Dreamweb, odświeżyłem sobie oba pirackie filmy, o których gadaliśmy i - stanowczo:
"Piraci" > "Cutthroat Island"
Nie tylko dlatego, że Polański jest zdecydowanie lepszy rzemieślniczo od Harlina (co oczywiste), ale i z tej przyczyny, że podszył swój film nutką egzystencjalnej niepewności (unikając np. standardowego happy endu lub - rzadszego, ale też konwencjonalnego - tragicznego zakończenia*; zamiast których pojawiła się efektowna, może nie pętla, ale spirala fabularna, pokazująca chwiejność pirackiego losu), no i w większy (na miarę konwencji) realizm poszedł.
* Tu by się wręcz o jakiś sequel prosiło ("Zemsta Żaby", czy coś), by kliszom stało się zadość 😉 .