Problem w tym, że tłumaczenia na język Polski są wykładnią dla opracowań aktów prawnych już obowiązujących. Jeżeli na podstawie różnych tłumaczeń powstają wewnętrzne regulacje urzędów lub projekty ustaw i rozporządzeń zgłaszane do prac, np. w kontaktach z odpowiednikami w innych krajach UE, to można podejrzewać, że regulacje będą różne.
Będą, oczywiście nie jest to czymś dobrym. Ale problem ten nie ma nic wspólnego z oficjalnoscią tego czy innego prywatnego tłumaczenia. BTW:sorry za czepialstwo, ale jak już to "podstawą wykładni", nie "wykładnią", to drugie byłoby absurdem.
Inna sprawa, że Polska ma zaległości w dostosowywaniu przepisów krajowych do unijnych i zdarza się, że dyrektywy i rozporządzenia KE są obowiązujące z powodu owego braku bezpośrednio.
Rozporządzenia unijne obowiązują jak wiadomo bezpośrednio, bo taka jest ich istota, sens rozporządzenia polega na tym, że nie trzeba go w krajowym porządku prawnym implementować. Natomiast dyrektywy owszem, mogą być w takim wypadku obowiazujące bez implementacji, ale tylko wertykalnie, to znaczny w stosunku obywatel lub jakiś inny podmiot - państwo (w wielkim skrócie możesz pozwać państwo za nieimplementowanie dyrektywy i wymusić na nim, by załatwiło ci jej zastosowanie w konkretnym wypadku).