Forum › Fantastyka › Inne sci-fi i pozostałe gatunki › Godzilla
Ile tego było?
Napisałeś że NIGDY, nie odwracaj kota ogonem, musiałbym sobie sporo przypomnieć zwłaszcza filmów z ery Showa ale wydaje mi się że całkiem sporo może być poprawnie prowadzonych walk. Wiele mitów o tandecie Godzilli powstało pod wpływem późniejszych filmów z ery Heisei.
YT jest niestety zaśmiecony contentem legendary, więc nawet ciężko o wygrzebać nagrania słusznej wersji Kong vs Godzilla.
Wiele mitów o tandecie Godzilli powstało pod wpływem późniejszych filmów z ery Heisei.
Cóż, co by nie gadać, w/w era, choć start miała ambitny, skończyła się produkcjami na wizualno-technicznym poziomie wczesnych Power Rangers, a jest w Polsce relatywnie najlepiej znana (nie licząc nowości) z całej franczyzy, bo TVP emitowało (o nieludzkich porach, ale zawsze) wchodzące w jej skład filmy.
"Final Wars" z (końcówki) następnej ery (Millennium), produkcja również dość u nas znana (i pamiętana jako zamknięcie japońsko-gumowo-niskobudżetowej epoki Godzilli), też stanowi okaz barwnej tandety w sumie.
skończyła się produkcjami na wizualno-technicznym poziomie wczesnych Power Rangers
Momentami gorzej było 😉
a jest w Polsce relatywnie najlepiej znana (nie licząc nowości) z całej franczyzy, bo TVP emitowało (o nieludzkich porach, ale zawsze) wchodzące w jej skład filmy.
Co ciekawe, seria Millenium jest znów jakby zapomniana, a Polsat i jemu podległe stacje często wyświetlały jej trzy najlepsze odsłony i to w przyzwoitych godzinach nawet.
BTW. Wiesz że makietę na której toczy się ostateczna walka z "Wielkiej Bitwy Potworów", Tarantino wykorzystał w tej scenie Kill Billa

Quentin podobno przyjaźni się z Higuchim
Co ciekawe, seria Millenium jest znów jakby zapomniana, a Polsat i jemu podległe stacje często wyświetlały jej trzy najlepsze odsłony i to w przyzwoitych godzinach nawet.
Widać nocne, okupione wyrzeczeniami, oglądanie wbija się w pamięć bardziej 😉 .
(Przypuszczam zresztą, że była to też kwestia wstrzelenia się we właściwy czas - złoty wiek kina SF zakończył się wraz z pierwszym "Matrixem", złoty wiek seriali SF miał się ku końcowi*, wysyp filmów superbohaterskich dopiero się zaczynał, a coś trzeba było oglądać 😉 .)
* A nowsze produkcje statystycznie nie dorównywały tym z lat '90 (kiedy można było sobie przebierać w TNG, B5, DS9, SAAB, wczesnym TXF, i wybrzydzać)...
Wiesz że makietę na której toczy się ostateczna walka z "Wielkiej Bitwy Potworów", Tarantino wykorzystał w tej scenie Kill Billa
Nie miałem pojęcia. Dobrze wiedzieć 🙂 .
ps. Co powiesz na taki ranking? 😉
https://variety.com/lists/godzilla-movies-ranked/
Albo na taki?
https://www.vulture.com/article/best-classic-godzilla-movies.html
Edit:
Pod wpływem naszej rozmowy odświeżyłem sobie "Powrót Godzilli" z roku 1984 (zdaniem Amerykanów z '85 😉 ). Nieco stracił w moich oczach, bo w szczegółach wypada trochę... emmerichowato (jaki właściwie mechanizm pozwolił Godzilli wchłonąć całą radioaktywność z reaktora bez skażenia okolicy? co to za udana ewakuacja, kiedy potem na miejscu harców tytułowego potwora tłumy widzimy? no i ten Super X - może się nie znam 😉 - ale też trochę technologicznie podejrzany się zdaje*). Niemniej... podtrzymuję opinię, że jest to jeden z lepszych w swojej klasie/serii filmów, który powinien wyznaczać kierunek dla całej franczyzy. Takie (silące się na bycie) serio SF-podejście b. jej służy.
