Nie znam komiksu, więc trudno mi się odnieść, ale przywykłem do sytuacji, gdy superbohater jest jakimś wyjątkiem od reguły, tymczasem w Arrow niemal każdy w końcu staje się mścicielem w masce/kapturze. Nie mówię, że to źle, ale gdyby nie Felicity, to nie byłoby komu siedzieć za biurkiem. ;p
Już w bardziej odrealnionym Flashu te proporcje wyglądają normalniej.