF, że odbywa się w kosmosie i istnieją obcy.
W pewnym uproszczeniu te słowa można odnieść właściwie do każdej trekowej produkcji. Tylko co z tego?
DS9 to dla mnie opowieść o ludziach (a nie chodzących pomnikach), ich prawdziwych problemach, dylematach moralnych i charakterach, o dążeniu do zmiany świata i siebie, próbach układania sobie życia na obrzeżach przyjaznego świata Federacji, gdzie nie jest wcale ani łatwo ani pięknie, ubrana w kostium SF. O polityce, w której ma się partnerów (Romulanie, Klingoni, Kardasjanie, Założyciele) równych lub przewyższających bohaterów siłą i sprytem, a nie o "negocjacjach" i "pierwszych kontaktach" z głupiutkimi rasami aspirującymi do roli członków Federacji. Opowieść, której znacznie bliżej do realizmu i prawdziwego życia niż fantastyki, która pokazuje historie zmuszające do wyciągania wniosków, a nie nachalny dydaktyzm i jedynie słuszną moralność. I wymaga od widza myślenia, a nie wierzenia autorom.
Jak możesz twierdzić, że np. TNG jest najlepsze skoro kilka zdań później przyznajesz, że nie widziałeś całego DS9? Nie wiem jak z innymi serialami. Na podstawie czego wyciągasz takie wnioski? Czy tych słów: "Oglądałem DS9 fragmentami pokazywanymi kilka lat temu w tv" ? Wybacz, ale to co najmniej nadużycie, żeby oceniać serial, którego się nie zna.
Nie wiem, na które fragmenty DS9 trafiłeś, ale kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt odcinków serialu, który miał ich w sumie ponad 170, to za mało, żeby wydawać opinie w stylu "X jest lepsze/gorsze od Y".
No wiesz, na tej zasadzie to nie mam prawa "Mody na sukces" oceniać jeśli wysiadłem po jednym odcinku... 😉
Ojj... Najwyrażniej umknęła Ci postać Jadzii Dax, która służyła Sisko radą w wielu sytuacjach i była ciekawą kreacją w tym serialu
Muszę to przyznać. Jadziia, była - obok Spocka - jednym z tych nielicznych trekowych Obcych, w których obcość można było uwierzyć.
podobnie jak postać Kiry Nerys
Kira po prostu pociągała mnie jako kobieta ;).
Worfa, który w DS9 ma znacznie więcej do powiedzenia, niż nieśmiertelne w TNG "Fazers ready" albo Martoka - jedna z najciekawiej wykreowanych ról klingońskich w historii treka, albo świetnych Kardasjan - Elima Garaka, Gula Dukata czy Legata Damara, lub innych - Weyouna, Kai Winn, Roma, Noga, Zeka...
Problem tylko w tym, że to wzbogacanie wizerunków Obcych oznaczało też ich daleko idące uczłowieczane. Co dla mnie akurat jest poważną wadą. (Skądinąd nieobcą i B5.)
Może, choć faktycznie nie musi.
Tu się z Tobą nie zgodzę. Dowolne fantazjowanie bez odniesień do rzeczywistości to jednak raczej eskapistyczna space fantasy niskich lotów.
W moim przekonaniu, to wizja prezentowana w TNG jest o wiele bliższa do "fiction" - prezentuje bowiem świat tak wyidealizowany, że jego oddalenie od rzeczywistości można liczyć w milionach lat świetlnych.
Ale też pokazuje nam coś czego nie znamy, a co (od biedy) może być prawdopodobne. Czyli spełnia rolę SF.
(BTW. z milionami lat bym nie przesadzał, skąd aż tyle pesymizmu?)
W pewnym uproszczeniu te słowa można odnieść właściwie do każdej trekowej produkcji.
No jednak nie. Vide TMP, vide chociażby pomysł z Kosmiczną Chmurą w TAS. To SF w stanie czystym. Dobra SF.
DS9 to dla mnie opowieść o ludziach (a nie chodzących pomnikach), ich prawdziwych problemach, dylematach moralnych i charakterach, o dążeniu do zmiany świata i siebie, próbach układania sobie życia na obrzeżach przyjaznego świata Federacji, gdzie nie jest wcale ani łatwo ani pięknie, ubrana w kostium SF.
