Forum › Rozmowy (nie)kontrolowane › Polityka › Kościół
Barusz: Ty widzisz 15 sierpnia święto maryjne, a ja dodatkowy dzień wolny od pracy - tak czy siak Madonna nie powinna przeszkadzać. Upraszczając: kto chce pójdzie do kościoła, a kto chce (korzystając z wolnego) zrobi z tym dniem co uzna za stosowne. Dostrzeganie się w tym dodatkowych podtekstów jest już moim zdaniem przesadą. Wcale nie niewyobrażalnym zbiegiem okoliczności.Zauważ, że nie jestem zwolennikiem filozofii "dobro ogółu jest ważniejsze niż dobro jednostki", zwróciłem jedynie uwagę, że owe uprawnienia chroniące najbardziej intymne i prywatne prawa człowieka mogą i bywają wykorzystywane w sposób budzący wątpliwość. Właśnie dlatego martwimy się o swobodę wypowiedzi - wystarczy, że czyjeś wyimaginowane uczucia religijne zostaną urażone, nam już grozi paragraf.Dyskutowałbym także z historycznym aspektem Jezusa - jeśli dobrze rozumiem, to większy nacisk jest kładziony na boską stronę i nadprzyrodzone właściwości, a nie że taki a taki żył sobie i został ukrzyżowany (jak tysiące innych ludzi).W końcu: to że nie opieram swojego światopoglądu na kwestiach religijnych i metafizycznych nie oznacza, że moje uczucia są mniej warte i mniej chronione. A jednak nie sądzę, żeby ktoś chciał wstrzymywać kampanie za miliony złotych naruszające moje światopoglądowe przekonania, nawet te najgłębiej przeżywane.
Barusz: Ty widzisz 15 sierpnia święto maryjne, a ja dodatkowy dzień wolny od pracy - tak czy siak Madonna nie powinna przeszkadzać. Upraszczając: kto chce pójdzie do kościoła, a kto chce (korzystając z wolnego) zrobi z tym dniem co uzna za stosowne. Dostrzeganie się w tym dodatkowych podtekstów jest już moim zdaniem przesadą. Wcale nie niewyobrażalnym zbiegiem okoliczności.
Jest 365 dni w roku, zatem prawdopodobieństwo że koncert wypadnie w najważniejsze święto maryjne to 1:365. Nawet jeśli weźmiemy poprawkę na to, że nie zawsze jest odpowiednia pogoda na koncert pod chmurką, to i tak będzie to, ile 1:100? 1:70? To wciąż jest według mnie niesamowity zbieg okoliczności.
A czy "nie powinna przeszkadzać"? A czy sex-shop obok kościoła nie powinnien przeszkadzać, bo "kto będzie chciał, pójdzie do kościoła, kto będzie chciał do sex-shopu"? A dyskoteka obok muzemu w Oświęcimiu?
Zauważ, że nie jestem zwolennikiem filozofii "dobro ogółu jest ważniejsze niż dobro jednostki", zwróciłem jedynie uwagę, że owe uprawnienia chroniące najbardziej intymne i prywatne prawa człowieka mogą i bywają wykorzystywane w sposób budzący wątpliwość. Właśnie dlatego martwimy się o swobodę wypowiedzi - wystarczy, że czyjeś wyimaginowane uczucia religijne zostaną urażone, nam już grozi paragraf.
A ja jestem zwolennikiem tej filozofii. Należy chronić sferę intymną człowieka (btw: sorry za czepialstwo, ale wyrażenie "uprawnienia chroniące (...) prawa" to tautologia), bo dzięki temu społeczeństwo będzie lepiej funkcjonowało, per saldo wszystkim się to opłaci. A co do wykorzystywania - tu jest miejsce na dyskusję właśnie. Na określenie, które z uczuć są godne ochrony, a które nie i w jakim stopniu. Co do potencjalnego wyimaginowania uczuć - Jaś napisał powieść, następnie Staś wydał ją pod swoim nazwiskiem. Czy ktoś każe Jasiowi udowadniać, że autorstwo owej powieści jest dlań czymś ważnym?
Dyskutowałbym także z historycznym aspektem Jezusa - jeśli dobrze rozumiem, to większy nacisk jest kładziony na boską stronę i nadprzyrodzone właściwości, a nie że taki a taki żył sobie i został ukrzyżowany (jak tysiące innych ludzi).
