Forum › Rozmowy (nie)kontrolowane › Polityka › Kościół
To było do mnie? Ja nie mam urazu do plebana. A Ty czy uwazaszm, że Kościół powinien mieć wpływ na politykę państwa? jakikolwiek Kościół?
Uważam, że nie powinny i nie twierdzę, że masz uraz do kogokolwiek.
Uważam, że nie powinny i nie twierdzę, że masz uraz do kogokolwiek.
Chwała Ci za to, bo poniekąd nie mam. Staram się tylko rozumować logicznie i precyzyjnie.
Gwałtów zwierzęta w ogóle nie znają,
Z tego co oglądam czasem na Discovery, tudzież czytam czasem w czasopismach to jednak znają.
Specyfika demokracji jest taka, że jeżeli ktoś ma poparcie społeczne, to ma mniejszy lub większy wpływ na politykę państwa. Nie da się tego zmienić.
I to jest właśnie wada demokracji, jak już zauważono prędzej. Legalną drogą do władzy może dojść każdy. Nadzieja pozostaje tylko w społeczeństwie, które nie da się omamić. Jednak Kościół jak organizacja wyznaniowa, która z założenia zajmuje się sprawami duchowymi, nie powinni mieć możliwości, by czynnie uczestniczyć w życiu politycznym, co jak wiemy miejsca nie ma. Czasem to dobrze, ale częściej nie wynika z tego nic dobrego.
Instytucja wykluczenia z życia społeczno - politycznego jest jednym z gorszych pomysłów, jakie można by zrealizować. Demokracja ma wiele wad, zresztą od innych systemów politycznych różni ją tylko to, że swoją wole narzuca większa liczba osób. Nigdy nie będą w demokracji zadowoleni wszyscy. Trzeba mieć tylko nadzieję, że społeczeństwo kiedyś w przyszłości przejrzy na oczy i zostanie utworzony prawdziwie sprawiedliwy system.
Specyfika demokracji jest taka, że jeżeli ktoś ma poparcie społeczne, to ma mniejszy lub większy wpływ na politykę państwa. Nie da się tego zmienić.
I to jest właśnie wada demokracji, jak już zauważono prędzej. Legalną drogą do władzy może dojść każdy. Nadzieja pozostaje tylko w społeczeństwie, które nie da się omamić. Jednak Kościół jak organizacja wyznaniowa, która z założenia zajmuje się sprawami duchowymi, nie powinni mieć możliwości, by czynnie uczestniczyć w życiu politycznym, co jak wiemy miejsca nie ma. Czasem to dobrze, ale częściej nie wynika z tego nic dobrego.
No przecież to jest chore. "Wojsko to instytucja zajmująca się obroną, więc jego przedstawiciele nie powinni mieć możliwości wypaowadania się na temat życia publicznego". "Lekarze są powołani do ochrony zdrowia, więc nie powinni mieć możliwości wypowadania się na temat życia publicznego". "Pracownicy banków zajmują się obrotem pieniędzmi, więc nie powinni mieć możliwości wypowadania się na temat życia publicznego". Skąd w ogóle aż tak absurdalne podejście?
Nie napisałem, że NIE POWINNI się wypowiadać, czy zajmować stanowiska w danej kwestii, ale że raczej nie powinni brać CZYNNEGO udziału w polityce, jako formalna czy nieformalna siła polityczna. Chyba, że społeczeństwo zażyczy sobie państwa kościelnego. Tyle, że wtedy ja z tego kraju uciekam.
Dla mnie wypowioadanie się, przekonywanie innych do swoich racji na podstawie własnego doświdczenia to jedna z najaktywaniejszych form uczestniczenia w życiu publicznym, to raz. Ponadto to co napisałeś dalej jest absurdalne i dalej z tych samych powodów, na które starałem się wskazać powyżej. Nie chcemy państwa kościelnego, ale chcemy lekarskie czy bankowe? Wykluczanie kogoś z dyskursu publicznego na podstawie zawodu, to fatalny pomysł, na szczęście niewykonalny.
A Ty nie rozumiesz mnie, chodzi mi o wykorzystywanie funkcji dla osiągnięcia pewnych celów. Dla mnie w Sejmie może zasiadać ksiądz, pod warunkiem, że nie będzie to jego jedyny atut, inaczej, że nie będzie wykorzystywał faktu bycia księdzem, żeby wpływać na politykę. Słowem, w polityce ma być "cywilem" nie duchownym. Tak jak w parlamencie, parlamentarzystą może być lekarz czy bankowiec. Potem może być kim tylko zapragnie.
