Forum › Rozmowy (nie)kontrolowane › Nauka › Choroby genetyczne i kontrola urodzin w społeczeństwie
Słowo "warzywko" napisałem w cudzysłowie. Nie wiem jak inaczej nazwać kogoś kto egzystuje jak roslina: odżywaia się i rosnie i nic poza tym. Nie myśli, bo ma uszkodzony mózg, który zachowuje wyłącznie funkcje podtrzymywania życia a poza tym nie funkcjonuje. Możesz sobie nazwać mnie jak chcesz, mnie już niewiele rzeczy jest w stanie po pierwsze zdziwić a z drugiej zdołować. I nie jest to na pewno obraźliwe słownictwo.Jak na mój gust po to dano nam świadomość byśmy nie musieli poddawać się naturze dążącej bezwzględnie do rozsiania genów po swiecie. Może edukacja przyniosłaby jakiś efekt, ale co zrobić z takimi co usłyszą: państwo bedą mieli dziecko z wadami genetycznymi, a oni "fundują sobie dziecko" po czym je porzucają, ponieważ nie dojrzeli do posiadania potomstwa ? Może jednak lepiej by było gdyby jednak go nie mieli? Chodzi mi przede wszystkim o zapobieganie bezsensownemu rozmnażaniu się osób, które nie dojrzały do posiadania dziecka. Nie mają takiej dojrzalości ani narkomanki będące ciągle na haju i oddające się za działkę hery czy innego narkotyku. Nie są dojrzałe do macierzyństwa 13-letnie dzieci, a takich jest znów coraz więcej i będzie jeszcze więcej przy polityce z jednej strony takich "Giertychów i Kaczyńskich", a z drugiej takich "Rydzyków" i innych ojców kościoła. Konsumpcjonizm powoduje przyspieszenie życia, coraz większy stres i brak porozumienia w rodzinach. To się niestety często kończy bardzo źle dla młodych ludzi. Wpadają w złe towarzystwo, gangi, narkotyki i koło się zamyka. Mniejsza liczba ludzi na ziemii spowodowałaby inne podejście do rodziny, dzieci czy pracy, ponieważ tej pracy wystarczyłoby dla wszystkich. W końcu sres czy brak pracy też potrafia doprowadzić do "degeneracji społecznej", do alkoholizmu, narkomanii i tym podobnych przypadłości. Zauważyłem, że dzieci z tzw. "dobrych domów", gdzie mają wszystko częściej popadają w alkoholizm, narkomanię, wstepują do gangów szukając akceptacji wśród rówiesników. Czemu, ponieważ im tego brakuje w domu rodzinnym. Czy ich rodzice dorośli do dzieci? Moim zdaniem nie, ponieważ nie potrafią zapewnić dziecku tego czego mu potrzeba: miłości, bezpieczeństwa, akceptacji, odpowiedniego rozwoju społeczno-emocjonalnego. Wniosek: jesteś pracoholikiem, alkoholikiem, narkomanem - nie powinieneś mieć dzieci. Pomijam to już wady genetyczne.
Tak czekałam, aż któreś z Was, moi państwo, skapuje, że szczątkową ustawę eugeniczną już przeciez mamy. Jest to ustawa zabraniająca związków między ludźmi blisko spokrewnionymi. No bo własciwie, czemu ona istnieje? toz to ograniczenie wolności człowieka! Ano dlatego takie prawo mamy, żeby nie dopuścić do chowu wsobnego - czyli jest to ustawa, mająca na celu niedopuszczenie do narodzin dzieci z defektami genetycznymi. Ponieważ sprzeciwiacie się jakimkolwiek ingerencjom w te sprawy, również takie prawo powinno Was dmocno oburzać.Argument o możliwym pozbawieniu świata tego czy owego uczonego nie jest przekonujący, zważywszy na to, że nigdy jakieś odkrycie nie jest dziełem jednego człowieka. Zazwyczaj wpada na nie kilka do kilkunastu różnych uczonych, a laury zbiera ten, kto je najszybciej ogłosił. Poza tym nikt się nie rodzi geniuszem. Dopiero staje się nim. W Twoich wypowiedziach, Piotrze, brakuje właściwie tylko jednej uwagi - że cierpienie uszlachetnia.
