Forum › Rozmowy (nie)kontrolowane › Polityka › Kościół
jestem wolnym człowiekiem i mogę twierdzić, że nie powstanie urządzenia które zbada coś, czego w moim przekonaniu nie ma.
Czyli podsumowując: wierzysz, że nigdy nie zostanie przedstawiony dowód na istnienie Boga 🙂
mnie nie zależy, by Cię przekonać, nawet w najmniejszym stopniu. Bądź sobie ateistą do śmierci, czemu miałoby mnie to ziębić albo grzać?
Czy przypadkiem dobremu chrześcijaninowi nie powinno zależeć na losie zbłąkanych owieczek?
Zegarmistrz, w najprostrzej wersji tej analogii nie pojawia się samoczynnie. Istotnie, ma mamusię i tatusia. Widząc zegarek w lesie, tu na naszej Ziemi, wiesz (bo to jest kwestia tak naprawdę wiedzy właśnie, nie domysłu), że był zegramistrz i ich miał. Bóg chrześcijan jest odwieczny, więc tego problemu w ogóle nie ma – wierzymy (nie wiemy, wierzymy), że jest wszechmocny i ponadczasowy[...]
Jest odwieczny, a może nie jest, może go nie ma w ogóle - nie masz dowodu.
Co do „idealnego miejsca”, to stawiasz wniosek przed przesłanką. Zakładasz, że jak się postawi kupkę materii w odpowiedniej odległości od odpowiednio dużej gwiazdy i doda resztę warunków, to po upłynięciu określonego czasu masz naszą Ziemię. Widzisz analogię z rzuceniem wskazówek, pokręteł itd. na stół? Ta analogia istotnie jest bardziej nośna niż mi się zdawało.
Co najmniej raz się tak już zdarzyło, zylionom planet się nie udało. W rozkwicie życia już jednak nic przypadkowego się nie zdarzyło.
Nie Boga, tylko, jak już, boskie działanie. Tak, utożsamiam. Czy jest tu miejsce na „czynności”? Jeżeli przyjmiemy, że los Wszechświata nie jest zaplanowany co do joty, zapisany co do sekundy w jakiejś tajemnej księdze, to raczej owszem.
Coraz bardziej komplikujesz tą istotę Boga. Pozostaje pytanie skąd on się wziął. A, był odwieczny przecież.
Co do śmierdzenia, to moim zdaniem absolutnie kulą w płot. Definicją Boga nie jest sformułowanie "isotot najbardziej śmierdząca", tylko "istota najdoskonalsza". Natomiast stosując tę analogię, owszem, można przyjąć także istnienie bytu najbardziej śmierdzącego. No i taki byt pewnie gdzieś jest, inna rzecz, że pewnie trudno byłoby w praktyce ustalić jego tożsamość.
To rodzi kolejne pytanie, skoro istota najbardziej śmierdząca (co to w ogóle znaczy i dla kogo śmierdzi? może dla kogoś pachnie) gdzieś jest i nie jest bogiem, to dlaczego istota najdoskonalsza (dla kogo i w jakich kryteriach?), ma Bogiem być? Zresztą Quinquae viae już dawno temu skutecznie skrytykowali Hume i Kant.
A dlaczego Bóg = Istota Najdoskonalsza? Bo taka jest definicja tego słowa?
Wg kogo?
Pisałem już, że budziło to także moje wątpliwości. Ale, po pierwsze zapewne można wykazać, że istota zdolna do tworzenia poezji, lotu na inną planetę i nie zniszczenia własnej w kilka minut mimo iż ma taką możliwość już od ładnych paru lat jest doskonalsza od bytu zapewniającego wygodne siedzenie, po drugie czujemy to intuicyjnie (przynajmniej zapewne znakomita większość z nas), po trzecie zaś, związane z drugim...
Może jest doskonalsza w pewnych aspektach, bo ta druga ma inne funkcje, w których jest doskonalsza.
