Co do Dystryktu, to podobało mi się niekanoniczne podejście do tematu (w końcu! obcy NIE lądują w stanach i konwencja para-dokumentu, która dość płynnie przechodzi w "fabularny środek"). Mnie trochę zirytowała niemalże dickensowska przemiana bohatera, który przez lwią część filmu jest albo zadufanym w sobie nieudacznikniem, albo chącym się za wszelką cenę wyrwać z zaistniałej sytuacji egoistą. A potem, jak za dotknięciem magicznej różdżki (czyt. ostrzału) się "nawraca".
Film bardzo dobry, choć osobiście nie gustuję w tym konkretnym podgatunku sf. Tym milsze było zaskoczenie. Osobiście uważam go za ciekawszego od Avatara i tochę żałuję, że ten ostatni zagłuszył niemal całkowicie Dystrykt. Do ST nie porównuję, bo to po pierwsze zupełnie inna pułka (jakby nie patrzeć - gatunkowa), a po drugie... No cóż ST XI mnie najzwyczajniej w świecie mnie zawiódł.