Forum › Rozmowy (nie)kontrolowane › Polityka › Kościół
No, panowie, przeginacie. Tom, chcesz krytykowac kosciol katolicki, dobra, ale nie obrazaj ludzi, mowiac ze cokolwiek na kims wymuszaja. A Ty R'Cer opinie o tym, ze "Zydki" stronia od uczciwej pracy zachowaj dla siebie. Antysemityzmu tu nie trzeba, a to zaczynasz nam serwowac.
Wg Ciebie. Wg mnie - dość dosadna ilustracja powiedzenia "ciekawość zabiła kota". To trochę tak, jakby zajrzeć do wnętrza reaktora bez ochrony. Zapłacisz za ciekawość bardzo wysoką cenę - będziesz miał o to pretensje? Małemu dziecku przecież nie tłumaczysz, żeby nie grzebało w gniazdku elektrycznym operując definicją prądu - bo jej nie zrozumie. Mówisz tylko "nie grzeb, bo się to może źle dla Ciebie skończyć". Jak dla mnie - analogia.
Nadmierna ciekawość nie popłaca i nie zawsze jest wskazana. Co, rozprujesz komuś brzuch, żeby zaspokoić swą ciekawość odnośnie ludzkich wnętrzności?
A dlaczego nie tłumaczyć dziecku? Oczywiście nie językiem technicznym, ale w bardziej dziecięcy sposób - że w gniazdku mieszka sobie pan prąd, który jest tak mały, że go nie widać, ale bardzo nie lubi, żeby mu przeszkadzać itd. Uczyć ostrożności trzeba, jasne, ale gaszenie ciekawości świata metodami 'nie wolno bonie' nie jest chyba najlepszym pomysłem. Gdyby nie ta ciekawość i zainteresowanie otaczającym nas światem to dziś byśmy tej dyskusji nie prowadzili.
Po lekturze Starego Testamentu można dojść do wniosku, że Bóg dał ludziom wolną wolę (i wiedział jak to się skończy - przecież jest wszechwiedzący) po to, żeby ci zaczęli interesować się i poznawać świat ich otaczający.
A pewnie - ale w sposób odpowiedzialny. Ot, choćby szukanie nowych leków. Rzecz godna pochwały. Gdyby jednak wyglądało to tak, że masowo zaraża się ludzi po to,by potem badać na nich leki doświadczalnie - cała impreza staje się wysoce naganna.
Czyli: ciekawość - jak najbardziej, ale w połączeniu ze świadomością, co jest właściwe moralnie, a co nie.
Jednak z Raju ludzkość nie została wypędzona przez zarażanie masowo ludzi chorobami, żeby badać na nich leki, lecz za tą "słabość" jaką jest ogólne zainteresowanie otaczającym światem. Swoją drogą samo szukanie leków jest dość podejrzane, bo przecież to czy wyzdrowiejesz, czy nie zależy tylko i wyłącznie od woli boskiej i mieszanie się w nią przez leczenie może być niekoniecznie dobrze odebrane przez istotę najwyższą 😉
"Czyli: ciekawość - jak najbardziej, ale w połączeniu ze świadomością, co jest właściwe moralnie, a co nie. " - to się co sto lat zmienia, chyba na lepsze. Nie wiem czemu ale wyczuwam połączenie między zwiększającą się moralnością, rosnącym wykształceniem społeczeństwa i zmniejszającymi się wpływami KK.
Co do drugiej części zdania to nie zamierzam na nikim wymuszać niczego bez jego woli - nie jestem Katolikiem.
Dziękuję Ci za publiczne stwierdzenie, że wymuszam coś na kimś bez jego woli - bo przecież jestem katolikiem... Taki właśnie postawiłeś znak równości. Katolik= przymuszanie innych do swojego zdania. Nie posunąłeś się przypadkiem za daleko?
A jak to jest z chrztem? Nawet pomijam już usilne włączanie do społeczności i indoktrynowanie dziecka od najmniejszego. Rodziny przecież naciskają na młode małżeństwa, żeby chrzciły dzieci, a jak rodzice nie chcą to się zaraz psuje atmosfera w rodzinie etc. Znam osoby, gdzie jedno z rodziców nie chciało, żeby dziecko było chrzczone, ale drugie na nim wymusiło.