Nie jak tysiące. Tysiące umierały za własne winy (choćby wyimaginowane), Jezus za nasze, ludzkości i tysiące umierało, bo musiało, Jezus mógł to przerwać w każym momencie. Przynajmniej według naszej wiary.
Ale to nie aż tak istotne. Istotne jest to, że Jezus jest dla nas z jakiegoś powodu ważny i ważna jest dla nas pamięć o nim.
W końcu: to że nie opieram swojego światopoglądu na kwestiach religijnych i metafizycznych nie oznacza, że moje uczucia są mniej warte i mniej chronione. A jednak nie sądzę, żeby ktoś chciał wstrzymywać kampanie za miliony złotych naruszające moje światopoglądowe przekonania, nawet te najgłębiej przeżywane.
Serio? Gdyby ktoś obrażał Twoją matkę, albo dziewczynę, albo kogokolwiek ważnego dla Ciebie, np. puszczał w telewizji reklamy informujące, że osoby robią coś okropnego (już nawet napisałem co, ale cofnąłem, niezręczna sytucja), to przyjąłbyś do wiadomości, że jego działanie jest w porządku tylko dla tego, że... wydał on na nie kupę kasy. Dla mnie absurd. Albo szerzej, w telewzji zaczynają się pokazywać spoty z infem, że Polacy i Żydzi to podludzie, że należy ich tępić jak szczury. Ktoś w tę kampanię władował dużo pieniędzy i pracy, to oczywiste. I co, i fakt, że poszło na to dużo pieniędzy go uspraiwedliwia. Samo w sobie go usprawiedliwia.
Nie wszystkie uczucia są godne ochrony, no pewnie, że tak. Ale fakt, czy włożono dużo czy mało pracy w ich naruszenie czy mało, czy zaangażowano w atak dużo czy mało kasy jest w oczywisty sposób bez znaczenia dla faktu, czy owa ochrona powinna się pojawić.
Krzyż jest symbolem śmierci konkretnej, historycznej osoby. Mającej znaczenie dla wielu ludzi, dla większej liczby ludzi niż Kuroń, śmiem zaryzykować taką tezę.
Czy w takim razie, np. obrazek termosu zawiniętego w pieluchę w szpitalnym łóżku nie byłby trafniejszą analogią?
Jest 365 dni w roku, zatem prawdopodobieństwo że koncert wypadnie w najważniejsze święto maryjne to 1:365. Nawet jeśli weźmiemy poprawkę na to, że nie zawsze jest odpowiednia pogoda na koncert pod chmurką, to i tak będzie to, ile 1:100? 1:70? To wciąż jest według mnie niesamowity zbieg okoliczności.
Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Madonna dała prawie 60 koncertów w ciągu 12 miesięcy to prawdopodobieństwo nie jest już takie niesamowite. Ale chyba nie ma co wałkować tego tematu. Zwłaszcza, że "niesamowitość" prawdopodobieństwa jest bardzo subiektywna..
Nie wszystkie uczucia są godne ochrony, no pewnie, że tak. Ale fakt, czy włożono dużo czy mało pracy w ich naruszenie czy mało, czy zaangażowano w atak dużo czy mało kasy jest w oczywisty sposób bez znaczenia dla faktu, czy owa ochrona powinna się pojawić.
Oczywiście, że nie powinna być brana jako argument w konkretnym przypadku. Ale może być przyczynkiem w dyskusji na temat ustalania granic owej ochrony.
Nie jestem religijny, w pojęciu takim jakie się powszechnie przyjmuje. Wierze w Boga bo mój malutki rozum nie potrafi objąć wszystkiego co mnie otacza. Nie mam potrzeby wykonywania różnych gestów w obecności innych współwyznawców.Jednak doskonale rozumiem potrzeby ludzi którzy chodzą do kościoła: poczucie wspólnoty i bliskości innych, bliskość obcowania z czymś co nie jest do końca zrozumiałe, chęć uzyskania wewnętrznego spokoju.Religia jest imperatywem który wyznacza oś rozwoju cywilizacji, bez niej kultura i rozwój intelektualny nie był by możliwy. Inspirowała i inspiruje do dziś. Przykłady: św. Tomasz, św. Augustyn, Bosch, ale także Nietzche który uważał że katolicy to niewolnicy intelektualni, a współcześnie choćby grupy metalowe.Wielkim kopem dla cywilizacji europejskiej było oddzielenie religii od nauki, dzięki temu Nasz region świata dostał wielkiego kopa intelektualnego. I chwała za to laicyzmowi. Jednak Nasza cywilizacja i każda inna pozbawiona tak podstawowych zasad jakimi jest religia jest skazana na zagładę. Większość z nas nie zna prawa, zasady moralne relatywizują się z czasem. Religia jest natomiast jak latarnia dla marynarzy, daje możliwość powrotu, jest wyznacznikiem motywów działania, odnośnikiem w rzeczywistości która nie ubłaganie zmienia się w ciągu naszego życia.A symbol jakim jest krzyż jest tą latarnią dla wielu ludzi. Pytanie kto ma jaki cel, aby tą latarnię podkopywać?