Dla mnie jako katolika ksiądz z mojej wspólnoty wyznaniowej nie może zasiadać w Sejmie, bo Kodeks Prawa Kanonicznego mu tego zakazuje 😉 Co ciekawe w 1922 r. wybrano bodaj sześciu duchownych (w tym prymasa Kakowskiego, który, jak wiadomo, wcześniej był regentem) i po kilku tygodniach wszyscy musieli ustąpić po interwencji Watykanu (z wyjątkiem jednego, ze skrajnej lewicy, który nie posłuchał), mimo, iż wtedy takiego przepisu jeszcze nie było. Co do meritum zaś, to:1) Dla wielu ludzi, potencjalnie także dla mnie, to, że ktoś jest dajmy na to bankowcem będzie jednym z najważniejszych kryteriów wyboru go do Sejmu. Taki ktoś pokaże, że pracował w takich a takich instytucjach finansowych, sprawdził się tam i w określonych okolicznościach może głównie ze względu na to liczyć na mój głos. W każdym razie będzie to "wykorzystywanie faktu bycia" kimś, posiadania jakiś doświadczeń życiowych. W mojej ocenie to bardzo zdrowy mechanizm demokratycznego państwa.2) Nie sądzę, by było możliwe, by ktoś został wybrany ze względy tylko na jeden "atat", choćby podświadomie przy wyborze decydują różne czynniki.3) Jeżeli od początku miałeś na myśli to co powyżej, to według mnie przedziwnie to wyrażałeś pisząc: "Jednak Kościół jak organizacja wyznaniowa, która z założenia zajmuje się sprawami duchowymi, nie powinni mieć możliwości, by czynnie uczestniczyć w życiu politycznym" itd.
Kościół Katolicki jako siła polityczna nie powinien występować. O to mi chodzi.
Ale co to oznacza? Wolno się według Ciebie Kościołowi Instytucjonalnemu wypowiadać na tematy społeczno-polityczne? Pisałeś powyżej, że wolno. Wolno zajmować stanowiska publiczne? Tu jesteś bardziej papieski od Papieża, bo też wspomniałeś, że wolno. Więc jakie formy występowania chciałbyś wykluczyć?
Nie jestem bardziej papieski od papieża, bo nie twierdzę że moje opinie są wiążące dla kogokolwiek, a już na pewno nie jest moim celem bezwzględne narzucanie komukolwiek moich poglądów. Nie stawiam też sztywnych barier typu to wolno, ale tego już nie. Granice ingerencji w sferę polityczną są dosyć ruchome. Dla mnie, kolokwialnie, przegięciem byłoby gdyby (teoretycznie) KK założył partię polityczną w której np. dążyłby do po wygranych wyborach do stworzenia państwa wyznaniowego. Na dzień dzisiejszy, może mnie wnerwiać Rydzyk (ale on to skrajność i w sumie niegroźny i pyszny, mały człowiek), albo to, że KK wścibia nos w jakieś tam kwestie polityczne, ale nie ma to faktycznie wpływu na moje życie, bo zdanie Kościoła jest dla mnie w tym temacie mało istotne.
Jak to nie stawiasz? Piszesz, że ktoś czegoś "nie powinien" robić, to jest postawienie tego typu bariery. A że niejasne, to moim zdaniem jeszcze gorzej, bo utrudnia polemikę. Co do partii kościelnej, to takie ugrupowania przecież są na świecie, w bardzo wielu krajach działają ugrupowania dążące do realizowania w życiu publicznym chrzescijańskich wartości (inna rzecz czy z dużą determinacją), niektóre używają nawet przymiotnika "chrześcijański" w nazwie (jak partia rządząca w Niemczech).
Piszesz, że ktoś czegoś "nie powinien" robić, to jest postawienie tego typu bariery.
Nie powinien w moim mniemaniu.
niektóre używają nawet przymiotnika "chrześcijański" w nazwie (jak partia rządząca w Niemczech).
Dla mnie to jest argument przeciw.
Co do niejasnych granic (bo chyba to masz na myśli?), nigdy, albo prawie nigdy nie stawiam stałej bariery czy granicy - sytuacje rozpatruję indywidualnie. Dlatego też co do zasady nie oceniam całej grupy na zasadzie: oni wszyscy są źli bo ten zrobił...
realizowania w życiu publicznym chrzescijańskich wartości
I to mnie nie wiem, irytuje? Choć jak wspomniałem, nie ma to większego wpływu na moje życie.
Gdyby realizowali wartości humanistyczne, to byłoby w porządku. Wartości chrześcijańskie samą nazwą kierują się do konkretnej grupy docelowej. Człowiek o innych poglądach może czuć się dyskryminowany.
