mop --> sprzątanie
I drugie skojarzenie - czytałam dziś joemonstera...
" Babka mojej mamy była bardzo surową osobą - jeśli obiad był o 14, to wszyscy o tej 14 mieli być w domu. Kiedy jednak kogoś zabrakło, mieli go, ładnie ujmując, gdzieś, i sami rozpoczynali jedzenie. Niezależnie czy była to wina owego brakującego członka rodziny, czy nie - musiał być, inaczej głoduje. Któregoś dnia wujek mojej matuszki zamiast z pracy do domu poszedł sobie troszeczkę wypić. No. Nie troszeczkę, bo półprzytomny wrócił do domu koło 3 nad ranem. W każdym razie, zaczął zastanawiać się, czy mamusia mu trochę zostawiła obiadu... JEST! Garnek jakiś stał na piecu - wtedy jeszcze były piece, tak dla niekumatych - więc bez namysłu sięgnął do niego. Jadł, jadł. Jakieś to mięso wydało mu się żylaste, ale "niech będzie". Po zjedzeniu i wypiciu zawartości, oczywiście, poszedł spać. Rankiem, była to bodajże niedziela, babka wstała, idzie do kuchni. Patrzy - garnek pusty. Kiedy wszyscy wstali, pyta:
- No, ale tak szczerze, to gdzie moja szmata i woda do mycia podłogi?
Minę wujka tylko można sobie wyobrazić..."