Forum Rozmowy (nie)kontrolowane Polityka Konstytucja Europejska

Konstytucja Europejska

Wyświetlanie 15 wpisów - od 46 do 60 (z 66 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • Sai
    Uczestnik
    #29679

    1) Ja jestem prawnikiem. Krótko bo krótko ale zawsze. W dodatku pracę migisterską pisałem po trosze o osobach prawnych. I właśnie dlatego uważam, że UE istnieje niezależnie od przyznawania jej (bądź nie) podmiotowości...

    [post="29720"]<{POST_SNAPBACK}>[/post]

    Hmm… zgadzam się z tobą. W tej materii nie mogę się szczegółowo wypowiadać gdyż prawo ogólnie na studiach tylko liznąłem…. a zjadłem prawo administracyjne.

    2) Właśnie niekoniecznie. Doświadczenie uczy, że bardzo możliwe, że w takim układzie być może zostałaby poddana później referendom tylko w tych krajach gdzie pierwotnie została odrzucona. Czyli - dalej tak jak pisał CoBrah powyżej.

    Hmm… cóż… to CoBrah napisał w ogóle do mnie nie przemawia. W UE występują procedury. Nie ma tam miejsca na doświadczenie czy inne działania prowizoryczne. A prace nawet nad malutką zmianą w istniejącym tekście, pociągną za sobą kolejne referenda itp… Nie ma możliwości, aby „stare” referendum było tutaj obligatoryjne przy „nowym dokumencie”.

    3) Właśnie wielu zakłada odwrotnie. Logika wskazuje, że albo coś ma być szerokie albo głębokie. Tak samo integracja. W Polsce nie mówi się o tym specjalnie głośno, bo niespecjalnie chcielibyśmy być "państwem frontowym"...

    Masz rację… jednak nie o samą metodę tutaj chodzi. Coś, co się tylko powiększa, bez wyraźnego planu… bądź planu opartego na wchłanianiu nowych terytoriów nie ma przyszłości. Historia pokazała, że takie postępowanie prowadzi do katastrofy. Głębokie… owszem, ale do tego w najbliższej przyszłości ciężko będzie dążyć, kiedy w Europie coraz bardziej widoczne są przejawy nacjonalizmu.

    Dalek
    Uczestnik
    #29680

    1) Ja jestem prawnikiem. Krótko bo krótko ale zawsze. W dodatku pracę migisterską pisałem po trosze o osobach prawnych. I właśnie dlatego uważam, że UE istnieje niezależnie od przyznawania jej (bądź nie) podmiotowości...

    Chodzi Ci oczywiscię o koncepcje ułomnej osoby prawnej. Nie wiem czy prawa międzynarodowe przewiduje isnienie takiej instytucji. Sądząc po tym nie:

    Nie ulega wątpliwości czym Unia nie jest - nie jest samodzielnym państwem (federalnym). Żaden przepis Traktau z Maastricht nie nadaje  Unii również podmiotowości międzynarodowoprawnej. Unia nie jest zatem organizacją międzynarodową.

    Jak czytamy dalej Unia dziala przez Wspólnoty, a Wspólnoty te taką podmiotowość mają :>.

    Barusz
    Uczestnik
    #29681

    Niekoniecznie chodziło mi o koncepcję "ułomnej osoby prawnej". Bo po pierwsze - stąd odwołamnie do Francji - nie ma ogólnoeuropejskiej cywilnoprawnej teorii osobowości prawnej (Francuzi przyznają ją także tym podmiotą za które ich członkowie odpowiadają bezumownie), po drugie zaś - jak to przełożyć na język prawa międzynarodowego?

    Chodziło mi po prostu o to, że (właśnie na skutek braku takich jasnych definicji) kwestionowanie istnienia UE przy braku konstytucji jest nieuzasadnione.

    #31967

    Twierdzisz Gosiek , że konstytucja jest zbędna. Które państwo oparte na demokracji ,gdzie najwyższą władza jest parlament nie opiera prawa na ustawie zasadniczej ?Tylko nie pisz , że Irak. Nie wyobrażam sobie funkcjonowanie parlamentu Europy bezoparcia tej instytucji o stosowne prawo międzynarodowe. Po decyzji Francji i HolandiiPE stracił rację bytu. Jeśli nie konstytucja to inne prawo musi określić status tejinstytucji. Konstytucja zakłada : 1. Zjednoczone siły zbrojne , policje państwową i celną , jednolity podział adminisracji sądownictwo i obowiązujące prawo. 2. Politykę zagraniczną sterowaną odgórnie przez kompetentnego ministra z rządu europejskiego. 3. Trybunał Międzynarodowy dla najgoszych przestępców i jednolity system wieziennictwa. 4. Brak barier celnych , gospodarczych , językowych i kulturowych przy czym cechy narodowe zostałyby nie zmienione. 5. Europa dla Europejczyka. Ochrona przed ingerencją sił zewnętrznych.A to tylko część założeń nowej konstytucji. Dlaczego ją odrzucono ? Bo się podziałwpływów nie spodobał i 10 nowych krajów UE wchodzi do PE z podniesionym czołema nie na kolanach. Cynizmu Polaków nie rozumiem...

