Forum › Rozmowy (nie)kontrolowane › Polityka › Kościół
Najpierw się powinniście dowiedzieć co próbujecie regulować. A wiedzę należy wynosić ze szkół, nie z szerzących kłamstwa kościołów.
No raczej. I właśnie dlatego pisanie, że to temat tylko na dyskusję biologiczną jest świadectwem oderwania od rzeczywistości. Ustalamy czym jest człowiek/zygota, gdzie się zaczyna i tworzymy normy.
Co do zarządzania cudzymi macicami - skoro wolno państwu zarzadzać cudzymi domami (bo mężowi nie wolno zabić żony nawet w soimi domu), to macicami, jeżeli jest wnich inne życie także.
Mężowi nie wolno zabić żony nigdzie. Nie ma tu żadnego zarządzania cudzym domem. Żona to nie mebel ani wykończenie. W żadnym domu kobiety nie są własnością pijanego chłopa.
Patologiczne rodziny to też nie jest dobre źródło wiedzy.
A myślisz, że czemu pisałem, że "nawet w domu"? Owszem, skoro czegoś się tam zabrania to to jest element zarządzania
Dogmaty nie są podstawami wiedzy lecz wiary.
Najpierw piszesz o lekcjach biologii, teraz o wierze. Niech no zgadnę, nie widzisz problemu? Nawiasem mówiąc żadnego dogmatu, czy nawet czegoś co mógłbyś zakwalifikować jako dogmat nie przedstawiłem.
Ustalamy czym jest człowiek/zygota, gdzie się zaczyna i tworzymy normy.
A jakie macie kompetencje do takich ustaleń i z jakiej instytucji jesteście?
Co do zarządzania cudzymi macicami - skoro wolno państwu zarzadzać cudzymi domami (bo mężowi nie wolno zabić żony nawet w soimi domu), to macicami, jeżeli jest wnich inne życie także.
Mężowi nie wolno zabić żony nigdzie. Nie ma tu żadnego zarządzania cudzym domem. Żona to nie mebel ani wykończenie. W żadnym domu kobiety nie są własnością pijanego chłopa.
Patologiczne rodziny to też nie jest dobre źródło wiedzy.
A myślisz, że czemu pisałem, że "nawet w domu"? Owszem, skoro czegoś się tam zabrania to to jest element zarządzania
No właśnie nie wiem, dlaczego pisałeś, że "nawet w domu". Albo lubisz bić żonę albo z legislacją jesteś zupełnie na bakier.
Domy nie są eksterytorialne, obowiązuje w nich takie samo prawo RP jak na ulicach.
Macica to nie terytorium RP tylko organ w ciele kobiety (którego najwyraźniej jej zazdraszczasz).
Nie ma tu nad czym filozować.
Dogmaty nie są podstawami wiedzy lecz wiary.
Najpierw piszesz o lekcjach biologii, teraz o wierze. Niech no zgadnę, nie widzisz problemu? Nawiasem mówiąc żadnego dogmatu, czy nawet czegoś co mógłbyś zakwalifikować jako dogmat nie przedstawiłem.
Widzę problem. Polega on na tym, że jakieś swoje oparte na niewiedzy dogmaty przedstawiasz jako "podstawy wiedzy o czymkolwiek".
A jakie macie kompetencje do takich ustaleń i z jakiej instytucji jesteście?
Co do kompetencji, to w oczywisty sposób nie ma niczego takiego jak "my". Jedni wiedzą więcej, inni mniej. Nawet jednak jeśli przyjmiemy, że jest tu miejsce na dyskusję, że można dojść do wniosku, że dwa tygodnie przed narodzinami wolno go/to zabić, a dwa po nich już nie, to i tak najpierw musimy się zgodzić, że pisanie w ciągu tego samego dnia: "A czym zygoty są naprawdę, to temat na forum o biologii, bo to kwestia przyrodnicza jest a nie polityczna." i "Najpierw się powinniście dowiedzieć co próbujecie regulować. A wiedzę należy wynosić ze szkół, nie z szerzących kłamstwa kościołów." świadczy o tym, że autor owych słów jest w najlepszym razie całkowicie oderwany od rzeczywistości.