Stoisz na pomoście, po lewej masz tonącą osobę, po prawej zaś tonące krzesło. Oboje widzisz pierwszy raz. Możesz skoczyć i uratować jedno z nich (zakładamy, że potrafisz pływać itd.). Jak skoczysz i uratujesz osobę, to bezpowrotnie stracisz krzesło (nasiąknie wodą i nawet wyłowione będzie nie do używania), jak skoczysz po krzesło, bezpowrotnie poświęcisz owego człowieka. Co robisz? W którą stronę skaczesz?
Ale doskonałość nie ma tu nic do rzeczy.
Jak to kogoś nie przekonuje do wyższości człowieka nad krzesłem, to nic go nie przekona.
Doskonałość a wyższość to różne sprawy.
Eh, widze, że Zarathos zadaje takie same pytania, ale nie będę już swoich zmieniać.
Napisanie powyższego postu zajęło Ci trzy godziny? 😉 ;> (różnica między datą jego wysłania, a datą wysłania ostatniego postu Zarathosa).
Nie widzę powodu, żeby się Tobie tłumaczyć.
Jest odwieczny, a może nie jest, może go nie ma w ogóle - nie masz dowodu.
No nie mam. Nie mogę mieć. Miałbym dowód na odwieczność Boga, to pośrednio mógłbym z tego wywieść, że jest wszechmocny (przynajmniej próbować, byłby takie próby). A tego, jak już po wielokroć pisałem, mieć nie mogę. Bo nie byłoby miejsca na wiarę.
Co najmniej raz się tak już zdarzyło, zylionom planet się nie udało. W rozkwicie życia już jednak nic przypadkowego się nie zdarzyło.
Akurat pewnie w rozkwicie życia zdarzało się kupę przypadków, zapewne nawet fakt, że Homo Sapiens udało się przetrwać życie w Afryce był w znacznej części sprawą przypadku. Ale tu nie będę wnikał, bo po pierwsze słabo się znam, a po drugie nie ma to z mojego punktu widzenia wielkiego znaczenia - nie dowodzę przecież ani istnienia Boga Stworzyciela, ani Boga, który interweniowałby w losy świata. To dla katolika niest nie do udowodnienia, z powodów, o których pisałem nawet cztery zdanie wcześniej.
Coraz bardziej komplikujesz tą istotę Boga. Pozostaje pytanie skąd on się wziął. A, był odwieczny przecież.
Komplikuję, przyjmując, że istnieje różnica między pojęciami "Bóg" a "działanie Boga"? ;>
A dlaczego Bóg = Istota Najdoskonalsza? Bo taka jest definicja tego słowa?
Wg kogo?
Według św. Tomasza z Akwinu i, co za tym idzie, według kk. Istota najdoskonalsza i już. Nic więcej nie wolno nam wiedzieć. Jak widać, że tego pojęcia da się nader niewiele wywieść, wywnioskować. Inaczej zaczęłyby się problemy z "opłacalnością" wiary, bezinteresownoscią itd., co mam wrazenie było już w tej dyskusji raz czy dwa podnoszone.
Doskonałość a wyższość to różne sprawy.
Jak widać jest to w znacznje części problem intuicji językowej. Człowiek nie jest bytem doskonałym, krzesło też nie. Ale człowiek jest bytem doskonalszym niż krzesło (z tym się, mam wrażenie zgodziłeś). Czyli, że istnieją byty doskonalsze i mniej dosnowałe. Oczywiście krzesło pod jakimiś tam względemi może być doskonalsze od człowieka, ale generalnie jest odeń mniej doskonałe. Czyli istnieją byty doskonalsze i mniej dosnokonałe. Czyli istnieje też byt czy istota najdoskonalsza.
Czy przypadkiem dobremu chrześcijaninowi nie powinno zależeć na losie zbłąkanych owieczek?