Exirin:
Samo to, że wydaje się kupę kasy i poświęca mnóstwo wysiłku na to, by ośmieszać lub dyskredytować symbol krzyża, jest dość znaczący. Komuś na tym bardzo zależy, ale komu i czemu? Kilkaset lat temu krzyż mógł być postrzegany jako symbol ucisku, gdyż w jego imię robiono straszne rzeczy - co było zresztą całkowicie sprzeczne z Ewangelią. Jednak powoływanie się na to teraz jest dziecinadą, a nawet idiotyzmem.
Dla mnie koncert Madonny w taki nie inny dzień był marną prowokacją i tyle. Wogóle mam o tej babie jak najgorsze zdanie, ale nie mam zamiaru ujadać się w tej sprawie. Takich prowokacji jest zresztą więcej, tak jakby ludzie chcieli urządzać krucjatę przeciw Panu Bogu. Patrząc z każdego punktu widzenia jest to po prostu śmieszne i świadczy o miałkości umysłowej inicjatorów podobnych działań.
Albo wierzysz w Boga - wtedy takie działania są bezsensowne i nielogiczne.
Albo nie wierzysz w Boga - no, wtedy tym bardziej, bo walka z czymś, co nie istnieje, nie może być uznawana za dowód zdrowia psychicznego. W dzisiejszym świecie ateista może postrzegać chrześcijan jako nieszkodliwych dziwaków i nikt mu tego nie broni. Jednak agresja i atakowanie ich przekonań świadczą albo o mentalności łajzy, albo o tym, że... jednak jest wierzący, a wolałby, żeby Boga nie było i z jakiegoś powodu ubrdał sobie, że gdy Go ośmieszy, to problem sam zniknie. I to jest dopiero pokręcone.
A czy sex-shop obok kościoła nie powinnien przeszkadzać, bo "kto będzie chciał, pójdzie do kościoła, kto będzie chciał do sex-shopu"? A dyskoteka obok muzemu w Oświęcimiu?
Tu jest doskonałe miejsce, bym wykazał się relatywizmem i oburzającymi poglądami. Co złego jeśli obok kościoła (powiedzmy - na sąsiedniej działce) stoi sex shop? Pytam obiektywnie, co stoi na przeszkodzie?
Sytuacja działa też w drugą stronę - w mojej rodzimej parafii zbudowano jakiś czas temu kościół, a niedaleko wydzielono cmentarz. Protesty jednego z sąsiadów, który jest antyklerykałem (co ma do rzeczy tylko tyle, że sąsiedztwo nowego sakralnego obiektu - on był tam pierwszy przecież - może urażać jego światopogląd), na nic się zdały. Obawiam się, że podobnego rodzaju asymetria występuje częściej.
Co do potencjalnego wyimaginowania uczuć - Jaś napisał powieść, następnie Staś wydał ją pod swoim nazwiskiem. Czy ktoś każe Jasiowi udowadniać, że autorstwo owej powieści jest dlań czymś ważnym?
Co do potencjalnego wyimaginowania uczuć właśnie mogłeś urazić moje, nie zdając sobie z tego sprawy. Czy powinienem w związku z tym iść na prokuraturę i domagać się sądowego nakazu do edycji Twojego posta?
Przy okazji mieszamy dwie sprawy - autorstwo książki jest faktem obiektywnym (wyprowadź mnie z błędu jeśli tak nie jest). Nawet jeżeli Jaś pisał pod pseudonimem, to są naukowe sposoby by dowieść tego. W przeciwieństwie do przekonań religijnych, których z definicji nie da się udowodnić (badanie uczestnictwa w nabożeństwach czy częstotliwości spowiedzi nie byłoby miarodajne). Co więcej, one mogą się drastycznie zmienić. Wczoraj byłem katolikiem, a dziś jestem muzułmaninem. Czy jutro obiektywnym autorem książki będzie Staś?