No właśnie nie wiem, dlaczego pisałeś, że "nawet w domu". Albo lubisz bić żonę albo z legislacją jesteś zupełnie na bakier.
Domy nie są eksterytorialne, obowiązuje w nich takie samo prawo RP jak na ulicach.
Macica to nie terytorium RP tylko organ w ciele kobiety (którego najwyraźniej jej zazdraszczasz).
Nie ma tu nad czym filozować.
Nawet nie wiem od czego zacząć...
1) Do tego, by w domach obowiązywały inne zasady niż na ulicach nie potrzeba ich eksterytorialności. W domach wolno chodzić nago, przeklinać, pić alkohol itd.
2) Wyrażenie "takie samo prawo RP" jest bezsensowne, chore. Miałoby sens tylko wtedy, gdyby istniało kilka "praw RP".
3) Do organów w ciele człowieka też stosuje się prawo.
4) Określenie "nawet w domu" pokazywało, że państwu wolno zarządzać domami. Nakazywać pewne zachowania także tam. Że państwo ma prawo w imię wyższych wartości interweniować głęboko w stosunki międzyludzkie.
Widzę problem. Polega on na tym, że jakieś swoje oparte na niewiedzy dogmaty przedstawiasz jako "podstawy wiedzy o czymkolwiek".
Nie, żeby twierdzić, że ktoś (w tym wypadku ty) nic nie wie o świecie nie trzeba samemu żadnej wiedzy przedstawiać.
A jakie macie kompetencje do takich ustaleń i z jakiej instytucji jesteście?
Co do kompetencji, to w oczywisty sposób nie ma niczego takiego jak "my". Jedni wiedzą więcej, inni mniej. Nawet jednak jeśli przyjmiemy, że jest tu miejsce na dyskusję, że można dojść do wniosku, że dwa tygodnie przed narodzinami wolno go/to zabić, a dwa po nich już nie, to i tak najpierw musimy się zgodzić, że pisanie w ciągu tego samego dnia: "A czym zygoty są naprawdę, to temat na forum o biologii, bo to kwestia przyrodnicza jest a nie polityczna." i "Najpierw się powinniście dowiedzieć co próbujecie regulować. A wiedzę należy wynosić ze szkół, nie z szerzących kłamstwa kościołów." świadczy o tym, że autor owych słów jest w najlepszym razie całkowicie oderwany od rzeczywistości.
Ciekawa socjotechnika. Najpierw sprowokował, potem powycinał losowe fragmenty rozmowy, zestawił koło siebie i wyciągnął wniosek: "nie masz racji". Wyborne.
A wyszło z tego coś takiego:
Jeśli ktoś nie akceptuje dogmatów polityka Barusza i jego tendencji do narzucania innym światopoglądu, to jest oderwany od rzeczywistości.
A może chodzi o jakąś twoją wymarzoną rzeczywistość - tę, w której zygota jest pełnoprawnym obywatelem pod ochroną tatusia, a żona nie ma nic do powiedzienia i można ją lać kablem od prodiża na wypadek gdyby odmówiła rodzenia kolejnego bachora?
No właśnie nie wiem, dlaczego pisałeś, że "nawet w domu". Albo lubisz bić żonę albo z legislacją jesteś zupełnie na bakier.
Domy nie są eksterytorialne, obowiązuje w nich takie samo prawo RP jak na ulicach.
Macica to nie terytorium RP tylko organ w ciele kobiety (którego najwyraźniej jej zazdraszczasz).
Nie ma tu nad czym filozować.
Nawet nie wiem od czego zacząć...
1) Do tego, by w domach obowiązywały inne zasady niż na ulicach nie potrzeba ich eksterytorialności. W domach wolno chodzić nago, przeklinać, pić alkohol itd. Nie w prawie wyjątków "dla domu" w zakazach.