Racja bezbłędna, tyle że ja nigdy nie twierdziłam, iz jestem dobrą chrześcijanka. Jestem taką sobie, nawet zupełnie kiepską. Poza tym jestem zdania, że Bóg dał nam mózg w tym celu, abyśmy mysleli, i to samodzielnie - wiec jak ktoś samodzielnie dochodzi do wniosków, jakie tu przeczytałam, ma do tego prawo, a mnie nie zależy na tym, by mu to prawo jakoś odbierać. Używając sformułowania nieodżałowanego Wiecha
"Cholera mnie do tego, ich będą diabli ogonami po mordzie leli, nie mnie."
🙂
Czyli podsumowując: wierzysz, że nigdy nie zostanie przedstawiony dowód na istnienie Boga
Nie wierzę, a jestem przekonany.
Barusz, każda cecha jaką jest obdarzony człowiek ma służyć przetrwaniu i promowaniu silniejszych i lepiej przystosowanych osobników w naturze. Zatem takie cechy mają przynosić wymierne korzyści w postaci przetrwania i przekazania genów potomkowi. W czym tutaj pomaga wiara? Ludzie się rozmnażają bez względu na światopogląd.
Poza tym w jakim celu obca forma życia miałaby nas obserwować? Przecież jakoś sobie radzimy.
Jak widać jest to w znacznje części problem intuicji językowej. Człowiek nie jest bytem doskonałym, krzesło też nie. Ale człowiek jest bytem doskonalszym niż krzesło (z tym się, mam wrażenie zgodziłeś). Czyli, że istnieją byty doskonalsze i mniej dosnowałe. Oczywiście krzesło pod jakimiś tam względemi może być doskonalsze od człowieka, ale generalnie jest odeń mniej doskonałe. Czyli istnieją byty doskonalsze i mniej dosnokonałe. Czyli istnieje też byt czy istota najdoskonalsza.
Czyli coś zamieszałeś. Ze stwierdzenia, że A > B nie wynika, że C > A > B. Nie wynika nawet, że istnieje jakieś C.
Poza tym właśnie udowodniłeś, że człowiek jest bogiem.
Czyli podsumowując: wierzysz, że nigdy nie zostanie przedstawiony dowód na istnienie Boga
Nie wierzę, a jestem przekonany.
To to samo. Jeżeli jesteś przekonany o czymś, ale nie masz na to dowodów, to znaczy, że w to wierzysz.
Barusz, każda cecha jaką jest obdarzony człowiek ma służyć przetrwaniu i promowaniu silniejszych i lepiej przystosowanych osobników w naturze.
No, akurat nie, choćby, czy ja wiem, jąkanie się nie służy przetrwaniu.
Zatem takie cechy mają przynosić wymierne korzyści w postaci przetrwania i przekazania genów potomkowi. W czym tutaj pomaga wiara? Ludzie się rozmnażają bez względu na światopogląd.
Poza tym w jakim celu obca forma życia miałaby nas obserwować? Przecież jakoś sobie radzimy.
Już pisałem - żadna metafora nie jest doskonała. Łaska wiary w zasadzie nie przynosi "wymiernych korzyści". Nie jes tego typu darem. Jest po prostu łaską wiary.
Dodam jeszcze, że w moim przekonaniu zawsze gdy w tego typu dyskusjach zwolennicy ateistycznego punktu widzenia dochodzą do wniosku, że życie sprowadza się, czy też tylko powinno sprowadzać do przekazania genów potomstwu, to źle to o nich świadczy.
Jak widać jest to w znacznje części problem intuicji językowej. Człowiek nie jest bytem doskonałym, krzesło też nie. Ale człowiek jest bytem doskonalszym niż krzesło (z tym się, mam wrażenie zgodziłeś). Czyli, że istnieją byty doskonalsze i mniej dosnowałe. Oczywiście krzesło pod jakimiś tam względemi może być doskonalsze od człowieka, ale generalnie jest odeń mniej doskonałe. Czyli istnieją byty doskonalsze i mniej dosnokonałe. Czyli istnieje też byt czy istota najdoskonalsza.
