Kościół

Wyświetlanie 15 wpisów - od 436 do 450 (z 1,660 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • Anonimowy
    Gość
    #62910

    Przypuszczam, że jak jeszcze parę razy ludzi poobraża to tez już czystego konta miec nie będzie, ale to sprawa Security.Co innego nie zgadzać się z czyimiś poglądami a co innego obrażać. Można nawet burzliwe dyskusje prowadzić, ale wszystko w pewnych granicach kultury i dobrego wychowania. Może nieco przesadziłem w "moralizowaniu" ale mimo wszystko wyprowadziło mnie to z równowagi. Powinienem odczekać i okiełznać furię, ale w końcu nie jestem typowym Volkaninem ;). Dwóch przegięło i przez moment dałem sie wciągnąć. Pozostałych przepraszam. Tak tytułem off

    The D
    Uczestnik
    #62911

    Sorry ale dla mnie odbieranie sobie życia tylko dlatego bo dziewczyna mnie rzuciła to po prostu debilizm i nic mojego zdania na ten temat nie zmieni. Takie rzeczy się zdarzają i co?

    Trochę nie na temat, ale jestem ciekawy gdzie wg. ciebie biegnie granica głupoty odbierania sobie życia. Śmierć bliskiej osoby jest wystarczająca, a może zmiana w warzywo wymagające karmienia i przewijania albo bolesna i nieuleczalna choroba?

    kojot
    Uczestnik
    #62912

    Na pewno śmierć bliskiej osoby też nie jest powodem żeby się ciąć(kolejna głupota) natomiast zmiana w warzywo to już mogę zrozumieć. Żeby była jasność nie akceptuje takiej drogi w ogóle, po prostu są sytuacje kiedy ktoś faktycznie ma powody a kiedy nie. Ujmę to tak czy sądzicie, że samobójstwo to mądry sposób na rozwiązanie problemów?Chyba każda osoba o zdrowych zmysłach powie, że NIE.Poza tym też nie myślę, że takie osoby są głupie ale na pewno wszystko w porządku to z nimi nie jest. Jest to kwestia kompromitująca i powiem szczerze, że nawet mi trochę głupio ale te osoby same się podłożyły. W ogóle kiedy znowu kogoś obraziłem bo nie wiem. Powtarzam jeszcze raz jak nie chcecie gadać o swoich próbach samobójczych to nie piszcie na ten temat na forum. Proste chyba nie? Pewne osoby użyły następującego argumentu w dyskusji którego można streścić do: ,,Jestem mądrzejszy od ciebie bo chciałem się zabić" nie muszę tłumaczyć chyba jak to brzmi. To jest podobny tok rozumowania jak stwierdzenie ja wiem więcej bo jestem starszy. Wytłumacz gościu dlaczego masz racje a nie pisze, że ją masz i kropka.

    zdarom
    Uczestnik
    #62913

    Pewne osoby użyły następującego argumentu w dyskusji którego można streścić do: ,,Jestem mądrzejszy od ciebie bo chciałem się zabić" nie muszę tłumaczyć chyba jak to brzmi. To jest podobny tok rozumowania jak stwierdzenie ja wiem więcej bo jestem starszy. Wytłumacz gościu dlaczego masz racje a nie pisze, że ją masz i kropka.

    Może są nie tyle mądrzejsi ale mają większy bagaż życiowych doświadczeń niż inni (bardzo często, nie zawsze) i to daje im możliwość pewnych wypowiedzi, a tak przy okazji gdzie Eviva czy R'Cer napisali że są mądrzejsi od reszty, czy od ciebie.

    Semael
    Uczestnik
    #62915

    Boże .... Widzę że temat tu jest, płynny i bardzo rozległy.

