Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › Komandor Ryan
-Widzi pan i to jest jeden z problemów. Nie będę mówił, że wybory zostały sfałszowane, nie musiały być. Demokracja jest systemem, który może manipulować głosami przez chociażby sposób podziału na okręgi czy sposób liczenia głosów. Mam nadzieję, że zostanie wszystko omówione na spotkaniu. Chcielibyśmy jednak włączyć do tych rozmów partyzantów - chłopak wydawał się spokojny, ale to były tylko pozory, mimo że zdolności Ryana odziedziczone od matki, nie były dobrze rozwinięte wyczuwał, że jego rozmówca denerwuje się, a to zdenerwowanie narastało
- Z pewnością wie pan, że Federacja nie popiera jakichkolwiek aktów terroryzmu... A jeśli wierzyć ogólnodostępnym informacjom partyzanci się tego typu czynów dopuszczają... Z mojego punktu widzenia, zainteresowanymi w sprawie są separatyści... Reprezentowani przez pana, i Rząd Centralny, reprezentowany przez prezydenta. Ale, jeśli uargumentuje pan potrzebę zaproszenia także reprezentanta partyzantów, rozważę tą propozycję. Oczywiście, całą ochronę spotkania wezmę na siebie ja więc nie będzie mowy o żadnej broni lub zagrożeniu dla któregoś z uczestników.
Młody popatrzył gdzieś za siebie, z oddali udało się usłyszeć huk. Przymknął oczy teraz już był zdecydowanie wystraszony. -Przepraszam Komandorze, ale obawiam się, że nie będę mógł przybyć na to spotkanie ... zgadzamy się, ale niech pan nie ufa prezydentowi - po tych słowach ekran przysłonił dym. Gdy ten zaczął opadać zobaczyłeś młodzieńca próbującego wstać z podłogi. Strzały dobiegające z oddali powaliły go na ziemię, później ktoś trafił nadajnik. Obraz znikł.
- Z której planety pochodził sygnał? - Spytał natychmiast Ryan - Namierzyliście jego źródło? Musimy dowiedzieć się co tam się dzieje... Czy separatyści atakowani są przez partyzantów... Czy własny rząd.
-Sprawdzam sir - powiedziała Carter , zajęło to jej chwilę, ale w końcu odezwała się -Niestety sygnał został przepuszczony przez wiele transmiterów i przekaźników. Dodatkowo był kodowany, mogłabym prześledzić jego źródło, ale teraz kiedy nie nadają zajmie nam to trochę czasu - W tym samym czasie z nad swojej stacji podniósł się operacyjny -Powinien pan to zobaczyć sir- Ryan razem ze Smirnowem podeszli do porucznika. Ten pokazał im plik, który właśnie przeglądał. Były to dossier przesłane przez rząd Konfederacji. A teraz patrzyli na całkiem wyraźne zdjęcie człowieka, z którym przed chwilą rozmawiali. "Nathan Lam, lat 24. Oskarżony o liczne zbrodnie m.innymi: Porwanie i zamordowanie gubernatora prowincja Laas, Wysadzenie budynku Sił Bezpieczeństwa na New Heaven, Przewodzenie komórce terrorystycznej i udział w spisku mającym na celu obalenie legalnie wybranej władzy. Poszukiwany. Nagroda: 1000 sztabek latinium."
- To nie wróży dobrze - westchnął Patric czytając informacje - Ale też o niczym nie przesądzajmy. My w tym sporze jesteśmy neutralni... Co niestety znaczy że nie możemy ufać ani rządowi, ani separatystom. Gdybym chciał utrzymać się przy władzy, czysto hipotetycznie, też starałbym się preparować zarzuty wobec wrogów. - Podniósł odrobinę głos by wszyscy go lepiej słyszeli - Pamiętajcie, nie podchodźmy ze zbytnią ufnością do jakichkolwiek informacji uzyskanych od którejś ze stron. Naszym celem jest tylko i wyłącznie pomoc tym ludziom a przez to stabilizacja obszaru. Panno Carter, proszę spróbować znaleźć miejsce transmisji. jego oględziny mogą nam później pomóc, nieważne ile to będzie trwało. Pierwszy, skontaktuj się z naszą placówką na powierzchni i spróbuj się od nich dowiedzieć jak naprawdę wygląda tutaj sytuacja... I co myślą zwykli ludzie na ulicach. po wprowadzeniu stanu wyjątkowego pewnie niczego wartościowego się z holowizji nie dowiemy...