    Barusz
    Uczestnik
    #31973

    Nie wyobrażam sobie funkcjonowanie parlamentu Europy bez

    oparcia tej instytucji o stosowne prawo międzynarodowe. Po decyzji Francji i Holandii

    PE stracił rację bytu.

    [post="32592"]<{POST_SNAPBACK}>[/post]

    Prawo międzynarodowe, to (w skrócie oczywiście) te normy które obowiązują w stosunkach pomiędzy podmiotami stosunków międzynarodowych (głównie państwami, także organizacjami międzynarodowymi i ewentualnie innymi). Określa ono procedury stosowane przy zawieraniu umów międzynarowowych, korzystaniu z otwartego morza, przestrzeni powietrznej itd.. Stąd tak istnienie jak i funkcjonowanie parlamentu nie ma z nim tak na prawdę nic wspólnego.

    Gosiek
    Uczestnik
    #31980

    Twierdzisz Gosiek , że konstytucja jest zbędna.

    Serio? W którym miejscu? Jak przeczytasz mój post ze zrozumieniem, to może zauważysz, że z jego treści wynika, iż konstytucja jest zbędna z punktu widzenia wielu mających ją ratyfikować krajów, gdyż one nic na tym nie zyskują, ergo - nie jest im potrzebna i dlatego niezbyt się nią przejmują. Nigdzie nie napisałam, że moim zdaniem Konstytucja Europejska jest zbędna. Uważam, że tak liczny związek państw jakim jest UE powinien posiadać jednolity dokument regulujący stosunki między należącymi doń państwami, chociaż niekoniecznie musi on być spisany w formie konstytucji.

    Które państwo oparte na demokracji, gdzie najwyższą władza jest parlament nie opiera prawa na ustawie zasadniczej ?

    Jeżeli ustawę zasadniczą rozumiemy jako jeden, spójny, spisany od początku do końca dokument, to choćby Wielka Brytania, która jest bez wątpienia krajem demokratycznym i radzi sobie całkiem nieźle bez konstytucji. W razie wątpliwości polecam odwiedziny tutaj.

    Tylko nie pisz , że Irak.

    Irak nie leży w mojej strefie zeinteresowań, jeżeli natomiast interesuje Ciebie, to bardzo mnie to cieszy. Natomiast sugerowanie mi co mam umieścić w odpowiedzi na Twój post uważam za zbędne, potrafię sama dobierać przykłady.

    Nie wyobrażam sobie funkcjonowanie parlamentu Europy bezoparcia tej instytucji o stosowne prawo międzynarodowe.

    Prawo międzynarodowe nie jest jednoznaczne z Konsytyucją Europejską. Jakoś bez niej parlamet też sobie spokojnie radzi.

    Europa dla Europejczyka.

    Syjoniści do Syjamu a Ziemia dla ziemniaków. Brzmi znajomo? Zalatuje nacjonalizmem i rzucaniem haseł pod publiczkę? Bo dla mnie tak. Nie ma (i raczej nie będzie) ścisłej definicji Europejczyka, więc rzucanie takich haseł to jedynie tania propaganda. Skoro część Rosji leży w Europie a część już nie, to czy Europa jest dla Rosjan? Od ilu pokoleń trzeba mieszkać w Europie, żeby być Europejczykiem? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym? A nad tym, że praktycznie w każdym kraju na Starym Kontynencie "europejskość" ma nieco inny wymiar i znaczenie? I choćby dlatego powyższe stwierdzenie o Europie dla Europejczyków nie ma większego sensu. Europa jest dla ludzi - wszystkich , którzy chcą ją współtworzyć i dobrze się tu czują, a nie tylko dla tych, którzy zostali zaklasyfikowani do jakiejś abstrakcyjnej kategorii "Europejczyk".