Czyli to jednak tylko kostium, nie prawdziwa SF?
O polityce, w której ma się partnerów (Romulanie, Klingoni, Kardasjanie, Założyciele) równych lub przewyższających bohaterów siłą i sprytem, a nie o "negocjacjach" i "pierwszych kontaktach" z głupiutkimi rasami aspirującymi do roli członków Federacji. Opowieść, której znacznie bliżej do realizmu i prawdziwego życia niż fantastyki, która pokazuje historie zmuszające do wyciągania wniosków, a nie nachalny dydaktyzm i jedynie słuszną moralność. I wymaga od widza myślenia, a nie wierzenia autorom.
No oczywiście pod warunkiem, że uznamy istnienie feudalnych kosmicznych imperiów za prawdopodobne w jakimkolwiek stopniu...
(Skądinąd nie jest tak, że wszyscy Obcy są głupi - mamy Q, Organian, twórców V'Gera, Borg... Zresztą UFP to stanowczo nie tylko ludzie.)
ps. Inna rzecz, że najwyraźniej oboje cenimy fantastykę ambitną (np. pierwszy sezon BSG :D) i chcielibyśmy by Trek był fantastyką jak najambitniejszą. Tylko trochę inne drogi do tego celu widzimy,,,
No wiesz, na tej zasadzie to nie mam prawa "Mody na sukces" oceniać jeśli wysiadłem po jednym odcinku... 😉
Ano nie masz. 😉 Możesz powiedzieć, że odcinek, który wdziałeś nie podobał Ci się gdyż był: wtórny, pełen drewnianego aktorstwa, głupawych dialogów etc. Aby ocenić w jego kontekście cały serial powinieneś dodać do tej opinii pewne zastrzeżenie, np. "jeżeli inne odcinki, zawierają też podobną ilość elementów X,Y, Z, to...". 😉
Dlatego uważam, że aby móc uczciwie powiedzieć, że któryś z seriali trekowych jest lepszy/ciekawszy od innych, to trzeba znać je wszystkie w całości, albo przynajmniej mieć za sobą zdecydowaną większość odcinków każdego z nich. Inaczej to są fantazje autora wysnute na kanwie kilku odcinków, a nie opinia o całym serialu. Żeby wybrać coś, co jest naj... w danym zbiorze, to trzeba znać inne elementy tego zbioru.
Problem tylko w tym, że to wzbogacanie wizerunków Obcych oznaczało też ich daleko idące uczłowieczane. Co dla mnie akurat jest poważną wadą. (Skądinąd nieobcą i B5.)
Nie zauważyłam żeby obcy w DS9 byli bardziej uczłowieczeni niż w innych produkcjach z uniwersum ST. Imo pokazanie obcych zupełnie od nas różnych sprawdza się przede wszystkim w literaturze - jak choćby w "Solaris" (choć to akurat miało niezłą ekranizację w reżyserii Tarkowskiego) czy "Pikniku na skraju drogi". Na ekranie to rzadko kiedy zdaje egzamin, zwłaszcza gdy próbuje się robić serial traktujący o współistnieniu różnych ras w kosmosie.
Dowolne fantazjowanie bez odniesień do rzeczywistości to jednak raczej eskapistyczna space fantasy niskich lotów.
To ten gorszy wariant, może przecież istnieć coś zupełnie oderwanego od świata i dobrego literacko/filmowo.
kąd aż tyle pesymizmu?
To taka wbudowana funkcja. Świetnie się sprawdza, polecam. 😉
Czyli to jednak tylko kostium, nie prawdziwa SF?
Zależy co rozumiemy pod pojęciem prawdziwej SF. Jeżeli produkcje stawiające głównie na prezentacje nauki i techniki, to faktycznie DS9 raczej daleko do tej kategorii. Chociaż w moim przekonaniu cała pokazana tam otoczka techniczna do SF pasuje, ale stanowi bardziej tło niż sens tej produkcji.
No oczywiście pod warunkiem, że uznamy istnienie feudalnych kosmicznych imperiów za prawdopodobne w jakimkolwiek stopniu...
Równie prawdopodobnie jak istnienie kosmicznych demokracji czy totalitaryzmów. 😉
Ano nie masz. 😉 Możesz powiedzieć, że odcinek, który wdziałeś nie podobał Ci się gdyż był: wtórny, pełen drewnianego aktorstwa, głupawych dialogów etc.
Na Borga! Opis tak przekonujacy jakbyś tę "Modę..." oglądała ;).
Aby ocenić w jego kontekście cały serial powinieneś dodać do tej opinii pewne zastrzeżenie, np. "jeżeli inne odcinki, zawierają też podobną ilość elementów X,Y, Z, to...". 😉
Dlatego uważam, że aby móc uczciwie powiedzieć, że któryś z seriali trekowych jest lepszy/ciekawszy od innych, to trzeba znać je wszystkie w całości, albo przynajmniej mieć za sobą zdecydowaną większość odcinków każdego z nich. Inaczej to są fantazje autora wysnute na kanwie kilku odcinków, a nie opinia o całym serialu. Żeby wybrać coś, co jest naj... w danym zbiorze, to trzeba znać inne elementy tego zbioru.
To całe szczęście ;), że oglądałem DS9 dalej, bo po dwóch pierwszych sezonach zdawało mi się, że wyjdzie arcydzieło społecznej SF.
Nie zauważyłam żeby obcy w DS9 byli bardziej uczłowieczeni niż w innych produkcjach z uniwersum ST.
Powiem tak: widzisz Obcego człekokształtnego, ale pokazanego w pewnym niedopowiedzeniu - możesz uznać to za swoisty teatr. Widzisz Obcego człekokształtnego z jego skomplikowaną człekoidalną kulturą - widzisz, że usiłują Ci te antropomorfizmy wetknąć bez przymrużenia oka...
Imo pokazanie obcych zupełnie od nas różnych sprawdza się przede wszystkim w literaturze - jak choćby w "Solaris" (choć to akurat miało niezłą ekranizację w reżyserii Tarkowskiego) czy "Pikniku na skraju drogi". Na ekranie to rzadko kiedy zdaje egzamin
To może tymi ekranowymi "kosmitami" ostrożniej szafować?
zwłaszcza gdy próbuje się robić serial traktujący o współistnieniu różnych ras w kosmosie.
Tyle, że w takim wydaniu jest to problem całkiem fikcyjny...
może przecież istnieć coś zupełnie oderwanego od świata i dobrego literacko/filmowo.
Tak np. "Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych", tyle, że do SF to bym ich nie zaliczył... 😛
To taka wbudowana funkcja. Świetnie się sprawdza, polecam. 😉
Kiedy ja ostatnio usiłuję toto u siebie wyłączyć i wbrew pozorom nie tak łatwo ;).
Zależy co rozumiemy pod pojęciem prawdziwej SF. Jeżeli produkcje stawiające głównie na prezentacje nauki i techniki
Oczywiście, że nie tylko, ale produkcje dające się obronić z naukowego punktu widzenia.
Chociaż w moim przekonaniu cała pokazana tam otoczka techniczna do SF pasuje, ale stanowi bardziej tło niż sens tej produkcji.
Hmmm... Jest raczej konwencjonalna i niekonieczna. Można na DS9 użyć tzw. Brzytwy Lema. Na TOS czy TNG już nie. (A zwłaszcza nie na TMP.)
Równie prawdopodobnie jak istnienie kosmicznych demokracji czy totalitaryzmów. 😉
Hmmm... Demokracje i totalitaryzmy wysyłające statki w Kosmos to znam, a imperiów feudalnych jakoś nie...
Jak możesz twierdzić, że np. TNG jest najlepsze skoro kilka zdań później przyznajesz, że nie widziałeś całego DS9? Nie wiem jak z innymi serialami. Na podstawie czego wyciągasz takie wnioski? Czy tych słów: "Oglądałem DS9 fragmentami pokazywanymi kilka lat temu w tv" ? Wybacz, ale to co najmniej nadużycie, żeby oceniać serial, którego się nie zna.
Nie wiem, na które fragmenty DS9 trafiłeś, ale kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt odcinków serialu, który miał ich w sumie ponad 170, to za mało, żeby wydawać opinie w stylu "X jest lepsze/gorsze od Y".
Obejrzałem na tyle dużo odcinków, że mogę powiedzieć czy mi się podoba czy nie. W końcu to były 4 pierwsze sezony. Mnie akurat się nie podoba. Jeśli miałbym ocenić to z tych 4 pierwszy był najlepszy. Resztę dało się znieść i faktycznie Jadza Dax była w miarę jasnym punktem, dokąd jej nie uśmiercili (w tym ciele). Voyagera też całego nie obejrzałem i mam o nim lepsze zdanie niż o DS9.
Ojj... Najwyrażniej umknęła Ci postać Jadzii Dax, która służyła Sisko radą w wielu sytuacjach i była ciekawą kreacją w tym serialu, podobnie jak postać Kiry Nerys (też ciekawie rozbudowanej w dalszych sezonach) czy Worfa, który w DS9 ma znacznie więcej do powiedzenia, niż nieśmiertelne w TNG "Fazers ready" albo Martoka - jedna z najciekawiej wykreowanych ról klingońskich w historii treka, albo świetnych Kardasjan - Elima Garaka, Gula Dukata czy Legata Damara, lub innych - Weyouna, Kai Winn, Roma, Noga, Zeka...,. Co jedyne potwierdza tezę, że tak kategorycznie wypowiadanie się o serialu, gdy nie widziało się jego całości nie ma sensu. DS9 ma całą gamę ciekawych postaci drugoplanowych, tylko żeby o tym wiedzieć, trzeba najpierw je zobaczyć w akcji.
Worf był starą postacią, o nim nie piszę. Piszę właśnie o kardasjanach czy Kirze, nie wspomnę o Sisko (Piotrze, nie piję tu do Ciebie 😉 ). Akurat Trill w ciele Jadzi mi się podobał, ale z innych względów (lubię ładne dziewczyny). Sisko i Garak często się zachowywali jak nie przymierzając psy walczące o terytorium. Może jeszcze do tych pozytywnych postaci bym dorzucił Bashira, ale to lekko na siłę.
Może, choć faktycznie nie musi. I owszem, używać sobie do woli scenarzyści potrafią, ale można to robić na różne sposoby. Jedni stworzą moralizujące i pouczające tonem mentora TNG z kryształowymi postaciami, inni pełne psychologicznych dylematów i niejednorodnych postaci DS9. W moim przekonaniu, to wizja prezentowana w TNG jest o wiele bliższa do "fiction" - prezentuje bowiem świat tak wyidealizowany, że jego oddalenie od rzeczywistości można liczyć w milionach lat świetlnych.
Właśnie dlatego TNG jest bliższy mojemu rozumieniu gatunku.
W pewnym uproszczeniu te słowa można odnieść właściwie do każdej trekowej produkcji. Tylko co z tego?
DS9 to dla mnie opowieść o ludziach (a nie chodzących pomnikach), ich prawdziwych problemach, dylematach moralnych i charakterach, o dążeniu do zmiany świata i siebie, próbach układania sobie życia na obrzeżach przyjaznego świata Federacji, gdzie nie jest wcale ani łatwo ani pięknie, ubrana w kostium SF. O polityce, w której ma się partnerów (Romulanie, Klingoni, Kardasjanie, Założyciele) równych lub przewyższających bohaterów siłą i sprytem, a nie o "negocjacjach" i "pierwszych kontaktach" z głupiutkimi rasami aspirującymi do roli członków Federacji. Opowieść, której znacznie bliżej do realizmu i prawdziwego życia niż fantastyki, która pokazuje historie zmuszające do wyciągania wniosków, a nie nachalny dydaktyzm i jedynie słuszną moralność. I wymaga od widza myślenia, a nie wierzenia autorom.
Wiesz co, ja mam po dziurki na codzień ludzkich problemów i dylematów. Wolę obejrzeć jak młodziak pierwszy raz się zakochuje i to w przedstawicielce obcego gatunku (metamorfa). Wolę obejrzeć "kryształowych", bo nam daleko do nich i nawet nie próbujemy im dorównać. Dużo bliżej nam do Kirka, a Sisców mamy na pęczki gdziekolwiek się nie obejrzymy, nie wspomnę o postaciach Kardasjan i Bajoran. Popatrz do wiadomości a ich tam zobaczysz. Wolę, jak to określasz, "nachalny dydaktyzm" od płaskich postaci, które właściwie nie mają nic do powiedzenia poza tym, że tak ma być, bo tak ma być. Ten dydaktyzm przynajmniej mówił dlaczego tak ma być. Poza tym w DS9 też pełno głupiutkich ras aspirujących do różnych rzeczy, także do Federacji. W TOS czy TNG poznajemy wciąż nowe rasy. Jedne ciekawsze inne mniej a w DS9 przez 170 odcinków widzi się wciąż te same gęby, które robią się nudne. Pierwsze kontakty są bardziej trekowe niż moralne dylematy jakby nie było członków GF.
Twierdzisz, że w TNG są same kryształowe postacie. Na jakiej podstawie to twierdzisz? Ja jakoś nie zauważyłem, żeby Picard czy Riker byli tak 100%-wo nieskazitelni.
Owszem, ale to on odpowiadał za całokształt, tak jak wcześniej Roddenberry i to on dobierał sobie ludzi.
(BTW: znamienne, że nie wspomniałeś o Michaelu Pillerze, który wizje Roddenberry'ego zdawał się rozumieć, i podzielać.)
Nie odpowiadal za caloksztalt. Prawda jest, ze do konca DS9 cos tam do powiedzenia mial, jednak bardzo czesto byl przez reszte przeglosowywany... jak np. w walkowanej sprawie z Nogiem i jego noga.
A coz jest znamiennego w tym, ze pominalem Pillera ? On po 2 sezonach zawinal sie i poszedl produkowac Voyagera.
A kilka całkiem fajnych rzeczy.
Nie twierdze, ze nie, ale ty mowiles, ze byl wspolkreatorem DS9 co nie jest prawda.
Tylko czy do tego potrzebny jest kostium ST (i ogólnie SF)?
Nie jest potrzebny, ale ja tak lubie. Pytales wczesniej czy neguje sf typu neuromancer. Odpowiedz brzmi nie, ale nie zmienia to faktu, ze nie przepadam za tym odlamem sf.
Voyagera też całego nie obejrzałem i mam o nim lepsze zdanie niż o DS9.
Tu akurat polemizowałbym. Voyager niemal w 100% zerwał z prezentowaniem jakichkolwiek głębszych zagadnień czy problemów. Dążył do stania się przygodówką, tylko udającą SF. (Jednak na przygodówkę był za nudny.)
Sisko i Garak często się zachowywali jak nie przymierzając psy walczące o terytorium.
Co właśnie w Sisko mnie drażniło. (Mimo że Kirk z raz pokazał identyczny styl.)
Wiesz co, ja mam po dziurki na codzień ludzkich problemów i dylematów. Wolę obejrzeć jak młodziak pierwszy raz się zakochuje i to w przedstawicielce obcego gatunku (metamorfa).
Nie traktujmy Treka jako historii eskapistycznej, bo dojdziemy do VOY lub ENT w ich najgorszym wydaniu. A miłość człowieka do metamorfa to też ludzki dylemat, tyle, że (jak to w dobrej SF) wynikły z wkroczenia ludzi na nowe (z naszego punktu widzenia) obszary.
Nie odpowiadal za caloksztalt. Prawda jest, ze do konca DS9 cos tam do powiedzenia mial, jednak bardzo czesto byl przez reszte przeglosowywany... jak np. w walkowanej sprawie z Nogiem i jego noga.
Miał jednak b. duży wpływ na dwa pierwsze sezony DS9 (te które akurat cenię) i na INS - jedyny film z załogą Picarda prezentujący głębsze treści.
Nie twierdze, ze nie, ale ty mowiles, ze byl wspolkreatorem DS9 co nie jest prawda.
Wspólpomysłodawcą wtępnych założeń fabuły, solidnie potem przerobionych przez Bermana et.cons. I nie wycofuję się z tego.
Pytales wczesniej czy neguje sf typu neuromancer. Odpowiedz brzmi nie, ale nie zmienia to faktu, ze nie przepadam za tym odlamem sf.
Z czystej ciekawości: a jaki lubisz?
Bo np. Dukaj dzieli SF na dwa odłamy:
1. starający się nadążać ze postępem naukowo-technicznym i odnosić do realnych problemów, dość solidnie podparty nauką: tu zaliczymy Egana, Lema, cyberpunkowców, klasyczną "kosmiczną" hard SF,
2. używający kostiumu SF do snucia przypowieści (np. Resnick, Card) lub po prostu prezentowania klasycznych przygodowych opowieści.