    Co do wypraw krzyżowych .... to zgadzam się jak najbardziej z „Kojotem” . wszelkie wojny potyczki i waśnie to polityka .... a jak będą one argumentowane i jaką motywacją pobudzane to właśnie ludzka strefa ... i pojawia się wiara. Czyż nie rośnie ludzkie serce jeżeli chodzi o Boską sprawę. Czyż walka nie jest krwawsza jeżeli bijemy się za coś co jest wpajane w nas od najmłodszych lat. A walka w Boskiej sprawie to przecież coś więcej niż zwykłe zabijane się dla ziemi czy też jej skarbów. A papież, po prostu była to jedyna osoba, na jakże właściwym miejscu, która miała na tyle władzy i posłuchu aby móc ogłosić wojnę z niewiernymi i prowadzić ją w życie. Żaden inny monarcha czy lord nie przeforsował by takiego przedsięwzięcia. Uwzględniając znowu fakt że wojna ta jest Boską wolą, a walka ma na celu zniszczyć niewiernych. Każdy odczuwał wewnętrzny i moralny obowiązek uczestniczyć w niej .... wiec wiara to po prostu z politycznego widzenia , najsilniejszy argument, do przekonania mas aby ją podjęły. I nie oszukujmy się, wojny te to po prostu polityczne i jakże trafne zagranie papieża.

    Co do naszego drugiego tematu.... Przepraszam bardzo wszystkich ... ale widzę ze mamy tu podzielone obozy. Nie wiem ilu członków tego forum jest wierzących.... Ale chciałbym przypomnieć że samobójstwo to grzech śmiertelny. No i co do zdrowego rozsądku, będziemy szukać granicy, którą gdy przekroczymy, możemy popełnić samobójstwo. Czy może po rozpatrzeniu psychiki danej osoby, będziemy mogli powiedzieć ze dla niej, tak to był ten moment, mogła nie wytrzymać.

    Boże broń.... Rozmawiamy o odebraniu sobie życia. Czy jakikolwiek powód usprawiedliwia ten czyn .... dla mnie podkreślam, dla mnie nie ma granicy .... po prostu nie można odbierać sobie życia .... nie ma tu usprawiedliwień, nie ma tu odpowiednich powodów, granic, nakładających się nieszczęść, śmierci czy innych cierpień które nas w życiu spotykają.

    Może będę brutalny, ale jeżeli o czymś rozmawiamy, to zgadzam się ze trzeba podeprzeć się jakimiś argumentami, albo nie wyciągamy tego tematu na światło dzienne. A jeżeli już, to argumentując.... powód, granica.... mamy szukać usprawiedliwiania tego czynu. Równie dobrze zastanówmy się czy są ....

    ... dziewczyna ... większość pewnie powie że to głupota

    ... choroba.... przecież wiele osób, rodzin jakoś z tym żyje, nie mówię że im jest lekko, ale to nadal nie powód

    ... śmierć ... czy odeszła osoba chciała abyśmy odebrali sobie życie

    Tyle ile ktoś wymieni przyczyn, ktoś może wymienić argumentów mówiący o tym by tego nie robił. Zastanowiliśmy się czy aby pijaczek którego widzimy codziennie pod pobliskim drzewkiem, nie stracił całej rodziny, majątku, nie jest aby ciężko chory. Może nawet spotkało go wszystko naraz.... a jednak żyje nieważne jak ale chodzi o to że nie podjął się czynu samobójczego. Nie zakończył swojej egzystencji, ponieważ także dla niego, niema takiego wyjścia jak samobójstwo.

    Więc nikogo nie osądzam , nikogo nie potępiam. Dla mnie nie ma usprawiedliwiania tego czynu czy szukania wytłumaczenia. Zapytajcie samego siebie.... czy chcielibyście szukać wytłumaczenia, dal swojej siostry, syna, matki.... Trzeba żyć, nie tylko dla siebie...

    Pewnie się ktoś ze mną zgodzi ... ktoś pewnie nie ...

    A co do bagażu życiowych doświadczeń... pewnie nikt by go nie chciał... ale jeżeli się nim podpierają muszą liczyć się ze będą zarówno pytania jak i wątpliwości. Więc albo o czymś rozmawiamy i podpieramy swoje tezy, albo nie wyciągamy tego tematu w ogóle.

    Silver Phoenix
    Uczestnik
    #62917

    Ale chciałbym przypomnieć że samobójstwo to grzech śmiertelny.

    Z punktu widzenia religii katolickiej - owszem. Nie każdy jednak jest katolikiem.