Czyli coś zamieszałeś. Ze stwierdzenia, że A > B nie wynika, że C > A > B. Nie wynika nawet, że istnieje jakieś C.
Ano nie wynika. Tylko, że po pierwsze fakt, że we wszechświecie istnieją byty inne jeszcze niż ludzie i krzesła nie jest kwestią logicznej spekulacji tylko obserwacji dostępnej dla trzyletniego dziecka, po drugie zaś z tego rozumowania nie wynika także, że nie ma istot doskonalszych od człowieka (w tym, ze człowiek jest najdoskonalszą ze znanych mu istot). Gdyby udało się w przekonywujący sposób dowieść któregoś z tych dwóch faktów (co jest w moim przekonaniu niemożliwe i co niewątpliwie zniszczyłoby chrześcijaństwo), to owszem, trzeba by przyjąć, że któryś z ludzi jest istotą najdoskonalszą.
Poza tym właśnie udowodniłeś, że człowiek jest bogiem.
Nie, tak byłoby tylko, gdyby wcześniej dowiódł, że nie ma istot potężniejszych od człowieka. Tak to co najwyżej nie wykluczyłem takiej możliwości.
Nie, tak byłoby tylko, gdyby wcześniej dowiódł, że nie ma istot potężniejszych od człowieka.
Doskonalszych, a nie potężniejszych. Nie ma podstaw do twierdzenia, że istnieje coś doskonalszego od człowieka (czy uogólniając: istoty rozumnej, bo może są tam gdzieś kosmici). Więc skoro nie ma podstaw do twierdzenia, że istnieje bardziej doskonała forma życia niż istota rozumna, to logicznym jest, że człowiek, jako istota rozumna jest najdoskonalszy (razem z całą resztą ew. istniejących istot rozumnych).
Czyli - człowiek jest bogiem.
No, chyba, że chcesz mierzyć takie rzeczy potęgą. Tylko wtedy może się to źle dla Ciebie skończyć. Przyleci kosmiczny Cortez, Ty go uznasz za boga i po ptokach.
Jasne, "doskonalszych". Chyba napisałem "potężniejszych", bo podświadomie nie chciałem aż tyle razy powtarzać tego samego przymiotnika. Sorry.Nie ma podstaw, by sądzić, że są i nie ma podstaw, by sądzić, że ich nie ma. Katolicy wierzą, że takie istoty istnieją, ale nie mogą tego udowodnić, bo wiara i dowód (przedstawienie podstaw) się wykluczają. Wierzymy oczysiście, ze Bóg i aniołowie i my jesteśmy "rozumni", ale rozumność nie wystarczy, nie jest jedynym kryterium. Gdyby udowodniono, że nie ma istot doskonalszych od człowieka, to chrześcijaństwo zapewne by tego nie wytrzymało, co zresztą też było już tu podnszone, mam takie wrażenie.
Nie ma podstaw, by sądzić, że są i nie ma podstaw, by sądzić, że ich nie ma.
Akurat do tego drugiego są podstawy. Obserwując życie dookoła nas. Nie ma w naturze niczego doskonalszego, niż rozum. Bo dzięki niemu można czynić rzeczy, do jakich natura nie przystosowała organizmu rozumnej istoty. Owszem, może być tam gdzieś istota która jest potężniejsza niż człowiek. Taki Q, na ten przykład. Ale ta potęga nie czyni go doskonalszym. Tylko potężniejszym.
Być może istnieją istoty, które są znacznie bardziej posunięte w ewolucji (coś jak Vorlonowie z B5). Ale to też nie czyni ich doskonalszymi niż człowiek. Bo nadal są tylko istotami rozumnymi, mimo, że mają większe możliwości niż człowiek
Na tej samej zasadzie bóg, gdyby istniał, nie byłby doskonalszy od człowieka. Co najwyżej potężniejszy. Chociaż dzięki tej potędze mógłby się wydawać doskonalszy, wcale by taki nie był. Nadal byłby tylko istotą rozumną.