* Mniej niż wiele innych antygodzillowych machin, ale...
A teraz chyba zmierzę się z "Biollante...".
Zgodnie z zapowiedzą, kilka refleksji o "Godzilla vs. Biollante".
Cóż, faktycznie jest to chyba jedna z najmocniejszych odsłon serii, z perspektywy czasu patrząc. Tematyka bogata, nawet przesadnie bogata - inżynieria genetyczna, i związane z nią etyczne dylematy, rywalizacja arabsko-amerykańska (z obecnej perspektywy ten wątek wydaje się wręcz profetyczny, gdy patrzeć na poczynania Saudów), gdzie - co ciekawe - Jankesi wcale nie są przedstawieni z sympatią* (choć druga strona również nie), eksperymenty parapsychiczne (komunikacja z roślinami**, jasnowidzenie, telekineza antygodzillowa 😉 , reinkarnacja), próby kontrolowania pogody, no i oczywiście walka tytułowych potworów, oraz próby powstrzymania pierwszego z nich z zastosowaniem wspomnianych już niekonwencjonalnych pomysłów, i ciężkich, militarnych, technologii (prawdziwych i zmyślonych - m.in. nowy Super X jeszcze bardziej fantastyczny od poprzedniego)***.
Jasne, można czepiać się dziwacznego mistycyzmu (dusza Eriki w ciele Biollante), kompletnie nieprawdopodobnego metabolizmu tytułowych istot (zwł. drugiej z nich), czy np. tego, że doskonale wyszkolony bliskowschodni superagent zauważa Godzillę dopiero gdy go widzi przez okno (wstrząsy i wybuchy przeoczył?) a w finalnej scenie średnio sobie radzi w starciu z amatorem (protagonistą rozpieranym słusznym gniewem, ale jednak amatorem 😉 ) , znaczy: wciąż jest to emmerichowaty poziom prawdopodobieństwa, ale ilość poruszonych zagadnień (i odwaga zajęcia się nimi) czyni wspomnianą produkcję godną uwagi, i powoduje, że składa się ona - wraz z oryginałem i "Powrotem..." (od którego wypada lepiej pod względem ambicji, acz gorzej w zakresie wiarygodności) w b. solidną godzillową trylogię, wartą odnotowania w historii kina SF.
Jednym słowem: polecam (jak kto lubi potwory z gumy 😛 ).
* Ba, pojawia się sugestia, że potrafią fingować akty terroru, która dziś ucieszy niejednego spiskomaniaka.
** Skąd nie tak daleko do naszych Stametsów i ich pomysłów.
*** Przy czym, choć oczywiście potwora z Bogiem w nazwie 😉 pokonać się nie da, cieszy ilość scen, w których zostaje zmuszony do cofnięcia się, czy odwrotu. Ładna sugestia, że Człowiek potrafi.
inżynieria genetyczna
Co ciekawe wbrew modzie nie jest demonizowana, w końcu to Biollante i atomowe bakterie pokonują Godzillę.
Teraz lecisz całą heisei czy raczej co lepsze części przelecisz tylko? Chciałbym poznać twoją opinię o Godzilla 2000, GMK, Mechagodzilli 3 (Tokyo S.O.S za jednym zamachem idzie) i Shin Godzilla.
Co ciekawe wbrew modzie nie jest demonizowana
Ano, raczej przedstawiona tak, by widz sam się nad nią zadumał (i wyciągnął wnioski jakie chce)...
Teraz lecisz całą heisei czy raczej co lepsze części przelecisz tylko?