W końcu: to że nie opieram swojego światopoglądu na kwestiach religijnych i metafizycznych nie oznacza, że moje uczucia są mniej warte i mniej chronione. A jednak nie sądzę, żeby ktoś chciał wstrzymywać kampanie za miliony złotych naruszające moje światopoglądowe przekonania, nawet te najgłębiej przeżywane.
I co, i fakt, że poszło na to dużo pieniędzy go uspraiwedliwia. Samo w sobie go usprawiedliwia.
Dziękuję za tę uwagę, nie przywołałem tutaj pieniędzy, by udowadniać, że rację ma ten kto więcej zapłacił. Zwracam uwagę na fakt, że czyjeś miliony złotych, godziny pracy, itp, poszły w błoto tylko dlatego, że ktoś poczuł się urażony - i to w sposób tak mętny, że nawet współwyznawca (ufam, że nie obrazisz się za to określenie) nie jest w stanie wyłożyć, które z zasad wiary zostały w tej reklamie przerysowane czy wypaczone.
I tu widzę coś złego, tutaj mój zdrowy rozsądek zostaje obrażony.
O Madonnie pisał już TheD, nie będę powtarzać argumentów, dodam jedynie, iż uchwycił istotę sprawy.
Erixin: o której religii mówisz? Religia jest co najwyżej takim samym motorem postępu jak i jego hamulcem, o roli religii w historii możemy się długo spierać.
Fluor, lubię Cię, ale tym razem nie masz racji.Jeśli ktoś urazi Twe uczucia nieświadomie, to po zwróceniu uwagi najwyżej Cię przeprosi i zbyte. Jeśli natomiast ktoś działa z zamiarem obrażenia Twych uczuć, które są doskonale znane i wiadomo z góry, że takie, a nie inne działanie je urazi, to należy mu się za to kopniak w..., niezależnie od tego, ile wydał na to swej brudnej forsy.
Jak by nie patrzeć to ateiści robili straszniejsze rzeczy niż fanatycy religijni w wyprawach krzyżowych. Przykładem mogą być hitler i stalin(celowo małą literą).
Co do obrażania uczuć religijnych jak ktoś ładnie przeprosi po swojej wypowiedzi to problemów nie ma. Ale nie może być tak aby przez jedną czy kilka osób miało cierpieć kilkaset tysiące setki tysięcy czy miliony. Przykładem może być budowa kościoła i tego antyklerykała. Co do Madonny. Wybrała sobie ten przydomek nie bez przyczyny a koncert też nie był przypadkowo w ten dzień. Im więcej ludzi o tym wiedziało tym dla niej lepiej. "Nie ważne jak o tobie mówią ważne żeby nie przekręcili nazwiska" w myśl zasady pijaru( 😀 ).
Co do istnienia Boga Maryi i Jezusa:
http://www.voxdomini.com.pl/roz/guadalupe/guadalupe3.htm
Niech mi ktoś wytłumaczy dlaczego nauka nie potrafi tego wyjaśnić. Ale bez argumentu że to była inna technika. Jakoś na Księżyc dolecieli.
Jakoś nikt nie kwestionuje istnienia Allaha Mahometa czy innych takich tam których nie znam. Jak myślicie z jakiego powodu?
@ The D
Czy w takim razie, np. obrazek termosu zawiniętego w pieluchę w szpitalnym łóżku nie byłby trafniejszą analogią?
Absolutnie nie. Termos jest dość często spotykanym obrazkiem w szpitalach, przynajmniej z moich obserwacji, i ciężko byłoby go powiązać z konkretną osobą.
Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Madonna dała prawie 60 koncertów w ciągu 12 miesięcy to prawdopodobieństwo nie jest już takie niesamowite. Ale chyba nie ma co wałkować tego tematu. Zwłaszcza, że "niesamowitość" prawdopodobieństwa jest bardzo subiektywna..
Nie znam się na rachunku prawdopodobieństwa, ale czy przy ustalaniu prawdopodobieństwa, że koncert ów wypadnie w najważniejsze święto maryjne w kraju z bardzo rozwiniętym kultem maryjnym nie powinno się brać pod uwagę tego, jak często Madonna daje koncerty w krajach z rozwiniętym kultem maryjnym, a nie jak często w ogóle je daje?