    Poza tym - a co powiesz na taką sytuację: żołnierz strzeże np. mostu. Most jest zaminowany, ale ładunki można zdetonować tylko w jeden sposób: bezpośrednio, samemu przy tym ginąc. Do mostu zbliżają się przeważające siły wroga. Żołnierz wie, że ich nie powstrzyma. Musi wysadzić most. Jeśli tego nie zrobi, przeciwnik przeprawi się przez rzekę i będzie siał dalej zniszczenie. A obowiązkiem żołnierza jest "w potrzebie krwi własnej ni życia nie szczędzić". Jak to ocenisz?

    Czy jakikolwiek powód usprawiedliwia ten czyn .... dla mnie podkreślam, dla mnie nie ma granicy .... po prostu nie można odbierać sobie życia .... nie ma tu usprawiedliwień, nie ma tu odpowiednich powodów, granic, nakładających się nieszczęść, śmierci czy innych cierpień które nas w życiu spotykają.

    Samobójca nie szuka usprawiedliwienia. Poza tym - ciekaw jestem, czy widziałeś kiedyś kogoś umierającego na raka, jak się męczy... I do tego wiedzącego, że więcej jak miesiąc nie pociągnie.

    Tyle ile ktoś wymieni przyczyn, ktoś może wymienić argumentów mówiący o tym by tego nie robił.

    Tak jak mówiłem: każdy ma swój limit i dla każdego jest on inny. Jedno jest pewne: w momencie podejmowania decyzji o samobójstwie osoba taka nie jest zazwyczaj zdolna do racjonalnego myślenia. Możesz to nazwać załamaniem psychicznym. Wtedy logika i argumenty idą w kąt.

    jednak żyje nieważne jak ale chodzi o to że nie podjął się czynu samobójczego. Nie zakończył swojej egzystencji, ponieważ także dla niego, niema takiego wyjścia jak samobójstwo.

    Pewien jesteś? Spytałeś go, czy już nie próbował - tylko mu nie wyszło? Teraz widzisz go żyjącego, za dwie godziny może się już powiesić. Akurat osoby cierpiące na chorobę alkoholową częściej niż inne biorą się za takie próby.

    Owszem, dla mnie to też nie jest wyjście. Ale z zupełnie innych powodów, niż Twoje.

    Semael
    Uczestnik
    #62921

    Pisze to co ja sądzę ... tak jak każdy z nas... ale widzę że nadal szukamy wytłumaczenia i usprawiedliwienia. Może niektórzy powiedzą że to grubiańskie... Ale nie powinniśmy, niezależnie od żadnych powodów szukać i usprawiedliwiać samobójstwa... ...żołnierz... no tak, ale pamiętajmy ze on nie tylko zabiera własne ale pewnie także zabija innych ludzi. Wiec jest sens mówienia czy postępuje słusznie. ...widok jak ktoś umiera.... w życiu różne cierpienia nas spotykają . A czy ta umierająca osoba chciała by abyśmy odebrali sobie życie . Nadal usprawiedliwiamy ten czyn .... wiec po prostu jak nie możemy sobie z czymś poradzić to mamy prawo i każdy nas zrozumie jak ciachniemy swe żyły ... Zawsze mówię o sobie ... i dla mnie ...nawet to nie rola wiary po prostu nie uważam tego jako jakiekolwiek wyjście z żadnej sytuacji. A o pijaczku to .... wymyślona historyjka ... przykład ... tak samo jak ktoś mówi o śmierci lub o żołnierzu ... można je mnożyć bez końca . Ale widzę ze jak ktoś uważa ze samobójstwo jest do wytłumaczenia to zawsze znajdzie powód żeby bronić tego czynu. Wiec powtarzam że dla mnie ... nieważne jaki by był to powód ... nie można odbierać sobie życia. Nie atakuje nikogo , nie osądzam , każdy ma do tego własne podejście , i tylko jeszcze dodam ze w ogóle nie powinno się używać tego argumentu w rozmowie jeżeli nie znamy całości wydarzenia.

    Silver Phoenix
    Uczestnik
    #62924

    ...widzę że nadal szukamy wytłumaczenia i usprawiedliwienia

    Poprawka: Ty może się tego doszukujesz.

    Powtórzę: samobójca nie będzie się usprawiedliwiał.

