Forum › Rozmowy (nie)kontrolowane › Polityka › Kościół
Tak właśnie robię, to moje jedyne zajęcie, siedzę cały dzień na internecie, czekając, aż ktoś coś napisze, aby przeprowadzić bezpardonowy atak, oczywiście nie robię tego za darmo, jestem opłacany przez pewną rozgłośnię z Torunia I tak to jest ironia, ale nie widzę innej odpowiedzi na tak wspaniałe argumenty
A więc wracamy do 'wiara to wiara, a nie wiedza - nie trzeba jej udowadniać' i 'krowy latają'.
To zaskakujące, że w XXI wieku, kiedy wiemy jak powstała Ziemia i jak ewoluowało życie, nadal większość ludzi daje się ponieść zbiorowej halucynacji jaką jest wiara. Ale każdy ma wolny wybór i wybiera swój światopogląd. Nie chodzi o krytykę ludzi wierzących, ale o same podstawy tego, czym jest wiara i tego, że nie da się jej zbadać żadnymi naukowymi metodami.
Badane? A jak wygląda metodologia takich badań? Jak można zbadać, czy ktoś rozmawia z Bogiem? Ah no tak, wierzy się, bo ten ktoś/ta ktosia 😉 jest bardzo przekonujący - jasne. Niczego nie trzeba udowadniać, bo przecież wierzymy. Tylko dlaczego jednemu się wierzy a innemu już niekoniecznie? Ah no tak, bada się który mówi prawdę o rozmawianiu z Bogiem. Tylko jak zbadać, że on naprawdę z Bogiem rozmawia, a ten drugi kłamie? Ah no jasne - jest bardzo przekonujący, więc mu wierzymy - innych dowodów nie potrzeba.
Dla mnie taka wypowiedź jest czystą ignorancją i brakiem wiedzy na temat tego o czym się pisze. W Piśmie Świętym jest sprecyzowane w jaki sposób Bóg porozumiewa się z ludźmi, bo nie jest to jak np. rozmowa z kimś stojącym obok. A poza tym kościół (jako wspólnota wierzących) nie przyjmie do wiadomości, że ktoś jest wybrańcem boga, bo jak dotąd to tylko tacy "głośno" twierdzą że rozmawiają z Bogiem.
Właśnie o to chodzi, obcowania z Bogiem nie da się zbadać żadnymi miarodajnymi metodami, które można by nazwać naukowymi. Dlatego, takich rzeczy nie da się udowodnić.
Dla mnie taka wypowiedź jest czystą ignorancją i brakiem wiedzy na temat tego o czym się pisze. W Piśmie Świętym jest sprecyzowane w jaki sposób Bóg porozumiewa się z ludźmi, bo nie jest to jak np. rozmowa z kimś stojącym obok. A poza tym kościół (jako wspólnota wierzących) nie przyjmie do wiadomości, że ktoś jest wybrańcem boga, bo jak dotąd to tylko tacy "głośno" twierdzą że rozmawiają z Bogiem.
Masz rację, nie mam zielonego pojęcia jak się dowodzi, że ktoś z Bogiem rozmawia, a ktoś inny nie - bardzo bym się chciał dowiedzieć (i pewnie nie tylko ja), jak to się robi.
Z tego co pamiętam z Biblii komunikacja następowała mniej więcej tak: Bóg rzekł: blablabla. Czasem były jakieś dodatkowe zjawiska, efekty specjalne, jak płonące krzaki itp. No i chyba nikt poza zainteresowanym bohaterem danej przypowieści, czy fragmentu głosu Boga nie słyszał.
Takiemu np. Abrahamowi Bóg rzekł, żeby zabił swojego syna (bez żadnych fajerwerków, od tak chyba mu w głowie to powiedział - nie jest to wyjaśnione). Noe chyba miał podobne doświadczenia komunikacyjne? Czyli wychodzi, że jedynym "dowodem" jest słowo jednego z interlokutorów, w które się uwierzy lub nie.
W sumie to dziwne, że dziś ludzie już nie wierzą, że Bóg z kimś rozmawia. Przecież jest tyle zabójstw - kto wie, czy ich nie zlecił Bóg mówiąc do zabójców, tak jak kiedyś mówił do Abrahama? No i oczywiście Bushowi jakiś czas temu powiedział, żeby najechał Irak ;>
Tak, taka umiejętność rozpoznawania, czy ktoś rzeczywiście z Bogiem czatował, byłaby niezwykle przydatna.
A poza tym kościół (jako wspólnota wierzących) nie przyjmie do wiadomości, że ktoś jest wybrańcem boga, bo jak dotąd to tylko tacy "głośno" twierdzą że rozmawiają z Bogiem.
Miało być chyba: [...] bo jak dotąd to tylko tacy "wybrańcy" głośno twierdzą [...] ?
Zaraz, zaraz. Czy to nie Ty napisałeś, że:
Otuż to nie takie proste, bo gdy ktoś naprawde sie przy tej "rozmowie z Jezusem" upiera a kościuł sie tym zainteresuje to jest to dogłębnie sprawdzane poniewarz każdy taki przypadek jest jakoś powiazany z wiarą i to jest badane czy to nie fałsz.
Czyli najpierw wszyscy rozmawiający są w jakiś sposób badani, czy naprawdę rozmawiają, ale potem jednak Kościół nikomu nie wierzy, bo jak ktoś naprawdę rozmawia, to się tym nie chwali, więc nie można go przetestować na 'rozmawianie' bo nikt o tej rozmowie nie wie?
Właśnie o to chodzi, obcowania z Bogiem nie da się zbadać żadnymi miarodajnymi metodami, które można by nazwać naukowymi. Dlatego, takich rzeczy nie da się udowodnić.
Jak ktoś obcował (np. w ST dużo takich) to wiemy o tym wyłącznie dzięki słowu człowieka, który był obcował. No ale pojawia się problem skoro kościół (jak teraz twierdzi zdarom) nie przyjmuje do wiadomości, że ktoś naprawdę rozmawiał z Bogiem skoro o tym wiadomo, czyli wychodziłoby na to, że Kościół odrzuca rozmowy Boga z Abrahamem - no bo o nich wiadomo, znaczy, że to fałsz. Chyba że kluczem jest czas. Abraham rozmawiał parę tysięcy lat temu, Pani Krysia z Warzywniaka 3 lata temu. Abrahamowi wierzymy, bo to było bardzo dawno temu, więc to musi być prawda. Pani Krysi nie. To jestem ciekaw, gdzie ta granica 'prawda/nieprawda' przebiega, czyli że prawdą jest że ktoś rozmawiał z Bogiem jak od rozmowy upłynie 100, 300, czy 1000 lat? A co jak od 'fałszywej' rozmowy Boga z Panią Krysią minie te np. 1000 lat? Czy nagle okaże się, że była prawdziwa, czy jak?
Generalnie sprowadza się to do tego, że większość wierzy w coś, co kiedyś ktoś być może powiedział, a być może sobie ubzdurał, jeśli w ogóle istniał - wierzą w słowo jakiegoś tam typka sprzed tysięcy lat, które w dodatku było przerabianie i "udoskonalane" setki razy. I co z tego, że jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i faktami historycznymi - musi to być prawda no bo tak... mówią (!?).
Masz rację, nie mam zielonego pojęcia jak się dowodzi, że ktoś z Bogiem rozmawia, a ktoś inny nie - bardzo bym się chciał dowiedzieć (i pewnie nie tylko ja), jak to się robi.
Nie wiem na ile jest to wiarygodne, ale nic lepszego po polsku nie znalazłam. Zapewne dokładniejsze dane znajdziesz na stonie watykanu, niestety po łacinie (niestety dla mnie, bo jestem z nią na bakier 😉 ). Interesująca Cię część, aczkolwiek ujęta w sposób bardzo ogólny, znajduje się w rozdziale drugim, ale polecam przeczytanie całości - jestem przekonana, że przypadnie Ci do gustu ;D.
Czytałem niedawno, że "objawienia" to całkiem naturalny stan umysłu, wytwór mózgu, a nie siły wyższej. takie zachowanie jest nawet uwarunkowane przez ewolucję. Ale to nie stanowi dowodu na istnienie Boga tylko na to, dlaczego człowiek wierzy, umysł wytworzył taki stan, aby ewoluujący człowiek mógł zrozumieć otaczający go świat, a na tamtym etapie rozwoju ewolucja nie mogła zaproponować niczego więcej. A więc są dowody na, to że mózg wprowadza nas w błąd, "myśląc" że obcuje z czymś duchowym dla naszego dobra. Taki był ogólny wniosek z tego artykułu, więcej teraz nie pamiętam, ale jeżeli ktoś się zainteresuje tym zagadnieniem, to dorzucę kilka co ciekawszych zdań.
Bóg istniej, bo skąd by się brały cuda czy spełnione modlitwy? Skoro nikt nie atakuje wiary w kosmitów to dlaczego atakowany jest wiara w Boga? "Szczęśliwy, który nie idzie za radą występnych, nie wchodzi na drogę grzeszników, i nie siada w kole szyderców, lecz ma upodobanie w Prawie Pana,"
Lo'Rel, to nie działa dokładnie w ten sposób. Po prostu w pewnych sytuacjach - głównie pod wpływem bardzo silnych emocji, odpowiednich środków chemicznych lub zachwianej gospodarki hormonalnej ludzki mózg zaczyna odbierać fałszywe sygnały z otoczenia, lub wręcz symulować przetwarzanie sygnałów których nie ma. Ale to o czym mówiłeś - wprowadzanie nas w błąd, najogólniej mówiąc, przez nasz własny mózg jest jak najbardziej możliwe - i współczesna psychologia zna mnóstwo tego typu przypadków.
Bóg istniej, bo skąd by się brały cuda czy spełnione modlitwy?
Skoro istnieje, to dlaczego spełnia też modlitwy o wojny? Mnóstwo wierzących to też niegodziwcy. A może po prostu na wszystkie wydarzenia wpływają po prostu ludzie, a tylko Ci bardziej zabobonni z nich przypisują te wydarzenia jakiejś wyższej sile sprawczej? Nie można potwierdzić żadnych cudów. Równie dobrze mógłbym ogłosić że wspomniana wcześniej latająca krowa opóźni jutrzejsze pociągi - i jeśli coś takiego się zdarzy to mam ją obwołać Bogiem, stwierdzić że stworzyła świat i zacząć się do niej modlić... Bo to ona sterowawała LUDŹMI którzy np ukradliby fragment trakcji i rzeczywiście doprowadziła do 'cudu'?
Skoro nikt nie atakuje wiary w kosmitów to dlaczego atakowany jest wiara w Boga?
Dlaczego? Bo jest tylko garstka fanatyków wierzących ślepo w kosmitów. Cała reszta mówi tylko ze sporym prawdopodobieństwem o ich istnieniu i nie przypisuje im łamania praw fizyki czy innych mitycznych bzdur. Ot, bazując na tym w jaki sposób powstało życie na Ziemi, i jak wiele statystycznie jest planet podobnego typu w podobnej odległości od gwiazd we wszechświecie twierdzą że na przynajmniej części z nich pojawić się powinno życie. I co w tym niezwykłego? Nie są tak aroganccy żeby stwierdzać że mamy monopol na istnienie, lub tak głupi by wyobrażać sobie że wszyscy z nich to Bogowie. Ot - istnieje duże prawdopodobieństwo (według statystyki biegnące ku całości) że we wszechświecie wykształciło się inne życie. I tyle.
"Szczęśliwy, który nie idzie za radą występnych, nie wchodzi na drogę grzeszników, i nie siada w kole szyderców, lecz ma upodobanie w Prawie Pana,"
"Naprawdę, doktorku?" Królik Bugs
Czyli postać równie rzeczywista pod względem naukowym co Bóg, który to wam biblię podobno dyktował. Też wymyślona przez człowieka i też empirycznie nie do udowodnienia że nie istnieje (lub że istnieje). A i jest z pewnością po różnych zakładach psychiatrycznych wystarczająco wiele osób wystarczająco chorych by wierzyć w jego istnienie - niestety żyją dwa-trzy tysiące lat za późno żeby ich obwołać prorokami / świętymi i zrobić z tego religię, prawda?
Jak nie istnieją cuda jak istnieją? Jak to się dzieje, że ktoś wg. naukowego punktu widzenia, powinien nie żyć, albo jak spełniają się prawie, że niemożliwe szanse (wg. rachunku prawdopodobieństwa) - szczęście? przypadek? Wybacz mi, ale nie ma czegoś takiego jak przypadek, a Bóg nie spełnia modlitw o wojnie, pamiętaj, że ludzie mają wolną wolę i to oni sterują swoim życiem, jeżeli chcą być niegodziwcami, to ich sprawa.
Dlaczego? [...]
A wszechświat powstał tak, że było wielkie nic, które wybuchło ... albo był zawsze, za nim zaistniał - proszę cię, nie możesz udowodnić tego, że Bóg nie istnieje, a trochę zmieniając twój argument, skoro statystycznie rzecz biorąc mogą gdzieś istnieć kosmici, to mogą istnieć, również różne poziomy egzystencji, istoty żyjące, w nazwij to innych wymiarach niż nasz, ale nakładające się na nasz i może istnieć potężna istota, która to wszystko stworzyła - Bóg.
"Naprawdę, doktorku?" Królik Bugs
Czyli postać równie rzeczywista pod względem naukowym co Bóg[...]
Biblię pisali ludzie natchnieni przez Ducha św. a to jest zdecydowana różnica od dyktowania, poza tym Boga nie wymyślili ludzie, a Królika Bugsa tak.
A jak to mówił Mickiewicz: "Czucie i wiara silniej mówią do mnie, Niż mędrca szkiełko i oko"
Jak nie istnieją cuda jak istnieją? Jak to się dzieje, że ktoś wg. naukowego punktu widzenia, powinien nie żyć, albo jak spełniają się prawie, że niemożliwe szanse (wg. rachunku prawdopodobieństwa) - szczęście? przypadek? Wybacz mi, ale nie ma czegoś takiego jak przypadek, a Bóg nie spełnia modlitw o wojnie, pamiętaj, że ludzie mają wolną wolę i to oni sterują swoim życiem, jeżeli chcą być niegodziwcami, to ich sprawa.
Od razu przypomniał mi się dowcip. "Facet się modli: Panie Boże, daj mi wygrać w totka. Na to odzywa się Bóg: daj mi szansę - wyslij kupon." Statystycznie rzecz biorąc wygrana w totka jest jak 1:14000000 czyli prawie żadna a przynajmniej mniejsza niż trafienie w Ziemię asteroidy takiej jak ta, która zabiła dinozaury, a jednak ludzie wygrywają, a asteroida jak na razie nie trafiła. Czy wygraną w totka przez 4 osoby naraz należy traktować jako cud dokonany przez Boga? Z punktu widzenia statystyki tak, a jednak nie jest to żadna ingerencja. Po prostu tak się dzieje, ponieważ im więcej ludzi gra tym większe są szanse na trafienie właściwej kombinacji liczb. Musisz się więc trochę doszkolić z rachunku prawdopodobieństwa. Co do tego czy ktoś umrze czy nie, chociaż powinien. Istnieje coś takiego jak siła podświadomości. Człowiek korzysta maksymalnie z 30% mózgu. Jeśli uda mu się wykorzystać choć ułamek pozostałej części nie jest wykluczony efekt samoleczenia. Tak samo znany jest w medycynie efekt placebo. Działa tak samo jak mityczne cuda. To kwestia nastawienia psychicznego a nie żadne cuda.
A wszechświat powstał tak, że było wielkie nic, które wybuchło ... albo był zawsze, za nim zaistniał - proszę cię, nie możesz udowodnić tego, że Bóg nie istnieje, a trochę zmieniając twój argument, skoro statystycznie rzecz biorąc mogą gdzieś istnieć kosmici, to mogą istnieć, również różne poziomy egzystencji, istoty żyjące, w nazwij to innych wymiarach niż nasz, ale nakładające się na nasz i może istnieć potężna istota, która to wszystko stworzyła - Bóg.
Akurat isnienia Boga nie da się ani udowodnić ani wykluczyć. Własnie teoria wielkiego wybuchu może być poniekąd potwierdzeniem istnienia czegoś poza naszym wymiarem, co mogło wpłynąć na istnienie naszego świata. Nawet jeśli przyjmiemy, że nasz wszechświat powstał jako równoległy do innej rzeczywistości i zaistniał właśnie w momencie wielkiego bum. Jednak nie da się żadnej z tych teorii ani obalić ani udowodnić.
"Biblię pisali ludzie natchnieni przez Ducha św. a to jest zdecydowana różnica od dyktowania, poza tym Boga nie wymyślili ludzie, a Królika Bugsa tak.
A jak to mówił Mickiewicz: "Czucie i wiara silniej mówią do mnie, Niż mędrca szkiełko i oko"
A kim są ci natchnieni? To tylko ludzie. Poeci i pisarze też są natchnieni, ale nie żadnym duchem św. Udowodnij zresztą istnienie ducha św. Nie możesz. Poza tym co to jest duch św?
Z drugiej strony nie wiadomo tak do końca kto kogo wymyślił Bóg człowieka czy człowiek Boga. Nawet niektórzy księża tak twierdzą. Co nie znaczy, że nie wierzą w jego istnienie. Dopuszczają jednak mozliwość, że nie istnieje. A jeśli się by okazało, że Bóg jest tak samo wymyslony przez ludzi jak i Królik Bugs? Ciekawe jak bedziesz wtedy śpiewać.
Jeżeli Bóg istnieje, a ja wierzę to pójdę do miłego miejsca, a jeżeli nie istnieje to nic nie tracę, więc jak się okaże, że nie istnieje, to nie będę śpiewał bo: a) Nie będę żył:cool: Nie będzie mi to przeszkadzaćA jeżeli istnieje, to jak ty będziesz śpiewał co?
A jeżeli istnieje, to jak ty będziesz śpiewał co?
a) Nie bedę śpiewał, bo mam czysto wieprzowy glos ;>
😎 przecież kilka postów temu napisałem, że w jakiś sposób wierzę, tylko na swój sposób.
eżeli Bóg istnieje, a ja wierzę to pójdę do miłego miejsca, a jeżeli nie istnieje to nic nie tracę, więc jak się okaże, że nie istnieje, to nie będę śpiewał bo:
a) Nie będę żył
cool.gif Nie będzie mi to przeszkadzać
A jeżeli istnieje, to jak ty będziesz śpiewał co?
Zakład Pascala bazuje na wymyślonych i nieobiektywnych zmiennych... Jeśli codziennie rano będę jadł na śniadanie jajecznicę to zostanę kolejnym bogiem. Jeżeli to prawda, zostanę bogiem, jeśli nie to nic nie stracę. Przykład może trochę nie na temat, ale o identycznej konstrukcji logicznej...
A kto stworzył Boga? Wszechświat nie mógł powstać sam a on mógł? Przecież mechanika kwantowa dopuszcza samoczynne pojawianie się cząstek elementarnych w ścisłych warunkach... Wszechświat to nic co wybuchło, a Bóg to nic co nieskończenie wiele czasu próżnowało zanim stworzyło świat, a jako cosiu wszechwiedzące, nawet dając ludziom wolną wolę przewidziało tą całą śmierć i zniszczenie. Miłosierne bóstewko, nie ma co.
