Teraz może odwrócił się trochę w przeciwną stronę. Nie widzę w tym na razie nic złego. Bez tragizowania.
Widocznie za mało widziałeś w życiu zmarnowanych serii, zespołów muzycznych zjedzonych przez komercję itd.
Mimo to ich muzyka, choć lżejsza od wcześniejszych piosenek, prezentuje sobą wysoki poziom. Pop popowi nierówny.
Nigdzie nie twierdziłem, że nie znoszę lżejszych odcinków Treka i że nie można zrobić - od czasu do czasu - dobrego Treka skupionego na akcji (jest zatrzęsienie w Treku odcinków humorystycznych, bawiących się konwencją, przygodowych itp.). STXI nie ma po prostu nic wspólnego z wspomnianym przez Ciebie wysokim poziomem. Film skupiony na akcji nie musi być od razu płytki, chaotyczny, źle zagrany, starwarsowo neonowy, nieprzekonujący w motywacjach i charakterach. Tym bardziej nie musi z miejsca popadać w drastyczne i niczym nieusprawiedliwione sprzeczności z pierwowzorem: od sprzeczności dotyczących ścisłych faktów, po wprowadzanie do Treka mentalności rodem z baru piwnego.
To pozbądźmy się tych dróg i nigdy nie budujmy autostrad. Jeszcze się komuś z Hitlerem skojarzą 🙂
Nie odwracaj kota ogonem. Analogia była jasna: to, że coś rodzi pozytywy nie oznacza, że jest pozytywne samo w sobie. W przypadku Treka jest nawet gorzej, niż w przypadku autostrad. Te były z całą pewnością pozytywne, obecne zainteresowanie Trekiem już niekoniecznie jest takie, bo trzeba zapytać - co w tym nowym Treku zainteresowało szerszą widownię i co za tym idzie - gdzie leży kasa dla producentów. I raczej wątpię, ażeby to było to, co zawsze stanowiło o wyjątkowości i intelektualnej wartości Treka.
Czy na serio uważasz, że nigdy Treka nie oglądaliśmy? Że "fanami" staliśmy się po jedenastce?
Oczywiście, że nie wszyscy, ale sporo osób. Natomiast starym fanom zarzucam, że chyba nie bardzo zdają sobie sprawę z konsekwencji popularności Treka w stylu popcorn.
Do końca pozbawiony ideałów nie jest. Była już o tym dyskusja na startrek.pl. O ile pamiętam, żadna ze stron nie dała się przekonać...
Tak, podobne absurdy niektórzy wypisują na USS Phoenix. Przesłanie można przypisać toczącym się po chodniku kartoflom, co nie oznacza, że one owe przesłanie posiadają. Niezwykle ważne jest też jak przesłanie zostało zaprezentowane - czy jest powierzchownym banałem, czy cokolwiek głębszą, podbudowaną logicznie analizą, precyzyjnie ustawiającą sensy zagadnienia (z czego zawsze słynął Trek: od TOS-a po DS9 z kulminacją w okresie TNG). Nie mówiąc już o stylu (osadzeniu w motywach kulturowych, literackich, konwencjach filmowych itp.), który w takim np. TNG - pełnym kiczowatych dekoracji - udało się wynieść na poziom o jakim Abrams i jego spółka nawet nie słyszeli.
I proszę - nie pisz, że Trek powinien iść z duchem czasu i dlatego ma wyglądać tak, a nie inaczej. Jest to kolejna bzdura z lubością powielana przez kolejnych komentatorów. TNG to przełom lat 80 i 90. Lata 80 są powszechnie uważane za epokę kiczu, m.in. muzycznego (w Polsce, w czasie pierwszych emisji, króluje Fun Factory). Nie przeszkadzało to jednak serii takiej jak TNG, pełnej np. muzyki klasycznej, zdobyć popularność. Okres 80/90 to czasy w których społeczeństwo amerykańskie już od dawna jest społeczeństwem McDonaldów, powszechnej konsumpcji i samozadowolenia, a jednak TNG zdobywa popularność. Jak się chce to można. Nie ma powodu dopasowywać serialu do tych, co już wybrali niezobowiązującą rozrywkę - zawsze znajdzie się zatrzęsienie ludzi, którzy takiego wyboru nie dokonali, lub nie dokonali jeszcze żadnego - w ten sposób całe pokolenia wychowały się na TOS-ie czy TNG (znane są mi przypadki, kiedy fascynacja Trekiem skierowała kogoś na politechnikę, czy skłoniła do poważnego zajęcia się kwestiami etycznymi).