    Ja też nikogo usprawiedliwiać ani tłumaczyć nie zamierzam. Nie siedzę w głowie danej osoby, nie wiem, przez co przeszła, co ją do tego doprowadziło. Widać miała powód. Powód, który dla niej był wystarczający do podjęcia takiego kroku.

    po prostu jak nie możemy sobie z czymś poradzić to mamy prawo i każdy nas zrozumie jak ciachniemy swe żyły ...

    Uwierz, gdybym chciał popełnić samobójstwo, opinia innych byłaby ostatnią rzeczą, jaka by mnie obchodziła. Zrozumieją czy nie - mnie już wtedy by nie było.

    A czy ta umierająca osoba chciała by abyśmy odebrali sobie życie .

    Egoista na pewno.

    Anonimowy
    Gość
    #62934

    Rozmawiamy o odebraniu sobie życia. Czy jakikolwiek powód usprawiedliwia ten czyn .... dla mnie podkreślam, dla mnie nie ma granicy

    Może dla ciebie nie ma granicy, bo nigdy nie znalazłes sie na niej? Czasem mysli się, że ta granica jest tak daleko, że praktycznie nie istnieje po czym staje sie coś, że nagle znajdujesz ją przed nosem, albo co gorsze już ja przekroczyłeś nie wiedząc kiedy.

    ...żołnierz... no tak, ale pamiętajmy ze on nie tylko zabiera własne ale pewnie także zabija innych ludzi. Wiec jest sens mówienia czy postępuje słusznie.

    Jak dla mnie to jesteś niekonsekwentny. To tez jest samobójstwo jakby nie patrzeć. Spójrz tylko na terrorystów samobójców obładowanych materiałami wybuchowymi, którzy sie wysadzaja na przykład w autobusach. To jest walka czy jednak samobójstwo? Przecież twierdzisz, że nie ma usprawiedliwienia dla samobójstwa? Zabicie siebie wraz z wrogami też nadal pozostaje samobójstwem. Przeczysz sam sobie.

    ...widok jak ktoś umiera.... w życiu różne cierpienia nas spotykają . A czy ta umierająca osoba chciała by abyśmy odebrali sobie życie .

    Źle zrozumiałeś. Tu nie chodzi o zabijanie się osoby zdrowej ale chorej, umierającej w męczarniach, która pragnie by skrócic jej te męczarnie. Wtedy często sam sobie podaje "truciznę" czyli po prostu przedawkowuje środki antybólowe.

    Z drugiej strony przyczyn szukaja żyjący. To prawda, że samobójca nie szuka usprawiedliwień czasem pisze list by podać co go do tego skłoniło. Ale tak robią tylko zdrowi na ciele ludzie podejmujący decyzję o skończeniu życia świadomie i z premedytacją. Przygotowują się do tego. Inni robia to w afekcie. Przykład: chłopak zabił swoją żonę na oczach małego dziecka, po czym zawiózł dziecko do matki a sam poszedł do lasu i sie powiesił. Nie zostawił żadnego listu, nic. Może ktos inny by zrobił cos innego, bo znam inny przykład. Facet znęcał się nad żoną przez kilkanaście lat. W końcu miała tego dosyc i przy której kolejnej awanturze chwyciła nóż i go dźgnęła po czym jak stała poszła na policje i powiedziała co zrobiła. Sąd ja uniewinnił mówiąc, że to była obrona konieczna. Dwa podobne przykłady a jednak inne. Każdy może ocenic chłopaka po swojemu. Ja nie będe go oceniał ani szukał przyczyn takiego kroku. Może to był akt poświęcenia dla dziecka a może tchórzostwo przed konsekwencjami. Nie ma to znaczenia, bo faktem jest, że dziecko zostało całkowitą sierotą. Faktyczna sierota a nie społeczną jakich 99% jest w domach dziecka.

