Forum › Rozmowy (nie)kontrolowane › Polityka › Kościół
To naturalny proces, by kogoś zabić potrzebny jest jeszcze element decyzji.Sprowadzając sprawę do absurdu - to co napisałaś można przecież z równą skutecznością stosować do zwalczania zakazu zabijania sąsiadów. "A po co taki zakaz? A wiesz, ile takich zygot odrzuca sam organizm kobiety? Może zatem należałoby exkomunikować wszystkie baby. Ach nie, nie tylko, przecież jedynie jeden plemnik na milion ma szansę przerodzić się w embrion. Należałoby więc obłożyć klątwą mężczyzn za marnowanie materiału życiowego.:
Widzisz, dla mnie absurdem jest traktowanie kilku komórek jak człowieka. A umożliwienie rodzicielstwa bezpłodnym parom jest rzeczą chwalebną, nie godna potępienia.
Może jednak należałoby przede wszystkim skupić uwagę na osobach już żyjących, aktywnych społecznie, chorych, starych itd. i przede wszystkim im pomagać, a nie umartwiać się nad zlepkiem komórek z którego może coś będzie a może nie. Może na tym polu Kościół powinien się jakoś bardziej uaktywnić i taką samą energię jaką wkłada w walkę z in vitro włożyć w pomaganie osobom starszym, chorym, niepełnosprawnym itd. Nie mówię, że nic nie robi, ale zawsze jest miejsce na poprawę. Może np. sprzedać część swego majątku ziemskiego i zarobione w ten sposób pieniądze przekazać na uratowanie jakiegoś szpitala, szkoły czy na rodziny zastępcze. Chrystus by pewnie tak zrobił.Swoją drogą chyba lepiej jak z kilku takich zygot przetrwa jedna i rozwinie się w człowieka, który będzie miał kochającą rodzinę, niż jakby te jajeczka miały się tak po prostu zmarnować.
Łech... Gdyby jajeczka nie były "produkowane", z myślą właśnie o in vitro, nie miałoby co się marnować.Co do "kilku komórek" to to moim zdaniem ohydne myślenie. Biologicznie jesteśmy wszyscy jakąś liczbą komórek. I co? Jak ktoś jest tylko nimi, jak ktoś nie ma osiągnięć, nie jest przydatny dla społeczeństwa, to ma ginąć? Poza wszystkim doświadczenie ostatnich stu lat naprawdę uczy nas, by nie otwierać tych drzwi.Prawo do życia jest czymś absolutnie podtawowym. Dopiero, gdy ono jest zapewnione można myśleć o innych gwarancjach dla człowieka. Nic więc chyba dziwnego w tym, że właśnie jego ochrona, właśnie potrzeba jego ochrony, jest szczególnie mocno akcentowana.
Sprawa pierwsza - Kościół popełnia błąd nie odgraniczając metody zapłodnienia in vitro od kwestii nadliczbowych zarodków. Można doprowadzić do zagnieżdżenia się, implantując jeden. W takim wypadku, prawdopodobieństwo przyjęcia się jest jednak dużo mniejsze. Nawet, jeżeli uznać "zabijanie" zarodków za złe, nie można się przyczepić do samego sposobu zapłodnienia. Dziecko, które urodzi się poczęte w taki sposób, będzie pełnoprawnym człowiekiem. Skoro rodzice decydują się na taki krok, bardzo chcą tego dziecka i na pewno będzie ono otoczone miłością.
Sprawa druga. Kościół nie jest konsekwentny w tym co mówi. Weźmy św. Augustyna, św. Tomasza - jakby nie patrzeć ogłoszeni świętymi. Obaj twierdzili, że dusza łączy się z ciałem w okresie późniejszym niż poczęcie. Było to zdaje się, od 40 do 80 dni. Aktywność elektryczna mózgu, którą wiąże się z duszą, rozpoczyna się ponoć około 2-3 miesiąca. O ile można się spierać, od którego momentu mamy do czynienia z nową istotą (dla mnie jest to okres organogenezy, lub implantacji), o tyle zarodek jest zbiorem komórek totipotencjalnych i trudno mówić tu o organizmie.
Co do "kilku komórek" to to moim zdaniem ohydne myślenie.
A moim - nie.
Nie, ludzie rodzą się i bez tej metody.