W zasadzie plan obejmował - na ten moment - nazwaną wyżej trylogię (oryginał z '54, "Powrót..." i "Biollante"), ale może skuszę się na więcej - jeśli tak, podzielę się opiniami.
Jest jeszcze ta Godzilla na Netflixie, ale nie wyrobiłem se jeszcze opinii. Jakaś taka duża
Tymczasem jednak napiszę kilka zdań o "Godzilli" z roku 1954. Przyznam, że teraz, gdy mam świeże porównanie, zaskoczyło mnie jak bardzo ten film wyznaczył ramy, w których mieszczą się i dwa nowsze, już omawiane, te z lat '80. Identyczna powolna introdukcja przechodząca w orgię zniszczenia (makiet 😛 ), tak samo obecne na pierwszym planie postacie wyobcowanego naukowca (a nawet dwu) i młodych zakochanych, którym mamy kibicować (oglądając niejako ekranowe zdarzenia ich oczami), podobne wątki szalonych, a pokazanych bez wystawiania im jednoznacznych moralnych ocen, eksperymentów, reakcji czynników oficjalnych na zagrożenie i konwencjonalnych oraz niekonwencjonalnych* sposobów mających powstrzymać potwora, zbliżone sceny paniki i rozwałki. I od samego początku ta sama nieprawdopodobna godzillowa fizjologia (na którą składają się niewiarygodna odporność na pociski i rakiety, i atomowy metabolizm). Tylko ocierających się o ekspresjonizm i antyatomowy symbolizm, miejscami artystycznych, ujęć żaden epigon nie zdołał po Hondzie skopiować. (Żaden z nich nie fundnął też widowni sceny o mocy oddziaływania tej z dziećmi modlącymi się o życie. I nie wprowadził tylu wszędobylskich - a czasem i straceńczo bohaterskich - reporterów.)
W każdym razie... Naiwny, jak większość produkcji swojej epoki, ale niewątpliwy klasyk kina SF.
(Aha: warto też odnotować, że I.H. nie tylko wyznaczał wzorce, ale i nawiązywał do starych - wyspa na której wiedziano o potworze, zanim zobaczył go świat, ofiary z dziewic - w gawędzie starca, ale zawsze - widać puszczenie oka w kierunku twórców "King Konga".)
* Mówiąc o których cofnę się do "Biollante" i pochwalę tamtejsze lustra. Niby bez sensu, a ma coś w sobie ten pomysł...
Godzilla z 1954 roku ma kilka rimejków. W zasadzie każda seria się zaczyna od rimejku. Biolante zaś jest lżone jako przegadane i pseudofilozoficzne.
Godzilla z 1954 roku ma kilka rimejków.
Prawda*, jednak akurat ten zestaw mi podpasował, tym bardziej, że +/- wpisuje się w kinowe standardy, na których się wychowałem.
* https://wikizilla.org/wiki/List_of_Godzilla_film_continuities
Biolante zaś jest lżone jako przegadane i pseudofilozoficzne.
Przez jednych - owszem, przez drugich (wrzucałem linkowo-listowy dowód ledwo co 😉 ) chwalone...
Z tym, że jeśli pytasz o moje zdanie, to - owszem - przedobrzyli*, ale przynajmniej się starali (coś powiedzieć).
* Przy czym na tle mnożonych nad pojęcie - często będących jeszcze jakimiś bóstwami - potworów, kosmitów, cyborgów, mechów, mutantów, podróżników w czasie, mściwych duchów i czarnych dziur z innych odsłon serii, to ich przedobrzenie można uznać za prawie mieszczące się w granicach realizmu 😉 .
Jest jeszcze ta Godzilla na Netflixie, ale nie wyrobiłem se jeszcze opinii. Jakaś taka duża
Trochę przegadane i jakimś cudem ma jednocześnie wydźwięk antynaukowy i antyreligijny
Garść ciekawostek:
https://www.mentalfloss.com/article/55965/25-fun-facts-about-godzilla
4 czerwca premiera w Multikinie!