Wykonanie rozkazu Patricka zajęło pierwszemu kilka minut. Po chwili podszedł do swojego dowódcy i oznajmił, że ktoś z placówki prosi o możliwość przesłania na okręt. Gdy uzyskał od swojego dowódcy twierdząca odpowiedź, skinął na zgodę w kierunku stanowiska operacyjnego, a niecałą minutę później, na mostek wmaszerował sprężystym krokiem, ciemnowłosy mężczyzna w mundurze Federacji i dystynkcjami komandora - porucznika. Stanął przed Ryanem -Komandorze pan pozwoli, że się przedstawię Komandor James Ivlen, oficjalnie atache wojskowy przy ambasadzie Federacji - tutaj na jego twarzy pojawił się nieznaczny uśmiech -A nieoficjalnie jestem najlepszą osobą, do której może się pan zwrócić z wszelkimi pytaniami natury, że tak powiem wysoce technicznej -
- Dzień dobry Komandorze - Ryan skinął uprzejmie głową wskazując aktualnie wolny fotel doradcy zaraz obok - proszę siadać. I - Patric pozwolił sobie na bardzo zmęczony uśmiech - Opowiedzieć co się dzieje naprawdę. Zaczynam mieć pewne podejrzenia, ale pan na pewno zna sytuację znacznie lepiej. Jak to wszystko wygląda z bliska? Co zwykli ludzie myślą o sytuacji? I dlaczego rebeliantom tak bardzo zależy na niewstępowaniu tych światów do Federacji? Przecież nic nie zyskają na izolacjonizmie...
-Cóż komandorze, sprawa nie jest taka prosta jak może się wydawać. Nie możemy prowadzić żadnych sond ulicznych, dlatego musi pan zrozumieć, że te wszystkie informacje powinny być brane z pewną rezerwą. Chodzi o to, że rebelianci czy jak nazywa ich rząd terroryści nie są zwartą grupą, to można powiedzieć bardziej sojusz różnych komórek, które za główny cel stawiają sobie obalenie rządu, nie mają jednakże wspólnej wizji przeszłości. Niestety mimo naszych wielokrotnych starań, nie udało nam się zinfiltrować ich grup, musimy więc polegać na naszych informatorach w sferach rządowych i sił bezpieczeństwa a także wśród separatystów - tutaj oficer umilkł na chwilę zastanawiając się pewnie co powinien jeszcze powiedzieć -Niektóre ich akcje są zadziwiająco precyzyjne i wskazują na szkolenie wojskowe, ale nie możemy dojść kto ich wyszkolił i kiedy. Poza tym nasi analitycy dochodzą do wniosku, że używają dość nowego sprzętu, ale kto go dostarcza mimo wielu prób odkrycia pozostaje tajemnicą. - -Co zaś się tyczy nie wstępowania do Federacji, wydaje się, że to utrzymuje ich jedność. Chcą obalić rząd, a czy potem zechcą wstąpić do Federacji? Część na pewno będzie tego chciała, część nie. A co na tym zyskują? Może zechcą być neutralni, coś jak Szwajcaria w historii ziemi? Zyskać na handlu? Lub po prostu przestali w Federację wierzyć? Nie wiem, mogę tylko zgadywać ... -
- Właściwie, trochę mi pan pomógł. Zastanawia mnie jeszcze przede wszystkim jak przyjmują sytuację obywatele... Przecież nawet poruszając się po mieści pańscy ludzie powinni zauważać oznaki strachu i zdenerwowania... Bądź wręcz przeciwnie. Trudno mi zgadywać nie rozmawiając nawet z zainteresowanymi stronami, ale sytuacja mi się nie podoba. Mam wrażenie że nic nie jest tutaj tym na co wygląda - zwłaszcza separatyści... Rozmawiałem z niejakim Nathanem Lan. Był wystraszony i cyniczny. Nie tak powinien zachowywać się jeden z przywódców Rebelii...