Tyle tylko, że nie twierdzę, że nowy film jest arcydziełem, bo zrobił sukces kasowy. Owszem jest to popcorn movie, ale trzeba też umieć odnaleźć przyjemność w oglądaniu czegoś takiego. Jeśli nastawiam się na kino ambitne, to obejrzę sobie Almodovara (choć to sprawa gustu), ale jeśli nastawiam się na rozrywkę to nie oczekuję niczego więcej. I nie sądzę by był to przejaw ignorancji, ale rozdzielanie pewnych kategorii. Lubienie jednego i drugiego w żaden sposób się nie wyklucza.
Tyle, że charakter Treka jest daleki od niezobowiązującej rozrywki (wystarczy z namysłem obejrzeć TNG, ażeby zrozumieć jak jest od tego daleki). Teraz robi się z niego niezobowiązującą rozrywkę. Wniosek: niszczy się charakter Treka. Wniosek: właśnie nie rozdziela się pewnych kategorii, lecz spłyca i popcornuje coś, co należało do innej kategorii. Kropka. Sam sobie przeczysz.
Trek jest psuty od dłuższego czasu. Filmy z Łysym, VOY, ENT, wszystko to coraz bardziej zmierzało ku płaskiej rozrywkowości. STXI jest kulminacją tego trendu. Czas z tym skończyć inaczej nie będziemy mieli Treka, ale kolejne wydanie SW, czy SG: tylko bez walorów tamtych uniwersów, które od początku były pomyślane czysto rozrywkowo.
Nieco mnie to bawi.
Wiesz co mnie z kolei bawi? Bawią mnie twierdzenia typu: dzięki Hitlerowi w Niemczech po raz pierwszy usłyszano o autostradach, a więc należy się cieszyć, że pojawił się Hitler. Jest to doskonale analogiczne do wznoszenia achów i ochów nad dziełem Abramsa, bo dzięki jego filmowi szersza widownia usłyszała o Treku. Tak jak za tymi autostradami w istocie stał totalitaryzm i zapędzanie społeczeństwa do pracy, tak za nowym Trekiem i rozgłosem stoi popcorn movie.
Gorszych i lepszych fanów? Nie - fan, to fan. I albo mamy fana, albo kogoś kto obejrzał jedno filmidło i chce pouczać innych o tym, jak to dobrze, że nowy Trek jest pozbawiony głębszej myśli, bo dzięki temu mu się podoba.
Nie rozumiesz prostej rzeczy - każdy ma prawo być ignorantem, problem w tym, kiedy ignorancja przedstawia się jako równorzędna swojemu przeciwieństwu, kiedy pojmując się jako równorzędna zaczyna się plenić. Masz gdzieś fizykę teoretyczną i wolisz zajmować się poezją? - nikt nie broni, ale nie twierdź potem, że to dobrze, iż likwidowany jest wydział fizyczny i nie stosuj jakichś pokrętnych argumentacji, że fizyka jest odległa od człowieka i trzeba zaspokoić bliższe człowiekowi gusta i otworzyć wydział literatury pięknej.