państwo bedą mieli dziecko z wadami genetycznymi
Ale w tym rzecz - edukacja i badania. Jeżeli usłyszą coś takiego, to wtedy niech decydują czy urodzić czy usunąć. Aborcja, uzasadniona, nie jest dla mnie zbrodnią. Sęk w tym, by nie odbierać rodzicom prawa wyboru. A niektórzy chcą z góry zablokować taką możliowść pozbawiając ludzi posiadania potomstwa w ogóle.
Jest to ustawa zabraniająca związków między ludźmi blisko spokrewnionymi.
Tyle tylko iż urodzeni dziecka z wadami genetycznymi z takiego związku wzrasta wielokrotnie. Poza tym jest w ogólnym pojęciu naganna moralnie, uzasadnione wielowiekową tradycją kulturową, by np. rodzeństwo lub ojciec i córka posiadali potomstwo. Również w przyrodzie jest to mało spotykane. Dlaczego? Bo szkodzi to puli genowej i degeneruje ją. Zabranianie posiadania potomstwa dwojgu ludzi którzy genetycznie nie mają ze sobą nic wspólnego, tylko dlatego, że istnieje ryzyko wad jest po prostu złe. A co jeśli tacy rodzice, zaklasyfikowani jako "zdrowi" będą mieć jednak chore dziecko? Ktoś powie, cholera trzeba było to przewidzieć, a więc żeby tego uniknąć wysterylizujemy wszystkich jak leci, bo przecież ryzyko istnieje tak długo, jak będzie można rodzić dzieci.
Poza tym nikt się nie rodzi geniuszem.
A jednak predyspozycje do "bycia" geniuszem zazwyczaj widać od najmłodszych lat, więc może jednak można się geniuszem urodzić? Nie byłbym tak jednoznaczny Evivo.
Jest to ustawa zabraniająca związków między ludźmi blisko spokrewnionymi.
Tyle tylko iż urodzeni dziecka z wadami genetycznymi z takiego związku wzrasta wielokrotnie.
Właśnie o to chodzi! I są znane i diagnozowalne schorzenia, w przypadku których ryzyko urodzenia dziecka z wadami genetycznymi jest wielokrotnie większe od przeciętnego. I o takich przypadkach cały czas piszę (choć Eviva posuwa się krok dalej dorzucając do tego patologie społeczne u rodziców).
Poza tym jest w ogólnym pojęciu naganna moralnie, uzasadnione wielowiekową tradycją kulturową, by np. rodzeństwo lub ojciec i córka posiadali potomstwo.
Bo ludzie widzieli co się rodzi z takich związków i tak powstała ta tradycja.
Również w przyrodzie jest to mało spotykane. Dlaczego? Bo szkodzi to puli genowej i degeneruje ją.
W tej samej przyrodzie osobniki kalekie mają bardzo ograniczoną możliwość znalezienia partnera, a kalekie potomstwo przeżycia.
Zabranianie posiadania potomstwa dwojgu ludzi którzy genetycznie nie mają ze sobą nic wspólnego, tylko dlatego, że istnieje ryzyko wad jest po prostu złe.
Mam wrażenie (w tym i niektórych poprzednich wypowiedziach), że odnosisz się do aksjomatów moralnych które nie do końca pokrywają się z moimi, co akurat nie jest niczym niezwykłym wśród tak zróżnicowanego grona dyskutantów, ale również (co trudniejsze dla mnie) nie za bardzo mogę zrozumieć ich źródło. Np, czemu zabranianie rozmnażania spokrewnionym jest ok, a zabranianie rozmnażania obciążonym poważnymi i dziedzicznymi wadami genetycznymi jest naganne, mimo że praktyczny efekt jest ten sam - urodzone dzieci będą najprawdopodobniej kalekami?