Chyba, że podasz przykład istnienia czegoś doskonalszego, niż rozum, albo chociaż w miarę składną teorię czegoś takiego.
EDYTKA:
Katolicy wierzą, że takie istoty istnieją
O właśnie. Wierzycie. Dzieci wierzą w św.Mikołaja uważając go za istotę doskonalszą od siebie (w końcu przynosi prezenty 😉 ). Tylko wiara i otaczający nas świat raczej nie idą w parze.
Pisałem o tym przecież bezpośrednio powyżej. Rozum nie wystarczy. Nawet w otaczającym nas, dostępnym nam dziś wszechświecie, rozum nie jest zerojedynkowy. Mój kot jest w stanie otworzyć sobie drzwi łapką - to jest działanie rozumne, ale jednak jest to rozum stosowany przez istotę zapewne mniej dosnonałą niż człowiek. Podobnie ludzie są różni i, owszem, jedni są doskonalsi od innych. Zapewne przeciętny (choć niekoniecznie dowolny) warszawiak jest doskonalszą istotą niż przeciętny członek personelu hiterlowskich obozów zagłady, przeciętny wykładowca akademicki od przeciętnego przedszkolaka itd.Na marginesie dodam, że ktoś kto dziś pisze o wszechświecie "Obserwując życie dookoła nas" jest zapewne podobny do kogoś, kto, czy ja wiem, doszedł w roku 500 na Krecie do wniosku, że nie ma na świecie gatunków ptaków które nie mogłyby latać, bo przecież całe życie widział tylko takie, które tę sztukę posiadły.
Nawet w otaczającym nas, dostępnym nam dziś wszechświecie, rozum nie jest zerojedynkowy.
Rozum jest zdolnością do abstrakcyjnego myślenia. Kot nie rozumuje abstrakcyjnie. Kot powtarza to, czego się nauczył. Na tej samej zasadzie psy Pawłowa śliniły się na dźwięk dzwonka.
Zapewne przeciętny (choć niekoniecznie dowolny) warszawiak jest doskonalszą istotą niż przeciętny członek personelu hiterlowskich obozów zagłady
Dlaczego jest doskonalszy?
przeciętny wykładowca akademicki od przeciętnego przedszkolaka
Na jakiej podstawie tak twierdzisz? Poziom wykształcenia oraz zdobyte doświadczenie nie czynią kogoś doskonalszą istotą, w końcu to cechy nabyte, a nie wrodzone.
Na marginesie dodam, że ktoś kto dziś pisze o wszechświecie "Obserwując życie dookoła nas" jest zapewne podobny do kogoś, kto, czy ja wiem, doszedł w roku 500 na Krecie do wniosku, że nie ma na świecie gatunków ptaków które nie mogłyby latać, bo przecież całe życie widział tylko takie.
Tylko takie Kreteńczyk mógł obserwować ptaki które stały się nielotami na skutek działania człowieka. Bądź też wysnuć wnioski o możliwości istnienia takich ptaków obserwują ptaki mające jakieś korzyści z tego, że akurat w tej chwili chodzą.
Różnica polega na tym, że ten Kreteńczyk miałby podstawy do swoich twierdzeń (obserwacje), ale też jednocześnie podstawy do ich negacji (także obserwacje). Tak samo jest z dzisiejszym światem i jego obserwacjami. Czy to za pomocą zmysłów, przyrządów czy wreszcie równań matematycznych. Mamy podstawy do formułowania pewnych tez i hipotez, mamy również podstawy do wątpienia w nie. W końcu nawet wnioskowanie o konstrukcji atomów wynikało z obserwacji zachowania materii, a nawet najbardziej ugruntowane i niewzruszone teorie i prawa fizyczne są ciągle testowane, badane i próbuje się je obalić czy ominąć.