Gdyby tak było to transseksualizm nie był zrównywany przez kościół z homoseksualizmem jako wynaturzenie. A w końcu jedno różni się zasadniczo od drugiego. Ale to dobry przykład na wymuszenie zrównania prawa transseksualistów i heteryków na kościele katolickim i nie tylko.
Tak nie jest, bo zebrała (chyba na jednym z Soborów, ale nie jestem pewien) się grupa duchownych i spośród kilkunastu ewangelii wybrała te, które najlepiej pasują do siebie i najlepiej wypełniają przepowiednie zapowiedziane w ST i uznała je za kanoniczne. Akurat Tomasz się nie załapał. Wierzy się w te cztery tylko dlatego, że ktoś kiedyś sobie tak wymyślił, w inne się nie wierzy z tego samego powodu.
Uczyć ostrożności trzeba, jasne, ale gaszenie ciekawości świata metodami 'nie wolno bonie' nie jest chyba najlepszym pomysłem.
"1 Moj. 2:16-17
I dał Pan Bóg człowiekowi taki rozkaz: Z każdego drzewa tego ogrodu możesz jeść, Ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy tylko zjesz z niego, na pewno umrzesz."
Ja tutaj nie widzę stwierdzenia "bo nie". Widzę za to wyraźne uprzedzenie o konsekwencjach. Zjesz - umrzesz. Gdzie tu gaszenie ciekawości?
Jednak z Raju ludzkość nie została wypędzona przez zarażanie masowo ludzi chorobami, żeby badać na nich leki, lecz za tą "słabość" jaką jest ogólne zainteresowanie otaczającym światem.
A ja myślałem, że wskutek złamania zakazu i zjedzenia zakazanego owocu. O ja naiwny...
😉
Swoją drogą samo szukanie leków jest dość podejrzane, bo przecież to czy wyzdrowiejesz, czy nie zależy tylko i wyłącznie od woli boskiej i mieszanie się w nią przez leczenie może być niekoniecznie dobrze odebrane przez istotę najwyższą
Słyszałeś stwierdzenie "Bóg pomaga tym, którzy radzą sobie sami"? 🙂
Po to obdarzono nas inteligencją (rozumem, jak kto woli), abyśmy umieli sobie radzić. Poza tym - wynalezienie nowego leku można też odczytać jako pomysł zesłany przez "istotę najwyższą". Co za tym idzie - pośrednio wyzdrowienie człowieka wskutek zażycia leku można interpretować jako boską wolę... Swoją drogą nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że dany lek wcale nie musi pomóc konkretnej osobie... Sprawdzi się w 1000 przypadków, a w 1001-wszym nie. Element losowości - albo "wola boska" (ktoś mógłby to ująć w ten właśnie sposób).
to się co sto lat zmienia, chyba na lepsze. Nie wiem czemu ale wyczuwam połączenie między zwiększającą się moralnością, rosnącym wykształceniem społeczeństwa i zmniejszającymi się wpływami KK.
I tak i nie. Osobiście jestem np. za karą śmierci w przypadku ciężkich przestępstw. A to niezgodne z duchem nauczania katolickiego. Co więcej - świat się z tej kary wycofuje. Czy dobrze? IMO nie, ale właśnie - to moja opinia.
Czy na świecie zwiększa się moralność? Obserwując polskie podwórko - nie. Wręcz przeciwnie - jest coraz gorzej... Chociaż nie, wróć. Moralność rośnie - ale "moralność Kalego". A co ma do tego wpływ KK to doprawdy nie wiem...
A jak to jest z chrztem? Nawet pomijam już usilne włączanie do społeczności i indoktrynowanie dziecka od najmniejszego. Rodziny przecież naciskają na młode małżeństwa, żeby chrzciły dzieci, a jak rodzice nie chcą to się zaraz psuje atmosfera w rodzinie etc. Znam osoby, gdzie jedno z rodziców nie chciało, żeby dziecko było chrzczone, ale drugie na nim wymusiło.
Ok, pora na wykład.
Para podczas zawierania ślubu kościelnego składa przysięgę małżeńską. Jej fragmentem jest zobowiązanie się obojga rodziców do wychowania dziecka w wierze katolickiej. Innymi słowy - wiąże ich przysięga.