Naturalnie - ale wiele par NIE MOŻE bez niej mieć potomka. Prowadzi to często do tragedii, o jakich zdaje się nie masz pojęcia.
Proces sztucznego zapłodnienia jest świadomym wyborem. Co za tym idzie, niesie za sobą konsekwencje takie jakie wymienił Bariusz. Jak dobrze wiemy jedną z doktryn kościoła jest cierpienie (umartwianie) i ochrona życia, czyli jak zwykle wbrew naturze człowieka czyli egoizmowi. I tu zaczyna się konflikt między kościołem a zwolennikami in vitro, co odnosi się do wielu dziedzin życia, gdzie zachodzi konflikt między małymi egoizmami poszczególnych jednostek i dogmatami wiekowej i wielkiej instytucji. Dlatego kościół i wiele innych religii ma wielu zagorzałych przeciwników, bo jest to sprzeczne z superego normalnego człowieka.I tu do popisu ma wiele miejsca Diabeł 🙂
Dla mnie to dosyć jasne, dlaczego Kościół tak boi się korzystania z osiągnięć nauki. Postępująca laicyzacja społeczeństwa w oczywisty sposób zagraża tej ogromnej i skostniałej instytucji zamkniętej na postęp. Dziś wydaje się dekrety, kiedyś palono na stosie - jak to się ma do ochrony życia? Kościół wielokrotnie w historii udowadniał jak zakłamany i fałszywy jest to twór. A ludzie częściej niż kiedykolwiek porzucają wiarę na rzecz wiedzy. I przyczynia się też do tego ta instytucja.
Co do "kilku komórek" to to moim zdaniem ohydne myślenie.
Raczej nie, po zapłodnieniu jajeczka przez plemnika istotnie powstaje początkowo zlepek komórek, które doprawdy ciężko nazwać człowiekiem.
W toku dziejów Kościół potępiał jako absolutnie sprzeczne z Boskim prawem takie rzeczy:- tezę o tym, że Ziemia jest okrągła i się kręci- wiarę w istnienie antypodów- pogląd o istnieniu innych światów- sekcję zwłok- operacje chirurgiczne- narkozę eterowąI niczego się nie nauczył... Dlatego obiekcje Kościoła nie są dla mnie miarodajne w sprawach naukowych, wolę wierzyć fachowcom. Co prawda dziś nie trafia się na stos, jak kiedyś, ale, jak widać, ktoś tam nie chce zrezygnować z prób manipulowania ludźmi, a to mi się bardzo nie podoba.
Eviva bo Kościół się nie uczy. Tak naprawdę to w jego dobrze pojętym interesie jest aby ludzie nie byli zbyt mądrzy i nie zadawali wielu pytań. Mamy uznać, że Kościół ma rację i już. Jak ktoś tym dyskutuje to heretyk jest. Żeby nie było niedomówień: nie jestem wrogiem Kościoła tylko uważam jego formę za przestarzałą i nie umiejącą się przystosować do nowej sytuacji.
Tak mi się przypomniało, niekoniecznie a propos, ale jednak. W jednym z apeli maryjnych na Jasnej Górze w których za pośrednictwem TV Trwam bierze udział moja matka padły słowa: aby w katolickich rodzinach nie wyrastali ateiści, poganie i wrogowie narodu. Zapisałem to sobie od razu, bo uderzył we mnie te słowa. Sugeruje to w oczywisty sposób, że każdy ateista i innowierca jest wrogiem narodu - tego prawdziwego, czyli wierzącego. Oto język KK. Boją się, że za kilkanaście lat nie będą mieli już żadnego posłuchu w społeczeństwie.
BOISZ SIĘ, Lo? Czy ja źle zrozumiałam? Przecież powinieneś się z tego cieszyć.
A! Pewnie o aborcję znowu się kłóci...dyskutujemy.To ja wtrące trzy grosze.Jeżeli aborcja to morderstwo to poronienie powinno być karane jako nieumyślne spowodowanie śmierci.A co do samej instytucji kościoła - z roku na rok będzie mniej popularna, bo nie przewiduje odpowiedniej oferty dla ludzi. Dogmaty, uchwały kościelne i inne takie po prostu nie idą z duchem czasu, a ludzie to komformiści. Odrzucą w końcu to co im niewygodne. A gadanie o tym, jaki to świat się robi inteligentny i podąża za naukowym oświeceniem nie ma tu nic do rzeczy.