Przede wszystkim jednak rzecz jest oczywista - jeśli w filmie zawarta jest głębsza myśl, a obok niej akcja, to osoba, która odbiera i jedno i drugie, ceni i jedno i drugie, jest widzem bardziej świadomym i zaangażowanym, niż osoba, która zauważy tylko akcję. Podobnie oczywiste jest, że każdy film ma swój charakter i nie jest dobrze, kiedy ten charakter jest tracony. Czy ja komuś bronię oglądania SG-1? Sam oglądam, choć serial nastawiony jest przede wszystkim na akcję. I jak tam oburzałbym się, gdyby z SG-1 zrobiono kino moralnego niepokoju, tak w przypadku Treka oburzam się na robienie z niego bezmyślnej papki, bo charakter Treka jest bardzo daleki od kina nastawionego na pustą rozrywkę. Trek jest, jaki jest, jak ktoś chce oglądać coś lżejszego - droga wolna, jest tego na pęczki. Wyciąganie z faktu, że są ludzie lubiący drewniane domy wniosku, iż to dobrze, że ktoś rozbiera dom murowany i chce w jego miejsce postawić drewniany, jest co najmniej bezmyślne.
Jest to tak jasne i oczywiste, że nie wiem jak można rozumować inaczej. Chociaż czekaj - wiem. Odmienne myślenie wynika ze współczesnego bełkotu pojęciowego jaki się próbuje ludziom wciskać. Jednym ze skutków tego bełkotu jest, że jak ktoś ma nazwisko i - za przeproszeniem - nawali na płótno, to sprzeda tę pracę za miliony, a każdy będzie się nad nią rozpływał, wygłaszał mowy o arcydziele i o niejasnych granicach sztuki. Granice sztuki są jasne - niemożliwe do logicznego ujęcia, ale jasne dla każdego, kto wyrobił w sobie gust po prostu ze sztuką obcując. Ale społeczeństwo łyka ten bełkot i później spotyka się ludzi święcie przekonanych, że hip-hop poziomem muzycznym nie odbiega, od jazzu.
Ludzie znajdują różne powody by oglądać Treka, jednym podoba się Spock czy T'Pol i są ciekawi rozwoju postaci, dla innych to miłe spędzenie czasu, wspomnienia z młodszych lat czy też szukanie głębszych myśli i problemów moralnych. Znalazłoby się jeszcze wiele innych motywacji, ale nie sądzę, by tylko jedna z nich była tą słuszną.
Jednym słowem chcesz mi powiedzieć, że relatywizm jest powszechny, a oddanie nauce należy cenić nie więcej, niż poświęcenie zaspokajaniu najprostszych instynktów; oddanie poszukiwaniu prawdy nie więcej, niż przyjemność uzyskiwaną z fałszu? Zapytałbym - i kto tutaj nie rozumie przesłania Treka.
Oczywiście - gusta są sprawą mętną. Nic jednak nie przeszkadza, ażeby inteligentne przesłanie połączyć z ciekawymi postaciami i zajmującą akcją. Czyż nie? Oczywiście, że tak. A to z miejsca przekreśla Twoje poglądy na nowego Treka. Ty bowiem mówisz coś takiego: ten otwór muzyczny ma beznadziejną strukturę, jest powierzchowny i wyprany z myśli, ale w 3 takcie ma fajną melodię, a więc miłośnicy Mozarta - milczcie.
Ja natomiast wyśmiewam takie podejście - bo jest to intelektualny minimalizm, a nie sprawa gustu. Wyśmiewam też pewne argumentacje, bo coś nielogicznego zawsze będzie nielogiczne i nie jest to kwestia rasy - ludziom dostępna jest logika - lecz lenistwa umysłowego (nie widziałem Treka, który by nakazywał wobec owego lenistwa tolerancję). Niech cytat z Treka posłuży:
- Nikt tak nie powie.
- Nikt nic nie powie. Nikt o nas nawet nie wspomni... Mógłbym żyć z porażką. Cóż - może nie. Ale nawet nie próbując?... Przegapić jedyną szansę pałkarza. Znasz baseball?
- Tak. Nauczył go mnie mój tata, gdy byłem mały.
- Kiedyś, wieki temu, była to ukochana rozrywka amerykanów. Opuszczona, przez społeczeństwo ceniące fastfoody i szybsze gry. Utracona na rzecz... niecierpliwości! Ale ja widziałem wielkich graczy, rozgrywających wielkie gry.
- Odtworzył pan ich w holodeku?