Jeśli chodzi o naciski - z chrztem zgadywać nie będę. Na pewno za to zawarte pod przymusem małżeństwo jest nieważne. Co więcej - wchodzi to już w świętokradztwo.
Zresztą - czy chrzest tak naprawdę indoktrynuje dziecko? Zmywa jedynie grzech pierworodny oraz włącza dziecko do wspólnoty katolickiej. Zawsze jednak dziecko - jako dorosły, oczywiście - może odejść z Kościoła.
Co do psucia atmosfery - to wynika z niezrozumienia. To rodzice składają przysięgę wychowania dziecka w wierze katolickiej, nie teściowie, wujkowie czy ciotki. A jeśli rodzice takowej przysięgi nie złożyli - wtedy w ogóle nie powinno być tematu. Ani problemu. Niestety, wiele osób tego nie rozumie/nie rozróżnia.
Co do przypadku par mieszanych... Widzisz, jest możliwy ślub kościelny w przypadku, gdy druga osoba jest niewierząca bądź innego wyznania. Jednym z warunków jego zawarcia jest znowu przysięga wychowania dziecka w wierze katolickiej. Osoba niewierząca o tym wie. I godzi się na to dobrowolnie w momencie zawierania związku.
Więc kto tu na kim wymusza, jest sprawą co najmniej dyskusyjną. Nikt nie kazał niewierzącej osobie zawierać związku z katolikiem/katoliczką. Wiedziała o tym, co to ze sobą niesie. Dla mnie jest to złamanie danego słowa, próba zmiany reguł po rozpoczęciu gry. Patrzyłeś na to kiedykolwiek od tej strony?
Koniec wykładu.
No właśnie, kościół bierze z pism to co mu pasuje. Tyle tylko, że sam nie stosuje się do tego co wybrał. Ale pomijam ten fakt, by znów nie być posądzonym o szerzenie ciemnoty i nie wiadomo czego jeszcze. Co do badań naukowych to: 1. Jezus musiał być żonaty ponieważ Żyd musiał się ożenić najdalej do 25 roku życia. W semickiej kulturze było i nadal jest nie do pomyslenia, by bogobojny ... nie miał żony. Zresztą jest to dokładnie opisane w Torze.2. Faktycznie oznaczenie graala "/" to jednocześnie kielich jak i kobieta czyli naczynie stworzenia. Symbol ten występuje nie tylko w odniesieniu do chrześcijaństwa.3. Może powtórzą ten program o graalu na Discovery. Proponuję obejrzeć.Piotrze, nie szerzę antysemityzmu. Wysnuwam jedynie wnioski po licznych lekturach, także opowieści biblijnych. Do tego się własnie sprowadziły. Mój stosunek do Żydów jako takich jest zupełnie obojętny.Biblii nie należy czytać bezkrytycznie (zwłaszcza ST) a jedynie jako jedną z opowieści o tamtym okresie i to widzianym z perspektywy zarówno czasu, jak i przestrzeni. Opowieści o Mojżeszu nie pisał on sam i nawet nie w jego czasach to pisano. Nalezy więc ją traktować jako plotkę przekazywaną z ust do ust. Wiadomo co po pewnym czasie robi się z prawdy? To samo co przy grze w głuchy telefon. Tym bardziej, że właśnie na 1 soborze wybrano opowieści, które stanowią Biblię. Aby mieć pełen ogląd sytuacji należałoby przeczytać dokładnie wszystko, a wiadomo, nie wszystko zostało napisane po myśli kleru. Ale cóż się dziwić. Wszędzie są fanatycy. Właśnie dlatego "dostaliśmy" wolną wolę by się nie stać fanatykami. Wszystko jest dobre byle w rozsądnych ilościach. A jeszcze co do niekonsekwencji w KK. Zgadzam się w całej rozciągłości, że jest wiele sprzeczności, a katolicyzm w gruncie rzeczy wcale nie jest monoteistyczny. W takiej samej mierze monoteistyczna była wiara Egipcjan czy Greków. Oni też wierzyli, że tylko jeden bóg stworzył świat, reszta bogów opiekowała się różnymi dziedzinami życia, tak samo jak różni święci. Do tego wiara w 3 osoby boskie. Ten dogmat jest nielogiczny. Skoro Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo to dlaczego my nie istniejemy w 3 osobach? Ma ktoś kontrargument?
114 Rzekł im Szymon Piotr: Niech Mariham odejdzie od nas. Kobiety nie są godne życia. Rzekł Jezus: "Oto poprowadzę ją, aby uczynić ją mężczyzną, aby stała się sama duchem żywym, podobnym do was, mężczyzn. Każda kobieta, która uczyni siebie mężczyzną, wejdzie do królestwa niebios". - Ewangelia św. Tomasza.
Kurcze, ja zrozumiałem, że jest to pokazanie równości kobiet i mężczyzn (wtedy kobieta była raczej przedmiotem niż żywą istotą w oczach mężczyzn), a nie pochwała transseksualizmu :>
Skoro Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo to dlaczego my nie istniejemy w 3 osobach? Ma ktoś kontrargument?
Najprostszy z możliwych: podobny nie oznacza identyczny.
Najprostszy z możliwych: podobny nie oznacza identyczny.
Ale podobieństwo wtedy jest znikome, zupełnie jakbyśmy porównywali człowieka i kurę. Niby ma 2 nogi, ale gadać nie potrafi. Akurat to jest dosyć istotne podobieństwo. Inaczej byłoby jak z tą kurą. Poza tym "obraz" oznacza lustrzane odbicie, no nie? Jesteś podobny do lustrzanego odbicia? Jakbyś miał brata bliżniaka byłbyś podobny jak obraz? Tak, ale nie byłbyś identyczny. Jak dla mnie różnica polegać powinna wyłącznie na cechach osobniczych typu kolor oczu czy włosów. Podobieństwem oznaczyć więc może ową wolną wolę. W końcu Bóg nie został niczym ograniczony. Skoro jesteśmy do niego podobni wobec tego też nie jesteśmy niczym ograniczeni w swoich poczynaniach.
Zresztą i tak nie wierzę w jakieś boskie interwencje w przypadku naszej ewolucji, chyba, że byli to kosmici jak u Danikena ;>
R'Cer, nikt przecież nie określił stopnia podobieństwa 🙂 Między człowiekiem a kurą istnieje choćby takie podobieństwo, że są kręgowcami :PObraz może oznaczać coś innego niż podobieństwo fizyczne. Może oznaczać charakter, wspomnianą przez Ciebie wolną wolę, czy też samoświadomość. Tego też nikt nie zdefiniował 🙂
Przecież katolicy mają dosłownie czytać Biblie? Skąd więc teraz rózne interpretacje obrazu i podobieństwa? Bądźcie konsekwentni. Z jednej strony zarzucacie, że Egipcjanie żle traktowali Żydów (czytając historię wyjścia dosłownie), nie znając relacji od drugiej strony, a teraz, jak ja robię dokładnie to samo z dogmatami, to mnie wyrzucacie, że nie można czytać Biblii dosłownie. Co jest? Hipokryzja?
Przecież katolicy mają dosłownie czytać Biblie?
Skąd ten nakaz? Bo ja go sobie nie przypominam... Mogę poprosić źródło?
Poza tym tak się składa, że po każdym czytaniu Ewangelii ksiądz odnosi się do tego fragmentu w kazaniu. I interpretuje go, przekładając często na dzisiejsze czasy, więc nie wiem, o co Ci chodzi.
...teraz, jak ja robię dokładnie to samo z dogmatami, to mnie wyrzucacie, że nie można czytać Biblii dosłownie.
Co jest? Hipokryzja?
Kto ci to wyrzuca? Jeśli masz na myśli mnie, poproszę odpowiedni cytat. Przedstawiłem Ci swój punkt widzenia, nic Ci nie wyrzuciłem. Więc?
To samo dotyczy zarzutu hipokryzji. Stawiasz taką tezę pod moim adresem - uzasadnij, najlepiej odnosząc się do odpowiednich fragmentów moich postów. Jak już coś komuś zarzucasz, bądź gotów to udowodnić.
"1 Moj. 2:16-17
I dał Pan Bóg człowiekowi taki rozkaz: Z każdego drzewa tego ogrodu możesz jeść, Ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy tylko zjesz z niego, na pewno umrzesz."
Ja tutaj nie widzę stwierdzenia "bo nie". Widzę za to wyraźne uprzedzenie o konsekwencjach. Zjesz - umrzesz. Gdzie tu gaszenie ciekawości?
Ale dlaczego umrę, co tam jest takiego, że mnie zabije, a czemu inne nie? Chcę wiedzieć, chcę się przekonać - taka jest moja natura. Po co Boże stworzyłeś możliwość poznania dobra i zła a teraz mi tej możliwości zabraniasz?
Stwierdzenie, że umrzesz nic nie tłumaczy, na pewno nie zaspokaja ciekawości, nawet ją pobudza.
A ja myślałem, że wskutek złamania zakazu i zjedzenia zakazanego owocu. O ja naiwny...
😉
Złamali zakaz pożądali wiedzy. Bóg stworzył ich do takimi. Musiał przecież wiedzieć, jak to wszystko się skończy - późniejsza jego złość jest co najmniej dziwna.
Słyszałeś stwierdzenie "Bóg pomaga tym, którzy radzą sobie sami"? 🙂
A modlitwy itp. to od czego są? 😉
Poza tym - wynalezienie nowego leku można też odczytać jako pomysł zesłany przez "istotę najwyższą". Co za tym idzie - pośrednio wyzdrowienie człowieka wskutek zażycia leku można interpretować jako boską wolę...
Nie można, bo przecież interesowanie się światem, poszukiwania i inne tego typu zabiegi są karalne. Można jedynie wychwalać Boga i błagać go, żeby pomógł - reszta zależy od niego.
Swoją drogą nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że dany lek wcale nie musi pomóc konkretnej osobie... Sprawdzi się w 1000 przypadków, a w 1001-wszym nie. Element losowości - albo "wola boska" (ktoś mógłby to ująć w ten właśnie sposób).
To znaczy tyle, że tą konkretną osobę odróżnia coś od 1000 innych, co blokuje działanie leku.
I tak i nie. Osobiście jestem np. za karą śmierci w przypadku ciężkich przestępstw. A to niezgodne z duchem nauczania katolickiego. Co więcej - świat się z tej kary wycofuje. Czy dobrze? IMO nie, ale właśnie - to moja opinia.
Czy na świecie zwiększa się moralność? Obserwując polskie podwórko - nie. Wręcz przeciwnie - jest coraz gorzej... Chociaż nie, wróć. Moralność rośnie - ale "moralność Kalego". A co ma do tego wpływ KK to doprawdy nie wiem...
Abstrahując od tego czy jestem za cz przeciw, to karę śmierci trudno nazwać karą - w końcu karze się kogoś by się czegoś nauczył. Trup niczego się nie nauczy. Co do moralności to dziś już nikt nie uważa za dobre palenia na stosie, złego traktowania kobiet, innych członków gatunku homo itp. Ja tu widzę pewien postęp. Wydaje mi się, że to Kościół kształtował przez dłuższy czas wizerunek np. kobiety jako gorszej od mężczyzny. Były też różne inkwizycje i inne ciekawe wydarzenia.
Para podczas zawierania ślubu kościelnego składa przysięgę małżeńską. Jej fragmentem jest zobowiązanie się obojga rodziców do wychowania dziecka w wierze katolickiej. Innymi słowy - wiąże ich przysięga.
Którą ktoś kiedyś wymyślił. To jest taka umowa z dopiskiem drobnym druczkiem - weź ślub kościelny, jako jeden z sakramentów potrzebnych do zbawienia (to logiczne, że każdy będzie chciał). Do tego jest przymus, że musisz swoje dziecko wychować w wierze. Tu jest coś nie tak. Uratujemy ci życie, ale musisz nam do końca życia oddawać cały swój dorobek.
Jeśli chodzi o naciski - z chrztem zgadywać nie będę. Na pewno za to zawarte pod przymusem małżeństwo jest nieważne. Co więcej - wchodzi to już w świętokradztwo.
U nas, w innych religiach jest różnie.
Zresztą - czy chrzest tak naprawdę indoktrynuje dziecko? Zmywa jedynie grzech pierworodny oraz włącza dziecko do wspólnoty katolickiej. Zawsze jednak dziecko - jako dorosły, oczywiście - może odejść z Kościoła.
Co do psucia atmosfery - to wynika z niezrozumienia. To rodzice składają przysięgę wychowania dziecka w wierze katolickiej, nie teściowie, wujkowie czy ciotki. A jeśli rodzice takowej przysięgi nie złożyli - wtedy w ogóle nie powinno być tematu. Ani problemu. Niestety, wiele osób tego nie rozumie/nie rozróżnia.
Niewiedza czy niezrozumienie ich jednak nie usprawiedliwia.
Co do przypadku par mieszanych... Widzisz, jest możliwy ślub kościelny w przypadku, gdy druga osoba jest niewierząca bądź innego wyznania. Jednym z warunków jego zawarcia jest znowu przysięga wychowania dziecka w wierze katolickiej. Osoba niewierząca o tym wie. I godzi się na to dobrowolnie w momencie zawierania związku.
Widać miłość jest silniejsza i zapewne obyło by się i bez ślubu kościelnego, ale osoba wierząca koniecznie chciała i wymusiła to na osobie niewierzącej.
Więc kto tu na kim wymusza, jest sprawą co najmniej dyskusyjną. Nikt nie kazał niewierzącej osobie zawierać związku z katolikiem/katoliczką. Wiedziała o tym, co to ze sobą niesie. Dla mnie jest to złamanie danego słowa, próba zmiany reguł po rozpoczęciu gry. Patrzyłeś na to kiedykolwiek od tej strony?
Dla mnie jest to sprawa oczywista ;)(choć nie wykluczam wyjątków). Widać niewierząca tak bardzo kocha wierzącą, że się na wszystko godzi w imię miłości.
Nie sposób uważać prawa, które mówi "Jahwe jest Twoim jedynym bogiem" już na wstępie za coś pozytywnego czy racjonalnego.
Jak to idzie?
Nie będziesz miał bogów cudzych przedemną.
Czyli, biorąc na chłopski rozum, dekalog przyznaje, że:
a ) są jacyś tam inni bogowie
b ) można im palić "ogarek", byle szef dostał wcześniej całą świeczkę.
Jeżeli coś to przykazanie wymusza, to tylko uznawanie boga mojżeszowego za najważniejszego przez jego wyznawców (co jest skądinąd całkiem logiczne).
To, że bóg Mojżesza jest jedyny i Ci, co wierzą w innych mają "prze...." dodał kościół chrześcijański. Jak zresztą wiele innych nakazów i zakazów które powodują "napływ gotówki" i wzrost władzy organizacji.
Ale dlaczego umrę, co tam jest takiego, że mnie zabije, a czemu inne nie? Chcę wiedzieć, chcę się przekonać - taka jest moja natura.
I wracamy do dziecka oraz sprawy prądu. Chciałeś to załatwić "panem prądem". Pytanie dziecka: "a dlaczego on tego nie lubi? Żeby mu przeszkadzać?" Oparłoby się w końcu o tłumaczenie techniczne. A tego dziecko nie pojmie.
Stwierdzenie, że umrzesz nic nie tłumaczy, na pewno nie zaspokaja ciekawości, nawet ją pobudza.
Pokazuje zestaw przyczynowo-skutkowy. Przecież nie powiesz dziecku dokładnie, dlaczego arszenik je zabije...
Bóg stworzył ich do takimi. Musiał przecież wiedzieć, jak to wszystko się skończy - późniejsza jego złość jest co najmniej dziwna.
Bo jest wszechwiedzący? Pytanie, czy ta wszechwiedza dotyczy całej linii czasowej czy tylko danej chwili. Ja na to odpowiedzi nie znam.
A modlitwy itp. to od czego są?
Jedno drugiemu nie przeszkadza 😛 Poza tym nie ma to jak postawa "jak trwoga, to do Boga"... 😐
Nie można, bo przecież interesowanie się światem, poszukiwania i inne tego typu zabiegi są karalne.
Gzie masz taki pogląd w dzisiejszym nauczaniu Kościoła?
To znaczy tyle, że tą konkretną osobę odróżnia coś od 1000 innych, co blokuje działanie leku.
... a różnica pojawiła się wskutek boskiej woli 🙂
karę śmierci trudno nazwać karą - w końcu karze się kogoś by się czegoś nauczył. Trup niczego się nie nauczy.
Trup nie ma się uczyć. Trup ma odstraszać innych. To jest sens kary śmierci. Nie masz się niczego uczyć, masz mieć świadomość, co Cię czeka w przypadku popełnienia zbrodni.
Co do moralności to dziś już nikt nie uważa za dobre palenia na stosie, złego traktowania kobiet
Zaraz, gdzie to ostatnio palono na stosie... Nie w Indiach, kilka miesięcy temu? Jakoś nie wspominano, by zrobili to katolicy...
Były też różne inkwizycje i inne ciekawe wydarzenia.
Ano. Byli też żołnierze hitlerowcy z napisami na klamrach pasów "Bóg jest z nami". No i? To wina wiary jako takiej, czy też może po prostu ludzi, którzy dali się zmanipulować innym?
Niewiedza czy niezrozumienie ich jednak nie usprawiedliwia.
Nie daje też prawa do atakowania wiary czy całego Kościoła.
Którą ktoś kiedyś wymyślił. To jest taka umowa z dopiskiem drobnym druczkiem - weź ślub kościelny, jako jeden z sakramentów potrzebnych do zbawienia (to logiczne, że każdy będzie chciał).
"Potrzebnych do zbawienia?" Powiedz to starym kawalerom... Zresztą, nikt Cię do tej przysięgi nie zmusza. Ba, nawet nikomu nie wolno.
Do tego jest przymus, że musisz swoje dziecko wychować w wierze.
Wiara to nie tylko przyjemności, ale i obowiązki. Bierzesz ślub świadomie, wraz z "przyległościami". Nie pasują Ci? Nie bierz ślubu kościelnego.
U nas, w innych religiach jest różnie.
"Nas"? Podobno nie jesteś katolikiem? 😉 Cóż, wypowiadam się z katolickiego punktu widzenia 🙂 nie znam niuansów innych wyznań. He, nie znam nawet wszystkich niuansów swojej wiary 😀
Widać miłość jest silniejsza i zapewne obyło by się i bez ślubu kościelnego, ale osoba wierząca koniecznie chciała i wymusiła to na osobie niewierzącej.
Jeśli jedna osoba zmusza do czegoś drugą, nie ma mowy o miłości. Przypomnę też ponownie: ślub zawarty pod przymusem jest nieważny. Obie strony muszą go chcieć.
Widać niewierząca tak bardzo kocha wierzącą, że się na wszystko godzi w imię miłości.
Skoro się sama godzi, to gdzie tutaj wymuszenie chrztu dziecka?
Za tydzień ochrzcimy córcię, więc dodam coś od siebie...
Dla osoby wierzącej sakramenty nie są wymuszeniem, ale potrzebą serca.
Ochrzczenie dziecka nie jest indoktrynacją, ale wychowaniem zgodnym ze swoim sumieniem i poglądami; jest konsekwencją wiary rodziców.
Sakrament małżeństwa jest udzielany sobie nawzajem przez małżonków. Wszelkie przymusy stanowią o jego nieważności, dlatego przygotowania zaczyna się wcześniej - spisaniem protokołu, gdzie każdy w zgodzie ze swoim sumieniem podpisuje do czego się zobowiązuje.
Zmuszanie kogoś do sakramentu jest łamaniem zasad wiary.
A wypowiadanie się o wierze i Kościele Katolickim biorąc jako obraz jedynie postępowanie dewotów czy wręcz fanatyków jest... mało rzeczowe 😉
PS. Zakaz interpretowania dotyczy ortodoksyjnych Żydów, nie katolików.
Silver, w calej historii stworzenia człowieka zastanawia dlaczego Bóg w swojej wszechwiedzy stworzył człowieka bez "moralności" (czyli tego, co człowiek sam nabył za pomocą Owocu Prawdy/Poznania). Czy może po prostu taki eksperyment, w końcu miał już doskonałych aniołów i jeszcze czegoś brakowało...
Za tydzień ochrzcimy córcię, więc dodam coś od siebie...
Gratulacje 🙂