A jednak predyspozycje do "bycia" geniuszem zazwyczaj widać od najmłodszych lat
Jak już jesteśmy przy Einsteinie to on zdaje się miał trudności z ukończeniem podstawówki.
Ponieważ The D, kazirodztwo jest niekorzystne dla dawców genów, gdyż w sposób oczywisty wpływają na degenerację DNA. Poddając się temu świadomie szkodzimy sobie sami w linii prostej. Natura nie honoruje związków kazirodczych, ponieważ w środowisku pod uwagę jest brane jak największe zróżnicowanie puli genowej co pozytywnie wpływa na dobór naturalny - większa różnorodność daje większe możliwości. W przypadku człowieka dodatkowo istnieje kontekst kulturowy. Kazirodztwo jest uznawane za naganne od tysięcy lat, że wymienię choćby historię Edypa. Prawdopodobnie istniał we wszystkich kulturach, ale też był różnie definiowany ( stopień pokrewieństwa był różnie określany), co jednakże nie zmienia faktu, że nie był tolerowany nigdzie, poza drobnymi wyjątkami ja choćby dynasta faraonów, choć i oni przestrzegali tych zasad wedle własnych reguł.Chęć posiadania potomstwa przez dwojga obcych sobie ludzi, pod względem pokrewieństwa nie jest niczym nienaturalnym, mało tego, jest to jedno z fundamentalnych praw i jednym z podstawowych celów istnienia człowieka i życia w ogóle. Niestety, nikt nie jest w stanie zabronić takim ludziom posiadania dzieci - prawa człowieka są tutaj podstawowym fundamentem. Prawa osobiste jasno określają, że człowiek sam decyduje o swoim życiu. Nie chcę też żeby źle mnie zrozumiano. Oczywiście, jeśli dana para wie, że ich potomstwo może być obciążone wadami, a pomimo to decydują się na dziecko, to z pewnością nie jest to pozytywne, ale niestety mają do tego prawo. Dlatego jestem jak najbardziej za edukacją i możliwościami leczenia dziecka jeszcze w okresie ciąży. Rozumiem też wolną i przemyślaną decyzję o aborcji, rodzice i do tego powinni mieć prawo. Popieram prawo do podejmowania decyzji. Ale nie można im zabraniać urodzić chorego dziecka, nawet jeśli wiedzą, że chore będzie a pomimo tego i tak zdecydują się zajmować takim dzieckiem.Wprowadzenie wszelakich zakazów jak postuluje Eviva jest niczym innym jak wprowadzeniem terroru i faszyzmu. Kontrolowania i inwigilowania jednostki - dzielenie społeczeństwa na lepszych i gorszych. Na tych co mają prawa i drugich którym tych praw się odmawia. Pomijam kwestię narkomanów czy alkoholików, mówię tutaj o "czystości" genowej.
Z podstaw genetyki... osoba chora na chorobę dziedziczoną autosomalnie recesywnie - jeśli zwiąże się z osobą nie posiadającą genu, dzieci będzie miec zdrowe :>I co teraz? Nie badać, tylko sterylizować? Olać prace nad terapiami genowymi? Wywalić wszystkie komórki macierzyste z banków?
[...] Ponieważ sprzeciwiacie się jakimkolwiek ingerencjom w te sprawy, również takie prawo powinno Was dmocno oburzać.
Z jednej strony jest mowa o splodzeniu dziecka, ktore w wielu przypadkach chore byc nie musi lub wady nie beda tak ekstremalne, jak Ty zalozylas, a z drugiej o splodzeniu dziecka, ktore na 100% bedzie mialo uwydatnione wady genetyczne rodzicow. Jesli nie widzisz roznicy, to nie wiem, o czym my tu mowimy. Poza tym udalo Ci sie pominac istotny w tej dyskusji fakt - nie ma nakazu aborcji dzieci ze zwiazku ludzi spokrewnionych, wiec nie wiem, co chcialas udowodnic.