To jest różnica między nauką i wynikającym z niej postrzeganiem świata, a wiarą w coś, co ma istnieć, bo tak.
Jak dziecięcy potwór pod łóżkiem. Istnieje, bo się go boję, a skoro się go boję, to istnieje. Bóg istnieje, bo w niego wierzę, a skoro w niego wierzę, to istnieje.
Rozum jest zdolnością do myślenia w ogóle. Oczywiscie obok myślenia można także wyodrębnić abstrakcyjne myślenie i jest ono czymś innym niż myślenie po prostu, jego szczególnym rodzajem. Człowiek posiadł, jako gatunek, tak zdolność do zwykłego myślenia, stosowania umiejętności których się nauczyliśmy, jak i do myślenia abstrakcyjnego, kot tylko do tego zwykłego. Stąd człowiek jest doskonalszy od kota. To jest to o czym pisałem powyżej (raz czy dwa... ;]). Niezerojedynkowość zdolności do myslenia, niezerojedynkowość rozumu.Cechy nabyte jak najbardziej przekładają się na stopień doskonałości. Gdy nauczyłem się, że pisze się "góra", a nie "gura" stałem się doskonalszą istotą. Gdy nauczyłem się francuskiego stałem się doskonalszą istotą itd. Skąd w ogóle pomysł, że tylko cechy wrodzone decydują o doskonałości. Nie można juz pracować nad sobą itd.?A jednak pewnie było tylu i tylu Kreteńczyków, którzy doszli do wniosku, że wszystkie gatunki ptaków latają (założyłbym się o pięć zł., że wszyscy). Oczywiście mógł dojść do wniosków przeciwnych - jak myślisz, udało się któremuś z nich na podstawie potęgi rozumu?Nie cytowałem, bo mam wrażenie, że teraz tak jest przejrzyściej.
To to samo. Jeżeli jesteś przekonany o czymś, ale nie masz na to dowodów, to znaczy, że w to wierzysz
OK, a jeśli napisze: wierzę, ale nie twierdzę, że mam rację, to będzie wystarczająca odpowiedź? Poza tym, wierzę, bo są ku temu przesłanki, za istnieniem Boga nie przemawia nic.
No, akurat nie, choćby, czy ja wiem, jąkanie się nie służy przetrwaniu.
Człowiek jako niedoskonała forma życia posiada też wady. Relatywnie jednak ilość jąkających nie jest duża, co nasuwa wniosek, że jąkanie nie jest promowaną przez ewolucję cechą.
Jest po prostu łaską wiary.
Wszystko czemuś służy, gdy coś nie jest potrzebne, to po prostu tego nie ma. Człowiek posiada dokładnie to, co jest mu potrzebne do przeżycia, jeśli łaska wiary nie jest do niczego potrzebna, to wniosek jest oczywisty.
też tylko powinno sprowadzać do przekazania genów potomstwu, to źle to o nich świadczy.
Nie, nie świadczy źle, świadczy raczej o świadomości tego, po co z biologicznego punktu widzenia istnieje życie i rozmnażanie. Inne aspekty człowiek zaczął roztrząsać w momencie otrzymania abstrakcyjnego umysłu. Panuje wśród niektórych naukowców pogląd, że właśnie ta cecha nie bardzo jest uzasadniona z punktu widzenia ewolucji, bo raczej znacznie komplikuje życie i często wykorzystujemy to przeciwko sobie. Abstrakcyjne postrzeganie rzeczywistości, powstało, by człowiek mógł lepiej planować taktykę przetrwania i łatwiej orientować się w otoczeniu. Tymczasem trafiło nam się znacznie potężniejsze narzędzie.
To to samo. Jeżeli jesteś przekonany o czymś, ale nie masz na to dowodów, to znaczy, że w to wierzysz
OK, a jeśli napisze: wierzę, ale nie twierdzę, że mam rację, to będzie wystarczająca odpowiedź? Poza tym, wierzę, bo są ku temu przesłanki, za istnieniem Boga nie przemawia nic.