Oczywiście, że nie powinna być brana jako argument w konkretnym przypadku. Ale może być przyczynkiem w dyskusji na temat ustalania granic owej ochrony.
Czyli, że chciałbyś stworzyć ogólną regułę, która to ogólna reguła będzie miała to do siebie, że nie będzie jej można stosować w żadnym konkretnym przypadku. Nie czujesz przekraczania granic purnonsensu? Najciekawsze jest to, że ja naprawdę mam wrażenie, że go nie widzisz.
@ fluor
Tu jest doskonałe miejsce, bym wykazał się relatywizmem i oburzającymi poglądami. Co złego jeśli obok kościoła (powiedzmy - na sąsiedniej działce) stoi sex shop? Pytam obiektywnie, co stoi na przeszkodzie?
Sytuacja działa też w drugą stronę - w mojej rodzimej parafii zbudowano jakiś czas temu kościół, a niedaleko wydzielono cmentarz. Protesty jednego z sąsiadów, który jest antyklerykałem (co ma do rzeczy tylko tyle, że sąsiedztwo nowego sakralnego obiektu - on był tam pierwszy przecież - może urażać jego światopogląd), na nic się zdały. Obawiam się, że podobnego rodzaju asymetria występuje częściej.
Złego jest tyle, że urazi to uczucia wielu ludzi. Człowiek składa się nie tylko z ciała, ale i z ducha. Nie tylko sfera cielesna jest istotna i godna ochrony. Także psychika. Mamy przywołane trzy przypadki (sex-shop i kościół - Oświęcim i dyskoteka - cmentarz i kościół). Moim zdaniem wszystkie trzy są godne ochrony. Uważam się a raczej pochlebiam sobie, że nie jestem człowiekiem specjalnie ideologizowanym i nie uważam, by uczucia związane z religią była znacząco ważniejsze/mniej ważne niż inne. Natomiast jeżeli ten sąsiad był naprawdę tylko jeden, to moim zdaniem kościół powinien powstać tam, gdzie życzyła sobie tego większość mieszkańców.
"Potrzeby jednostki powinny ustępować przed potrzebami jednostki" - nie ma w tym nic dziwnego czy groźnego. Ładnie widać to na przykładzie wywłaszczeń - żeby zbudować autostradę trzeba pozbawić jakąś grupę ludzi ich własności, ich ziemii. I powinno się to robić i na całym świecie się to robi.
Co do potencjalnego wyimaginowania uczuć właśnie mogłeś urazić moje, nie zdając sobie z tego sprawy. Czy powinienem w związku z tym iść na prokuraturę i domagać się sądowego nakazu do edycji Twojego posta?
Jeżeli istnieje norma chroniąca Twoje uczucia i jeżeli Ci się chce – tak. A ponieważ bezprawność w prawie cywilnym jest ujmowana szeroko, więc moja nieświadomość nie wyklucza nawet i zasądzenia odszkodowania z mojej strony.
Przy okazji mieszamy dwie sprawy - autorstwo książki jest faktem obiektywnym (wyprowadź mnie z błędu jeśli tak nie jest). Nawet jeżeli Jaś pisał pod pseudonimem, to są naukowe sposoby by dowieść tego. W przeciwieństwie do przekonań religijnych, których z definicji nie da się udowodnić (badanie uczestnictwa w nabożeństwach czy częstotliwości spowiedzi nie byłoby miarodajne). Co więcej, one mogą się drastycznie zmienić. Wczoraj byłem katolikiem, a dziś jestem muzułmaninem. Czy jutro obiektywnym autorem książki będzie Staś?
Autorstwo książki jest faktem łatwo sprawdzalnym, ale to, że komuś na byciu uważanym za autora zależy, że jest to dla niego ważne – już nie. Podobnie w wypadku religii istnieją łatwo sprawdzalne elementy – właśnie uczestnictwo we mszach itd.
Eviva, zwróć uwagę, że nie ma mowy o brudnych pieniądzach, chyba że wiesz coś o firmie Hoop Polska, czego ja nie wiem. Mój dowód ma wykazać, że w imię wątpliwej obrazy uczuć religijnych robi się coś złego. Nie ma tu mowy o zamierzonej prowokacji, to nie Madonna. Moje oburzenie wynika z faktu, że ochrona pewnych praw przekracza w tym momencie rozsądne granice.