    Sai
    Uczestnik
    #32020

    Po decyzji Francji i Holandii PE stracił rację bytu. Jeśli nie konstytucja to inne prawo musi określić status tej instytucji.

    [post="32592"]<{POST_SNAPBACK}>[/post]

    Nie rozumiem. Toż to całkowicie nie poparte faktami stwierdzenie. Stracił rację bytu ? Oczywiście można się zastanawiać nad skutecznością i celowością istnienia PE podczas, gdy nie wiadomo do końca czym będzie UE. Jednak stwierdzenie, że PE stracił racje bytu jest, że tak powiem abstrakcyjne. Jak już napisał Barusz istnieje prawo międzynarodowe. Poza tym zakres funkcjonowania PE jego zasady są określone.

    Konstytucja zakłada : punkty 1-4

    To tylko frazesy. Bardzo to spłyciłeś. Przy czym punkt czwarty jest niespójny.

    5. Europa dla Europejczyka. Ochrona przed ingerencją sił zewnętrznych.

    Ten punkt mnie rozbawił jak i zastanowił. Przemawia przez Ciebie nacjonalizm. Oczywiście konieczna jest ochrona własnego rynku produkcji itp. Jednak tekst Europa dla Europejczyków…. cóż.

    #32048

    To mnie zażyliście...

    Dobrze , że to rasizm nie jest...Albo jakaś choroba...

    To internacjonalizm. Nacjonalizm to stawianie na pierwszym miejscu interesów narodowych. Gdybym przestrzegał przed UE , bo stanowi zagrożenie dla naszego

    kraju , dla jego niepodległości i suwerenności , dla wartości wpajanych przez naszych Ojców wtedy określenie nacjonalista byłoby uzasadnione.

    Muszę wyjaśnić , że UE ogranicza nasze swobody na forum decyzyjnym , ale niesie

    ze sobą pewne korzyści. Konstytucja to początek ujednolicenia systemu prawnego ,

    gwarancja takich samych praw dla każdego obywatela UE w najdalszym zakamarku

    jej terytorium , ochrona przed przestępczością zorganizowaną , swoboda handlu i

    turystyki , gwarancja trwania idei zjednoczonego świata. Zamknięcie granic starej

    Europy przed mieszkańcami innych kontynentów nie ma prowadzić do blokady kontynentu czy jakiegoś embarga. Idee zjednoczonego świata należy szeżyć. Mi chodziło o metodę ochrony przed terroryzmem islamskim.

    fluor
    Klucznik
    #59285

    Traktat konstytucyjny wraca w nowym wcieleniu jako traktat lizboński. Fiasko referendum w Irlandii (nota bene Irlandia odrzuciła także Traktat Nicejski, zatwierdzony dopiero za drugim razem) powoduje pytania co dalej. Z jednej strony pojawiają się głosy zwolenników dalszej integracji, grożących palcem maruderom, jakby sugerowali, że obecność w UE nie jest obowiązkowa - z drugiej strony głosy sceptyczne wobec eurorządu w Brukseli. Głosy przeciwników traktatu tym bardziej uzasadnione, że język traktatu uniemożliwia zrozumienie go przez kogokolwiek.

    Pozwolę sobie zacytować próbkę:

    Tytuł IV otrzymuje nagłówek tytułu VII "POSTANOWIENIA O WZMOCNIONEJ WSPÓŁPRACY", a artykuły 27a–27e, artykuły 40–40b i artykuły 43–45 zastępuje się artykułem 10 w poniższym brzmieniu, który zastępuje również artykuły 11 i 11a Traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską. Te same artykuły zastępuje się jednocześnie artykułami 280a–280i Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej zgodnie z artykułem 2 punkt 278) niniejszego Traktatu.

    Wobec powyższego wydaje się zupełnie bezcelowym robienie ogólnonarodowego referendum, co proponowali (przed ratyfikacją) także posłowie PISu. Pytanie tylko czy tekst traktatu musi być taki pogmatwany, czy może jest to specjalny zabieg.