Argument o możliwym pozbawieniu świata tego czy owego uczonego nie jest przekonujący, zważywszy na to, że nigdy jakieś odkrycie nie jest dziełem jednego człowieka.
Ten argument powinien byc przekonujacy dla kazdego, kto posiada podstawowe wyksztalcenie - przyklad pierwszy z brzegu: Isaac Newton. Wiec jak jest z tym Twoim 'nigdy'?
W Twoich wypowiedziach, Piotrze, brakuje właściwie tylko jednej uwagi - że cierpienie uszlachetnia.
Gdyby brakowalo, to bym dopisal. Nie umiem powiedziec czy uszlachetnia, czesto na pewno hartuje.
Z podstaw genetyki... osoba chora na chorobę dziedziczoną autosomalnie recesywnie - jeśli zwiąże się z osobą nie posiadającą genu, dzieci będzie miec zdrowe
A co jeśli dwie osoby mają gen recysywny? A co jeśli gen jest dominantem? Tak jest chociażby w przypadku koloru oczu. Zauważ, że w związkach ludzi o jasnych i ciemnych oczach potomstwo posiada ciemne oczy, chyba, że osoba z ciemnymi oczami miała przynajmniej jednego z dziadków o jasnych oczach i oddziedziczyło po nim ten gen. Gen ciemnych oczu jesy dominujący. Tego uczą w liceum. (przynajmniej mnie tego uczono) także o muszkach owocówkach przy czym gen skrzydełek był recysywny. Tylko w jednym przypadku powstawały skrzydełka: gdy sięspotkały dwa geny skrzydełek. Podobnie jest z genami płci: gen męski jest dominujący, ponieważ wystarczy, ze jest jeden, a do powstania dziewczynki potrzebne są dwa.
...poza drobnymi wyjątkami ja choćby dynasta faraonów, choć i oni przestrzegali tych zasad wedle własnych reguł.
Ile mam tłumaczyć, że to dotyczyło wyłącznie Ptolemeuszy, którzy Egipcjanami nie byli a Grekami. Z drugiej strony wiele tychże "kazirodczych" związków nie była "konsumowana" a jedynie istniały na gruncie reprezentacyjno-politycznym. Kleopatra poślubiła brata by zostać faraonem ponieważ był nieletni w chwili wstapienia na tron. Poza tym w Egipcie faraonowie czasami brali swoje najstarsze córki za "Wielkie małzonki królewskie", ale wyłącznie w przypadku śmierci żony (o dziwo byli monogamiczni wbrew utartym przekonaniom) i wyłącznie do funkcji reprezentacyjnych, ponieważ faraon musiał mieć wielką małżonkę królewską ze względu na głoszące tak prawo zwane Ma'at. Tylko królewscy małżonkowie mogli odprawić wiele ceremonii religijnych. Faraon sam nie móg przeprowadzić chocby święta odrodzenia. Nie były to więc związki kazirodcze. Więc nie przykład mało fortunny.
...Ktoś powie, cholera trzeba było to przewidzieć, a więc żeby tego uniknąć wysterylizujemy wszystkich jak leci, bo przecież ryzyko istnieje tak długo, jak będzie można rodzić dzieci.
Nie chodzi o calkowitą sterylizację (przynajmniej mnie) a jedynie o czasowe ograniczenie zdolności rozmnażania za pomocą środków farmakologicznych. Bardziej to jest reglamentacja urodzeń niż kastracja. Tak jak kartki na mięso czy cukier. Nie podważa to prawa do rozmnazania jako takiego, ponieważ co nie pozbawia jedynie ingeruje w to kiedy i ile dzieci się urodzi. Nie jest to tak drastyczna metoda jak w Chinach chociażby, gdzie często zabijano niechciane dzieci, albo zabijano wszystki dziewczynki. To środek zbyt drastyczny. Nie chodzi mi o zabijanie już urodzonych czy pozbawianie ich opieki a jedynie o przeciwdziałanie (zapobieganie) niechcianym, chorym, wadliwym ciążom. Wiem, że dziecko po urodzeniu może zachorować. To już dopust, ale jeśli od razu urodzi się powiedzmy "wadliwe" to mozna temu zapobiec ale niekoniecznie dla wygody rodziców. ktoś będzie musiał zarobić na nasze emerytury, ale nie dla wszystkich starczy pracy a "produkcja" milionów bezrobotnych.