Mężczyzna kiwnął głową -Zdenerwowanie da się wyczuć, ludzie na ulicy rozmawiają, o stanie wyjątkowym, o całej tej sytuacji, ale to normalne, jeżeli rząd musi uciekać się do takich metod - wzruszył ramionami -A co do separatystów, to różni ludzie, niektórzy z nich są młodzi, bardzo młodzi. Brakuje im doświadczenie, w końcu skąd mieliby je wziąć? I boją się, dochodzi do zamachów, czasami aresztowań. Ciężko czasami nawet stwierdzić, kto dokonał zamachu. Muszę się z panem zgodzić, że cała ta sytuacja jest dziwna -
- Rozumiem. A wie pan może z kim obywatele sympatyzują? Raczej popierają działania rządu, czy może po cichu skłaniają się w stronę separatystów? Usłyszałem, że poprzednie wyboru były prowadzone nieuczciwie. Co pan może o tym powiedzieć? Muszę jak najlepiej poznać sytuację, zanim zaczniemy te rozmowy. - Patric powiódł spojrzeniem po mostku. Oficerowie pracowali w normalny sposób, ale miał nadzieję że słuchają ich rozmowy. Zastanawiał się też, co sądzą o przydziale. Miał wielu znajomych w Gwiezdnej Flocie i większość z nich wolała, zwłaszcza po ostatnich konfliktach, walczyć niż zajmować się pokojowym rozwiązywaniem problemów. No, ale niestety nie miał na to wpływu - W każdym razie, komandorze, weźmie pan udział w negocjacjach? Jak sądzę jest pan znany przez obie strony jako nasz reprezentant, a to bardzo dobrze jeśli sytuacja dla zwaśnionych stron będzie wyglądać choć trochę... Przyjaźniej? Excalibur i ja jesteśmy dla nich niestety obcy...
-Obywatele są podzielenie, a do obserwacji poprzednich wyborów, nie zostaliśmy zaproszenia, a zresztą i tak nie mielibyśmy kogo wysłać, odbywały się zaraz po wojnie, a wtedy mieliśmy jeszcze sporo problemów z negocjacjami z Dominium i Unią. Co do mojego udziału w negocjacjach, wolał bym nie. Jestem tylko atache wojskowym, a jak sam pan powiedział obie strony mnie znają. Mogłyby się zdenerwować, nie jestem zbyt popularny w niektórych kręgach - po tych słowach mężczyzna uśmiechnął się -Jeżeli będzie pan chciał, mogę porozmawiać z wice konsulem, albo atache d/s kulturalnych - Załoga przysłuchiwała się tej rozmowie, jedni z mniejszym drudzy z większym zainteresowaniem. Z ich min trudno było jednak odczytać, co o tym sądzą. Jednak rozkaz to rozkaz, jeżeli kazaliby im walczyć, to by pewnie to zrobili, a skoro kazali im załatwiać sprawy pokojowo, to tak będą to robić ... przynajmniej taką trzeba było mieć nadzieję.
- Szczerze mówiąc - Ryan skinął uprzejmie głową rozmówcy - To sądziłem że w tak niespokojnych czasach na placówce został tylko pan i personel wojskowy. Ale oczywiście, pańska propozycja jest znacznie lepsza. Vice konsul również znany jest przez obie strony, a nie powinien być kojarzony z wojskiem... Więc nikt nie będzie na nas patrzył jak na topór, pod groźbą którego trzeba szybko zawrzeć odpowiednie porozumienie. Sądzi pan że nasza wizyta na planecie może sprowokować rebeliantów do ataku? Chętnie bym pokazał że Federacja jest osobiście zainteresowana dobrobytem mieszkańców. Ale nie chciałbym niepotrzebnie zaogniać sytuacji. Zwłaszcza, że jeśli uda nam się dopilnować żeby nikt nikomu nie rzucił się do gardła, to wszystko powinno się dobrze skończyć. Każde rozwiązanie nas zadowala... Jeśli wygra rząd, to dołączy do Federacji wszystkie światy. Jeśli separatyści, to jak sami mówią - tak czy inaczej do Federacji wstąpią. Po prostu osobno. Całe szczęście że ta cywilizacja niespecjalnie jest uzbrojona do prowadzenia poważniejszej wojny. Wtedy konflikt domowy byłby bardzo poważnym problemem, a nasze siły w okolicy i tak są za małe...
-Jak narazie nasze placówki były bezpieczne - odpowiedział komandor - porucznik jakby na dwa pytania. Odnośnie personelu ambasady i bezpieczeństwa pokazywania się na mieście -Ograniczyliśmy jednak wychodzenie w niebezpieczny teren. Poza stolicę. Zresztą nasi pracownicy wychodzą tylko jeżeli to koniecznie. A co do uzbrojenia to ma pan rację, chociaż ostatnio mieliśmy jakieś doniesienia o okrętach IHF kręcących się po okolicy. Jednak oni zawsze się gdzieś kręcą, więc to raczej nic poważnego. Chociaż jeżeli uszaści spróbują negocjować z władzami, to pańska praca może być trudniejsza ... -