    O, własnie. Kościół tak ładnie mówi o dzieciach. Może tak by księża zamiast ciemnote wciskac to tak sie ożenia i wezma pare tych "sierot" na wychowanie? Najlepiej takich niepełnosprawnych. przeciez jest tez przeciwny badaniom prenatalnym więc moze sami tym się zajmą. Nawet złamanego grosza nie dadza z tacy na dom dziecka, bo sami musza lepszym samochodem jeździć i chodzic na panienki. A na to trzeba jak wiadomo kasy. Więc niech mi tu nikt nie wpiera "dobroci" kleru, bo bardziej zakłamanego i dwulicowego środowiska to chyba nie ma nigdzie naświecie. Nawet w polityce. Czasem mam nawet wrażenie, że wiara powstała tylko po to aby mała grupka społeczna mogła sie oblowić. W końcu juz od starożytności najbardziej wykształcona i najbogatszą grupa społeczną byli kapłani. I tak jest do dziś. A jak jest w ich wewnętrznym kręgu to czasem wyłazi na wierzch gdy niektóre sprawki wyłażą na światło dzienne za pomoca odważnych ludzi nie bojacych sie mówic.

    Semael
    Uczestnik
    #62935

    No wiec dochodzimy do wniosku że samobójca jest na tyle indywidualną osobą ze gdy już doprowadzi się do tego stanu opinie, przekonania nie maja wpływu na jego podnietą decyzje.

    Ale mówimy tu o osobie z którą już raczej nie wymienimy opinii.

    A co do roztrząsania tematu... to czy ktoś próbował i nie udało mu się, z różnych powodów. Zdarzenie to powinno zostać dla niego nauczką, jego doświadczenie, przeżycie. Nie powinno być rzucane tak w eter, o nim powinien wiedzieć tylko on sam i może naprawdę nieliczne grono. Nie powinno być używane jako pusty argument czy podpora zdania.

    To na pewno traumatyczne przeżycie i nie powinno się go roztrząsać.

    A co do innych. Każdy ma swoją opinie... na pewno.

    Ja też nikogo usprawiedliwiać ani tłumaczyć nie zamierzam. Nie siedzę w głowie danej osoby, nie wiem, przez co przeszła, co ją do tego doprowadziło. Widać miała powód.

    To nie usprawiedliwianie..... widać miała powód.... dla mnie, dla mnie żaden powód nie jest dobry. Tak to osobista sprawa każdej osoby.... wiec skąd można wiedzieć czy aby ten powód był wystarczająco dobry.... Cały czas to jest usprawiedliwianie. Mówisz ze sam byś tego nie zrobił ... wiec skąd wiesz co czuje osoba skłonna do tego. Ja mówię nie wiem, nie próbowałem, nie zamierzam.

    Ale chyba bardziej nie rozumiem osób które mówią ... tak rozumiem.... albo.... nie osądzam ale nie wiem co go skłoniło, widać miał powody. Jak sam byś tego nie zrobił jak możesz to rozumieć. Ja osobiście nie zgadzam się z tym.

    A po za tym takie gadanie ...miał powody...i tym podobna opinia . To ciche przyzwolenie, pogodzenie się z tym, zaakceptowanie. Każdy ma swoje powody, każdym targają inne zmartwienia. Ale nie można tego zaakceptować. Dla mnie to zawsze jest zły wybór tej osoby. I zawsze próbował bym przekonywać i pomagać by nie doszło do tej sytuacji, na ile możliwości pozwalają.

    Silver Phoenix
    Uczestnik
    #62937

    ...dla mnie, dla mnie żaden powód nie jest dobry

    Dla Ciebie nie. Przynajmniej nie w tej chwili. Obyś nigdy nie przekonał się, jak to jest - ani nigdy nie znalazł się w stanie psychicznym, że wystarczy już tylko jeden krok.

    wiec skąd można wiedzieć czy aby ten powód był wystarczająco dobry

    Dla niej był.

    wiec skąd wiesz co czuje osoba skłonna do tego

    Chcesz - wierz, nie chcesz - nie wierz.

    Wiem - choć wolałbym nie wiedzieć.

    To ciche przyzwolenie, pogodzenie się z tym, zaakceptowanie. Każdy ma swoje powody, każdym targają inne zmartwienia. Ale nie można tego zaakceptować.

    Tymi słowami (tonem całego postu w zasadzie) przybierasz pozę człowieka mówiącego "wiem wszystko i mam prawo wszystkich oceniać. Jestem wszechwiedzący". Odbierasz innym ludziom prawo do wolnej woli. Powiem więcej - zaczynasz zajmowac miejsce Boga. On jest Sędzią, do niego należy ocena samobójcy. Nie do Ciebie.

    Żeby było śmieszniej, to za swego rodzaju samobójcę można również uznać Jezusa. Przecież doskonale wiedział, co go czeka. I co? I nic, poszedł na śmierć... Fakt, nie zabił się własnoręcznie, ale na to pozwolił. Jego też powinieneś nie rozumieć.

    I zawsze próbował bym przekonywać i pomagać by nie doszło do tej sytuacji, na ile możliwości pozwalają.

    Nie zawsze zdążysz, nie zawsze zauważysz. Niektórzy nie mówią o swoich planach - dopóki nie będzie już za późno.

    Semael
    Uczestnik
    #62939

    Jak napisałem wcześniej... przykładów można mnożyć w nieskończoność... tylu ile jest ludzi tyle może być różnych zdań opinii, przemyśleń. Ale w sumie dążymy do jednego celu.... czy akceptujemy ten fakt czy nie.

    I tu każdy powinien się zastanowić i odpowiedzieć sobie w duchu.

    Żołnierz przy zaminowanym moście.... czy ja napisałem ze go popieram, napisałem ze to inny przypadek. Oczywiście że to co robi jest niesłuszne, według mnie. Ale może jego czyn uratował by mi życie. Więc nawet nie śmiał bym się na jego temat wypowiadać. Nie wypowiadam się , nie ganię, nie neguje.... każdy robi to co mu sumienie podpowiada... Lecz nie mam zamiaru zgadzać się z tym aby o czynie samobójczym mówić z taka lekkością, i ogólnym przyzwoleniem.

    Tymi słowami (tonem całego postu w zasadzie) przybierasz pozę człowieka mówiącego "wiem wszystko i mam prawo wszystkich oceniać

    To już lekka przesada ...cały czas podkreślam że to moja opinia, i nie zgadzam się tym.

    Nie oceniam innych, lecz nie zgadzam się z tym wyborem.

    Ty wiesz wszystko, widzę ze prywatna opinaj od razu ci się narzuca z nakłanianiem.

    Znowu słyszę ... o ja coś przeżyłem i wiem bo wiem ... czy aby na pewno. Znowu podkreślę że każdy do tego podszedł by inaczej.... czy ja poruszyłem temat twojego przeżycia sam z nim wszyłeś ... i znowu tylko wzmianka „bo wiem”. Twoje przeżycie, nie używaj go jako podpórkę. Czy ja napisałem o moich przeżyciach, mogły być różne ... może dzięki nim utrwaliła mi się decyzja którą cały czas podkreślam... Że dla mnie to nie wyjście.

    Silver Phoenix
    Uczestnik
    #62940

    Ty wiesz wszystko, widzę ze prywatna opinaj od razu ci się narzuca z nakłanianiem.

    W przeciwieństwie do Ciebie stać mnie na przyznanie, że nie wiem co się dzieje w umyśle drugiej osoby - i dlatego nie zamierzam jej osądzać. A tak się składa, że potępianie to też osąd.

    Są rzeczy, o których nie wiem nic, bądź bardzo mało - ale są też rzeczy, o których wiem więcej, niż bym chciał. Masz taki zestaw doświadczeń? Myślę, że tak. Zamierzasz się z tego tłumaczyć, opisywać? Myślę, że nie.

    Znowu słyszę ... o ja coś przeżyłem i wiem bo wiem

    I będziesz słyszał za każdym razem, gdy poruszysz taki temat. Przyzwyczajaj się, będzie Ci łatwiej.

    Twoje przeżycie...

    Zabawne... A gdzie ja wspomniałem o moim przeżyciu? Napisałem tylko, że wiem, co czuje osoba skłonna do tego. A skąd, jak i dlaczego - sam sobie dopowiedziałeś. Ponownie kłania się teza o pozie nieomylnego 🙂

    Że dla mnie to nie wyjście.

    I chwała Ci. Są jednak takie osoby, dla których to jest jedyne wyjście. I uwierz mi, to czy Ty akurat im na to przyzwolisz czy nie, jest najmniej ważne.

    Rozumiem Twoje oburzenie. Masz do niego prawo. Tyle, że to i tak niczego nie zmieni. A próba wyciągania z ludzi historii ich życia jest co najmniej nieelegancka.