A'propos: Chińczycy są coraz bogatsi i jest tak wielu kawalerów, że można w nich przebierać jak w ulengałkach.
Nie chodzi o calkowitą sterylizację (przynajmniej mnie) a jedynie o czasowe ograniczenie zdolności rozmnażania za pomocą środków farmakologicznych. Bardziej to jest reglamentacja urodzeń niż kastracja. Tak jak kartki na mięso czy cukier. Nie podważa to prawa do rozmnazania jako takiego, ponieważ co nie pozbawia jedynie ingeruje w to kiedy i ile dzieci się urodzi. Nie jest to tak drastyczna metoda jak w Chinach chociażby, gdzie często zabijano niechciane dzieci, albo zabijano wszystki dziewczynki. To środek zbyt drastyczny. Nie chodzi mi o zabijanie już urodzonych czy pozbawianie ich opieki a jedynie o przeciwdziałanie (zapobieganie) niechcianym, chorym, wadliwym ciążom. Wiem, że dziecko po urodzeniu może zachorować. To już dopust, ale jeśli od razu urodzi się powiedzmy "wadliwe" to mozna temu zapobiec ale niekoniecznie dla wygody rodziców. ktoś będzie musiał zarobić na nasze emerytury, ale nie dla wszystkich starczy pracy a "produkcja" milionów bezrobotnych.
Jesli chcesz rozwiazac problem przeludnienia Ziemi, to nie bierz sie za chorych, tylko za ogol, bo poza tym, ze czesc z tych chorych dzieci miec nie bedzie, to stanowia oni jedynie jakis procent ogolu. Jesli zas chcesz sie zajac kwestia emerytur, to tez bladzisz, bo wypadaloby rozwiazac problem bezrobocia i sprawy pokrewne dotyczace ogolu, a nie zajmowac sie chorymi, ktorzy sa jedynie ulamkiem calosci i do tego czesc z nich jest i/lub moze byc produktywna.
Powiedz, jaki stopien tej "wadliwosci" nalezaloby dopuscic? I kto mialby o tym decydowac? Czlowiek? Zalozmy ze bylaby to Eviva - usuwalaby wszystko jak leci, bo ubzdurala sobie, ze kazdy chory/niepelnosprawny cierpi katusze, a jego marzeniem jest szybka smierc. Jakie wady by nalezalo dopuscic? Ulomnosci fizyczne, psychiczne? Jaki ich zakres? Czy dziecko z jedna reka mogloby sie urodzic, a z dwoma juz nie? Zuza gdzies tu pokazala, ze bez rak mozna sobie swietnie radzic. Podobnie mozna rozpatrywac choroby psychiczne - czy nalezy usuwac dziecko, w ktorym taka choroba sie rozwinie? Zapewne slyszales, ze noblista John Nash cierpial na schizofrenię paranoidalną. To sa szczegolne przypadki, ale ich jest mnostwo. Jednak wszyscy wiemy, ze instytucje nie patrza na poszczegolne przypadki, tylko posluguja sie statystyka, a tu decydowalaby wlasnie instytucja. Co absurdalne, za te instytucje odpowiadaliby ludzie zdrowi, nieraz slabo zorientowani w temacie, lub jak nasza Eviva, majacy o nim skrzywione pojecie. Naprawde chcialbys taka instytucje?
A co jeśli gen jest dominantem?
To to już nie będzie mój przykład.
Nie bój się, umiem genetykę na poziomie ponadlicealnym, ale mam prawo pytać o jedynie mnie interesujący fragment wiedzy w kontekście tutejszej dyskusji.
Jeśli oboje rodzice posiadają po 1 allelu recesywnym, szanse na zdrowe dziecko wynoszą 75%; jeśli gen jest dominujacy, wszystko zależy, czy postać homozygotyczna jest letalna; jeśli tak - jeśli osoba chora chce miec dziecko z osobą zdrową, szanse na zdrowego potomka wynoszą 50%; z osobą chorą - 33%; jeśli nie jest: dla heterozygoty szanse wynoszą odpowiednio 50% i 25%. Tylko homozygota dominująca przekazuje chorobę wszystkim dzieciom. No chyba, że przytrafi się świeża mutacja...
Tak jest chociażby w przypadku koloru oczu.
Nie jest.
Kolor oczu jest dziedziczony poligenowo - zespół genów warunkujący oczy ciemne dominuje nad jasnymi, ale jaki będzie ich odcień czy będą to oczy niebieskie czy zielone to juz nie da się tak łatwo określić.
Podobnie jest z genami płci: gen męski jest dominujący, ponieważ wystarczy, ze jest jeden, a do powstania dziewczynki potrzebne są dwa.
YO - postać letalna = niezdolna do rozwoju i życia.
XO - dziewczynka.
A co z XXY, XXXY, XXXXY? Sami chłopcy.
XX z translokacją SRY - chłopiec itd itp.
Chyba jednak z genami płci sprawa również jest nieco bardziej skomplikowana 🙄
Nie chodzi o calkowitą sterylizację (przynajmniej mnie) a jedynie o czasowe ograniczenie zdolności rozmnażania za pomocą środków farmakologicznych.
A to się nie nazywa antykoncepcja i nie o tym wspominaliśmy z Lo'Relem?
Bardziej to jest reglamentacja urodzeń niż kastracja. Tak jak kartki na mięso czy cukier.
Czyli co? "Teraz mamy dużo chorych, macie zakaz rodzenia dzieci do czasu, aż te obecnie chore wymrą?" 😮
Ktoś się chyba pogubił w temacie...
Nie czytałem całego tematu, ale chyba niektórzy mają zapędy do "czyszczenia rasy". Na początku wyeliminujmy tych co sa chorzy, potem gejów i innych "odszczepieńców", a skończmy na żółtych, czarnych, a nawet tych co noszą za krótki krawat. Z czym takie myślenie wam się kojarzy???Dodam jeszcze tylko, że ci co postuluja zabijanie niepełnosprawnych niech powiedzą co zrobią gdy ich dzieci same będa chore. Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia :>Wiem o co chodzi R'Cerowi. Nawet jeśli antykoncepcja będzie dostępna i tania to znajda się osobnicy nie korzystający z nich z przyczyn religijnych lub innych. Tylko, że tacy osobnicy też będą unikać "czasowej sterylizacji". Problem przeludniuenia jest skomplikowany i powiedzenie "nie rodź" nie załatwi sprawy (w końcu palenie zabija, a miliony wciąż dymią). Jedną z metod żeby zmniejszyc przyrost naturalny jest potrzebna szeroka edukacja, nie tylko seksualna, ale ogólna bo badania dowodzą, że kobieta nawet z wykształceniem podstawowym ma nawet o połowe mniej dzieci.
Nie czytałem całego tematu, ale chyba niektórzy mają zapędy do "czyszczenia rasy". Na początku wyeliminujmy tych co sa chorzy, potem gejów i innych "odszczepieńców", a skończmy na żółtych, czarnych, a nawet tych co noszą za krótki krawat. Z czym takie myślenie wam się kojarzy???
