Forum › Rozmowy (nie)kontrolowane › Polityka › Kościół
No tak, Wolkanie mają wierzenia, ale jakoś nie robią za ich pomocą zamieszania. Jednym słowem, nie wiedzą, co tracą.
Wszystkie przykłady podpadają pod zaburzenia natury psychicznej a więc pod chorobę psychiczną. Taki jest mój wniosek. uporczywe zdrady nie muszą się pod to kwalifikować, ponieważ nie muszą podpadać pod zaburzenia psychiczne. jest to miecz obosieczny, ponieważ zdrada może być powodowana odmową wypełniania "obowiązków" małżeńskich. I kto tu zawinił bardziej?
Kościól nie dopuszcza zmuszania do seksu, nawet w małżeństwie. A potrzeby istnieją, nawet jeśli nie podpadają pod pojęcie nimfomanii.
Nie jestem ekspertem ale z tego co wiem to żadne z małżonkowie nie mogą odmawiać sobie sexu, bo jest to jedyny sposób aby dorobić sie potomstwa (pomijając adopcje), inne laboratoryjne metody są zakazane.
Nie jestem ekspertem ale z tego co wiem to żadne z małżonkowie nie mogą odmawiać sobie sexu, bo jest to jedyny sposób aby dorobić sie potomstwa (pomijając adopcje), inne laboratoryjne metody są zakazane.
Mogą, ponieważ zmuszanie podpada pod gwałt. Chodzi przede wszystkim o sytuacje kiedy to jedno nie ma ochoty, bo zmieniły się priorytety (dotyczy zwłaszcza kobiet). Niestety większość kobiet ma tak, że po urodzeniu dziecka nie ma ochoty na igraszki, nie mówiąc o wyszukanych zabawach. 99,9% facetów lubi niekonwencjonalne pozycje i sposoby a większość żon traktuje to jak zboczenie i nie zgadza się wogóle na cokolwiek. Żadne pisma nie mówią, że seks ma być po cichu, pod kołdrą i po bożemu. W końcu sprawia też przyjemność, bo gdyby nie sprawiało dawno byśmy wygineli.
No tak, Wolkanie mają wierzenia, ale jakoś nie robią za ich pomocą zamieszania. Jednym słowem, nie wiedzą, co tracą.
Właśnie wiedzą, że nic nie tracą i dlatego nie robią zamieszania z powodu wierzeń. Tym bardziej, że w Treku ludzkość odeszła od religijnych zabobonów.
R'Cer w te religijne zabobony jak w swojej wielkiej mądrości raczyłeś to nazwać wierzy wiele osób, a teraz dla ciebie mały update: nie ma czegoś takiego jak Volcanie to wymysł scenarzysty, oni nie istnieją
Co nie zmienia faktu, że to religijne zabobony. Skoro wierzenia neo-pogan kłaniających się Swarożycowi czy innemu Perunowi nazywa się zabobonem, skoro tak nazywa się wierzenia Indian południowo-amerykańskich, skoro tak mówi się o wierzeniach ludów Syberii czy o obnoszeniu po ulicach gigantycznego fallusa, to dlaczego niby religie monoteistyczne nie miałyby być religijnymi zabobonami?
R'Cer w te religijne zabobony jak w swojej wielkiej mądrości raczyłeś to nazwać wierzy wiele osób, a teraz dla ciebie mały update: nie ma czegoś takiego jak Volcanie to wymysł scenarzysty, oni nie istnieją
Przecież wiem, że Volkanie to wymysł. To tylko nawiązanie do treka. W świecie treka ludzie nie mają żadnych religii. Wyrośli z nich. I moim skromnym zdaniem tak powinno być. W końcu nie wiadomo kto kogo tak naprawdę wymyślił. Człowiek Boga czy Bóg człowieka. Jak dla mnie to to pierwsze, ponieważ ludzie nie byli w stanie wszystkiego sobie naukowo wytłumaczyć. Skoro nie można czegoś wytłumaczyć to znaczy, że albo to nie isnieje albo to zostało "stworzone przez istotę wyższą". Nie wpadło im do głowy, że za mało jeszcze wiedzą i mają za słabą technikę by móc wytłumaczyć to naukowo. Z tego wzięły się zabobony o płaskim świecie, Ziemii jako pępku świata i tym podobne. Teraz chcą wierzyć, bo nie chcą się pogodzić z pełnym unicestwieniem po śmierci. To zresztą pokutuje od zarania dziejów. Bogów wymyślili już jaskiniowcy. A ludzie im więcej wiedzą tym bardziej wątpią w istnienie Boga/ów. Teoria wielkiego wybuchu zdaje się poniekąd potwierdzać tezę, że Bóg nie istnieje, chociaż z drugiej strony skąd się wzięła w nicości materia?
Co nie zmienia faktu, że to religijne zabobony. Skoro wierzenia neo-pogan kłaniających się Swarożycowi czy innemu Perunowi nazywa się zabobonem, skoro tak nazywa się wierzenia Indian południowo-amerykańskich, skoro tak mówi się o wierzeniach ludów Syberii czy o obnoszeniu po ulicach gigantycznego fallusa, to dlaczego niby religie monoteistyczne nie miałyby być religijnymi zabobonami?
Dlatego światli ludzie odchodzą od jakiejkolwiek wiary i tę tendencję przewiduje Roddenberry w swojej wizji jaką jest Star Trek. Wszystkie wierzenia, jakie by one nie były, są zabobonami i o tym piszę wyżej. W końcu ludzie przestaną wierzyć, ale to jeszcze trochę potrwa. W końcu przekonają się, że Bóg czy bogowie nie istnieją i pokonają zabobony aby przejść na wyższy stopień rozwoju duchowego. W końcu po co nam ten cały mózg skoro z niego korzystamy w niewielkim stopniu? Ludzie powinni iść w kierunku wykorzystania swojego potencjału umysłowego zamiast mamić się bzdurami. Nasz organizm jest zaprojektowany by żyć potencjalnie około 200 lat a ile żyjemy? Maksymalnie połowę. To jest przyszłość ludzkości a nie zabobony.
R'Cer w te religijne zabobony jak w swojej wielkiej mądrości raczyłeś to nazwać wierzy wiele osób
Dlatego nazywamy to 'religią' a nie jakoś inaczej. Jakby jedna osoba wierzyła to znajdzie się odpowiednie określenie, choćby w medycynie.
Co nie zmienia faktu, że to religijne zabobony. Skoro wierzenia neo-pogan kłaniających się Swarożycowi czy innemu Perunowi nazywa się zabobonem, skoro tak nazywa się wierzenia Indian południowo-amerykańskich, skoro tak mówi się o wierzeniach ludów Syberii czy o obnoszeniu po ulicach gigantycznego fallusa, to dlaczego niby religie monoteistyczne nie miałyby być religijnymi zabobonami?
Bo nasze to prawda a ich nie, koniec dyskusji - tak by zapewne wiele osób powiedziało. I może rzeczywiście, z takim stwierdzeniem nie ma co dyskutować.
Akurat kult fallusa ma jakieś swoje uzasadnienie, w końcu bez niego nie byłoby potomstwa. Jeśli już mielibyśmy doszukiwać się jakiegoś zrozumienia, to wychwalanie fallusa ma go więcej niż np. wychwalanie Chrystusa czy Allaha. To samo dotyczy słońca, bez którego żadne życie nie byłoby możliwe. Tylko ja nie widzę sensu w modleniu się do kuli materii, w której działają jakieś tam prawa fizyki 😉
Wiecie co czytając to co napisaliście to można tylko skomentować: s**** w banie. Cieszy mnie, że na tym forum znalazło się tylu "wróżbitów", którzy bezbłędnie potrafią określić, w jakim kierunku podąży ludzkość i jak będzie wyglądała za kilkaset lat. Jakbyście byli tacy mili, skoro macie, aż tak dokładne informacje, to weźcie mi powiedzcie jakie numerki padną w dzisiejszym losowaniu totka. To chyba łatwiej jest przewidzieć niż to jak będzie wyglądał świat za 500 lat, a czytając wasze posty, dochodzę do wniosku, że dla was będzie to bułka z masłem. Jeżeli przypatrzycie się rozwojowi ludzkości, to religia towarzyszyła nam od początku istnienia, nie możliwe jest aby została zastąpiona przez nicość. Świat nie jest aż tak źle zbudowany. A ci "światli" ludzie jak ich nazwałeś R'Cer mogą się dla mnie pójść do diabła, zresztą co to za "światli" ludzie, o których piszesz? I wiesz co wcześniej pisałeś, że wierzysz, a teraz piszesz, żeby nie mamić się bzdurami, co może oznaczać jedno - masz chyba jakieś rozdwojenie jaźni, bo nie wyobrażam sobie w jaki sposób można posiadać dwie tak skrajne postawy.
A według nie istnieje ktoś ponad nami. Bo czy bóg nie może być powiedzmy przedstawicielem innego gatunku z powiedzmy "drugiej" strony galaktyki i może to być istota podobna do Q.
Wiecie co czytając to co napisaliście to można tylko skomentować: s**** w banie. Cieszy mnie, że na tym forum znalazło się tylu "wróżbitów", którzy bezbłędnie potrafią określić, w jakim kierunku podąży ludzkość i jak będzie wyglądała za kilkaset lat. Jakbyście byli tacy mili, skoro macie, aż tak dokładne informacje, to weźcie mi powiedzcie jakie numerki padną w dzisiejszym losowaniu totka. To chyba łatwiej jest przewidzieć niż to jak będzie wyglądał świat za 500 lat, a czytając wasze posty, dochodzę do wniosku, że dla was będzie to bułka z masłem.
Wróżbitami nie jesteśmy, to tylko logiczne myślenie.
Jeżeli przypatrzycie się rozwojowi ludzkości, to religia towarzyszyła nam od początku istnienia, nie możliwe jest aby została zastąpiona przez nicość. Świat nie jest aż tak źle zbudowany.
Akurat to nie jest prawda, że religia towarzyszy ludziom od zarania, przynajmniej nie taka jaką jest teraz. Była oparta raczej na prawach przyrody i obserwacjach a nie wierze w jakąś istotę, która ulepiła człowieka z gliny.
A ci "światli" ludzie jak ich nazwałeś R'Cer mogą się dla mnie pójść do diabła, zresztą co to za "światli" ludzie, o których piszesz? I wiesz co wcześniej pisałeś, że wierzysz, a teraz piszesz, żeby nie mamić się bzdurami, co może oznaczać jedno - masz chyba jakieś rozdwojenie jaźni, bo nie wyobrażam sobie w jaki sposób można posiadać dwie tak skrajne postawy.
Pisałem, że wierzę w istnienie jakiejś istoty najwyższej, ale nie napisałem na czym to polega. Pisałem, że wierzę na swój sposób, co nie wyklucza postawy, że wiara, że Bóg stworzył człowieka i wszystko co go otacza może być zabobonem. Skoro się domagasz to napiszę dokładniej o co mi chodzi. Był wielki wybuch a przed nim była mała kropla materii, z której powstał wszechświat, przed tym nie było nic. Skąd się wzięła ta kropla materii skoro nie było nic oprócz wielkiej czarnej pustki? Tę materię mogła stworzyć jakaś istota nadprzyrodzona a potem już ją g... obchodziło co się stanie. Stoi z boku i obserwuje jak rozwija się nasz wszechświat. W końcu jest on zbyt duży byśmy byli na nim sami. Myślenie wprowadzone przez wszelkie religie, że jesteśmy jedynymi inteligentnymi istotami we wszeświecie jest zadufaniem. Być może dlatego jeszcze inne istoty inteligentne nie chcą się przed nami ujawnić, bo byśmy ich pokroili zamiast spróbować się porozumieć. Dla nich możemy być barbarzyńcami tak jak dla nas są Inkowie czy papuasi. Z drugiej strony po powstaniu życia na Ziemii istnialy inteligentne stworzenia potrafiące się uczyć. To były wcześniejsze gatunki homo. Być może przyleciał jakiś inny gatunek, może nawet podobny do nas, i metodami znanymi już w medycynie przyspieszył nasz rozwój tworząc za pomocą manipulacji genetycznej homo sapiens. Ponieważ ówcześni nie wiedzieli, że ten inny gatunek też jest śmiertelny, a stał na wyższym stopniu technicznym nazwali go istotami wyższymi, która to nazwa z biegiem czasu przekształciła się w bogów a później w Boga. Powstała do tego opowieść jakoby Bóg stworzył człowieka z gliny na swój obraz i podobieństwo. Całkiem możliwe, że jest to nawet bardzo dokładny opis powstania ludzi tylko, że ten, kto nas stworzył wcale nie był jakąs istotą nadprzyrodzoną, choć ówczesnym mogło się tak wydawać. Dlatego uważam, że religia jaka jest teraz to stek bzdur, co nie wyklucza istnienia Boga jako takiego.
W końcu gdy Cortez wylądował w Ameryce Południowej wzięto go za boga Viracoczę (stworzyciela), czy nim był? Nie. Tak samo mogą być postrzegane istoty, które naprawdę stworzyły ludzi, ale nie są one bogami. Możliwe też, że się nam przyglądają, jak się rozwijamy, stąd UFO i inne tego typu przypadłości.
Pisałem, że moja wiara jest pokrętna ;>
Jeżeli przypatrzycie się rozwojowi ludzkości, to religia towarzyszyła nam od początku istnienia
Z tej prostej przyczyny, że się praludziowi nie udawało znaleźć innego wyjaśnienia dla prostych zjawisk fizycznych, takich jak np. piorun, przypisywał je działaniom jakiegoś bóstwa. Dziś wiemy że to zwykłe wyładowanie elektryczne i Pan Zeus odszedł w zapomnienie. Może już czas porzucić wiarę w inne mzimu?
I jeszcze jedno, piszesz o rozwoju ludzkości. Mam jedno pytanie, czy uważasz religię za motor rozwoju ludzkości, za hamulec, czy za zjawisko dla rozwoju ludzkości obojętne?
R'Cer w te religijne zabobony jak w swojej wielkiej mądrości raczyłeś to nazwać wierzy wiele osób
Czy to powoduje, że wiara nie może podlegać krytyce?
Czy to powoduje, że wiara nie może podlegać krytyce?
Wiara nie może podlegać krytyce. Krytyce mogą podlegac jej przejawy, ale nie ona sama. Jest to wiara, nie wiedza - tu nie ma czego krytykować.
Wszyscy w coś wierzymy i zawsze może się znaleźć ktoś, kto nas wyśmieje.
Wiara nie może podlegać krytyce.
A niby dlaczego? Zakazano tego w prawie? Mamy w Polsce może drugi Iran? Z rozumowego punktu widzenia istnienia przedmiotu wiary - Boga, nie da się udowodnić, a teorie, które nie mają poparcia w dowodach podlegają krytyce.
zawsze może się znaleźć ktoś, kto nas wyśmieje.
No i?
Śmieszy mnie wiara w UFO, mam to zachować dla siebie? Jeżeli kogoś razi to, że inni nie traktują jego wiary poważnie, to może warto się zastanowić czy to z wiarą wszystko jest w porządku, a nie mieć pretensje do tego, który się śmieje? A jeżeli jest się przekonanym o słuszności własnej wiary, to chyba nie ma powodu do zmartwień?
Nie rozumiem tego traktowania wiary, a zwłaszcza wiary katolickiej czy też szeroko pojmowanego chrześcijaństwa jako zjawiska, które nie powinno podlegać krytyce. Jeżeli wolno ludziom krytykować wiarę i religie Starożytnego Rzymu, Grecji, Inków, Azteków czy wierzenia współczesnych nam plemion afrykańskich lub Indian (co nie tylko chrześcijanie czynią nagminnie, nauczając w szkołach, że to były/są zwykłe bajki i przesądy) , to dlaczego ta sama krytyka i sceptycyzm nie mogą dotyczyć tzw. wielkich religii - chrześcijaństwa, buddyzmu czy islamu? Bo mają więcej wyznawców? Jeżeli milion ludzi zacznie jutro rano wierzyć w to, że świat spoczywa na grzbiecie wielkiego żółwia wędrującego przez galaktykę albo założy kościół wyznawców orbitującego czajniczka, to znaczy że nie można tej wiary krytykować jako irracjonalnej i nie popartej dowodami naukowymi? Żeby wyznawcom nie zrobiło się przykro?
Dla mnie takie traktowanie wiary jest dwulicowe - można kogoś zjechać za poglądy polityczne, ale gdy krytykuje się jego wiarę i jej podstawy, to już jest "naruszenie prywatności". A przecież to ta sama sfera życia - światopogląd.
Wiara nie może podlegać krytyce [...]
A niby dlaczego? Zakazano tego w prawie? Mamy w Polsce może drugi Iran? Z rozumowego punktu widzenia istnienia przedmiotu wiary - Boga, nie da się udowodnić, a teorie, które nie mają poparcia w dowodach podlegają krytyce.
Od paru godzin zastanawiam się, co mi w wypowiedzi Evivy nie pasuje, choć zasadniczo się z nią (wypowiedzią) zgadzam i dopiero powyższa odpowiedz uświadomiła mi mój błąd w odczycie.
Wiara rzeczywiście nie może być krytykowana. Jest to jedynie przeświadczenie o prawdziwości czegoś i jako takie nie może być analizowane i poddane ocenie, gdyż z założenia jest czymś nielogicznym, niezależnym od faktów. I w takim rozumieniu słowa 'wiara' zdania Evivy, IMO, są jak najbardziej prawdziwe.
Aczkolwiek, jeśli pod słowo 'wiara' podstawimy 'religia', a tak należałoby uczynić, biorąc pod uwagę wcześniejsze posty i sam temat, pod jakim się one znajdują, to, jak Gosia słusznie zauważyła, wiara takowa, może (i wręcz powinna, jak i wszystko inne) być rozkładana na czynniki pierwsze i oceniana, gdyż opiera się na konkretnych założeniach, których prawdziwość należałoby udowodnić.
Btw., UFO jest faktem (wierzę w to głęboko ;P )
Wiara rzeczywiście nie może być krytykowana. Jest to jedynie przeświadczenie o prawdziwości czegoś i jako takie nie może być analizowane i poddane ocenie, gdyż z założenia jest czymś nielogicznym, niezależnym od faktów. I w takim rozumieniu słowa 'wiara' zdania Evivy, IMO, są jak najbardziej prawdziwe.
Coś takiego znane jest psychiatrii i nazywa się schizofrenia. Dziś nie byłoby Joanny D'Arc bo by ją w wariatkowie zamknęli i leczyli. Jezusa zresztą też. Im się też 'wydawało' coś prawdziwe. Schizofrenikowi też prawdziwe wydają się głosy, które słyszy, a paranoikowi, że wszyscy go podglądają i śledzą. To jest własnie wiara w Twoim rozumieniu i rozumieniu Evivy. Czy to ma nie być krytykowane i leczone? Przecież to chore.
Aczkolwiek, jeśli pod słowo 'wiara' podstawimy 'religia', a tak należałoby uczynić, biorąc pod uwagę wcześniejsze posty i sam temat, pod jakim się one znajdują, to, jak Gosia słusznie zauważyła, wiara takowa, może (i wręcz powinna, jak i wszystko inne) być rozkładana na czynniki pierwsze i oceniana, gdyż opiera się na konkretnych założeniach, których prawdziwość należałoby udowodnić.
Btw., UFO jest faktem (wierzę w to głęboko ;P )
Chrześcijańtwo zniszczyło wiele wierzeń, począwszy od Egipskich przez greckie i rzymskie skończywszy na afrykańskich i południowoamerykańskich. Chociaż z Egiptem to jest trochę dziwnie, ponieważ dopiero po chrześcijaństwie narzuconym przez Konastantyna przyszedł islam. Co nie oznacza, że nie ma tam i chrześcijan. Chrześcijaństwo jako takie jest tu przez nas krytykowane przede wszystkim. Bene słusznie zauważa, że religia powinna opierać się na dowodach. Rzecz w tym, że religia opiera się na dogmatach, które nie mają nic wspólnego z faktami i nawet udowadniając komuś ich nielogiczność będzie się upierał, że są prawdziwe i już.
UFO istnieje i już.