    Comm_Luke
    Uczestnik
    #59292

    Moim zdaniem zabieg specjalny. Z własnego doświadczenia wiem, że osoby, które zajmują się prawem europejskim w praktyce i w teorii nie czytały całego traktatu, bo jest to zwyczajnie niemożliwe. Przy 1/4 zasypia się 😉 Poza tym, powiedzmy sobie szczerze traktat lizboński, to tak naprawdę troszeczkę przeredagowana tzw. konstytucja dla Europy. Polityce starali sie nam wmówić, że to zupełnie nowy dokument. Guzik prawda. To jest praktycznie to samo. Trochę skrócone, ale z tego co wiem, skrócenie polegało wiele razy, na scaleniu dwóch znajdujących się tuż obok siebie artykułów, w ten sposób w rezultacie wyszła im mniejsza liczba jednostek normatywnych, ale sam tekst jest ten sam. Jeśli chodzi o Unii, to ja mam swój pogląd, zresztą już go kiedyś tu na forum prezentowałem jeśli się nie mylę (a jest duże prawdopodobieństwo,, że się mylę :)). Unia jako współpraca gospodarcza - jak najbardziej jestem za, ale mówię stanowcze nie próbom stworzenia z Europy jednego państwa.

    fluor
    Klucznik
    #59293

    No dobrze, ale uzasadnieniem powstania "konstytucji" czy obecnej "reformy" będzie polepszenie współpracy gospodarczej. Polityka i gospodarka nie są rozbieżnymi dziedzinami - spróbuj załatwić coś z Rosją chociażby. Nie może być sytuacji, w której solidarne gospodarczo państwa (bo przecież na tym ma polegać unia gospodarcza) dzielą się na te objęte i nieobjęte jakimś embargiem.Prawda, że reforma zakłada sobie ambitniejsze cele - koordynacja (w końcu!) w kontaktach dyplomatycznych z państwami trzecimi chociażby, ale państwa wstępujące do Unii były gotowe (lub mogły się liczyć z tym, że Unia do tego będzie dążyła) na dalszą integrację polityczną.

    Comm_Luke
    Uczestnik
    #59294

    Państwa wstępujące teraz, jak najbardziej były na to gotowe. Ja mówię jednak o celach jakie przyświecały Unii, gdy były ona tworzona. Odrzucono koncepcje federacji, a postawiono jedynie na integracje o charakterze gospodarczym. Ta integracja miała dotyczyć tylko sfery wewnętrznej państw członkowskich. Dopiero z czasem przyjęto koncepcję prowadzenia wspólnej polityki zagranicznej, bo przecież tak to można już obecnie nazywać. Europa próbuje się na siłę integrować, powołując sie na swoją przeszłość, doświadczenia itp. itd. Sądzi, że uda się stworzyć nowe Stany Zjednoczone. Wszystko to bardzo ładnie brzmi, tylko, ze USA powstało w określonych warunkach historycznych, a UE usiłuje te warunki rekonstruować, czy cokolwiek z nimi robić w Europie. Nie sądzę, żeby to się szybko udało. Zresztą referenda tzw. konstytucji europejskiej pokazały, że nawet państwa, które były członkami założycielami EWG nie są zachwycone z takiego obrotu sprawy. Prezydent i wspólny MSZ, to lepiej już zrobić wspólnego Ministra Gospodarki czy MSW. To bardziej wpisuje się w klimaty jakie towarzyszyły założycielom UE. Używają amerykańskiego porównania "ojcom założycielom" 😉

    fluor
    Klucznik
    #59295

    Wspólnego ministra gospodarki dla Unii chyba nie trzeba robić, myślę, że współpraca na poziomie Rady UE i Komisji jest wystarczająca. Sprawy zagraniczne to przecież nie jest żadna nowość, ale wciąż temat traktowany jest po macoszemu. Dla spraw gospodarczych mamy już EFTA, Unia aspiruje do bycia czymś więcej.

    Zarathos
    Uczestnik
    #75000

    Czary mary i temat się ożywił 🙂

    Znalazłem taki oto ciekawy filmik na youtube, z obrad parlamentu UE. Można powiedzieć, że sugeruje, iż UE zachowuje się jak gwałciciel, który nie kapuje, że "nie" znaczy "nie", a nie "może tak": http://www.youtube.com/watch?v=PBC12_uUU-I

    Romek 63
    Uczestnik
    #75009

    Prezydent i wspólny MSZ, to lepiej już zrobić wspólnego Ministra Gospodarki czy MSW. To bardziej wpisuje się w klimaty jakie towarzyszyły założycielom UE. Używają amerykańskiego porównania "ojcom założycielom" 😉

    Unia Europejska powstała na bazie Eurpejskiej Wspólnoty Węgla i Stali ale gdzie by była teraz unia gdyby się ograniczyła do tych założeń "ojców założycieli" z 1951 r. ? Dlatego jestem i za wspólnym prezydentem i wspólnym MSZ i Ministrem Gospodarki a nawet MSW 🙄

Wyświetlanie 15 wpisów - od 46 do 60 (z 66 w sumie)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram