Forum › Fantastyka › Star Trek › Dylemat na temat oceny postawy federacji
Tylko jakos zadne statki nie przewozily nic wiekszego?
Tak jak było pisane wiele już razy, to są statki eksploracyjne, wojskowe są w ostateczności. Raczej nikt, na przykład na Ziemi, idąc badać dżunglę nie zabiera ze sobą czołgu. Tak jak wspominał Barusz w ST nigdy nie została pokazana planowa inwazja planetarna na pełną skalę (nawet przy ataku na Kardasię pokazywane były wydarzenia już po głównych walkach), jak już widać było jedynie lokalne lub przypadkowe potyczki małych oddziałów czy też szturmy na pomieszczenia.
To, że statki są głównie eksploracyjne to argument odnośnie Federacji. Co z jej przeciwnikami? Mogę jeszcze uznać, że Klingoni nie biegają z wyrzutniami atomówek, bo to w ich mniemaniu nie sportowe (wyparowanego wroga trudniej zdekapitować), a Romulanie ich nie mają bo trudno być skrytym waląc grzybkami.Ale co w Cardassianami i (zwłaszcza) Jem'Hadar? Ci drudzy nawet nie mieli krzeseł na statku, pewnie po to aby oszczędzić miejsce. Na co? Na zdrowy rozum, jako że też nie odpoczywają i nie jedzą to powinno być na broń. A tu nie, tylko karabinki i okazjonalnie dziwaczne tasaki (choć nie pamiętam aby kiedykolwiek ich używali...)
Nazywaly sie kar'takiny i byly calkiem dobre na walke wrecz.Ja jeszcze wroce do budowy okretow. Jesli replikacja jest tania to po co byly kopalnie tak jak na Bajor? Dilit tam kopali? A stacja Terok Nor? Przeciez przerabiala rude. No i jak to robila? Wozili transportowce, ona przerabiala na metal i zabierali urobek? A co z odpadkami?Wedlug mnie robili tak:1. Wydobycie rudy2. Wystrzelenie na orbite ewentualnie winda kosmiczna3. Przerob4. Metal do stoczni, resztki w bryle i wystrzelenie w kierunku slonca.
Nie wiem czy Cardassiański system możemy brać pod uwagę, oni byli w końcu znacznie prymitywniejsi niż Federacja. Może być, że nie znali takich metod produkcji.Po mojemu jednak replikator w ogóle nie powinien mieć miejsca przy budowie okrętów. No, najwyżej znikome. Ktoś już wspominał, że produkty z niego są niższej jakości niż rzeczy wykonane klasycznie.Dlatego po mojemu bardziej niż replikator, który owszem można wykorzystać np do produkcji wykładzin itp. przy budowie statków powinni korzystać z buforów transportera. Wiemy, że tak skomplikowane rzeczy jak ludzi są w stanie przechowywać przez dekady, dlatego niech przechowują w nim wszystkie potrzebne zapasowe części od elementów rdzenia napędu, po stosy płyt poszycia.
Nie wiem czy Cardassiański system możemy brać pod uwagę, oni byli w końcu znacznie prymitywniejsi niż Federacja. Może być, że nie znali takich metod produkcji.
Coś mi się świeci, że w czasie wojny klingońsko - kardazjańskiej federacja dostarczała na Kardazję replikatory przemysłowe. Może to znaczyć, że łyżkoczoli nie mieli tej technologii (choć równie dobrze mogli znać tylko przez zniszczenia wojenne nie wyrabiali z produkcją)
Co do replikatorów, to wiadomo, Federacja jest bogata i szczęśliwa, ale to nie znaczy, że ma wszystkiego w nadmiarze. Sisko wspomina, że gdy wstąpił do Akademii, to przez pierwszy miesiąc co dzień przesyłał się do baru ojca na kolację, i wyczerpał mu się limit. Wiec skoro są limity - i nawet wtedy, w dobie największej szczęśliwości - to są ograniczenia. Stąd właśnie potrzeba tradycyjnego przemysłu.
Ja coś dopowiem może jest tak że każdy ma swój miesięczny przydział czyli wypłatę i masz przelicznik powiedzmy teleportacje 10 razy racji replikatorowych masz 90 liczyć śniadanie obiad i kolacja razy cały miesiąc a każda racja replikatorowa to jakieś 4-5 tyś kilo kalorii więc głodni nie chodzą. A co do replikatorów jako że niektóre substancje po replikacji tracą swoje właściwości, albo jakieś metale nie da się zreplikować bo ich budowa albo właściwości na to nie pozwalają.
Co do replikatorów, to wiadomo, Federacja jest bogata i szczęśliwa, ale to nie znaczy, że ma wszystkiego w nadmiarze. Sisko wspomina, że gdy wstąpił do Akademii, to przez pierwszy miesiąc co dzień przesyłał się do baru ojca na kolację, i wyczerpał mu się limit. Wiec skoro są limity - i nawet wtedy, w dobie największej szczęśliwości - to są ograniczenia. Stąd właśnie potrzeba tradycyjnego przemysłu.
Limit w tym wypadku może raczej wynikać nie z braków, a z rodzaju szkoły do jakiej wstąpił. Ot po prostu wykorzystał limit przepustek i tyle.
Chyba jednak powiedziano wprost o limicie na przesyły ;)Ale nie wiem, gdzie dokładnie odesłać do sprawdzenia, bo nie pamiętam, czy powiedział to w Explorers do syna gdy mówili o jego studiach, czy w Homefront - Paradise Lost w rzeczonej knajpie ojca.
Tak, limit na przesyły, czyli limit na liczbę opuszczenia terenu Akademii, czyli limit przepustek. Gdyby problemem były tylko same limity na transporter Sisko by spokojnie mógł odwiedzać ojca na piechotę, daleko nie miał.
San Francisco i Nowy Orlean leżą nad dwoma różnymi oceanami, więc miał 😉
Fuu... fakt, nie wiem czemu mi się kołatało że ojciec też mieszkał w SF.Ale mimo wszystko uważam że limity wynikały bardziej z kwestii bycia Kadetem w Akademii niż ogólnoświatowych ograniczeń na przesył.
Po mojemu to raczej z limitu użyć transportera. Nie zapominajmy, że Federacja to państwo ściśle komunistyczne. "Każdemu według potrzeb" a nie "bez ograniczeń"
@ Melnikor - Tak czy owak, to buraczne, bo przecież Nog latał do knajpy Sisko sr. regularnie. Można to tłumaczyć (przyjmując teorię ograniczeń gospodarczych) tym, że studiował później, więc technologia poszła do przodu, ale przecież czasy już były gorsze, po atakach Borg. Jeżeli przyjmiemy teorię z regulaminem, to oczywiście mogli go zliberalizować, ale, znowuż, zliberalizować w gorszych czasach? ;>Czyli wzmianka o wyczerpaniu limitu musiała być w Explorers.@ Coen - Nie komunistyczne, bo nie przyjęto zasady "wszystko jest własnością wszystkich" 😉 A to to jest istotą komunizmu. Ciuchy młodego Siska były jego a nie wspólne, oddane do używania (o mundurach nie piszę, bo to może osobna sprawa), winnica Picardów była ich itd. Chyba nie mamy w tej chwili pojedynczego słowa na określenie państwa wiecznego dobrobytu.
Spójrzcie także na Federację z drugiej strony: choć Picard w jednym z odcinków TNG mówi, że w 24 wieku nie istnieją pieniądze, to w STO istnieją Energy Credits. Pomyślcie także nad ideologią samodowartościowania.Po jaką cholerę poławiacz krabów, langust czy jakichkolwiek innych owoców morza miałby to robić i ryzykować życie skoro nic za to nie dostaje. Druga sprawa to stoczniowcy przecież także narażają życie budując okręty. Przecież nie może tak być, że wejdę do resturacji np. Sisko zjem obiad i wyjdę nie płacąc. Z ekonomicznego punktu widzenia gospodarka jakiegokolwiek państwa musi się opierać na trzech rzeczach: popycie, podaży oraz środku za pomocą, którego owy popyt możemy zaspokoić czyli gotówki.Mi ta ideologia za bardzo śmierdzi buddyzmem.