Ktoś już zarzucił Evivie faszyzm, pewnie w tej części, której nie czytałeś :>
Jedną z metod żeby zmniejszyc przyrost naturalny jest potrzebna szeroka edukacja
To też było proponowane 🙂
Zuza. że jest mozliwe XXXY to wiedziałem ale XXXXY to pierwsze widzę, ale widocznie wynika z połączenia XX z XXY lub XXX z XY jeśli oboje partnerów produkuje komórki rozrodcze bez mejozy. Chyba, że się mylę. Ale jak widać na załączonym obrazku jednak genY jest dominujacy :P. To nie jest przypadkiem zwane hermafrodytyzmem własciwym?
Thorne. Nie chodzi tu o żadne zabijanie, eliminację jakiejkolwiek grupy. Geje istnieli i istnieją. Nie jest to wada genetyczna uniemozliwiająca produktywność. Ale autyzm nim juz moze byc, tyle, że on jest wykrywany dopiero później, bo to nie wada genetyczna. Z drugiej strony podawałem chyba stronę wczesniej sposób na "przymusową" antykoncepcję i nawet większość mogłaby się nie zorientowac. Akurat żadne względy religijne tu nie wchodza w rachubę. Po prostu każdy by to przyjmował z pokarmem lub w wodzie. Pić trzeba więc jest to bardzo dobry sposób dystrybucji środka chemicznego powodującego czasową niepłodność. Działanie podobne do hormonów. Trzeba tylko rozwiązac problem skuteczności w przypadku gotowania wody, ale to też się da załatwić. Tu nie pomoze żadna edukacja. Po prostu osoby uzależnione od różnych środków nie myslą o konsekwencjach. Wieku niby "normalnych" też nie mysli o tym.
Dziecko byłoby jak dobro luksusowe. Mieliby je Ci, którzy byliby w stanie je wychować i by go chcieli. Może nie jst to dobry sposób na niektóre bolączki, ale zawsze lepszy jakikolwiek niż żaden. Nie byłyby potrzebne sierocińce. Nie byłoby dzieci w śmietnikach i beczkach, nie byłoby tylu aborcji. Niektóre wady genetyczne mozna wtedy albo leczyć w okresie przedciążowym (może medycyna już będzie to potrafiła), albo można je bedzie wykryć dużo wczesniej. Aborcja mogłaby być wtedy dozwolona wyłącznie w przypadku ciężkiej wady genetycznej na przykład zespołu Downa. To jedynie przykład.
Piotrze. Mozna stworzyć listę chorób kwalifikujących do przeciwwskazań posiadania dzieci. Może nim być na przykład mukowiscydoza. Chyba, że dojdziemy do takiego poziomu medycyny, że bedzie można "wyłączyć" zmutowany gen.
Mieliby je Ci, którzy byliby w stanie je wychować i by go chcieli.
Wyjaśnij mi, proszę, w jaki sposób byłbyś w stanie ocenić, czy dana para będzie w stanie wychować dziecko. Mam na myśli - jeszcze przed zajściem kobiety w ciążę. Jaką miałbyś pewność, że rodzice nie rozstaną się w - powiedzmy - trzecim miesiącu ciąży? Jaką miałbyś pewność, że po narodzinach dziecka ta para byłaby tymi samymi ludźmi, z którymi rozmawiałeś wcześniej? Badania psychologiczne nic nie pomogą, ponieważ narodziny dziecka przewartościowują całe spojrzenie na świat, a u większości ludzi diametralnie zmieniają się priorytety. Kwestia dojrzałości emocjonalnej obojga rodziców - to też sprawa, którą można sprawdzić jedynie "w boju"...
Nie byłyby potrzebne sierocińce. Nie byłoby dzieci w śmietnikach i beczkach, nie byłoby tylu aborcji.
Tego akurat nie możesz być pewien. Od zajścia w ciążę do narodzin mija 9 miesięcy. Kupa czasu. A żeby było zabawniej - to dopiero początek... Nagle dociera do Ciebie, że uczysz się swojej partnerki - i siebie samego - na nowo. I uczysz się również tej małej, całkowicie od Ciebie zależnej istotki.
Niektórzy nie dają rady. I ponownie: tego nie da się przewidzieć.
