Jednak nie.
Moim zdaniem ma rację - ani ramy fabularnej nie stworzyli (jak Lucas przy Prequelach), ani postaci z sensem nie wymyślili* (te, które im wyszły, wyszły mimochodem), ani się nie zdecydowali czy chcą być skrajnie zachowawczy (abramsowe niewolnicze trzymanie się EP IV), czy rewolucjonizować (johnsonowe stawianie portretu Luke'a na głowie idące wbrew: 1. zakończeniu EP VI, 2. wciąż ciepło pamiętanemu EU, 3. gustom i oczekiwaniom sporej części fandomu).
Choć jest i drugi problem - niechlujstwo, bo nie dbali o dopracowanie czegokolwiek. I od strony psychologicznej ze scenariuszową - widz łyknąłby i Rey z Finnem, i przemianę Luke'a, i powrót Palpusia, bo widz ogólnie sporo przełknie, gdyby to było przekonująco podane. I światostwórczej - polityka, fikcyjna fizyka i technika, kwestie związane z Mocą - nic tam nie jest przemyślane, tylko puszczone na żywioł, w nadziei, że ładne obrazki i tempo nie pozwolą publice tego faktu zauważyć**.
* Co nie musi oznaczać zaraz wielce subtelnego portretu psychologicznego, czasem wystarczy gruba krecha jak w OT, TOS-ie i u Stana Lee.
** Zadziałałoby w wypadku pojedynczych wpadek, ale nie zrobienia z niechlujstwa metody.