Forum › Fantastyka › Star Trek › Fakty i mity w Star Trek
@ Eviva problem z tym że mylisz prędkość z przyśpieszeniem .Najwyższa osiągnięta przez człowieka prędkość to coś koło 40 000 km/h - z taką prędkością startują wahadłowce kosmiczne . Możliwe że szybciej leciał Saturn V wynoszący misje Apollo , w końcu musiał pokonać grawitację naszej planety . A co do przyśpieszania do c za pomocą napędu bez tłumików inercyjnych to zajmie to co najmniej pół roku jak nie więcej .Przy założeniu że przyśpieszenie będzie na poziomie 2-3 g max. A używam g na określenie przyśpieszenia bo sama wartość podana jest w m/s^2 a to jest miara przyśpieszenia .A co do stosowania tej wartości w SF - w końcu to nasza ziemska twórczość i z reguły niektóre rzeczy opieramy na tym co mamy u nas w domu .Stąd 1 g = 9,81 m/s^2 , 1 dzień = 24 h ( przeważnie stosowany jako czas pokładowy na okrętach ) ; nawet jak już wymyślimy obce jednostki to i tak mają one wartość podobną do ich ziemskich odpowiedników - np. 1 kelikam ( klingońska miara odległości ) to coś koło 1 000 m .
Pewnie wszyscy macie rację i wiem, że dzwonią, ale nie do końca, w jakim kościele. Jednak jak by nie liczyć, to być może, że jakiś człowiek moze wytrzymać 35 g, ale mnie by to zgniotło na placek. A nawet ten, co wytrzyma, nie wytrzyma długo. A czy będezie się przyspieszać powoli czy nie - i tak bez układów niwelujacych końcowy efekt zabije podróżników. I z grubsza o to mi szło.
Dlaczego końcowy efekt zabije podróżników? Przyśpieszaj i zwalniaj tak aby przeciążenie nie przekroczyło 1g i nic nikogo nie zabija
Poprawka - największe dobrowolne przyspieszenie osiągnięte przez człowieka to 46,2 g - ppłk John Stapp osiągnął je w 1954 r. i przeżył , przez jakiś czas tylko nie widział . Jeszcze większe przeciążenie człowiek przeżył w roku 1977 - kierowca F1 David Purley hamując ze 173 km/h do 0 na odcinku 66 cm co odpowiada ~ 179,8 g .A jak statek będzie przyśpieszał powoli to nic się nie stanie załodze , owszem z czasem mogą być jakieś problemy ze zdrowiem ale od razu ich to nie zabije . W SF było pokazane loty z 10+ g bez tłumików inercyjnych i jakoś nie było przy tym ofiar ( np. pilot serialu Space 1999 czy VIII tom przygód Honor Harrington )
Słuchajcie, nie bardzo znam się na inżynierii, ale z anatomią człowieka jestem obeznana i z ręką na EKG mogę Wam powiedzieć, że przeciążenie w ułamku sekundy, a przeciążenie trwające dłuższy czas to dwie różne rzeczy. Nasz organizm ewoluował na tej planecie, przy ciążeniu równym 1 g. Wiemy, że stosunkowo niedługie przebywanie w nieważkości działa destrukcyjnie na układ kostno mięśniowy. A jak działa przebywanie w warunkach zwiększonego ciążenia wiemy? guzik wiemy. Możemy to teoretycznie wyliczyć. Podobnie zależność przeciążenia od szybkości stałej. Nie piszcie mi więc, że nie będzie to miało wpływu, bo będzie miało, i to fatalny.A że w SF pokazano - pokazywano również trójgłowe smoki. I co z tego?
i wiem, ze teoretycznie można wytrzymać nawet 35 - ale bardzo krótko i trzeba być a. bardzo silnym, b. odpowiednio przygotowanym.
No i zależy to jeszcze od kierunku i zwrotu owego przyspieszenia.
Coen ma rację, Eviva. Długotrwałe przyspieszenie 1g nic nikomu nie zrobi, bo dokładnie takie przyspieszenie działa na nas w tej chwili.
Podobnie zależność przeciążenia od szybkości stałej.
Jeszcze raz: jeżeli coś nie przyspiesza, to jak sama nazwa mówi, nie działa na nie przyspieszenie. Na załogę okrętu lecącego ze stałą prędkością po prostej nie będzie działać żadne przyspieszenie (będą w stanie nieważkości). Okręt przyspieszający o 10m/s co sekundę (czyli lecący z przyspieszeniem 10 m/s^2) będzie miał na pokładzie ciążenie równe 1g (czyli takiemu jak jest na powierzchni Ziemi), działające przeciwnie do wektora prędkości (czyli jak okręt leci do przodu, to przyspieszenie będzie działać "do tyłu").
Stałe przyspieszenie równe 10m/s^2 (1g) to zresztą najprostszy sposób na zapewnienie normalnego ciążenia na pokładzie okrętu. Tyle, że załoga musiałaby chodzić po "tylnych" ścianach.
A ja powiem tak: Zefram i s-ka w FC polecieli Phoenixem bez skafandrów i przeżyli - burak? Wydaje mi się że gigantyczny.
polecam "Fizykę podróży międzygwiezdnych" Kraussa
Ja też polecam, arcyciekawa książka, powiedziałbym pozycja obowiązkowa dla trekkera.
Silver, też jestem przekonany, że chodziło o kompensatory Heisenberga. Ale to uniwersalne stwierdzenie równie dobrze pasuje i do deflektorów. 🙂
A ja powiem tak: Zefram i s-ka w FC polecieli Phoenixem bez skafandrów i przeżyli - burak? Wydaje mi się że gigantyczny.
Nie do końca. Phoenix miał zapewne tłumiki inercyjne. Zauważ, że jeszcze przed FC ludzie latali sobie po Układzie Słonecznym. Sam dilit pochodził podobno z jakiegos księżyca Jowisza, ale to nie jest raczej kanon.
Phoenix był przerobiona rakieta balistyczną. Cochrane sam nie wymyslił ani dilitu, ani silników warp, ani od cholery innego sprzętu. Nie był naukowcem. Musiał odkryć opuszczone laboratorium kosmiczne i zabrać sobie tego typu rzeczy.
AFAIR Phoenix nie był napędzany reakcją materia/antymateria, a więc dilit nie był potrzebny.
No ale te tłumiki naprawdę muszą działać dobrze i masa innego sprzętu bo nawet statek miałby problemy z wytrzymaniem wejścia w worp z impulsowej, tak mi się zdaje.
Tłumiki inercyjne to jeden z podstawowych wynalazków bez którego podróż z worp nie była by możliwa. Wystarczy sobie uświadomić że przyśpieszenie jakiego doznają np. piloci myśliwców potrafi pozbawić tych super zdrowych i wytrenowanych ludzi przytomności.Mamy tu też dość prosty przelicznik, każde 1g przyśpieszenia powoduje że człowiek waży więcej, np. przy 4g człowiek mający 75kg zacznie ważyć 300kg itd. Wyobraźmy sobie jakie to obciążenie np. dla serca które musi pompować krew, pomyślmy jak przy jeszcze większych przeciążeniach miały by pracować np. płuca, po prostu nasze mięśni nie dały by rady przezwyciężyć tego ogromnego ciężaru i albo byśmy się podusili albo połamało by nam żebra. Przy przyśpieszeniach typu worp mikrosekundowa awaria tłumików spowodowała by podobny efekt jak przejechanie przez walec drogowy, rozpłaszczyło by człowieka na ścianie w wielką ale cieniutką plamę.
madmark
Nareszcie ktoś, kto pisze tu z sensem.
Zarathos
Coen ma rację, Eviva. Długotrwałe przyspieszenie 1g nic nikomu nie zrobi, bo dokładnie takie przyspieszenie działa na nas w tej chwili.
A czy ja piszę, że takie przyspieszenie ma panować na statku?! Przecież odnoszę sie do przyspieszeń wielokrotnie większych! I zapewniam, że nawet gdyby stałe przyspieszenie wynosiło tylko 2 g, nie rozważając już wyższych, to mięśnie oddechowe większości ludzi na dłuższą metę by tego nie wytrzymały.
Nie bierzecie pod uwagę jednej bardzo istotnej rzeczy - statek lecąc z WARP względnie nie przekracza de facto prędkości światła, wszystko opiera się przecież na rozciągnięciu przestrzeni. Inną sprawą są przeciążenia przy impulsowej - sam się kiedyś nad tym zastanawiałem i wyszło mi, że wszystko musi się opierać na jakimś polu wytworzonym wokół statku - cóż, może za jakieś 50 lat się dowiemy, czy coś takiego jest możliwe.