Barusz: co do Twoich kalkulacji związanych z koncertem Madonny kilka uwag:
* bez urazy, ale moim zdaniem dużo istotniejszych faktem jest to, że 15 sierpnia jest dniem ustawowo wolnym od pracy niż to, że odbywa się wtedy święto maryjne. Zadałem sobie nieco trudu i sprawdziłem jakie jest prawdopodobieństwo natrafienia na święto maryjne. Zwrócę także uwagę, że większość z tych świąt ma miejsce latem, które chyba zgodzimy się - jest lepszym okresem na koncert w Polsce niż zima. Czy wciąż jest to niesamowicie nieprawdopodobne?
* jaki sens z punktu widzenia marketingowego ma bluźniercza kampania w kraju o nasilonym kulcie maryjnym? Ja bym nie poszedł na koncert jeśli zostałbym wcześniej obrażony przez wykonawcę.
Autorstwo książki jest faktem łatwo sprawdzalnym, ale to, że komuś na byciu uważanym za autora zależy, że jest to dla niego ważne – już nie. Podobnie w wypadku religii istnieją łatwo sprawdzalne elementy – właśnie uczestnictwo we mszach itd.
Być może się mylę, ale KRRiT nie przeprowadza testu wiary, nie przepytuje proboszcza osób, które zgłaszają skargi. Jest to zresztą problematyczne, bo religijność nie musi się przejawiać głośnymi manifestacjami i mierzalną praktyką - czy uczucia religijne mnicha kontemplacyjnego są mniej warte? Czy uczucia religijne kogoś kto nie wyznaje oficjalnej doktryny są mniej istotne? Czym się różnią tak ujęte uczucia religijne od światopoglądowych? Czym te pierwsze się wyróżniają, by zasługiwać na szczególną ochronę?
Jak by nie patrzeć to ateiści robili straszniejsze rzeczy niż fanatycy religijni w wyprawach krzyżowych...
I tu następuje lista rzeczy, które zrobili ateiści i nieateiści - z racji mniejszej liczebności ateistów to porównanie może nie być zbyt korzystne dla zwolenników chrześcijaństwa - biorąc pod uwagę bogatą historię naszej cywilizacji.
Co do cudownego wizerunku - bez obrazy, ale historia zna kilka takich przypadków, jak chociażby Donacja Konstantyna, czy Całun turyński czy ostatnio cud w Sokółce - nie przesądzam oczywiście, ale mój sceptycyzm chyba może być uzasadniony.
I serio nie czułbyś się urażony w związku z myszką? Sorry, ale moim zdaniem to dziwna reakcja.
Być może dziwna dla Ciebie. Co najwyżej zaproponowałbym matce z myszką, by zwracała uwagę z kim się zadaje. Poza tym jeśli już to ona powinna czuć się obrażona, nie ja.
Co do Madonny. Owszem, sądzę, że osoby zajmujące się kalendarzem występów gwiazdy celowo mogły skonstruować trasę koncertu w ten sposób, by występ w Polsce przypadał tego dnia. Czy była to prowokacja udana czy nie to sprawa subiektywna. Kto chciał się oburzył, kto chciał nie. I co to zmienia w naszym życiu? Na szczęście każdy ma prawo wyboru gdzie pójdzie, Kościół ma swoich fanów, Madonna ma swoich. Proste.
Ja myślę że ten termin był celowy po to by wywołać dyskusje która jeszcze bardziej rozgłosi o tym koncercie.
Czyli, że chciałbyś stworzyć ogólną regułę, która to ogólna reguła będzie miała to do siebie, że nie będzie jej można stosować w żadnym konkretnym przypadku.
Nie. Chodzi o to, że reguła nie może być w swoim brzmieniu zależna od nakładu środków urażającego. Ale sam fakt, że ochrona uczuć religijnych (i nie tylko religijnych) może w niektórych przypadkach prowadzić do dużych strat finansowych daje do myślenia, że być może warto ową regułę zmienić, np. ograniczyć stosowanie czy też uściślić.
Jeśli już, to właśnie wprowadzić coś przeciwnego uściśleniu, tzn. pozwolić, by przy jej stosowaniu brane były pod uwagę inne niż wynikające tylko z niej czynniki. I sorry za czepialstwo, ale w brzmieniu to reguła może coś uwzględniać, a nie "być".
http://www.tvn24.pl/-1,1634557,0,1,stracil...,wiadomosc.html
No nie wiem czy to jest normalne. Do czego to doszło by za modlitwe o czyjeś zdrowie zwalniać z pracy?