Mam wrażenie, że powyżej zostały przedstawione tezy na rzecz istnienia Boga, które następnie były poddane jakiejś tam dyskusji. Natomiast przesłanki mówiące o jego nieistnieniu... były jakieś? Poza wszystkim z tonu Twoich dotychczasowych wypowiedzi wynika, że chyba twierdzisz, że rację masz. No, ale wiadomo, że nie powinnienem wypowiadać się na temat sporu, w którym biorę udział, więc nie kontynuuję tego wątku.
No, akurat nie, choćby, czy ja wiem, jąkanie się nie służy przetrwaniu.
Człowiek jako niedoskonała forma życia posiada też wady. Relatywnie jednak ilość jąkających nie jest duża, co nasuwa wniosek, że jąkanie nie jest promowaną przez ewolucję cechą.
O jejku, każdy człowiek, w oczywisty sposób posiada wady i zalety i owszem, zalety są promowane przez naturę-proces ewolucji. Sam to podkreślałem w dyskusji o sensie mówienia o bytach doskonalszych i mniej doskonałych. Chodziło po prostu o wykazanie, że nie miałeś racji pisząc "każda cecha jaką jest obdarzony człowiek ma służyć przetrwaniu i promowaniu silniejszych i lepiej przystosowanych osobników w naturze", nie brnijmy już w to.
Jest po prostu łaską wiary.
Wszystko czemuś służy, gdy coś nie jest potrzebne, to po prostu tego nie ma. Człowiek posiada dokładnie to, co jest mu potrzebne do przeżycia, jeśli łaska wiary nie jest do niczego potrzebna, to wniosek jest oczywisty.
Konsekwentnie nie istnieje też poezja Szekspira, powieści Sienkiewicza i Star Trek. Gdyby natura była nastawiona tylko na przekazanie genów ("życie jest formą istnienia białka" - okazuje się, że Eviva nie bez kozery wspomianał powyżej Fryderyka Engelsa jako duchowego patrona części z Waszych - ateistów, wypowiedzi), to prawdopodobnie nie byłoby w niej gatunków istot żywych żyjących więcej niż 24 godziny. Ale tak nie jest. Wraz z rozwojem przychodzą owe wartości dodane. Koty bawią się sznurkiem i łaszą nam do nóg (także wtedy, gdy doświadczenie zdążyło je już nauczyć, że i bez łaszenia dostaną żarcie), ludzie tworzą poezję i są zdolni do wiary. I do akceptacji tezy, że nie są być może najdoskonalszymi istotami we wszechświecie.
też tylko powinno sprowadzać do przekazania genów potomstwu, to źle to o nich świadczy.
Nie, nie świadczy źle, świadczy raczej o świadomości tego, po co z biologicznego punktu widzenia istnieje życie i rozmnażanie. Inne aspekty człowiek zaczął roztrząsać w momencie otrzymania abstrakcyjnego umysłu. Panuje wśród niektórych naukowców pogląd, że właśnie ta cecha nie bardzo jest uzasadniona z punktu widzenia ewolucji, bo raczej znacznie komplikuje życie i często wykorzystujemy to przeciwko sobie. Abstrakcyjne postrzeganie rzeczywistości, powstało, by człowiek mógł lepiej planować taktykę przetrwania i łatwiej orientować się w otoczeniu. Tymczasem trafiło nam się znacznie potężniejsze narzędzie.
Jakie znacznie potężniejsze narzędzie? Jeżeli konsekwentnie brać na serio to co piszesz, to właśnie je straciliśmy, a nie zyskaliśmy. Zyskując zdolność do abstrakcyjnego myślenia straciliśmy znaczną część instynktu itd. Mimo to chyba nie ma teraz na Ziemii lepiej przystosowanych istot niż my.
