Forum › Fantastyka › Star Trek › A moglo byc tak pieknie
Wolkanów było więcej, był jeszcze jeden w maszynowni, dokładnie to ten co sie "dobierał" do B'Elany. Czyli było ich chyba dwóch z czego Tuvok i tak chorował więc ten kadłub miałby trudności z dotarciem do celu.
Tym bardziej mógłby zostać kadłub z jednym załogantem na statku, którego obsługa wymaga troszkę więcej osób ;D
Oczywiście, że wymaga. Gdy Kirk został sam na pokładzie, tez był bezradny jak pijane dziecko we mgle. W sytuacji, w jakiej znalazła sie Janeway, każdy członek załogi był na wagę życia. Każdego z nich musiała bronić za wszelką cenę.
A i tak kilka osób straciła i nie mogła liczyć na nowych załogantów, bo skąd? Zdawała sobie sprawę, że została sama i ma pod sobą 150 osób. Musiała się dostosować do nowych warunków. Czasem była niczym matka i psycholog pokładowy, ale potrafiła też być konkretna i nie oglądając się za siebie podejmowała decyzje, które w jej mniemaniu będą dobre dla załogi. Z resztą i tak przypłaciła to wszystko depresją (pierwszy odcinek piątego sezonu - Night, swoją drogą bardzo fajny).
Widzę, że nie tylko ja bronie Janeway. Cieszy mnie to niezmiernie. Wracając do tematu. Każdy kapitan musi być dla załogi z jednej strony ojcem/matką a z drugiej szefem, którego polecenia nie podlegają dyskusji. Musi umieć wziąć na siebie wszystkie wynikające z tego faktu konsekwencje i nie "biec z płaczem do mamusi". Janeway pod tym względem nie można niczego zarzucić. Fakt, że czasem miała wyrzuty sumienia świadczy tylko o jej człowieczeństwie i posiadaniu sumienia.
Z resztą skąd tytuł tego tematu? Mogło być tak pięknie? Chyba raczej fatalnie gdyby tamta pani (aktorka mi nieznana, choć pewnie sympatyczna) dostała rolę Janeway. Kate Mulgrew świetnie się odnalazła w tej roli. Fakt, że raczej dopiero od trzeciego sezonu, ale jednak zrozumiała grana przez siebie postać, którą bardzo lubię i będę bronił.
Będę monotematyczny. Jak dla mnie do tego ładna babka. 🙂 O Kate Mulgrew mówię oczywiście.
Mnie łatwiej ocenić urode Kirka lub Spocka, niz Kaśki. Jak dla mnie, to trochę z niej babochłop - ale i tak ją lubię. Nic w tym dziwnego, mam osobliwy gust, skoro z całego TNG najbardziej lubię najmniej popularnie postacie - Wesleya Crushera i... Tashę Yar.
Oj Tasha Yar była świetna, ale Wesley? Proszę Cię:) Tak się kończy jak maminsynek pcha się do Gwiezdnej Floty.
Nie twierdzę, że to wystrzałowa postać - jak dla mnie raczej nietrafiona i nadająca całemu ciągowi odcinków niepotrzebną infantylność. Mimo to po prostu go lubię, nic na to nie poradzę.
Wiem o co chodzi 🙂 czasem kogoś się lubi tak po prostu. Mentalnie może i Kaśka była trochę babochłopem, ale nie miała wyjścia, musiała być twarda.
Jeśli chodzi o Weslaya to maminsynkiem był tylko czasami. W 2 sezonie, gdy nie ma mamusi okazuje się być odpowiedzialnym mlodzieńcem. Z drugiej strony trochę winy było w tym ze strony dr Crusher, bo to ona robiła błędy wychowawcze, jak zresztą każda matka. Jednak bardzo ciekawe były relacje Wesa z innymi członkami załogi, szczególnie z Datą i Worfem. Pickard był dla niego nie tylko dowódcą, ale także namiastką ojca i wzoru do naśladowania. Nie pamietam w którym to odcinku pada takie stwierdzenie o spełnianiu oczekiwań innych przez Wesa. Rozmawiał o tym z Guinann. Spytała go czego więc on chce. Wtedy podjął swoją pierwszą dojrzałą decyzję: rezygniuje z GF by poświęcić się badaniu wszechświata wraz z Podróżnikiem.Co do Kaśki, pisałem, że nie chodzi mi tyle o postać ile jej odtwórczynię ;). Postać sama w sobie też jest kontrowersyjna. Budzi dwa skrajne odczucia. Z jednej strony są tacy, co jej nienawidzą za to co robi i jaka jest, a z drugiej strony są tacy, którzy ją za to samo kochają. Kwestia gustu.
wg mnie janeway nie była babochłopem, a w ogóle to jakieś wstrętne okreslenie. więc nie była męską kabietą ;P jako męską kobiete mógłbym może okreslić dr. pulaski, którą bardzo lubie swoją drogą. jeśli chodzi o janeway, musze sie zgodzic z lo'rel - nie miała wyjścia, musiała być twarda. pamiętajcie, że voyager został uwieziony w delcie przez jej decyzję, i chociażby w odcinku 'night' widzimy jak duży wpływ wywarło to na janeway - czuła się winna, i przez to poczucie winy była zdeterminowana żeby doprowadzic statek do domu xP to mogło byc przyczyną kilku dziwnych posunięć, mimo wszystko nie wydaje mi się, żeby kiedys w bardzo znaczący sposób złamała którąś z zasad czy praw federacji xP miała tez bardzo kobiecą, uczuciową stronę: 'persistence of vision' gdzie widzimy jak ważny był dla niej mark. 'workforce' - zakochała sie, ale mimo wszystko wybrała powrót na voyagera. janeway zawsze dążyła do celów które sobie obrała, była uparta i pracowita itd, na to przykłady mozna mnozyc.osobiscie bardzo lubię tę postac i mulgrew chyba sprawdziła się w roli, bujold to były takie flaki z olejem. nie wiem co z linkiem, bo nie działa, ale widziałem na przykład sceny z 'caretaker'a' z bujold, ona wyglądała jak ćpunka :ojakos tak bez sensu dzis pisze :/ ten moj wywod o janeway zabrzmial jak profil psychologiczny z polskiej memory-alpha, by the way - wiecie moze kto to pisał? masakra.ten vulcan z maszynowni nazywał sie vorik, podobno był bratem bliźniakiem torika (nie jestem pewny co do pisowni) z tng:'lower decks'.
Następny, co lubi Kasieńkę. Bardzo dobrze, fanklub się rozszerza.