2) Wyrażenie "takie samo prawo RP" jest bezsensowne, chore. Miałoby sens tylko wtedy, gdyby istniało kilka "praw RP".
3) Do organów w ciele człowieka też stosuje się prawo.
4) Określenie "nawet w domu" pokazywało, że państwu wolno zarządzać domami. Nakazywać pewne zachowania także tam. Że państwo ma prawo w imię wyższych wartości interweniować głęboko w stosunki międzyludzkie.
1) Nie tylko w domach wolno chodzić nago, przeklinać i palić alkohol. Wolno wszędzie tam, gdzie nie jest to zakazane. Nadal te same ustawy obowiązują i w domu i na ulicy.
2) Zmień "takie" na "tak" i będzie git. Czepianie się takich drobiazgów jest bezsensowne, chore. Po raz kolejny trollujesz nie mając zupełnie nic do powiedzenia.
3) Orly? Która ustawa ma zastosowanie w macicy? Prawo wodne?
4) Określenie "nawet w domu" pokazywało, że tobi się coś wydawało. Bicie żony to nie jest głęboki stosunek międzyludzki i nie wolno ci tego robić ani publicznie ani po kryjomu w domu lub garażu. Ponadto żadne "wyższe wartości" cię nie uprawniają do mówienia jakiejkolwiek kobiecie co ma robić ze swoją macicą, w dowolnym budynku.
Widzę problem. Polega on na tym, że jakieś swoje oparte na niewiedzy dogmaty przedstawiasz jako "podstawy wiedzy o czymkolwiek".
Nie, żeby twierdzić, że ktoś (w tym wypadku ty) nic nie wie o świecie nie trzeba samemu żadnej wiedzy przedstawiać.
Oczywiście. Żeby tupać nogami i powtarzać w kółko "nie znasz się" nie trzeba żadnej wiedzy posiadać. Doskonale ci to wychodzi.
Ciekawa socjotechnika. Najpierw sprowokował, potem powycinał losowe fragmenty rozmowy, zestawił koło siebie i wyciągnął wniosek: "nie masz racji". Wyborne.
A wyszło z tego coś takiego:
Jeśli ktoś nie akceptuje dogmatów polityka Barusza i jego tendencji do narzucania innym światopoglądu, to jest oderwany od rzeczywistości.
A może chodzi o jakąś twoją wymarzoną rzeczywistość - tę, w której zygota jest pełnoprawnym obywatelem pod ochroną tatusia, a żona nie ma nic do powiedzienia i można ją lać kablem od prodiża na wypadek gdyby odmówiła rodzenia kolejnego bachora?
A mi wychodzi wypowiedź człowieka, który wierzy, że pełnoprawnych obywateli wolno lać czymkolwiek i wierzy, że nie ma problemu sam ze sobą.
Nie wiem też w jaki sposób mógłbym ci narzucić swoje poglądy, telepatią?
1) Nie tylko w domach wolno chodzić nago, przeklinać i palić alkohol. Wolno wszędzie tam, gdzie nie jest to zakazane. Nadal te same ustawy obowiązują i w domu i na ulicy.
2) Zmień "takie" na "tak" i będzie git. Czepianie się takich drobiazgów jest bezsensowne, chore. Po raz kolejny trollujesz nie mając zupełnie nic do powiedzenia.
3) Orly? Która ustawa ma zastosowanie w macicy? Prawo wodne?
4) Określenie "nawet w domu" pokazywało, że tobi się coś wydawało. Bicie żony to nie jest głęboki stosunek międzyludzki i nie wolno ci tego robić ani publicznie ani po kryjomu w domu lub garażu. Ponadto żadne "wyższe wartości" cię nie uprawniają do mówienia jakiejkolwiek kobiecie co ma robić ze swoją macicą, w dowolnym budynku.
1) Ale nie te same zasady, a to o nich pisaliśmy.
2) Te drobiazgi właśnie pokazują, czy wiesz cokolwiek o sprawach o których piszesz, czy nie.
3) Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży ==> Link. I to naprawdę jest załamka. Ty na serio nie wiesz nic o sprawie o której piszesz. Można dyskutować na sensownością tej ustawy, nad jej zapisami, nad tym, czy powinna istnieć. Ale najpierw trzeba wiedzieć o jej istnieniu.
4) No właśnie. Nigdzie pewnych rzeczy robić nie wolno. Jak widzisz (tzn. powinieneś dostrzegać, bo wątpię, byś był w stanie), ustawodawca ma prawo "zarządzać naszymi domami". Nie mamy nad tym, co się w nich dzieje pełnej władzy. Szok?
Ponadto w moim przekonaniu, skoro ustawodawca może mówić kobiecie co ma robić jej dzieckiem które stoi obok niej, to ma też prawo czynić to co do dzieciaka, który jeszcze jest w niej, który jeszcze się nie urodził. Może można by nad tym poglądem dyskutować, zastanawiać się nad jego sensownością, ale najpierw trzeba mieć jakąś podstawową wiedzę na ten temat. Na przykład, że taka ustawa istnieje (patrz punkt 3.)
Że się wtrącę:
co do pkt. 2 to wypadałoby, Barusz, żebyś sam się doedukował, zanim zaczniesz zarzucać niewiedzę innym. Podlinkowana przez Ciebie ustawa nie zakazuje kobiecie dowolnego zarządzania macicą (i jej zawartością). Zakazuje (poza wymienionymi wyjątkami) przeprowadzać zabiegi lekarzom. Nie broni kobiecie starać się o aborcję. Ba, jest nawet sprecyzowane, że kobieta nie może być karana za aborcję.
Szok?
Zakazuje. To, że choćby tylko w pewnych okolicznociach kobieta nie może zrobić z macicą czy zawartością macicy tego, co się jej spodoba to właśnie zakaz "dowolnego zarządzania" macicą. Pewne rzeczy mogą być robione z własnych cialem, a pewne nie. Analogicznie do tego, że pewne rzeczy mogą być robione w mieszkaniu a pewne nie. To, że nie broni starać się... Nie będąc informatykiem muszę po złapaniu poważnego wirusa dzwonić do kogoś po pomoc. To, że to robię to twoim zdaniem nie jest zarządzanie komputerem? Najlepsze jest to, że mam wrażenie, że ty naprawdę wierzysz w rzeczy, o których piszesz, naprawdę wierzysz, że tzw. ustawa antyaborcyjna niczego kobietom w ciąży nie zakazuje itd.
Zakazu starania się o kradzież też nie ma. Nie ma przecież zakazu stanania się o dokonanie większości przestępstw ("art. 16 § 2. Przygotowanie jest karalne tylko wtedy, gdy ustawa tak stanowi.") Co do "nie może być karana" - i co z tego dla naszej kwestii (obowiązywania/nieobowiązywania tej regulacji). Jest x rzeczy, za które nie ma kary, można to przecież sprawdzić nawet w Wikipedii.
Barusz, po jakiemu Ci napisać, że ustawa nie zakazuje kobiecie aborcji, tylko zakazuje wykonania jej lekarzowi. To, o czym Ty mówisz można znaleźć w prawie bodajże Irlandii, gdzie poddanie się aborcji jest karalne. W Polsce poddanie się aborcji nie jest karalne. Tylko jej wykonanie. Rozróżniasz oba pojęcia? Co więcej, kobieta może sama przeprowadzić aborcję (środki poronne czy przysłowiowy już chyba wieszak) i tego jej ta ustawa nie zakazuje. Wręczenie takich środków czy pomoc w ich uzyskaniu - tak.
Przeczytałeś w ogóle ustawę?
EDYTKA
To mniej więcej tak, jak z samobójstwem. Prawo nie zakazuje palnąć sobie w łeb, zakazuje udzielania pomocy przy tej czynności.
"Karalne" i "zakazane" to nie to samo, odsyłam do linka z poprzedniego postu. Ponadto, nawet gdyby to o czym piszesz miało sens, nawet gdyby to rozróżnienie nie miało miejsca, to pytanie Skrypka ("3) Orly? Która ustawa ma zastosowanie w macicy? Prawo wodne?") wciąż świadczyłoby o jego całkowitym, totalnym oderwaniu od rzeczywistości.
Ale o czym tu gadać? Nawet jeśli zakaże się aborcji w ogóle to myślisz, że żadna tego nie zrobi?Podziemie aborcyjne ma się dobrze w naszym katolickim kraju. A nawet wiem z bardzo wirygodnego źródła, że w czasach wojny zgwałcone kobiety przez żołnierzy (nieważne już jakich) usuwały ciąże, bo były pannami, lub nie można nijak wmówić mężowi, że to jego, itp. I była to praktyka powszechna.Nieważne jak bardzo wierzące były, czy jak bardzo wierzą teraz.Są pewne sytuacje, kiedy po prostu nie można urodzić dziecka.
Owszem, pisaliśmy już o tym nawet w tym wątku. Nawet jeżeli wprowadziłoby się gdziekolwiek bezwzględny zakaz aborcji, to i tak będą miały miejsce wypadki, gdy będzie ona dozwolona, ze względu na stan wyższej konieczności. W takiem układzie sytuacja lekarza mającego wybierać między życiem matki i jej nienarodzonego jeszcze dziecka nie będzie się od strony prawnej (jak i etycznej) różniła od sytuacji lekarza stojącego przed dwoma łóżkami z dwoma osobami rannymi ciężko w wypadku i muszącego wybrać, kogo ma ratować. Szerzej problem był omawiany w innym wątku na forum.
Tak samo, jak zakaz zabijania czy kradzieży, choć sam w sobie bezwzględny, jednak musi dzięki tej regulacji ustapić przed wyższymi lub równymi dobrami, tak samo ustąpićby musiał zakaz dokonywania aborcji. Dlatego właśnie głównym celem ruchu antyaborcyjnego jest po prostu uznanie dziecka przed narodzinami za człowieka. Zapewnienie mu równej innym ludziom ochrony.
Co do podziemia, to to moim zdaniem fatalnie nietrafiony argument. W latach dziewięćdziesiątych rozpleniła się w naszym kraju korupcja. Czy komuś przyszło do głowy, że w związku z tym trzeba przestać jej przeciwdziałać? To, że jakaś grupa czynów bezprawnym staje się coraz częściej popełniana nie jest samo w sobie argumentem na rzecz legalizacji tychże czynów.
To bardzo dobry argument. Bo aborcja i tak będzie istnieć. A czy chcesz by przez złe warunki umierały kobiety?
Zabójstwa i kradzieże też "i tak istnieją". Chciałabyś je wobec tego zalegalizować?
Skończ z tą manipulacją. Zakazanie aborcji nie przyniesie żadnych korzyści. Nie będzie ich mniej ani więcej, ale kobiety będą bezpieczniejsze, gdy się ją zalegalizuje. Natomiast jeżeli kościół przestał się wzbraniać przed antykoncepcją sądzę, że to zmniejszyło by liczbę niepotrzebnych aborcji.Poza tym nie pozwalasz również zgwałconej kobiecie dokonać aborcji?
Skąd pomysł, że zakazanie aborcji nie zmniejsza ich liczby? Myślisz, że gdyby zniesiono zakaz zabijania czy kradzieży, to ich ilość by się nie zmieniła? W takim razie w najlepszym wypadku bardzo mało wiesz o świecie, moim skromnym zdaniem.
Zgwałcona kobieta, jak już było nawet w tym wątku pisane, podpadałaby najczęściej pod tak zwany niekontratypowy stan wyższej konieczności, dobro ratowane (intergalność psychiczna kobiety) jest dobrem o niższej wartości niż dobro poświęcane (życie dziecka), ale nie oczywiście niższej. W naszym systemie prawnym jest to art. 26 § 2. Kodeksu karnego.