- Nie. Tutaj. (wskazuje na swoją głowę) Posiadając wiedzę o statystykach, biegach, uderzeniach i błędach, czasie gry, punktach. Ludzie tacy jak my, nie potrzebują holodeków.
Fakt, że niektórym osobom ST wcześniej kojarzył się przede wszystkim z dresowymi uniformami świadczy jedynie o tych osobach - jeśli oglądały i tyle z tego wyniosły; fakt, że ktoś usiłuje podkreślając to dowodzić wartości STXI świadczy tylko o jego inteligencji - źle świadczy. (...)
Ta wypowiedź jest ujmą na honorze prawdziwego trekera.
Brzmi to jak narzucanie własnego poglądu i wyśmiewanie cudzego, a więc sam nie zauważyłeś tego co Star Trek pokazuje, jesteś w sprzeczności z tym czego nas uczy więc nie pouczaj, nie każ oglądać poszczególnych seriali z jakimś konkretnym nastawieniem jeśli sam tego nie potrafisz :[
Mod: Usuwamy nadmierne cytaty. 😉
To samo co wyżej - brak przekonań i sprzeciwu wobec poglądów z którymi się do głębi nie zgadzamy jest jak najdalszy od przesłania Treka. Przeciwne racje należy oczywiście rozważyć, ale nie oznacza to, że mam się z nimi zgadzać kiedy są całkowicie pozbawione logiki i sensu. To, że najnowszy Trek jest pozbawiony głębszej myśli jest faktem i trzeba mieć zaiste pokrętną mentalność, ażeby się od faktów odgradzać fałszywie pojmowaną tolerancją.
Tolerancja ma miejsce wtedy, kiedy kogoś na coś całkowicie nie stać, albo kiedy musi sam dorosnąć do wyższego rozumienia i lepiej pozostawić go samego sobie, albo w przypadkach kiedy nic nam do tego, bo swoimi sprawami dana osoba zajmuje się np. we własnej sypialni; nie ma mowy o tolerancji, kiedy ktoś publicznie wygłasza absurdy, stosuje niedorzeczną argumentację, czy wypowiada się o czymś, o czym nie nabył dostatecznego pojęcia (przysłowiowe "dresowe uniformy").
Fakt, że niektórym osobom ST wcześniej kojarzył się przede wszystkim z dresowymi uniformami świadczy jedynie o tych osobach - jeśli oglądały i tyle z tego wyniosły; fakt, że ktoś usiłuje podkreślając to dowodzić wartości STXI świadczy tylko o jego inteligencji - źle świadczy.STXI jako film jest słaby, jako ST jest tragiczny. Głupi zrozumie to w ten sposób, iż płaczę nad prawdami kanonicznymi. Nie - ja płaczę nad utraconą inteligencją Treka. Treki - pomijając VOY'a i ENT'a były serialami inteligentnymi, ponadprzeciętnymi, więc Trek słaby jako film, jest tragicznym jako Trek. Niestety nie miały szczęścia do filmów (z wyjątkiem niektórych TOS-owych), czego teraz otrzymaliśmy kulminację. Łamanie kanonu również jest bezsensowne (niestety - Trek nigdy nie był spójny, ale to nie powód by czynić go jeszcze bardziej niespójnym), ale to zrozumie tylko ten, kto nie lubi absurdów i sprzeczności, czyli człowiek ceniący sobie logikę. Wątpię czy wielu się takich znajdzie, skoro padają tutaj stwierdzenia, które można ująć tak: jeśli nie łamiesz kanonu (nie mnożysz sprzeczności) to stoisz w miejscu, jeśli nie spłycasz i nie infantylizujesz filmu, to hamujesz postęp.Żal._________________________________I jeśli jeden z drugim, co w rzeczywistości pojęcia nie mają o treku, chce dyskutować, to pod jednym warunkiem. Że usiądzie i, choćby nie wiem jakie z początku miał opory, obejrzy z uwagą całego TOS-a, TNG i DS9, ale obejrzy je z intelektualnym zaangażowaniem! Może zacząć od tego drugiego serialu - będzie łatwiej, bo TOS to lata 60 XX wieku. Jak to zrobi - możemy dyskutować.