    Edycja posta dotyczyła literówki.

    The D
    Uczestnik
    #62943

    No i co do zdrowego rozsądku, będziemy szukać granicy, którą gdy przekroczymy, możemy popełnić samobójstwo. Czy może po rozpatrzeniu psychiki danej osoby, będziemy mogli powiedzieć ze dla niej, tak to był ten moment, mogła nie wytrzymać.

    Gwoli formalności - to ja postawiłem pytanie o granicę, ale nie chodziło mi o granicę przyzwolenia. Znam i chyba nawet rozumiem stanowisko KK w tej kwestii, dlatego spytałem nie o to kiedy samobójstwo jest dopuszczalne ale kiedy nie jest głupotą (w nazwiązaniu do wypowiedzi kojota). Tak czy inaczej dyskusja dyskusja o etyczność jest nawet bardziej "na temat".

    Boże broń.... Rozmawiamy o odebraniu sobie życia. Czy jakikolwiek powód usprawiedliwia ten czyn .... dla mnie podkreślam, dla mnie nie ma granicy .... po prostu nie można odbierać sobie życia .... nie ma tu usprawiedliwień, nie ma tu odpowiednich powodów, granic, nakładających się nieszczęść, śmierci czy innych cierpień które nas w życiu spotykają.

    Jak rozumiem rozchodzi się o to, że życie pochodzi od Boga i tylko Bóg może nim rozporządzać? Już napisałem, ze rozumiem to stanowisko. Tylko, że ja nie wierzę w jakiś głębszy porządek świata i uniwersalny sens istnienia. Gdybym dowiedział się, że któryś ze znajomych chce się pociąć np. z powodu wspominanej dziewczyny próbowałbym odwieść go od tego zamiaru, bo wiem, że w takich sytuacjach pod wpływem silnych emocji decyzja nie jest racjonalna i pewnie z perspektywy czasu owa osoba będzie patrzyć na całe zdarzenie zupełnie inaczej. Ale w życiu nie przyszło by mi do głowy, żeby oceniać moralnie ten czyn ani tym bardziej potępiać.

    Gosiek
    Uczestnik
    #62944

    Lecz nie mam zamiaru zgadzać się z tym aby o czynie samobójczym mówić z taka lekkością, i ogólnym przyzwoleniem.

    A dlaczego? Czemu o samobójstwie trzeba szeptać po kątach albo w konfesjonale? Czemu traktować właśnie ten sposób na zakończenie życia jako tabu, o którym nie wypada publicznie rozmawiać? Czemu nie oswoić tematu, nie nadać mu cech normalności, nie sprawić, że ludzie nie będą sie bali mówić o samobójstwie? Dlaczego samobójca nie może liczyć na zrozumienie a nawet przyzwolenie innych, ale jest potępiany a jego czyn demonizowany?

    Czy to właśnie nie taka postawa jest przyczyną tego, że wielu ludzi, którzy wahają się, mają wątpliwości czy żyć dalej, odbiera sobie życie po cichu, zamiast najpierw porozmawiać, spróbować przemyśleć swoją decyzję, rozejrzeć się za pomocą innej osoby? Skoro wiedzą, że nie mogą liczyć ani na zrozumienie ani na wybaczenie, po prostu go nie szukają. I odchodzą.

    Poza tym, nie wszyscy są chrześcijanami, nie dla wszystkich samobójstwo jest godne potępienia, nie wszyscy je próbują demonizować, a człowiekowi, który chce zakończyć życie z własnej woli i w wybranym przez siebie momencie nadają rangę szaleńca czy chociaż osoby niezrównoważonej umysłowo lub potępieńca. To kolejny mit naszej kultury, kolejna próba ubezwłasnowolnienia jednostki, odebrania jej prawa decydowania o sobie, o tym czy i jak chce żyć, poprzez narzucanie religijnych nakazów i dogmatów. "Bóg zakazuje..." A jeżeli Boga nie ma, to kto zakazuje? Inni. A jakie prawo mają inni ludzie do decydowania o losie swoich bliźnich?

Wyświetlanie 15 wpisów - od 436 do 450 (z 1,660 w sumie)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram