Nie bardzo rozumiem, co chcesz powiedzieć przez "dla obu stron osobno" - rozumiem intencję, aby gracze nie wykorzystywali wiadomości z przeliczeń i postów, które nie są dla nich przeznaczone. Tylko że wątpliwości mam co do rozwiązania: czyżbyś chciał wprowadzić dwa oddzielne wątki dla obydwu stron? To w zasadzie oznaczałoby dwie oddzielne bitwy. Chyba że te wątki miałyby mieć kształ quasi-OP, ale wtedy nie zapobiegałyby "przeciekom"...
Centrum ewakuacji Celeno City, Celeno I, układ Celeno.
Większość pomieszczeń kosmoportu była pusta, jednak w terminalu ośrodka znalazło się ponad sto osób - panikujących cywilów, których przerażała perspektywa szybkiego spotkania z żołnierzami kardazjańskimi. Wszyscy oni dobrze pamiętali niedawne wydarzenia z Setlik III, więc mieli uzasadnione obawy o swoje życie. Dlatego też po poinformowaniu ich przez oficerów Gwiezdnej Floty o trudnej sytuacji cywile zareagowali paniką.
Niektórzy ludzie zaczęli agresywnie zachowywać się wobec oficerów, obwiniać ich za to, iż nie udało im się zapewnić bezpieczeństwa - a chronienie obywateli Federacji było głównym, fundamentalnym zadaniem Gwiezdnej Floty. Jednak głównie przeważały strach, przerażenie i rozpacz. Niektórzy płakali. Inni pytali się, w jaki sposób mogą pomóc. Ludzie w mundurach uspokajali cywilów.
- Jak widać, oficerowie Gwiezdnej Floty rozstawiają inhibitory transportera, aby Kardazjanie nie zdołali się tutaj przetransportować. Jak się dowiedzieliśmy, w odpowiedniej chwili mają zostać włączone drogą radiową lub podprzestrzenną.
Santi prowadził obiektyw kamery na oficerów w mundurach z żółtej sekcji, którzy ustawiali w różnych częściach terminala blokady. Urządzenia te przypominały talerze, ustawione na kilkudziesięciocentymetrowym, wykonanym z tworzyw sztucznych, pręcie. Blokady całkowicie uniemożliwiały używanie transportera w obrębie kilkunastu metrów, tak więc identyczne urządzenia rozstawiali jeszcze inni oficerowie w różnych punktach kosmoportu. Operator objął twarz Brownson, z panoramą wymarłego kosmoportu i Celeno City.
- Taki sposób uruchomienia uwarunkowany jest tym, że oczekujemy na okręty krążące w systemie. Jak mówi porucznik Ayalagi, blokady transportu zostaną uruchomione dopiero wtedy, gdy wróg rozpocznie desant na miasto. Nie potrafił jednak powiedzieć, ile to potrwa, ani jakie w ogóle są szanse. Zresztą i ich, i cywilów ogarnia panika, aczkol-
W terminalu rozległ się charakterystyczny, znany wszystkim odgłos. Oficerowie i cywile zobaczyli w kilku miejscach ogromnego pomieszczenia żółtawe błyski, zwiastujące przertansportowanie czegoś. Po chwili pojawili się Kardazjanie. Kamera zatrzęsła się, kiedy Santi został popchnięty mocno przez innych ludzi i wylądował na podłodze. Wśród ludzi wybuchła panika - niektórzy zaczęli w popłochu uciekać, inni położyli się na ziemię sprawdzając uprzednio, czy nikt nie zamierzał ich stratować.
Oficerowie Gwiezdnej Floty zachowali zimną krew i jednego z napastników zabili z fazera w pierwszej chwili. Kardazjanie nie pozostali dłużni i otworzyli ogień z dezruptorów, które jednak nikogo nie trafiły - wróg koncentrował się na uzbrojonych ludziach, ci zaś uniknęli jego strzałów. Zaczęły się transportować następne drużyny kardazjańskie, jednak zgodnie z zapewnieniami porucznika Ayalagi uruchomiono inhibitory transportu.
- Zaatakowali! Już tu są! Kardazjanie strzelają do bezbronnych cywilów!
Materializujące się powoli sylwetki żołnierzy Unii zaczęły falować i rozmywać się, pomimo wysiłków załóg ich okrętów. Wreszcie rozpierzchły się w pojedyncze cząsteczki, które zmieszały się z powietrzem. To, co nie zostało do końca zmaterializowane, a nie zdążyło przebić się przez barierę blokad, powróciło na pokłady niszczycieli klasy Tonga - bezkształtne, krwawiące, martwe masy, złożone przypadkowo z przypadkowych części ciała, nieprzypominające już tego, czym były przed minutami. W chwilę później następni zdezorganizowani Kardazjanie zostali zdezintegrowani. Na ziemię upadł jeden załogant Floty i kilku cywilów. Wymiana ognia skończyła się, gdy wszyscy Kardazjanie zostali wyeliminowani.
Oficerowie Floty zajęli się rannymi, jednak boliański załogant i jeden cywil nie potrzebowali już ratunku - nie przeżyli. Jeden człowiek, który został trafiony z kardazjańskiej broni bardziej fortunnie, zwijał się z bólu, dopóki nie zajęli się nim medycy. Pewien załogant podszedł do zwłok jednego z kardazjańskich żołnierzy.
- Cholerne gady. - powiedział, jednocześnie miażdżąc pod butem czaszkę martwego.
- Proszę państwa, proszę o spokój. Spokój! - krzyczał do tłumu jakiś porucznik. - Proszę iść do podziemnej części terminalu! Tamtędy! Szybko!
Oficer wskazywał kierunek, podczas gdy inni mundurowi popychali zszokowanych ludzi. Jeden upadł, jednak został podniesiony wspólnie przez cywila i żołnierza, aby nie został stratowany. Ludzie schodzili w dół szerokimi schodzami ruchomymi, które od momentu rozpoczęcia ewakuacji wyłączono...
Celeno I, układ Celeno.
Okręty umykały spod zmasowanego ostrzału wroga, jednak Kardazjanie już zdobyli zdecydowaną przewagę. Federacyjna grupa zaczęła podążać śladem wycofywujących się transportowców, które osiągnęły możliwość wejścia w warp.
Kardazjańskie Galory ścigały okręty Floty i nadal ostrzeliwały USS Yahagi oraz USS Wraith, lecz przestały całkowicie interesować się umykającymi transportowcami wraz z ich osłoną. Te dwie jednostki były dla wroga znacznie bardziej nęcącym, bo łatwiejszym celem. Ciężkie dezruptory okrętów klasy Galor zaczęły uszkadzać delikatny kadłub Excelsiora, który szybko tracił swoją integralność. Załoga, w większej części złożona z kadetów i ludzi świeżo po Akademii, nie została jeszcze postawiona w obliczu tak bezpośrednim śmierci - odczuwali, że to mogą być ostatnie chwile ich życia. Kadłub rozrywały wiązki, które kierowały się z śródokręcia ku gondolom, co spowodowane było manewrami jednostki.
Wreszcie poszycie nie wytrzymało i jedna z gondoli USS Yahagi eksplodowała, wprawiając okręt w niekontrolowane obroty. Gwałtowne wyładowanie ruszyło sieciami dystrybucji energii, jednak poza kilkoma niegroźnymi eksplozjami niczego nie wywołało. Jednak plazma, która dostarczana była z rdzenia warp do cewek cofnęła się, rozrywając zabezpieczające ją materiały w maszynowni. Przez moment jej załoga zdawała sobie sprawę z bliskiego końca, jednak w ułamku sekundy pomieszczenie wypełnił niewyobrażalnie rozgrzany gaz powodując, iż ciała przebywających w maszynowni wyparowały się i zamieniły w jony. Plazma wywołała na całym pokładzie pożary oraz naruszyła konstrukcję kadłuba, tak że przedostały się one również na wyższy i niższy pokład, siejąc spustoszenie w sprzęcie i ludziach. W takiej sytuacji nie było nawet sensu mówić o rannych, którzy ucierpieli od wstrząsów podczas ataku, a także spowodowanych dezruptorami wyrw w kadłubie, początkowo załatanych przez pola izolujące, które jednak zawiodły.
Szczęśliwym zrządzeniem losu jednak plazma nie naruszyła rdzenia warp i nie doprowadziła do jego pęknięcia, tak więc okręt nie anihilował w intensywnym błysku światła. Co więcej, pomimo że stracił wszystkie możliwości manewrowe i dryfował niekontrolowanie w przestrzeni, to jego uzbrojenie pozostało sprawne. Jednak zawodzące sensory i podtrzymywanie życia powodowały, że zarówno celowaniedo wroga, jak i wytrzymanie na pełnym dymu, sadzy, tlenku węgla i trujących gazów pokładzie przychodziło z wielkim trudem.
Ambassador dzięki temu, iż był jednostką potężniejszą i nowocześniejszą, nie skończył tak jak Excelsior, aczkolwiek stracił całe osłony. Byli jednak o krok od wycofania, co wróżyło jego załodze przetrwanie w zawierusze bitwy. Ponowne.
Pomieszczenia ładunkowe, USS Jolinefan, układ Celeno.
Wystraszeni pasażerowie trzymali się czegokolwiek stabilnego, co znajdowało się z zasięgu, szczególnie po ostatnich wstrząsach, które spowodowane były kardazjańskim ostrzałem. Powoli tracili nadzieję na wydostanie się z pola walki, szczególnie, że kapitan obwieścił im przed kilkoma minutami o usterce napędu, przez którą nie mogli uciec. Gdy tylko była taka możliwość, to oficerowie Korpusu Inżynieryjnego, którzy znajdowali się na pokładzie, próbowali podnosić cywilów na duchu, teraz jednak szukali stabilneg miejsca podobnie jak inni.
- Mówi kapitan. Mieliśmy dotąd pewne problemy z napędem warp, jednak zdołaliśmy je rozwiązać i skoczymy w warp momentalnie. - rozległo się przez interkom.
USS Jolinefan, wraz z dwoma innymi transportowcami SFIC oraz okrętem osłony - USS Alisa Hamilton - weszły w warp i skierowały się na system Celbralai. Były już bezpieczne, poza zasięgiem kardazjańskich dezruptorów.
Rozdział XXVIII
Pokład 55, sekcja 14F, Baza Gwiezdna 326, układ Archenar.
Pomieszczenie ziało od siebie chłodem i zimnem - a raczej nadawało taką atmosferę. Niestety było to charakterystyczne dla baz gwiezdnych starych typów, których nie projektowano jeszcze z przeznaczeniem dla dużej obsługi cywilnej. Dużym osiągnięciem inżynierów było, iż Baza Gwiezdna 326 została przebudowana w sposób zapewniający maksymalny komfort - jednak pozostawili identyczny, odrażający wystrój.
Wokół stołu siedziało osiem osób, oficerowie Gwiezdnej Floty i dwóch cywilów. Wojskowymi byli wiceadmirał Seldon, porucznicy Dimanque i Zaccine, komandorowie Doatrka, Drekenwork oraz Rakkanu. Pozostałą dwójką byli wysłannik rządu Amelia Flaubere oraz administrator sektorów przygranicznych Gustav Rokovski.
- Pozatym będziemy potrzebowali 245 tysięcy ton żywności na wyznaczone zespoły sektorów oraz co najmniej 27 tysięcy Mm sześciennych objętości przeładunkowej na kolonię, aby przetransportować wszystkie niezbędne towary - powiedział Rokovski, po czym zaznaczył. - jednak optymalną wartością byłoby 39 tysięcy.
- Pozostańmy przy pierwszej liczbie. - odpowiedział Rakkanu. - 39 tysięcy Mm sześciennych na kolonię nie moglibyśmy przekazać nawet w czasie pokoju. Jeżeli chodzi o żywność i artykuły medyczne, to jest to wykonalne.
Komandor zerknął w stronę admirała.
- Czy coś jeszcze? - zapytał admirał.
- Chciałabym wiedzieć, jakie są postępy w ewakuacji Mirach, Celeno i Mesarthim. - odpowiedziała Flaubere.
- Cała obsada stacji Mesarthim została już przeniesione przez korpus logistyczny na Praespe, podobnie jak cały sprzęt - pozostał tylko sam szkielet stacji klasy Regula, ale bez wyposażenia to tylko kawałek metalu. - odezwał się szef naukowy sztabu floty, Edgar Drekenwork.
- Kolonia na Mirach II również została ewakuowana, a z Celeno w tym momencie powinny odlatywać ostatnie transportowce. Kiedy nawiązaliśmy z nimi łączność przed 72 minutami, na powierzchni pozostało jedynie 900 osób i 7% całego sprzętu ośrodka. - dodał Zaccine. - Wszystkie cywilne kolonie w rejonie IV floty, które mogłyby być zagrożone bezpośrednim atakiem, są już zabezpieczne.
- Chciałabym w to wierzyć, poruczniku.
W pomieszczeniu odezwał się cichy pisk, przez który adiutant admirała wstał i podszedł do interkomu umocowanego na ścianie.
- Niestety na razie nie pokazaliście, że dostatecznie się staracie.
- Droga pani, media nagłaśniają tylko masakrę na Setlik III, ale tam było jedynie sto osób - do tej pory przenieśliśmy już prawie pół miliona z różnych układów na granicy. - zauważył Benzyta.
- Ale ludzie nie czytają raportów, tylko oglądają holowizję. A jak wygląda sprawa cywilnych statków w obszarze przygranicznym?
- Tylko jednostki rządowe dopuszczamy do granicy, aczkolwiek loty odradzamy. Wszystkie inne zatrzymujemy i odsyłamy w głąb Federacji.
- A jeżeli ktoś będzie próbował się przedrzeć? - zapytał Rokovski.
- Wtedy okręty Floty unieruchamiają statek i przejmują nad nim kontrolę.
- Poprzez wejście na pokład komandosów?
- To ostateczność.
- Ale może się zakończyć rozlewem krwi.
- Jeżeli ktoś próbuje wkroczyć na teren działań wojennych i dodatkowo stawia opór oficerom Floty, to mamy pełne prawo przypuszczać, że osobnik ten jest powiązany z wywiadem kardazjańskim.
Do admirała podszedł porucznik Dimanque i szepnął mu coś do ucha. Seldon podał mu padd z wyliczeniami artykułów niezbędnych ewauowanym cywilom z poszczególnych kolonii, po czym wstając odezwał się:
- Państwo wybaczą, ale muszę wyjść - otrzymaliśmy nowe dane. Pod koniec ewakuacji nasze siły na Celeno zostały zaatakowane przez Kardazjan.
Rokovski i Flaubere popatrzyli niedowierzając.
- Pan sobie chyba żartuje?
- W żadnym wypadku. - Seldon skinął na swojego rzecznika.
- Na szczęście kolonia została ewakuowana. - powiedział Doatrka. - Proszę dokończyć według planu.
Admirał, Dimanque i Doatrka wyszli z pomieszczenia na korytarz. Drzwi zamknęły się z sykiem. W zasięgu wzroku nie było zupełnie nikogo. Cała trójka skierowała się w stronę śluzy prowadzącej na USS Livingston.
- Zaatakowali szybciej niż się spodziewaliśmy. Ile osób zostało na planecie? - zapytał Seldon.
- Około dwustu... i trochę sprzętu, ale już najmniej ważnego.
- Taką liczbę mogą przenieść nawet okręty konwojujące transportowce. - powiedział Benzyta.
- Nie wiemy, czy zdążą, mając na ogonie naście okrętów Unii.
Przez interkom rozległo się:
- Admirał Seldon pilnie proszony do C.I.C. USS Livingston.
Hangar główny, USS Precious, układ Celbralai.
Kapitan Fluorek stał i obserwował, jak komandor Sezzerin wychodzi z promu.
- Witamy na pokładzie PRECIOUS. Jestem kapitan Fluorek, a... - tu wskazał na towarzyszące oficerki. - porucznik Maxfarouu, szefowa maszynowni. - Ktarianka skłoniła się.
- Pani Peterson. - Fluorek wskazał na doradcę. - I pani Maakphroo.
- Uuer'thiio - przywitała się Andorianka.
- Witam, komandorze. - Sezzerin podał dłoń Fluorkowi, po czym odwrócił się do Andorianki. - Uuer'thiio
Po czym ukłonił się porucznik Peterson i porucznik Maxfarouu.
- Cieszymy się, że dotarł pan do nas. - powiedział Fluorek, ściskając dłoń komandora.
W tym momencie, zgodnie z rozkazami kapitana Styczyńskiego, przesłanymi na Precious, Miranda weszła w warp i skierowała się w stronę Celeno - niewielkiego ośrodka medycznego w pobliżu kardazjańskiej granicy.
- T'Ral do kapitana. Wchodzimy w warp - odezwał się komunikator.
- Chyba ruszamy w kierunku Celeno... - zauważył wysłannik.
- Tak. Kapitan Styczyński chce dotrzeć tam jak najszybciej. - powiedziała Ktarianka.
Wszyscy zebrani zauważyli lekki dymek, unoszący się z przekaźnika EPS na korytarzu.
- Mamy jeszcze pewne kłopoty z regulacja EPS... Zwłaszcza podczas wysokiej warp. - dodała Maxfarouu uspokajającym tonem.
- Mam nadzieję, że te kłopoty nie są zbyt istotne. - odparł zimno wysłannik.
"Jeśli nie zwolnimy, to za 12 godzin nasz okręt eksploduje" - pomyślała Ktarianka, po czym usmiechnęła się do komandora.
- Zapraszam pana do kapitańskiej mesy. - powiedział Fluorek.
- Nie będzie miał pan tego za złe, jeżeli podczas posiłku porozmawiamy również na mniej prywatne tematy?
- Oczywiście, że nie. - odparł Fluorek.
Centrum Informacji Bojowej, USS Livingston, Baza Gwiezdna 326, układ Archenar.
Drzwi rozsunęły się i admirał wszedł do pomieszczenia. Zaraz po nim weszli porucznik Dimanque i komandor Doatrka. Oficer łączności podał Seldonowi padd z najnowszymi transmisjami z Celeno.
- Dwadzieścia pięć okrętów wroga, trzy transportowce niesprawne z powodu usterki napędu warp. W drodze są posiłki z Celbralai. - mówił admirał, przekładając przekaz na formę bardziej gramatyczną.
- Przekażcie im, aby nie podejmowali niepotrzebnie walki, a w kiedy ocenią, że zagrożeniem jest dalsze przebywanie w systemie - niech zostawią transportowce. - powiedział kapitan Knuth.
- Admirale?
- Proszę to wysłać, panie Kirkegaard. Co z operacją na Haedus?
- USS Fawcett przesłał, że system zaatakowało dwadzieścia okrętów - znamy dokładne położenia wszystkich aż do momentu ucieczki Mirandy i zniszczenia stacji sensorów. - oznajmił Knuth.
Admirał poszukał w pomieszczeniu zegara - znajdował się on na trzech konsolach w różnych częściach pomieszczenia. Aktualnie widniał na nim czas: 0:46.
- 46 sekund. Kiedy można się spodziewać grupy z Algorab?
- Zgodnie z planem dopiero za jakieś 15 minut.
Jedna z konsoli operacyjnych zaświeciła się.
- Sygnał kodowy... A-G-4-2-0 - recytowała chorąży, powtarzając niesłyszalną dla innych transmisję, po czym odwróciła się do admirała. - Sir, weszli do systemu. Dwadzieścia kontaktów.
Mostek, USS Precious, gdzieś między Celbralai i Celeno.
Drzwi turbowindy rozsunęły się i do pomieszczenia wkroczył dowódca USS Precious, komitet powitalny oraz szacowny gość, przysłany przez sztab admirała Seldona.
- Kapitan na mostku! - zakomendowała porucznik Santami ze stanowiska ochrony.
Wszyscy oficerowie, ubrani w galowe mundury, staneli na baczność.
- Spocznij.
- Jaki jest nasz status? - Fluorek spytał Wolkankę.
- Lecimy w warp 8 do Celeno w formacji. Kapitan Styczyński zapowiedział wizytę z inspekcją na naszym okręcie za kilka minut.
Sezzerin zainteresował się tym faktem: "Zapewne zupełnie przypadkowo inspekcja wypadała mu wraz z moim przybyciem... Chociaż... coś tu jeszcze nie pasuje, nie tylko wrogość Styczyńskiego...". W tym momencie komandor Sshark podszedł do pełnomocnika.
- Jestem Pierwszym oficerem Precious. Witamy na mostku, komandorze.
Sezzerin spojrzał uważnie na Centauryjczyka.
- Komandor Sezzerin... Mam nadzieję, że będziemy mieli później chwilę czasu na rozmowę, panie... - Andorianin specjalnie przerwał, mimo że znał personalia Ssharka.
- Sshark. Levis Sshark.
- Panie Sshark. - komandor zdziwił się, że pełnomocnik admirała nie wie nic o nim. - Oczywiscie. - odparł pierwszy.
Sezzerin z lekką satysfakcją przyjął zaskoczenie Centauryjczyka - ten wcale go nie zaskoczył sądząc, że posiadanie wpływowego rodzica w admiralicji sprawia, że jest powszechnie rozpoznawalny. Stanowiło to dobry punkt wyjścia w przyszłej rozmowie.
- Jeśli pan pozwoli - wtrącił się Fluorek. - to komandor Sshark zajmie się naszym drugim gościem... Nie codziennie dowodca dywizji odwiedza nasz okręt. - dodał kapitan.
- Ależ oczywiście. Proszę działać.
- Komandorze...
- Tak jest, kapitanie. - odpowiedział Centauryjczyk, powstrzymując śmiech. i odszedł do turbowindy.
Sezzerin zdziwiony spojrzał na Ssharka i zastanawiał się, dlaczego prośba Fluorka wywołała u niego taki efekt, że musiał powstrzymywać się od wybuchu śmiechem. Zdziwienie przełożyło się na charakterystyczny, aczkolwiek mało zauważalny dla niewprawnych oczy ruch czułkami. Andorianin podszedł do konsoli operacyjnej i zapytał stojącego tam oficera:
- Jaki jest stan sieci dystrybucji energii?
Ktariański podporucznik sprawdził coś na konsoli:
- Poklady 9-11 idą na obwodach rezerwowych, reszta w normie... przy tak dużej prędkości. - odpowiedział Clausehkai. - Jednakże nie powinniśmy jej utrzymywać dlużej niż 10 godzin, o ile chcemy uniknąć trwałych uszkodzeń. - dodał po chwili.
- Dziękuję, podporuczniku. - po czym odwrócił się do komandora. - Ewakuacja Celeno jest sprawą dostatecznie pilną, że będzie pan musiał utrzymać tą prędkość - rozkazy admirała jasno mówiły o pospiesznym działaniu. Chodzi o ochronę cywilów, a przekonaliśmy się, że Kardazjanie nie respektują umów międzynarodowych.
- Oczywiście. - odparł Fluorek ze zrozumieniem. - Może przedyskutujemy resztę spraw w mojej mesie?
- To słuszny pomysł.
Centrum ewakuacji Celeno City, Celeno I, układ Celeno.
Joanne minęła barczystego oficera Gwiezdnej Floty z sekcji żółtej, który szedł korytarzem w przeciwną stronę. Zaraz za nią szedł Kevin Senti, na którego nikt nie zwracał uwagi - pomimo że w kosmoporcie pozostało jedynie kilkaset osób, tłok był tak duży, że Flota nie mogła utrzymać należytego porządku - szczególnie że wśród cywilów wybuchła panika.
- Czekając na następny statek, zostaliśmy poinformowani, że do systemu weszła duża flota kardazjańskich okrętów. Jak powiedzieli nam oficerowie Floty odpowiedzialni za public relations, konwojujące transportowce jednostki zaczęły wycofywać się na orbitę planety, aby awaryjnie przetransportować wszystkich cywilów - również i mnie.
Stenti trzymał kamerę tak, aby bezpośrednio obraz obejmował dziennikarkę. Cała relacja była na żywo transmitowana przez przekaźnik podprzestrzenny Celeno City do sieci Galactic News Network.
- Na wieść o Kardazjanach ludzi ogarnęła straszliwa panika, a nie ma żadnych możliwości wydostania się z tej przeklętej planety. Ludzie są w pułapce, nie mają gdzie się ukryć, istny koszmar w obliczu zbliżających się Kardazjan.
Brownson obróciła się i ruszyła korytarzem o jednej szklanej ścianie, przedstawiającej panoramę miasta. Ciągle mówiąc, po chwili zatrzymała się przed otwartymi drzwiami z przyklejonym emblematem Floty i napisem: Celeno City Evacuation Center.
- Jak nam wiadomo, okręty konwoju szybko zostały odepchnięte, a Kardazjanie przełamują ochronę orbitalną. Teraz zobaczymy, jak wygląda sytuacja w bieżącej chwili.
Santi kręcił z ręki wygląd pomieszczenia oraz biegających po nim oficerów Gwiezdnej Floty. Na dużym ekranie widoczny był plan miasta z wyszczególnionymi punktami ewakuacji oraz aktualizowana mapa układu. Widoczne na niej były trzy zielone punkty, zbliżające się wraz z dwoma niebieskimi do kilku innych niebieskich, a także kilkadziesiąt czerwonych kropek w pewnej odległości od zielonych. Na podłodze latały podeptane druki komunikatów.
Jeden z oficerów ochrony zauważył ekipę Brownson, podszedł do Santiego i zasłonił mu ręką obiektyw.
- Proszę tutaj nie filmować!
Mesa kapitańska, USS Precious, gdzieś między Celbralai i Celeno.
Komandor Fluorek i przedstawiciel admirała Seldona siedzieli przy stole w mesie kapitańskiej, na którym znajdowały się różnorodne potrawy, w tym andoriańskie dla Sezzerina. Wszystkie dania zostały przyniesione przed niewielką chwilą, a za załogą, która je dostarczyła, dopiero zasunęły się drzwi.
- Jak się miewa admirał Seldon? - spytał Fluorek, w probie zagajenia rozmowy z komandorem.
- Cóż, obecnie z powodu działań wojennych ma mnóstwo spraw na głowie - koordynacja ewakuacji cywilów, ochrona konwojów, a także propozycje kontrataków. I jeszcze te niefortunnie dochodzenia w sprawie niesubordynacji niektórych oficerów...
- Rozumiem, że działania kapitana Mandeli przyprawiły tylko mu roboty... - westchnął Fluorek.
- Owszem, każde takie dochodzenie odwraca uwagę sztabu od walki z Kardazjanami, ale niestety pozostawianie takich osób we Flocie byłoby jeszcze bardziej niebezpieczne.
Fluorek pokiwał głowa, po czym zjadł kolejny kes swojego posiłku.
- Co się stanie z kapitanem Williamem Mandelą?
- Dochodzenie się toczy, ale w najlepszym wypadku zostanie dożywotnio wydalony z Floty. W najgorszym - nie chciałby pan wiedzieć...
Fluorek przelknal sline.
- Kara będzie na pewno sprawiedliwa. - to bylo raczej wyrażenie nadziei niż stwierdzenie.
- Mamy wojnę, ale nadal obowiązuje normalny tryb sądowniczy. - zaznaczył Andorianin. - Naszym priorytytem jest, jak to na wojnie, walka z wrogiem a nie samymi sobą.
- Jakie są plany dla naszej dywizji po ewakuacji Celeno, jeśli można wiedzieć? - spytał raczej z uprzejmości Fluorek. Chciał przerwać niezreczną ciszę.
- Prawdopodobnie jak cały II korpus zostanie przeniesiona do Bazy Gwiezdnej 311 w systemie Algorab. A stamtąd... prawdopodobnie w przestrzeń kardazjańską. - Sezzerin wzruszył ramionami wyrażając przypuszczenie, jednak bez większego entuzjazmu.
Fluorek wcale nie wydawał się zadowolony z perspektywy wycieczki wgłąb przestrzeni Unii, jednak starał się to maskować.
- Po tym, co przeżył pan pod Arthus, dalsza walka nie będzie już taka niebezpieczna.
Fluorek usmiechnął się lekko, bez przekonania.
- Tak, bylem pod Arthus... straciliśmy tylko trzech załogantów, szczęsliwie. Wellington stracił wszystkich...
- Ta bitwa była straszną porażką - pomimo wykonania taktycznego celu... I właśnie z tym wiąże się jeden z powodów, dla których zjawiłem się na Precious.
Fluorek skoncentrowal swoja uwage.
- Słucham uważnie...
- Zapoznał się pan z raportem kapitana Styczyńskiego na temat działań pod Arthus?
- Tak...
- Wie pan, iż Styczyński zaznaczył, że nie zastosował się pan do jego rozkazów i zanotował pana wręcz nieuzasadnioną niesubordynację?
- Myślałem, że dotarł do kapitana Styczyńskiego mój protest. Wyjasniłem, że nasze złamanie formacji było spowodowane zmasowanym ostrzałem Kardasjan... - powiedział Fluorek nerwowo. - Musieliśmy robić uniki, i to calkiem szerokie...
- Niewątpliwie musiał pan robić uniki... - powiedział Andorianin z delikatną nutką sarkazmu.
"Do tej pory musi pan robić uniki" - pomyślał. Sezzerin był nie bez przyczyny rozbawiony, jednak ukrywał to pod maską spokoju, a kiedy przekonał się, iż dowódca Mirandy nie zrozumiał ironii, zaczął dalej z uwagę słuchać.
- Precious w pierwszej fazie ostrzału stracił prawie całe osłony. - Pozostanie w formacji rownałoby się naszej śmierci. - dodał Fluorek poważnie.
- I próby ratowania okrętu kapitan Styczyński uznał za niesubordynację?
Andorianin udał, że słowa Fluorka go zszokowały.
- Wydaje mi sie, ze kapitan Styczyński niezbyt dobrze zrozumiał moje wyjaśnienia...
- Tak... niezrozumienie wyjaśnień, porażka pod Arthus i utrata kilku okrętów...
- Komandorze? - Fluorek niezbyt rozumiał, dokąd ta rozmowa zmierza.
- Wygląda na to, że dowodzenie kapitana Styczyńskiego było bardzo zagmatwane... Nie zauważył pan czegoś takiego?
- Zagmatwane...? - Fluorek zastanawiał się intensywnie.
- Chyba tak... w pewnym momencie bitwy nie wiedzielismy, co robic... kapitanowie podejmowali proby ratowania kapitana Mandeli, jednak Styczyński ich powstrzymywał, a na samym koncu sam go uratowal... po stracie Wellingtona.
- Rozkazy były nieprecyzyjne?
- Kapitanowie wydawali sie działać nieco chaotycznie. Nie wiem, czy to wina rozkazów, ale zamieszanie podczas bitwy było mocno odczuwalne.
Sezzerin sięgnął po teczkę i zaczął ustawiać szyfr. Po chwili Fluorek usłyszał złowrogie kliknięcia, zaś Andorianin wyjął padd i podał go dowódcy USS Precious.
- Może pan przejrzeć to i wypowiedzieć się?
Fluorek zaczal przegladac zapisy.
- Czy mam szukać czegoś konkretnego?
- Czegoś, co wydaje się panu wywoływać zamieszanie w dywizji.
- Ten podzial na grupy bojowe wydaje się... może odrobinę dziwny. - po czym dowódca Precious dodał. - Ale nie jest z pewnoscia wynikiem celowego dzialania...
- Celowego działania? Pan coś sugeruje? - zapytał szybko Sezzerin.
- Znaczy się być może... - Fluorek zaplatał się. - Chodzi mi o to, że kapitan Styczyński nie miał intencji wywoływać zamieszania w dywizji.
- Rozumiem. - Andorianin skinął ze zrozumieniem. - Ale może jest ktoś, kto dokładnie orientuje się w rozkazach kapitana Styczyńskiego wydawanych pod Arhtus?
- Moj oficer taktyczny, podporucznik Mektrua. Albo... komandor Sshark, który z racji swego doświadczenia bojowego był wtedy koordynatorem naszych działań.
- Jeżeli pan pozwoli, to jeszcze dzisiaj się z nimi spotkam.
- Oczywiscie. Prosze się czuć jak u siebie...
Fluorek troszke sie uspokoil, kiedy pelnomocnik zmienil temat i nie skupial juz na nim swojej uwagi. Jednak nie było mu dane, aby poruszany temat nie dotyczył jego osoby - pełnomocnik widząc, że dowódca Mirandy plącze się w tych sprawach, postanowił sobie delikatnie go zaatakować.
- Dziękuję. Ale co pan 'ogólnie' myśli o doświadczeniach spod Arthus?
- Ogólnie? Myślę, że pomogą nam wszystkim w skuteczniejszym działaniu w przyszłości... Szkoda tylko, że tak dużym kosztem.
- A pan nie "był skuteczny"?
- Nasza załoga została przydzielona tutaj z floty badawczej, nie mieliśmy nawet czasu zwolnić personelu naukowego... Wydaje mi się, że zrobiliśmy tyle, ile tylko mogliśmy pod Arthus.
- Swoją drogą, kiedy pan był w II Flocie Badawczej, to sprawa pańskich awansów była dość... - Andorianin udał, że szuka słowa. - tajemnicza.
Fluorek skinal glowa.
- Sam nie do końca rozumiem, ale mój poprzedni dowódca uznał, że jestem zbyt mało doświadczony, by dowodzić samodzielnie statkiem o rozmiarach Mirandy.
- Jeżeli dobrze pamiętam, to zebrał pan chyba dostatecznie dużo doświadczenia podczas swojej służby na USS Iovi.
- Jak już mówiłem, sprawa cofnięcia mojego awansu na kapitana jest zagadką także dla mnie... Być może chodzi o to, że jestem raczej naukowcem niż dowódca bojowym.
- Admirał Seldon również zaczynał jako oficer naukowy, więc prawdopodobnie nie to było przyczyną... Resztą admirał doskonale rozumie badaczy w swojej flocie.
Fluorek ucieszył się.
- Byłbym zaszczycony, gdyby admirał zechciał przyjrzeć się z bliska tej sprawie.
- Z pewnością to uczyni - jednak w pana dywizji dzieją się rzeczy, które bardzo odwracają jego uwagę...
- To znaczy? - zapytał Fluorek, nie bardzo wiedząc, po powiedzieć.
- W czasie, gdy dywizja znajdowała się pod dowództwem kapitana Styczyńskiego, poniosła bardzo duże straty, a takich rzeczy admirał nie przyjmuje pozytywnie... Pozatym jego wrogie nastawienie w stosunku do sztabu...
Terranin słuchał z wyraźnym niepokojem słow komandora.
"To niemożliwe, żeby Styczyński był szpiegiem..." - pomyslał.
- Wygląda na to, że przyczyną tego wszystkiego jest ktoś "niezbyt lojalny" wobec Ojczyzny, wobec Federacji...
Z każdym słowem Andorianina rosło zdenerwowanie dowódcy USS Precious. "Szpieg!"
- ... ten ktoś znajduje się na USS Wraith... I może zniszczyć całą dywizję!
W pomieszczeniu rozległ się ostry odgłos sztućca spadającego na podłogę mesy.
- Ale... co można zrobić? - spytał zrozpaczony Fluorek.
- Rozumie pan, gdyby miał pan baczenie na okręt kapitana Styczyńskiego, jego samego oraz wszystkie nieracjonalne wydarzenia, które by się zdarzyły na Wraith lub innych okrętach dywizji.
- Oczywiście, komandorze.
- Gdyby pan stwierdził nieprawidłowości albo nieregulaminowe akcje, proszę poinformować o tym pannę Melton, mnie albo sztab - tylko tajnie - i będziemy mogli podjąć kroki by chronić Federację.
- Dla Federacji wszystko. - odpowiedział ciszej Fluorek.
- Chciałbym jeszcze zapytać, czy mam swobodny dostęp do całego okrętu - na swoim okręcie kapitan Styczyński wbrew pełnomocnictwom mi to uniemożliwiał - a wolę się zapytać wcześniej, bo wtargnięcie na pokład byłoby nietaktowne.
- Oczywiście, ma pan pełny i swobodny dostęp. - dodał kapitan, jednak widać było, że myślami jest już gdzie indziej. Starał się uważnie rozważyć wszystko, czego dowiedział się od andoriańskiego komandora. W tym samym momencie Sezzerin ukontentowany, iż wstępna rozmowa z Fluorkiem przebiegła pomyślnie, zastanawiał się, gdzie i kiedy może złapać komandor Williams lub Ssharka
- Kapitan na mostek. - odezwał się głos komandora Ssharka.
Fluorek spojrzal na Sezzerina, zaś Andorianin w odpowiedzi skinął głową.
- Fluorek słucham... - kapitan wcisnał komunikator.
- Dotarliśmy do Celeno. W systemie są wrogie okręty, a kapitan Styczyński oglosił alarm bitewny.
- Dziękuje. - odpowiedział Fluorek.
Obydwaj komandorzy skierowali się na mostek.
Kwatera komandor Melton, USS Wraith, układ Celeno.
Komandor skończyła lustrować podłogę pod łóżkiem, które uprzednio przesunęła. Wszystko wydawało się jej w tym lokalu podejrzane, ponieważ nie było żadnych śladów wrogiego nastawienia dowódcy Ambassadora.
- Żadnych robaków, owadów, larw, pająków... Dziwne... - szepnęła cicho do siebie samej.
Nagle światła zostały przyciemnione, zaś w powietrzu zabrzmiał dźwięk czerwonego alarmu oraz głos kapitana Styczyńskiego. Melton wsłuchała się w sygnał, a kiedy przebrzmiał, podbiegła do stołu, wrzuciła kilka urządzeń, leżących na biurku do teczki, po czym ją zamknęła i skierowała się do wyjścia.
- Czas powisieć komuś nad głową. - pomyślała, gdy drzwi zasunęły się ze złowieszczym świstem.
Celeno I, układ Celeno.
Sytuacja wokół planety rozwijała się w błyskawicznym tempie. Transportowce Korpusu Inżynierujnego Gwiezdnej Floty wraz z dwoma lekkimi krążownikami osłony uciekały przed porążającymi za nimi sześcioma okrętami klasy Galor, gotowymi je zniszczyć lub unieruchomić. Sytuację dodatkowo komplikował fakt kilkunastu innych okrętów, które w tym samym czasie atakowały inne części układu, głównie baterie orbitalne, porozstawiane wokół pierwszej planety.
Stan osłon obydwu okrętów okrętów konwoju coraz bardziej spadał, gorzej sytuacja miała się jednak z transportowcami - dwa z nich praktycznie straciły osłony, a w pobliżu planety nie było większych szans na ucieczkę. USS Alisa Hamilton i USS Defelice wystrzeliły dwie torpedy w kierunku pościgu, jednak obydwie minęły Galory w niewielkiej odległości. Dowódcy mieli jeszcze przed oczami eksplozję okrętów z ich dywizji i rozumieli, iż otwarta walka z Kardazjanami jest w tych okolicznościach tylko samobójstwem. Dodatkowo, jak wynikało z odczytów sensorów, z baterii orbitalnych rozmieszczonych na orbicie planety pozostała tylko jedna, na której wróg skupił swój ostrzał - wynikało z tego, że próby ukrycia się na orbicie były skazane na porażkę.
Jednak po chwili na ekranach zarówno Mirand, jak i transportowców, wyłoniło się zza planety siedem sprzymierzonych okrętów różnych klas, które szybko zbliżały się w kierunku niewielkiej federacyjnej grupy. Po chwili jednostki wymieszały się...
Mostek, USS Defelice, układ Celeno.
Wszędzie były opary dymu i zielonkawego gazu, wydostającego się z poszarpanych przewodów umieszczonych u góry mostka. Nikt się tym nie zajmował, wszyscy albo zajęci byli kierowaniem okrętem, albo też nie byli w stanie być zajęci. Dwóch medyków przenosiło na noszę nieprzytomnego porucznika komandora z otwartym złamaniem przedramienia i obficie krwawiącą raną na głowie, a jego miejsce - konsolę taktyczną - zajmowała Betazoidka w niebieskim mundurze.
- Status. - zapytał dowódca.
- Osłony 54%, kadłub nieuszkodzony. Przeciążenia sieci EPS na 7, 8 i 11 pokładzie. Ambulatorium zgłasza siedemnastu rannych, w tym czterech ciężko.
- A Kardazjanie?
- Nie trafiliśmy, sir. Ani Hamilton.
- Cholera. Dystans od posiłków?
- 10 000 kilometrów i się zbliżamy. Zaraz powinniśmy mieć ich na ekranie.
- Mamy kontakt optyczny. - powiedział Coridanin, pełniący funkcję oficera operacyjnego.
- Na ekran.
Na ekranie głównym pojawiły się zbliżające okręty Gwiezdnej Floty. W oczy rzucał się ogromny okręt klasy Ambassador, który, jak się wydawało, przewodził formacji.
- Otworzyć kanał.
- Otwarty, sir.
- Tu kapitan Ishidatakaki z USS Defelice. Jestem dowódcą formacji. Prosimy o osłonę i wskazówki taktyczne. Zajmiemy miejsce w szyku. Ishidatakaki wyłącza się.
Celeno I, układ Celeno.
USS Defelice, kiedy tylko minął USS Poseidon, zaczął wykonywać zwrot o 180 stopni w osi z, po czym ustawił się na przedłużeniu formacji i przygotował fazery i wyrzutnie torped do ataku.
W tym samym czasie druga Miranda oraz transportowce wymijały lecące ku Kardazjanom okręty V dywizji. Dwa z trzech transportowców zgłosiły, że odzyskały sprawny napęd warp, co spowodowało obranie kursu na kraniec układu. Dowódca Alisy Hamilton tak jednak poprowadził trasę, aby dodatkowo oddalać się jak najbardziej od wrogich krążowników, grasujących po systemie niczym stado wściekłych psów.
Informacja o kursie oraz sprawności transportowców powędrowała na mostek Defelice, na którym kapitan Ishidatakaki oczekiwał, że odezwie się dowódca posiłków, któremu miógłby te dane przekazać.
Autorzy:
Fluor,
Seldon.
Rozdział XXIV
USS Wraith, zespół stoczniowy Celbralai, układ Celbralai.
Kolejny sygnał komunikatora wyrwał Styczyńskiego z zamyślenia. Niezłe urwanie głowy.
- Tak?
- Pani komandor Melton chce użyć transportera. Chyba nie odpowiada jej robienie za cel ćwiczebny.
- Wyrażam zgodę. Poinformujcie wysłanniczkę z Preciousa gdzie ma się zgłosić.
- Aye.
- Witam
O'Toole przyglądnęła się komandor Melton. Ta miała ze sobą, podobnie jak poprzednio teczkę, która budziła w porucznik złe skojarzenia, jednak nie miała specjalnych możliwości sprawdzenia, co się w niej znajduje. Rozkazy kapitana Styczyńskiego dotyczące przedstawicielki sztabu były ścisłe.
- Kapitan kazał panią zaprowadzić na mostek.
Wskazała na drzwi i odwróciła się w ich stronę.
- Bardzo cieszę się, że akurat zamierzałam iść tą samą drogą. Proszę prowadzić. - odpowiedziała Melton.
Drugie przyjęcie na pokładzie Wraitha nie nastawiło jej ani odrobinę bardziej pozytywnie do dowódcy dywizji - Styczyński nadal próbował traktować ich jak więźniów, jednakże, jak sobie mówiła, niech spróbuje jawnie ograniczyć swobodę jej poruszania się. Z perspektywy swojego doświadczenia Melton przypuszczała, iż albo zachowanie dowódcy Wraitha spowodowane jest faktem, że faktycznie jest winny, albo też jest głupcem i próbuje zadzierać z ważniejszymi - czymkolwiek byłyby jego motywy, komandor nie zamierzała zakończyć tej sprawy inaczej jak karą dyscyplinarną lub sądem wojennym dla kapitana Styczyńskiego.
O'Toole, nic nie mówiąc, wyszła. Za nią poszła komandor, której towarzyszyli oficerowie wywiadu. Czego komandor nie wiedziała, i jej towarzysz zresztą tez nie, byli oni wykwalifikowanymi oficerami wywiadu. I jak większość, nie cierpieli prawników i innych oficerów, grzejących stołki na tyłach. Oni również mieli nadzieję, że pani komandor zrobi coś niestosownego - aczkolwiek prawdziwa wiara w to świadczyła by tylko o ich naiwności.
Gdy weszli na mostek, O'Toole podeszła do drzwi kapitańskiego biura i szepnęła coś do Kaitianki stojącej przy drzwiach. Ta weszła do środka, po chwili wyszła i zaprosiła komandor gestem.
- Kapitan prosi.
Melton przekroczyła próg kapitańskiego gabinetu i ogarnęła wzrokiem pomieszczenie, po czym spojrzała na Styczyńskiego. Gabinet wyglądał jak każdy inny na okręcie tej klasy, aczkolwiek w powietrzu unosiło się coś złowrogiego, co można było wręcz kroić nożem.
- Dzień dobry, kapitanie.
- Witam - Styczyński uważnie przyjrzał się wysłanniczce Seldona i skinął w stronę krzesła stojącego naprzeciw biurka.
- Napije się pani czegoś?
- Gdyby mogła być herbata. - odpowiedziała, siadając na krześle. Aktówkę postawiła na ziemi, obok mebla.
- Hsishi, herbata dla pani komandor i woda dla mnie.
Po paru chwilach oczekiwania ordynans przyniosła żądane napitki i postawiła je przed oficerami. Spojrzała na Styczyńskiego, i gdy ten kiwnął głową, wyszła. Kapitan poczekał, aż zamkną się drzwi i zwrócił się do gościa
- Czym mogę służyć, komandorze?
- Jak już pan wie, sztab admirała Seldona przysłał mnie oraz mojego współpracownika, aby zbadać sprawy niesubordynacji dowódców, którzy wchodzili - lub wchodzą - dodała - w skład pana dywizji. Dokładnie chodzi o kapitanów Mandelę i Reydena oraz komandora Fluorka.
Kapitan skinął głową, notując w pamięci, kto ma być ofiarą jamniczki. O ile nie miał nic przeciwko Mandeli (sam by go zapakował do celi), o tyle reszta kapitanów nie zasługiwała na wpadnięcie w łapy admiralski piesków gończych. Rzecz jasna, kapitan Styczyński nie zapominał, iż dochodzenie w sprawie Reydena raczej bezpośrednio nie może już mu zaszkodzić, bowiem już został zakwalifikowany jako "zaginiony, prawdopodobnie zabity".
- Pana raport, jaki wysłał pan dowództwu, nie wyczerpywał tej sprawy i pozostawia wiele niewiadomych, dlatego też biuro śledcze IV floty zadecydowało, aby uzupełnić wiadomości wynikające z tego raportu.
- Jak mniemam, pani ma być osoba, która ma się tym zająć. - Melton skinęła głową, potwierdzając, jednak w myśli "pochwaliła" rozmówcę za dar mówienia oczywistości. - Jak więc mogę pani pomóc w tej kwestii?
- Mianowicie, chciałabym w celu wyjaśnienia zadać kilka pytań panu i innym oficerom dywizji, a także zebrać dokładniejsze relacje - kolejność nie jest istotna.
"Nie jest istotna. Jaka miła." - myśli Styczyńskiego były dalekie od aprobaty do pani prokurator. Ale znał reguły gry i dobrze wiedział, na co może sobie pozwolić.
- Ja i moi oficerowie jesteśmy do pani dyspozycji. Skoro juz pani u mnie jest, może zacznie pani ode mnie.
- Dobrze, aczkolwiek na ten moment można się jeszcze z tym wstrzymać, ponieważ mam panu jeszcze coś do przekazania.
- Tak?
Melton zaczęła majstrować przy aktówce, jednakże w wyniku tego, iż stała ona na podłodze, blat biurka zasłaniał ten przedmiot, po czym wyjęła ze środka padd i podała go Styczyńskiemu.
- Nowe rozkazy dla pana ze sztabu floty.
Kapitan wziął padda i zaczął czytać rozkazy. Interesujące. Pomoc w ewakuacji Celeno I. Cała dywizja do ewakuacji jednej planety? Chyba niektórym admirałom się nudzi. No, ale rozkaz to rozkaz. Uruchomił system komunikacyjny, kładąc padda na panelu komputera.
- Derek, masz u siebie nowe rozkazy, dopilnuj, żebyśmy się ruszyli jak tylko wszystkie wymagające stoczni naprawy będą ukończone.
- Aye.
Styczyński wyłączył komunikator i uśmiechnął się lekko do swojego gościa. "Cóż za wspaniały, fałszywy uśmiech, kapitanie" - przyznała w myślach komandor.
- A wiec, komandorze. Coś jeszcze?
Melton po raz kolejny zwróciła uwagę na "komandor" - denerwujące, ale mało istotne. Prawdopodobnie kapitan Wraitha chce wyprowadzić nią tym z równowagi, chyba że, jak przez moment przemknęło przez myśl pełnomocniczne admirała, naprawdę ma problem z odróżnianiem płci.
- Ponieważ ja i mój kolega mamy pozostać przy dywizji przez dłuższy czas chciałabym, aby pan wyznaczył dla nas kwatery, skąd moglibyśmy prowadzić działania wyjaśniające.
- Oczywiście. Każe O'Toole zając się tym. Akurat kwater nam nie brakuje.
- Niewątpliwie po oddaleniu cywilnego personelu zostało panu coś poza hamakami. - powiedziała Melton
Styczyński spojrzał na nią uważnie i uśmiechnął się przyjaźnie. A przynajmniej tak to wyglądało. Kapitan przypuszczał, iż gdyby Melton wiedziała, co o niej myśli, to pewnie wolałaby być po drugiej stronie Federacji, jednak w istocie nie miała zamiaru już się stąd ruszać - Styczyński poważnie zaczął działać jej na nerwy z jego "przyjaznymi" uśmiechami.
- Dostanie pani kwaterę stosowną do rangi. Jak mniemam.
"Kwaterę stosowną do rangi" - powtórzyła sobie Melton. - "Boże, jak ja nie nawidzę robaków, pająków, stawonogów, owadów, pajęczaków, karaluchów, dżdżownic, wszy, glist, tasiemców, pluskiew..."
- Pozostaje więc tylko, aby wyznaczył pan termin następnego spotkania i oficera, do którego mogłabym się zgłosić w związku z przydziałem kwatery.
- Następne spotkanie... Do naszego celu dolecimy w ciągu godziny od startu, więc może jak wrócimy do SB74. Co do kwatery - wcisnął komunikator - Meg, zapraszam do środka.
Melton pomyślała, że Styczyński żartuje sobie z powrotem do SB 74, ponieważ to potrwa co najmniej kilka dni, ponieważ dywizja uda się tam dopiero po naprawach Princetona... Chyba że kapitan nadal próbował prowadzić z nią grę, ale coraz mniej subtelnie - jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, ponieważ będzie przygotowana w rzeczy, których nie ma na ten moment.
Do biura weszła porucznik O'Toole, przyglądnęła się uważnie Melton, a potem spojrzała na Styczyńskiego.
- Hmm?
- Zaprowadź panią komandor do jej kwatery. Zostanie z nami jakiś czas. Dopilnuj żeby dostała odpowiednią do swojej rangi.
Melton niezauważalnie skrzywiła się słysząc, że dowódca prawdopodobnie nie żartuje z tą zarobaczoną kwaterą. Perspektywa pobytu na Precious zaczęła stawać się coraz bardziej wyraźna.
- OK.
- Pani towarzysz też będzie potrzebował kwatery? - kapitan spytał Melton.
- Większość czasu będzie przebywać na innych okrętach, ale przydałoby się zawczasu przygotować dodatkową.
- Meg.
- Aye.
- W takim razie do zobaczenia, pani komandor. Jeżeli będzie pani czegoś potrzebować, jestem do pani dyspozycji. W granicach rozsądku, rzecz jasna. Może się pani odmeldować.
- A więc, do widzenia - po czym w myśli dodała. - Odmeldować. Jasne.
Styczyński obserwował wychodzące kobiety, i gdy wreszcie drzwi się zamknęły, odetchnął z ulgą. "Wreszcie się wybyła." Gdy paręnaście minut później weszła do biura Meg, roześmiał się.
- Urocza osóbka, nieprawdaż?
- Tak, zupełnie jak kobra. Ładnie wygląda i mile syczy, gorzej jak ugryzie.
- Co z ich kwaterami?
- Pewnie straci tydzień na wyszukiwanie wszystkich pluskiew.
- No i dobrze. Nie będzie się nudzić - oficerowie uśmiechnęli się do siebie. "Nie ma to jak wspólny wróg".
USS Precious, zespół stoczniowy Celbralai, układ Celbralai.
Podczas gdy Melton czekała na zaproszenie od dowódcy dywizji, Sezzerin na pokładzie wahadłowca leciał w kierunku czekającego w doku okrętu klasy Miranda. Z tego, co było zapisane, komandor Fluorek miał całkiem interesującą historię, szczególnie okres jego "kapitanowania" w II flocie i tego konsekwencje. Równie zastanawiająca była postać komandora Levis Ssharka, który wydawał się być dobrym oficerem, aczkolwiek gdyby był ciągnięty w górę przez swojego ojca, admirała i dowódcę sektora Alfa Centauri, to z pewnością od dłuższego czasu miałby stopień kapitana.
Na mostku Mirandy zapiszczała konsola komunikacyjna. Oficer komunikacyjna odebrała transmisję, która nadeszła ze stacji.
- USS Precious, tu Stacja Celbarlai. W drodze do was jest prom z pełnomocnikiem J.A.G sztabu IV floty. Proszę przygotować się na jego przybycie. Odebrałeś, USS Precious?
Sezzerin postukał rysikiem w padd. Wynikałoby więc z tego, że Sshark działa na własną rękę, może nawet jest dzielnym i uczciwym oficerem Gwiezdnej Floty, który tylko wypełnia swój patriotyczny obowiązek - ale patrząc na cyrki na pokładzie Precious nie można było przez dłuższy czas utrzymywać takiego zdania. W każdym razie obecna sytuacja, w tym oskarżenie Fluorka przez Styczyńskiego o niesubordynację podczas bitwy, może skończyć się sądem wojennym dla dowódcy - w przypadku potwierdzenia zarzutów prawie na pewno tak się skończy, a biorąc pod uwagę, iż Fluorek ma jakichś tajemniczych przeciwników, to można być pewnym końca jego kariery. Andorianin bezwiednie zaczął stukać, kiedy za oknem widać było zbliżającą się sylwetkę USS Precious.
Dobra, do tej pory się nie tłumaczyłem, ale z takiego opóźnienia muszę przed Wami (Flour, wiadomości na forum to forma epistolografii? :>), bo mnie zlinczujecie. A więc, wasz "ulubiony" MG pod koniec miesiąca ma następny etap Olimpiady Literatury i Języka Polskiego, więc musi przeczytać przez ten czas kilka tomiszcz na temat poetyki, i stąd takie a nie inne spóźnienia z przeliczeniami. Na szczęście zbliża się na bitwie okres hack&slash, więc intrygi w samej Flocie trochę zwolnią i będę mógł znowu nad tym zapanować.I jeszcze jedno: wszyscy kandydaci na intrygantów - proszę o dostarczenie życiorysów i historii postaci, ewentualnie profilów psychologicznych i krótkich streszczeń na temat ważniejszych znajomych, krewnych i grup trzymających władzę, do których należą. 😛
Rozdział XXIII
USS Wraith, zespół stoczniowy Celbralai, układ Celbralai.
Jurek z westchnieniem odepchnął się od konsoli i przeciągnął, niemal zwalając jakiegoś chorążego z nóg. Obeok niego prężył się Derek. Po półtorej godzinie ślęczenia nad spisem załogi wreszcie mieli gotowy spis ludzi którzy są niezbędnie zbędni - a jako tacy mając czas do naprawy okrętów żeby zebrać swoje graty i zameldować się w stoczni. Na pierwszą akcję polecieli z pokojowym stanem załogi, ale teraz Styczyński miał okazję pozbyć się cywili i naukowców. W razie, Organianie chrońcie, czego - zawsze straty będą trochę niższe.
- Sir - podeszła do nich Maggie O'Toole, szefowa wywiadu - ten pierdzistołek od Seldona wścieknie się niedługo.
- A racja, zupełnie o nim zapomniałem... jak myslisz, jak go tutaj ochrona doprowadzi po obmacaniu dokładnym, poprawi mu to humorek - mrugnął do kobiety. O Maggie można było powiedzieć wiele rzeczy, ale napewno nie to, że brakowało jej poczucia humoru. Wybuchnęła śmiechem i skinęła głową - dam znać swoim ludziom. Wywiad się tym zajmie. Przecież to zawsze może być szpieg.
- Dzięki Meg, jak skończycie, przyprowadź go do mnie.
- Aye, sir! - wyprężyła się i odeszła do windy. Jurek jeszcze usłyszał, jak wzywa przez komunikator dwóch swoich ludzi.
- Derek, prześlij potwierdzenie do bazy. Niech nam go tu przyślą.
- Aye.
Maggie z uśmiechem na ustach stała przy śluzie, obok niej dwóch niepozornych podoficerów floty. Nie wyglądali groźnie, ale pozory mylą. Gdyby nie byli groźni, nie zostaliby oficerami operacyjnymi wywiadu. A teraz mieli się zabawić. Cała trójka czekała na przybycie tyłowego dupka...
Rozległ się delikatny syk powietrza, przechodzący przez gumową osłonkę pomiędzy promem i śluzą na okręcie. Dzwięk był prawie niezauważalny i po niedługiej chwili ustał. Grupa powitalna kapitana Styczyńskiego przygotowała się. Drzwi śluzy otworzyły się i oficerowie zobaczyli znajdujące się tam dwie osoby. Jedną z nich był komandor Gwiezdnej Floty, drugą zaś kobieta, mająca taki sam stopień. Oficer był wysokim Andorianinem i miał, podobnie jak kobieta, przyczepiony do munduru identyfikator z przepustką - na pierwszy rzut oka widać było admiralskie pełnomocnictwa. Jego towarzyszka nosiła dodatkowo niewielką aktówkę.
W momencie, gdy uruchomiły się systemy śluzy, Margaret spoważniała. Gdy po chwili wyszło z niej dwoje oficerów, mężczyzna i kobieta w stopniu komandora, oficerowie wywiadu stanowili esensje profesjonalizmu. Margaret przez chwilę czekała, ale nie doczekała się zwyczajowej proźby o pozwolenie wejścia na pokład. "Nadęte dupki" parsknęła w myślach, ale spokojnie podeszła do obu
- Jestem Margaret O'Toole, szef wywiadu na pokładzie Wraitha. Zani otrzymają państwo pozwolenie poruszania się po pokładzie, zostaną państwo poddani kontroli. Prosze za mną. - jej towarzysze stanęli po bokach parki, a Maggie w milczeniu wskazała na drzwi.
- Wątpię, czy będzie to potrzebne. - odpowiedział Andorianin i skinął ręką w kierunku kobiety, która podała szefowej wywiadu Wraitha padd, po czym odpowiedział wyjaśniającym tonem: - Pełnomocnictwa admirała Seldona, zezwalające na swobodne poruszanie się po instalacjach Floty we wszystkich sektorach przygranicznych.
Mag wziela je do reki przejzala i wzruszyla ramionami
- Sprawdzimy. A dopoki sie nie potwierdzi, obowiazuja mnie rozkazy kapitana Styczyńskiego. Poczekają państwo w zabezpieczonej kwaterze. Pierwszy - zwrocila sie do jednego ze swoich towarzyszy. Ten delikatnie, ale gestem nie pozostawiajacym watpliwosci, kto tu rzadzi, chwycil andorianina pod reke. Drugi z meżczyzn cofnal sie o pol kroku za kobiete.
- Proszę zabrać tą rękę... - wysyczał Andorianin.
Oficer niewzruszone spojrzal na Meg, ktora skinela glowa. Pierwszy opuscil dlon, i wzorem swojego towarzysza cofnal sie o pol kroku za Andorianina
- Jestem niezwykle wdzięczny. A teraz - jeżeli nie przekonują pani rozkazy admirała Seldona i nie daje nam pani dostępu do okrętu, to opuścimy Wraitha do czasu, aż pani stwierdzi, że rozkazy mają jakiekolwiek znaczenie.
Meg zastanowila sie i podeszla do konsoli w scianie. Uruchomila system lacznosciowy
- O'Toole do kapitana.
- Kapitan.
- Sir. Nasi... goście chcą poczkać na potwierdzenie rozkazów w doku. Mam pozwolić im na to?
W głośniku zapadło milczenie. Po paru chwilach Styczyński odezwał się ponownie
- Dobrze. Powiadom tylko swojego odpowiednika w Bazie, żeby miał na nich oko. powiedz mu o co chodzi.
- Aye. O'Toole, koniec.
Odwróciła się do gości, i jakby nie słyszeli całej konwersacji powiedziała spokojnie
- Mogą panstwo opuścić okręt. Jeżeli otrzymamy potwierdzenie rozkazów, prześlemy odpowiednie zezwolenia.
- Jesteśmy bardzo wdzięczni za pani łaskawe pozwolenia. Niewątpliwie pojawimy się tutaj jeszcze i będziemy równie uprzejmi jak pani. - syknął Andorianin, po czym odwróci się i wyzywająco poczekał, aż dwójka goryli Zarathosa przestanie tarasować drogę do wahadłowca.
O'Tool, jak tylko goście zniknęłi, przesłał pełnomocnictwa kapitanowi. Była bardzo ciekawa, co też zrobi z tym zgniłym jejeczkiem.
Kapitan obejrzał pełnomocnictwa admiralskich szpionów i skrzywił się lekko.
- Pieknie. Suka i kundel. A ja obu nadepnąłem na ogon. Na szczeście tacy więcej szczekają niż gryzą... - system komunikacyjny pisnął i na ekranie pojawiła się wiadomość z Preciousa. Informacje na temat wyżej wymienionej kundlicy.
- Faktycznie, suka. - Jurek przesłał podziękowania na okręt Fluorka i zanotował, żeby poszukać jakiegoś admirałą z długiem wdzięczności wobec niego i odkręcić sprawę awansu komandora. Ostatecznie taka załoga, jaki kapitan. Wyszedł na mostek
- Derek, skontaktuj się z biurem admirała Seldona i poproś o autoryzację tych pełnomocnictw. Jak prześlą, zaproś naszych szpiegów ponownie do nas. A, i poinformuj O'Toole, że bez względu na pełnomocnictwa, ta dwójka nigdzie nie może poruszać się bez eskorty, dopóki nie zmienie rozkazów, są ograniczeni do trasy śluza-mostek i z powrotem.
- Aye.
Jurek wszedł do swojej kwatery i czekał na przybycie admiralskich piesków mysliwskich...
- Jamniki, psia kość - uśmiechnął się na myśl o jamniku w mundurze GF.
Dwójka przedstawicieli sztabu IV floty usiadła w fotelach na promie po tym, jak Jane Melton dała znać sternikowi, żeby wracać na stację. Sternik wyraził pewne zdziwienie, że wizyta potrwała zaledwie kilka minut, jednak nie zadawał zbędnych pytań - po przepustkach widać było, że państwu ze sztabu lepiej tego nie robić.
- Spodziewałam się wielu rzeczy, ale czegoś takiego - nie.
- Widać ten Zarathos to kawał twardogłowego dupka. Kiedy dotknął mnie jeden z tych goryli, to najchętniej zmiażdżyłbym mu czaszkę.
- A drugiego zabiłbyś plastikiem identyfikatora? - zapytała ironicznie Melton.
- Dobra, w marines służyłem jakiś czas temu, ale odruchy pozostają... Chociaż teraz ich nie było.
Kobieta wyjęła dwa papierowe woreczki, których jeden z brzegów był rozerwany, po czym ostentacyjnie nimi pomachała.
- Ostrożniej pijaj tą twoją andoriańską kawkę. - rzuciła mu saszetki. - To tylko środek uspokajający, ale dwie dawki chyba ledwo starczyły.
- Nie dosypuj mi nic więcej - ale prawda, ledwo. Skąd wiedziałaś, że Zarathos tak nas przywita?
- Jestem przygotowana na każdą okazję - nauczyła mnie tego praktyka. Zresztą na stacji mam już kodowany kanał do SB 326.
- Seldon wścieknie się jak diabli.
- Widać, że nie znasz go tyle ile ja - on 'nigdy' się nie denerwuje, prędzej wpadnie w rozpacz i będzie odmawiać doktorkowi wzięcia prochów antydepresyjnych. - komandor mówiła z wyraźnym rozbawieniem.
- A rozkazy dla dywizji? Niby mieliśmy je wręczyć...
- No i "pani szef wywiadu" uniemożliwiła nam poruszanie się po okręcie, a także zignorowała rozkazy, paddy i przepustki - wykazaliśmy sto procent ugodowości, za to ona łamała rozkazy sztabu i Zarathos o tym wiedział. Naszej winy w tym nie ma, a z ewakuacją Celeno sobie poradzą.
- A jak nie, to co? Będzie odpowiadał za śmierć tych kolonistów?
- Jakbyś zgadł.
- Nie podoba mi się to - jak będziemy na stacji to musimy mu te rozkazy wysłać.
- Nie mam mowy - Seldon wyraźnie powiedział, że rozkazy przekazujemy, jak zaokrętujemy się. To, że zatrzasnięto nam drzwi przed nosem tylko oznacza, że Jaśnie Pan Kapitan ma gdzieś dowódców, i to będzie łatwo udowodnić przed sądem.
- No niby, jak sobie zaczyna z ludźmi ze sztabu, i to jeszcze po tym, co pokazał na Arthus, to nie pokapitanuje sobie zbyt długo.
- To zależy tylko od naszego zaangażowania - a ja już polubiłam Zarathosa i poczekam, żeby dać mu jakiś "grupszy" prezent, niż zdjęcie z dowodzenia dywizji. Na razie przesłuchamy go w związku z Arthus i zajmiemy się tą panienką z wywiadu.
- Spokojnie, akurat, jeżeli chodzi o tą... - Andorianin szukła słowa. - O'Toole, to jestem za, ale mamy całą masę innej roboty - obserwować, nasłuchiwać, relacjonować, przekazywać Seldonowi i Counterborrow'owi. Ty na razie wymienisz co trzeba ze sztabem i wrócisz na Wraith, a ja polecę na rozmowę z Fluorkiem. Twórzmy pozory, że to nie ty dowodzisz tą operacją.
- Może być - pewnie Zarathos wścieknie się, że zaczynasz zbierać informacje bez wcześniejszej rozmowy z nim - brak respektu, szacunku dla dowódcy dywizji i te pierdoły.
- Im bardziej nasz pobyt przyjmuje emocjonalnie...
- ... tym szybciej popełnia błąd. Zresztą już jeden ma na koncie - pewnie teraz w zaciszu swojego gabinetu myśli, że wygrał - marzyć mu nie zabronimy.
Główny ośrodek urbanistyczny Arvenal VII, układ Arvenal.
Rozległ się następny głośny wybuch. Karl chwycił się za głowę, próbując uniknąć ogłuchnięcia, ale jednocześnie upuścił padd. Trzymany w drugiej dłoni fazer został chwycony jeszcze mocniej. Po chwili człowiek podniósł się z ziemi i rozejrzał - dziesięciu ludzi z jego drużyny zniknęło, prawdopodobnie wyszli na korytarz, zaś trójka innych zajmowała się intrygującymi, zgeometryzowanymi konsolami, z których część już została zniszczona. Na podłodze znajdowała się dwudziestocentymetrowa warstwa tynku, stalowych blach i porozrywanych przewodów, zaś wszędzie czuć było zapach spalonego plastiku.
- Wstawaj. - sierżant Vyllaka szarpnął go za ramię, błyskawicznie stawiając na nogach.
- Zgubiłem gdzieś deszyfrator.
Sierżant szpetnie zaklnął i zwyzywał technika.
- Łap. - chorąży Simmons z USS Acarty rzucił Kuhnowi urządzenie, które tamten natychmiast przystawił do panelu.
W mgnieniu oka na ekranie zaczęły pokazywać się kolorowe szlaczki w zupełnie niezrozumiałym języku. Sierżant złapał obiema rękami karabin fazerowy i wyszedł na korytarz. W odległości dziesięciu metrów kryli się żołnierze z jego drużyny, zaś na drugim końcu korytarza, za poprzewracamymi beczkami i skrzyniami czaili się Kardazjanie. Kiedy tylko ludzie z Floty otworzyli ogień, Vyllaka przebył dziesięciometrowy odcinek i przykucnął przy prowizorycznej osłonie.
- Jak jest?
- Nie przebijemy się - skubańcom jest już wszystko- - wykrzyczał Bugaj, kiedy nad ich głowami, ale w dość dużej odległości, przeleciał przerywany promień kardazjańskiego dezruptora. - wszystko jedno. Po bombardowaniu i wstępnym ataku są zdeterminowani i walczą do końca.
- Nie mamy na to czasu. Zużyliście wszystkie granaty?
- Soovik powiedział, że załatwia transport z okrętów, ale oni przesyłają transporty sprzętu i ludzi na całej planecie.
Kiedy tylko skończył przekrzykiwać się ze strzałami, przy żołnierzach pojawił się Wolkan. Jego oblicze jak zwykle wyrażało jedynie beznamiętny spokój i opanowanie.
- Sierżancie, Ernhmann jest ciężko ranny, jednakże nie możemy przesłać go na żaden okręt. Wróg rozstawił blokady transportera na obszarze całego ośrodka.
- Zdążyli przesłać nam granaty?
- Tak, jednak Ernhmanna trafiono właśnie podczas próby ich przyniesienia.
Sierżant klepnął komunikator.
- Tu Vyllaka. Biegniemy z Soovikiem po sprzęt. - powiedział do Wolkana. - Reszta będzie dawać ogień zaporowy. Zrozumiano?
Wszyscy, którzy byli w polu widzenia skinęli głowami. Kiedy tylko Kardazjanie przestali strzelać, drużyna z USS Tenochtitlan otworzyła ogień, a sierżant z Wolkanem pobiegli w kierunku najbliższego ukrycia. Pakunek z wyposażeniem znajdował się za rogiem, na przecięciu głównego korytarza z innym. Pierwszy biegł Vyllaka, a zaraz po nim Soovik, przy czym teren przebywali "skokami". Kiedy sierżant dotarł na miejsce, Wolkan zaczął przemierzać ostatni odcinek. Jedna z wiązek dezruptora trafiła go, tak że upadł bezwładnie na podłogę za jakąś przeszkodą.
Sierżant widząc to zaklnął, jednak nie przerwał otwierania paczki. Zabrał jeden z granatów, po czym przy umówiomy wsparicu reszty drużyny rzucił go na koniec głównego korytarza. Rozległa się eksplozja, która przerwała wymianę ognia.
- USS Tenochtitlan do Vyllaki.
- Tu Vyllaka.
- Do systemu weszły kardazjańskie posiłki. Musimy zabrać was na okręt.
- Ile mamy czasu?
- Minutę.
- Natychmiast przetransportujcie Ernhmanna i Soovika, za minutę się odezwiemy.
Vyllaka wyłączył komunikator, po czym ponownie go włączył.
- Vyllaka do Khuna.
- Słucham.
- Skończyliście już?
- Część danych już mamy, ale zgodnie z planem mieliśmy się dostać do rdzenia a nie na "prowincję". Pozatym miała tu być jeszcze drużyna Darafou, więc proszę nie kpić.
- Więc weź wszystki i przygotuj się do transportu - wracamy na pokład.
Po chwili cała drużyna i technicy Gwiezdnej Floty zniknęli w błysku transportera, pozostawiając zniszczone wnętrza niedaleko głównego rdzenia komputera bazy. Jedynie część danych, na które liczył Telpochcoatl, udało się przejąć, dlatego też reszta bazy w ciągu kilku minut została zrównana z ziemią w wyniku ostrzału orbitalnego. Taki los czekał tych, którzy nie szanowali pokoju w Galaktyce i jego największego obrońcy - Federacji.
Baza Gwiezdna 326, układ Archenar. Pomieszczenie miało kształt wydłużonego prostokąta, w tym momencie praktycznie całkowicie wypełnionego. Od drzwi ciągnęły się rzędy krzeseł, na których siedzieli reporterzy z najważniejszych federacyjnych agencji informacyjnych, w oczekiwaniu na pojawienie się oficjeli ze sztabu floty, włącznie z admirałem Seldonem. Na samym końcu sali znajdowało się podium z wymalowanym symbolem Gwiezdnej Floty, z którego mówić mieli oficerowie sztabu IV floty. Konferencja prasowa była długo oczekiwana przez niektórych dziennikarzy, szczególnie po rewelacjach, przynoszonych przez różnego rodzaju brukowce, które pisały o nieprawidłowościach w ogranizacji floty na tamtym terenie. Rzecz jasna, większość obecnych już w większym lub mniejszym stopniu szukała lub znalazła swoich informatorów, którzy przynosili im wiadomości z frontu, jednak oficjalne relacje zwykle dają punkt odniesienia (i zaczepienia do szukania afer). Po upływie dwóch minut od planowanego czasu rozpoczęcia konferencji na podium wszedł rzecznik prasowy IV floty Doatrka, Benzyta w stopniu porucznika komandora. - Dzień dobry, szanowni państwo. Dobrze wiedzą państwo o tym, iż od kilkunastu godzin Federacja znajduje się oficjalnie w stanie wojny z Unią Kardazjańską. Atak na kolonie, należące do Fereracji, został przeprowadzony bez jakiejkolwiek przyczyny i bez wypowiedzenia wojny, w związku z czym państwo to dopuściło się złamania obowiązujących konwencji międzynarodowych. - Pierwsze uderzenie skierowane zostało na trzy systemy o znikomym znaczeniu wojskowym i strategicznym, a mianowicie układy Arthus, Marva, Quatal oraz Setlik. Stosunek ilościowy floty uderzeniowej wroga do jednostek Gwiezdnej Floty stacjonujących na tamtym terenie przedstawiał się niekorzystnie i wynosił 6:1, w związku z czym Flota wykonała świadomy odwrót taktyczny w stronę układów z odpowiednim współczynnikiem infrastrukturalizacji. - Brak możliwości odparcia spodziewanego uderzenia kardazjańskiego spowodowany był kilkoma kluczowymi czynnikami. Najważniejszym z nich był fakt opóźniania przemieszczenia rezerwowej XI floty w okolice granicy kardazjańskiej, przez co niepowiodło się przeprowadzenie reorganizacji linii obronnych na odcinku uderzenia. Drugim kluczowym powodem ilościowego powodzenia w operacjach przeciwnika było wyprowadzenie przez niego ataku na systemy o znikomym znaczeniu strategicznym, takie jak Setlik, na którym nie istniały żadne instalacje militarne, mogące stanowić cel. W tych sprawach wypowie się admirał Seldon. Zza niebieskiej zasłony z wyszytym symbolem IV floty wyszedł wiceadmirał, który zajął miejsce swojego rzecznika prasowego. - Tak jak zostało państwu zakomunikowane, sukcesy odnoszone przez wroga są tylko pozorne, ponieważ nie stwarzają jakiegokolwiek zagrożenia dla kolonii poza pasem Quatal-Arthus. Postępy kardazjańskie już w tym momencie zostały w pewnym stopniu zahamowane w wyniku walk w systemie Arthus, na które przeciwnik nie był przygotowany, a które doprowadziły do wykonania celu taktycznego. Przeprowadzana jest reorganizacja Floty wzdłuż całej granicy, która poprzez koncentrację odpowiednich formacji umożliwi IV flocie na nieskrępowane działania strategiczne bez konieczności udziału IX floty, która z kolei ma przybyć w najbliższym czasie i wzmocnić front na odcinku Algorab-Celbralai. Dzięki temu IV flota przygotowuje się do wyprowadzenia kontruderzenia, mającej na celu odzyskanie układów okupowanych przez wroga od 2340 roku, a także rozbicie inicjatywy kardazjańskiej wewnątrz terytorium tego państwa. - Rozumiemy zaniepokojenie, z jakim społeczeństwo Federacji odebrało niesprowokowanym atak kardazjański na Setlik III, w związku z czym Gwiezdna Flota poza działaniami operacyjnymi wykonuje plan ewakuacji cywilnej ludności z systemów, które znajdują się w zasięgu flot wroga. W obecnym momencie około 80% ludności zostało już przetransportowane do bezpiecznych układów, a pozostała część jest ewakuowana, dzięki czemu nie cywile nie mogą już stać się ofiarami quasi-wojskowych operacji wroga. Jednakże w czasie ataku na Setlik III, Gwiezdna Flota nie dysponowała w tamtym rejonie jakąkolwiek jednostką, co związane było z hamowaniem przez czynniki cywilne przeniesienia IX floty. W niektórych mediach pojawiły się nieprawdziwe informacje, iż obrona tego układu leżała w kompetencjach sztabu IV floty i nie została wykonana w wyniku nieudolności - zaprzeczam takim opiniom, ponieważ w tamtym momencie Setlik III znajdował się w strefie obrony SOP, która miała zostać włączona do sektora floty dopiero za 46 godzin. SOP w czasie pokoju był jednostką całkowicie autonomiczną od Gwiezdnej Floty, w związku z czym sztab IV floty nie może odpowiadać za niepowodzenie ewakuacji Setlik III, zaś w momencie ogłoszenia stanu wojny natychmiast został włączony do łańcucha dowodzenia floty. Tak więc flota nie jest odpowiedzialna za tą straszną tragedię. - Pomimo braku możliwości obrony, częściowo powiodła się ewakuacja placówki na Setlik III, czego w bohaterski sposób dokonał kapitan Maxwell i jego załoga. W obliczu przeważających sił wroga uratowali znajdujących się na powierzchni cywilów, którzy nie mieli najmniejszych szans ratunku. - To byłoby wszystko, mogą państwo zadawać pytania. W jednej chwili podniosła się wrzawa, a dziennikarze zamienili się w stado bezwzględnych i krwiożerczych bestyj. Seldon już zaczął żałować, a jednocześnie przypominał sobie ustalone odpowiedzi.Układ Celbarlai. Do zespołu stoczniowego Celbralai przylatywało coraz więcej okrętów, które nie miały już gdzie dokować. Większość z nich miała na swoich pokładach cywilów, ewakuowanych z zagrożonych placówek, dla których Celbralai miało być następnym punktem przesiadki. Jednakże do systemu napływały również okręty Gwiezdnej Floty, które uformowały IV korpus IV floty. Od reszty odcinały się jednostki V dywizji, które należały do innego korpusu. Ich naprawy przebiegały szybko, tak że poza USS Princeton większość okrętów była już w pełni sprawna. Niestety jeżeli chodzi o Princeton, to wymiana cewek mogła potrwać nawet kilka dni, a przez to uziemić jego załogę. W grę wchodziło także przeniesienie go do innego korpusu i wysłanie V dywizji spowrotem do SB74, aczkolwiek było to mało prawdopodobne. Bardziej możliwe było, że poza tą Niagarą wszystkie inne okręty V dywizji zostaną skierowane do ewakuacji Celeno I i tamtejszej placówki medycznej, i, aczkolwiek oficjalne rozkazy jeszcze nie dotarły, to krążyły akuratne pogłoski. Dodatkowo, na głowę kapitana Zarathosa zwalił się pełnomocnik sztabu IV floty oraz transfer USS Yahagi w ramy V dywizji...TRN-ORD EVEL-42Od: sztab Ewidencji Okrętów Szkoleniowych.Do: Kpt. Ririagh N'Ruri, USS Yahagi NCC-13666.T: [2347.12.15:]08.01P: C-H2RPL: Tak
Hej... Wszyscy już sobie poszli? Czyżbym coś przegapił? :>Cokolwiek bym nie powiedział, powiedziałbym tylko to, co już zostało powiedziane, dlatego też ograniczę się do: Witamy Gwyn. 😛
Rozdział XXI
USS Livingston, gdzieś w drodze do Archenar.
Admirał popatrzył, jak jakiś załogant zakreślił żółtym flamastrem następny fragment powierzchni przeźroczystej mapy. Na bieżąco nanoszone były pozycje dywizji, które leciały w kierunkach koncentracji. Szczęśliwie, symbole Floty przybrały już kształy niezbyt koncentrycznych kręgów wokoło czterech głównych zgrupowań. Niedługi czas musiał minąć, by dywizje zebrały się w wyznaczonych miejscach. A pozostawały jeszcze okręty SOP, które dopiero włączano w hierarchię IV floty.
- Nie wygląda to dobrze... - zauważył kapitan Knuth.
- Wiem. - odpowiedział Seldon. - Ich siłom możemy przeciwstawić jedynie 70 okrętów III i IV korpusu, i kilkanaście dodatkowych jednostek z SOP. To daje nam na ten moment jakieś 73% ich liczebności, co i tak nie jest źle, biorąc pod uwagę, że w tym miejscu miało się znajdować dodatkowe 140 okrętów.
Znajdowali się w centrum informacji bojowej na USS Livingston. Dokładnie sześć osób: admirał, kapitan Knuth, komandor Kar'voth, B'vik, Cunnnings i Darfaxxu - cała trójka w stopniu komandora porucznika. Okręt klasy Excelsior został specjalnie przebudowany, aby mógł stanowić perfekcyjną jednostkę dowodzenia. Odbiło się to na zmniejszeniu jej możliwości naukowych, jednakże nad tą stratą nikt zbytnio nie rozpaczał. Załoga miała własne priorytety...
- To oznacza, że istnieją dwie alternatywy: bronić się do momentu przybycia większych sił albo uderzać na wroga, gdy ten jest rozproszony po trzech systemach. Inne są zbyt ryzykowne. - dodał komandor Kar'voth, pochodzący z Cutulla, wyliczając mnogą ilość opcji na palcach.
- To też jest ryzykowne. Proszę zauważyć, że odległość pomiedzy SB74 i Celbarlai jest większa niż pomiędzy tymi systemiami i Kardazjanami. Prosta kalkulacja pokazuje, że nie można dokonać przerzucenia wojsk na czas.
- Posiłki doleciałyby dopiero podczas bitwy, albo pod jej koniec. A to całkowicie nas nie satysfakcjonuje.
- Czyli bezpieczeństwa nie daje nam jakakolwiek opcja - genialnie. Zawsze chciałem służyć w takich okolicznościach. - powiedział Knuth.
- Cieszy nas to. - odpowiedział sycząc Seldon. - Dobrze... A gdyby wykorzystać okręty V floty?
- Które okręty? - zapytał komandor.
- Z III korpusu. - admirał podszedł do panelu i pozycje dywizji tego korpusu zaznaczyły się niebieskimi oznaczeniami Gwiezdnej Floty.
- Wątpię, żeby Gre-... admirał Greene zgodził się na to. - pierwszy raz odezwała się komandor porucznik Tamara B'vik, Halananka.
- Proszę kontynuować.
- Admirał ma... jakby to powiedzieć... Dość wybuchowy charakter. Niezwykle ciężko się z nim współpracuje.
- Nie mamy z nim "współpracować", tylko bronić Federacji - jeżeli będzie nam rozmyślnie przeszkadzać, to dla zdrajców jest jedna kara. - powiedział Knuth.
- Spokojnie. Na razie omawiamy strategię. - próbował uspokajać Seldon.
- Dobrze już, dobrze. - kapitan lekceważąco machnął ręką. - A więc co zrobimy z tym III korpusem? Najlepiej byłoby go umieścić tutaj.
Człowiek wskazał na jeden z systemów, na mapie położony na prawo od ostatnich pozycji IV floty, oznaczony jako Zuben Elgenubi. Przez chwilkę chciał go zaznaczyć, ale zirytowany zdał sobie sprawę, że przed kilkoma minutami oddał flamaster Seldonowi - więc podszedł do konsoli i podświetlił go cyfrowo.
- Też się nad tym zastanawiałem. Jeżeli chodzi o odległości, to z nadwyżką zabezpieczałby front od strony Celbralai, a jednocześnie nie zwiększał niestapilności frontu wzdłuż odcinka V floty.
- A infrastruktura? Nie możemy przecież wysłać 35 okrętów bez zaplecza i zaopatrzenia. - zauważył Kar'voth.
Kapitan podszedł do panelu i wyświetlił na jednej z konsoli statystyki dotyczące Zuben Elgenubi. Rządki literek pojawiały się w sposób zsynchronizowany z miganiem kropki na ekranie, aczkolwiek ta zbieżność była całkowicie przypadkowa.
- W tym jest właśnie problem. Co prawda mamy tam bazę przeładunkową i stację nasłuchową, ale nie są przeznaczone do obsługi takiej ilości jednostek.
- Chyba że jest coś innego? Jakiś inny system z infrastrukturą, a jednocześnie w bliskiej odległości.
- Może Porrime? Jest tam całkiem duża stacja kosmiczna, pozatym duże zapasy zgromadzone na planecie - a ludność już jest ewakuowana.
- Łaskawie zaznacz. - powiedział admirał. - Lepiej.
- Jak dla mnie to położenie jest prawie optymalne. - wyraził swoje zdanie Knuth.
- Musimy skontaktować się z Greenem. - Seldon obrócił się do B'vik. - Proszę zawiadomić go o naszych planach i ustalić czas transferu.
- Tak jest, sir.
- A teraz pobawmy się w dokładniejsze przewidywanie. - powiedział Knuth. - Na przykład: gdzie teraz uderzą?
Kapitan wprawdzie zamierzał zapytać "Co nam teraz odgryzą?", ale ostatecznie zrezygnował, ponieważ obydwa sprowadzały się do tego samego, ale alternatywne pytanie niezbyt spodobałoby się Seldonowi - chociaż podobać się i tak nie miało. Jednak na zadane pytanie odpowiedział Darfaxxu.
- Obronę mamy na linii Archenar - Algorab - SB 74 - Celbralai - Porrime. Tak więc bez ochrony pozostaje Haeudus i Celeno. Biorąc pod uwagę fakt, że Hadeus znajduje się dostatecznie daleko od pierwszego uderzenia możemy wysnuć wniosek, że nie będzie stanowić celu. A więc Celeno.
- Czy to przypadkiem nie jest kurort?
- Specjalistyczny ośrodek medyczny.
- Czyli kurort. Kto atakowałby 'kurort'?
- Kardazjanie stosują prawdopodobnie taktykę przejmowania całej powierzchni naszego terytorium - czyli w każdym systemie będą instalować swoje placówki i trzymać okręty do momentu, aż front nie oddali się od nich.
- Czyli wraz z upływem czasu będą mieli coraz mniej sił inwazyjnych. To po odliczeniu jakiejś części ich wojska na osłonę czterech systemów - powiedzmy 20% - ich siły wyrównają się z naszymi dwoma korpusami.
- To gdzie zaatakują poza Celeno? Stamtąd mają dostęp zarówno na SB 74, jak i Celbarlai. Jeżeli zaatakują 74-kę, to nie wygramy, ale jest duże prawdopodobieństwo, że bitwa nie będzie rozstrzygnięta. Jeżeli Celbarlai, to poradzimy sobie przy dodatkowej pomocy V floty.
- Dlatego dobrze by było przemieścić jeszcze jakieś okręty do zgrupowania wokół SB 74. Nie mamy żadnych wolnych, więc najlepiej byłoby przenieść je z Algorab...
Układ Celbarlai.
- Stacja Celbarlai, to USS Siderit. Prosimy o pozwolenie na zadokowanie.
- USS Siderit, chwilowo nie jest to możliwe. Wejdź na HEO i oczekuj na wezwanie.
- Zrozumiałem. Wchodzę na HEO.
USS Wraith, zaspół stoczniowy Celbralai, układ Celbralai.
Niewielki prom powoli zbliżał się do burty okrętu. Tego typu niewielkie pojazdy już dawno wycofano z wszelkich innych placówek oprócz stoczni, ponieważ tutaj taka konstrukcja sprawdzała się doskonale pomimo upływu czasu, jednakże nie można było powiedzieć czegokolwiek o wygodzie podróży. Gdy tylko pojazd znalazł się naprzeciwko śluzy zaczął wyhamowywać, włączając przeciwny ciąg silników manewrowych. Dzięki temu prom lekko zetknął się z kadłubem i po chwili wykonany ze sztucznego tworzywa gumowy pierścień uszczelniający wypełnił przestrzeń pomiędzy promem a śluzą.
Otworzyły się drzwi promu, a zaraz po tym drzwi śluzy na pokładzie USS Wraith. Oczom znajdujących się w promie ukazał się korytarz, którym przechodziło kilka osób, oraz stojący przed śluzą oficer ochrony. Ten przebiegł oczami po technikach z doku, ubranych w śmieszne, pomarańczone ubrania, z wszytymi powierzchniami refleksyjnymi. Każdy pokazał strażnikowi przepustkę ze stacji i poszedł korytarzem.
Po wymianie porozumiewawczych spojrzeń trzy osoby - dwie kobiety i mężczyzna - oddzielili się od reszty i cała trójka oddaliła się w różnych kierunkach. Jedna z kobiet przystanęła przy konsoli na korytarzu, dołożyła skrzynkę, którą do tej pory nosiła w ręce, i sprawdziła położenie układów sensorów dziobowych na okręcie. Po tym ponownie chwyciła za uchwyt skrzynki i ruszyła w kierunku turbowindy.
Dotarcie na miejsce było bardzo nieprzyjemnym doświadczeniem. Nie dość, że nie zapamiętała dokładnie drogi, tylko musiała to sprawdzać na miejscu, to nastrój niepewności dopełniały jeszcze mniej lub bardziej wyimaginowane, podejrzliwe spojrzenia załogi. Co prawda nic nie powinno ich wzbudzać, jednak kobieta czuła, że coś na pewno pójdzie niezgodnie z planem. Kiedy wreszcie znalazła się przed drzwiami do kontroli sensorów, przeszła obok, ponieważ na korytarzu znajdowali się inni ludzie. Przez następną minutę manewrowała, i dopiero wówczas zniknęła za drzwiami.
W pomieszczeniu znajdowało się kilka konsoli i urządzenia kontrolujące pracę paneli czujników, zamontowanych kilka metrów za ścianą. Odstawiła skrzynkę na jedną z konsol i otworzyła ją. Wewnątrz poukładane były paddy i kości izoliniowe, które zaraz powędrowały na stół. Przez moment komputer oponował przed przyznaniem pełnego dostępu do danych, jednak pod naciskiem admiralskich pełnomocnictw ustąpił. Zaraz też wszystkie zapisy sensorów z bitwy na Arthus kopiowane były na kości izoliniowe, metodycznie montowane w urządzeniach wyjścia.
Kiedy tylko wszystkie zapisy znalazły się na układach, oficer zaczęła usuwać ślady swojej działalności i kasować logi kopiowania, chcąc jak najdokładniej zatrzeć wszystkie ślady. Na to jednak nie starczyło czasu, ponieważ straciła go zbyt wiele na szukanie pomieszczenia. Zaklnęła cicho, spoglądając na zegarek, po czym wzięła skrzynkę i skierowała się do wyjścia.
- Komputer, czy na korytarzu przed pomieszczeniem kontroli czujników dziobowych znajdują się jakieś osoby?
- We wskazanym obszarze nie ma nikogo.
Drzwi rozsunęły się i kobieta wyszła na korytarz. W tej samej chwili zaa rogu wyłonił się Andorianin, chorąży z sekcji żółtej, prawdopodobnie ochrony. "Technik" swobodnie skierowała się w stronę turbowindy, pomimo że serce wyrażało chęć szybkiego opuszczenia klatki piersiowej.
- Tylko nie spanikuj, tylko nie spanikuj, tylko nie spa-
- Przepraszam! - głośno powiedział Andorianin.
Kobieta odwróciła się i z niewinnym uśmiechem zapytała:
- Tak?
- Co pani tam robiła?
- Czemu wiedziałam, że o to zapyta? - pomyślała, ale na głos powiedziała. - Rutynowa kontrola sensorów. W warunkach wojennych rekalibrujemy czujniki, żeby były bardziej efektywne.
Wypowiadając formułkę sprawiała wrażenie zakłopotanej zarówno z powodu zaczepki, jak i recytowanej przez siebie, odmóżdżonej formułki z Akademii. I szeroko się uśmiechała.
- Ma pani przepustkę?
- Chwileczkę... Tutaj - proszę.
- Tak... Dobrze, wszystko w porządku.
- Jakże by inaczej. Długo tutaj zostajecie? To znaczy okręt...
- Pewnie na dłużej. Dlaczego pani pyta?
- Gdyby miał pan czas, to na stacji jest taka miła kawiarenka na pokładzie 6...
- Tak? Niech pani mówi dalej.
- Eee... - "technik", kontynuując wrodzoną nieporadność, zerknęła na chronometr. - Ups, muszę zmykać. Do widzenia.
Oficer pomknęła w kierunku turbowindy w sposób, który po częściu był wystudiowany już wcześniej, lecz po części spowodowany przez napięcie. Wydawało się jej, że idzie jednak za szybko. Kiedy tylko drzwi turbowindy zasunęły się za nią, odetchnęła z ulgą.
- Zrobiłaś z siebie totalną idiotkę. Do tego masz genetyczne predyspozycje. - wyjęła komunikator, kształtem przypominający jednak klasyczne wersje z XXIII wieku lub XXI wieczne telefony komórkowe. - Hachat, Karre.
- Słucham?
- Artois, cel alfa wykonany, ale miałam nieprzyjemne spotkanie z ochroną. Wątpię, żeby coś podejrzewał, ale powinniśmy się pospieszyć.
- Gamma też. Spotkamy się na promie.
- Zrozumiałam.
Schowała komunikator i zaraz po tym turbowinda zatrzyłama się, zaś jej drzwi rozsunęły się ze złowieszczym świstem.
Na mostku Ambassadora jego oficer komunikacyjny, pełniący w tej chwili wahtę, odebrał komunikat ze stacji.
- USS Wraith, to Stacja Celbarlai. Za trzydzieści minut zadokuje do was prom z pełnomocnikiem admirała Seldona do spraw śledztw wojskowych. Proszę przygotować się na jego przybycie. Odebrałeś, USS Wraith?
Układ Arvenal, przestrzeń Unii Kardazjańskiej. Z warp wyszło piętnaście okrętów Gwiezdnej Floty, anleżących do I i II dywizji III korpusu V floty. W większości były to ciężkie jednostki - w grupie znajdowały się nawet dwa Ambassadory, nie licząc okrętów klasy Freedom lub Excelsior. - Wyszliśmy z warp. - poinformował Canova, sternik na USS Tenochtitlan. - Cztery kontakty, kierunek 459-74, 457-22. Dwa klasy Tonga, dwa Hideki. Na mostku znajdowało się kilka osób. Brakowało siedzącego w areszcie pierwszego oficera Saarika, który został tam zamknięty przez kapitana jeszcze przed wylotem z SB 211. W związku z tym, kapitan sprawował absolutną władzę nad okrętem, a także swoimi dwoma dywizjami. Większość załóg okrętów tych dywizji nie wiedziała, że wykonywana akcja nie była zgodna z rozkazami Floty. - Odległość 4.500.000 kilometrów. - Kurs na przechwycenie. - odpowiedział kapitan taktycznemu. - Minuta do przechwycenia. - Na siódmej planecie systemu wykrywam instalacje militarne i baterie orbitalne. - powiedziała oficer naukowa, która skanowała system w poszukiwaniu następnych wrogich jednostek. Wyglądało jednak na to, że ten układy był bardzo słabo broniony. - Proszę wysłać wiadomość do floty: I dywizja zlikwiduje kontakt T1, II - T2, po czym mają skupić się na Hideki. Ogień wolny, gdy tylko znajdziemy się w zasięgu. - Tak jest, sir. Oficer komunikacyjny zaczął przełączać przyciski na konsoli, wysyłając na kodowanym paśmie wiadomości z rozkazami. Zaraz też zaczęły przychodzić potwierdzenia odebrania. - Wygląda na to, że ten system jest bardzo słabo broniony. To dziwne, że zostawili tylko tyle. - powiedział porucznik-komandor Taanepyi - Andorianin pełniący na pokładzie funkcję doradcy, w po aresztowaniu Saarika również pierwszego oficera - w taki sposób, aby tylko siedzący obok niego kapitan usłyszał te słowa. - Najwidoczniej rzucili wszystkie swoje siły na atak i spodziewali się, że zmuszą nas tylko do obrony. - dowódca odpowiedział Andorianinowi. - Pewnie Kardazjanie przyjęli taki pogląd o Flocie, jaki lansuje nasza federacyjna propaganda. - "Gwiezdna Flota - bada i broni" - i jest nieudolna. - Co do tego ostatniego, to... - Dziesięć sekund do wejścia w zasięg uzbrojenia. - Fazery i torpedy załadowane. - Pięć sekund... - Otworzyć ogień. Wszystkie piętnaście okrętów wystrzeliło torpedy i fazery w przeciągu kilku sekund. Lekkie jednostki wroga nie mogły poradzić sobie z ostrzałem przeważającej liczby okrętów Floty, które dysponowały także cięższym uzbrojeniem. Moc osłon obydwu Tong stopniowo się zmniejszała, jednakże Kazdazjanie wzięli początkowo za cel pojedynczego Soyuza, który również zaczął szybko tracić osłony. USS Penrose próbował osłaniać ten okręt, jednakże sztuczki takie na niewiele się zdały. Obydwie Tongi zniknęły w kulach ognia, zaś USS Acarty całkowicie stracił osłony. Wydawało się, że jego los jest przesądzony, jednak kardazjańscy dowódcy, widząc bezsens dalszej walki, podjęli manewr ucieczki z pola walki. Na odchodne oddane wystrzały w Soyuza nie zniszczyły go, jednak stał się bezużyteczną górą metalu. Obydwa okręty wroga, które próbowały oddalić się od floty Telpochcoatl, nie ustrzegły się przed manewrami jednostek Federacji - piętnaście okrętów zdołało unieruchomić je przed opuszczeniem systemu. Gdy tylko zaś Hideki zostały unieruchomione, seria ognia z USS Tenochtitlan doprowadziła do destrukcji bezbronnych jednostek. - Niech USS Iowa ewakuuje Acarty, po czym go zniszczy. Prześlijcie też reszcie floty rozkaz o rozpoczęciu orbitalnego ostrzału Arvenal VII. - Można byłoby uzyskać stamtąd jakieś dane... - Więc po zniszczeniu instalacji obronnych na powierzchnię wysłani zostaną komandosi. Musimy się spieszyć - panie Kallaway, proszę ustawić zegar na 1.00:00. Na panelu z tyłu mostka pojawił się cyfrowy zegar, odmierzający równomiernie sekundy mającej nastąpić godziny...
USS Livingston, gdzieś w drodze do Archenar.
Ku zadowoleniu wszystkich, w pomieszczeniu wreszcie pojawił się komandor Doatrka. Na jego wejście oficerowie czekali cały kwadrans, co nabierało większego znaczenia biorąc pod uwagę fakt, że ten oderwał wszystkich od poprzednich zajęć i rozkazał się zjawić. Niektórych to irytowało, jednakże cały gabinet prasowy IV floty przybył na miejsce.
Prócz Doatrki, na miejscu znajdowało się jeszcze sześć osób: chorąży Katherine Infeld, kobieta pochodząca z Alfa Centauri, chorąży Vaezzen Tjar, Arbazanin, Kyalla Ghard, Bellerianka, Tellaryta Laias oraz Senek, cała trójka w stopniu podporucznika. Wszyscy zajmowali się kontaktami sztabu IV floty z dziennikarzami, którzy w warunkach pokoju nie dawali nikomu spokoju, zaś podczas wojny wydawali się być gorszymi niż wróg.
- Witam. - powiedział Benzyta, zaś widząc wszystkich siedzących dodał. - Widzę, że już się rozgościliście.
- Mieliśmy dużo czasu. Można wiedzieć, skąd to spóźnienie? - zapytał Tjar.
- Można. - odpowiedział komandor.
Minęła chwila ciszy, która uświadomiła wszystkim, że Doatrka nie ma najmniejszego zamiaru odpowiadać. Na to Arbazanin cichy prychnął, wyrażając fakt swojego obrażenia na komandora, który, nie zważając na to, zaczął:
- Dostaliście kopie tekstu z "To fakt!"?
Zebrani skinęli głowami, potwierdzając.
- Dobrze, musimy to jakoś wyprostować. Za cztery godziny dolecimy na Archenar, a kapitan chce mieć konferencję prasową w pół godziny po przylocie. Ze wstępnym planem musimy wyrobić się w dwie godziny.
- Mamy jakąś ogólną koncepcję? Ograniczamy się tylko do zaprzeczania? - zapytał Tellaryta.
- Oficjalnie tylko zaprzeczamy, że to nasza wina - bo nie jest - wtrącił. - a także prostujemy wszystkie fakty. Ich matactwa dotyczące relacji z Setlik III wykorzystamy później.
- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł - powiedział Laias. - Jeżeli nie użyjemy tego teraz, to stanie się to bezużyteczne. Przecież w trakcie wojny nikt nie będzie pamiętać, że napisali fałszywą relację z masakry...
- Będą pamiętać, wystarczy zainteresować tym żądnych darmowej reklamy polityków.
- Komisja? - zapytała Ghard.
- Otóż to.
- Przecież to bzdura. - głośno powiedział Tjar.
- Wiem, co mówię. Ale na razie wracamy do konferencji - po ustaleniu tego wracamy do przerwanego tematu. A więc, na początku odwołamy się do zaatakowanych przez Kardazjan systemów - nie ma sensu niczego z tego ukrywać, ponieważ i tak o nich wiedzą. "Flota jest reorganizowana, ponieważ w wyniku wielomiesięcznego wstrzymywania przez czynniki oficjalne przemieszczenia IX floty obrona granicy była operacją trudną pod względem strategicznym". Ponadto wyjaśnienie, że okręty SOP nie są dowodzone przez sztab. Będziemy używać jak największą ilość sformułowań wojskowych. Musi znaleźć się zapewnienie, iż cywile, znajdujący się w koloniach przygranicznych, są całkowicie bezpieczni i na bieżąco, planowo ewakuowani... Mamy jakiś przykład?
- Edgar Drekenwork kończy chyba ewakuację placówki naukowej na Mesarthim. Ponadto Mirach II. - zauważyła Infeld.
- Dobrze, powiemy o tym. Na tym głównie się skupimy - obywatele muszą wiedzieć, że Flota troszczy się o ich bezpieczeństwo. Później wrócimy do spraw wojskowych, przerobimy bitwę na Arthus na operację taktycznie udaną, straty będziemy bagatelizować. Gorzej z Setlik, tutaj wypowiemy się jedynie faktami.
- ... Ale podkreślimy bohaterstwo załogi Maxwella. Gdyby tak wspomnieć o jakimś odznaczeniu dla obrońców i ratowników... - dodał Tellaryta.
- Słusznie. Później ogólniki o dalszych losach kampanii, dobrym przygotowaniu do walki po reorganizaji, zbliżającej się lokacji IX floty. Zakończymy to kilkoma pytaniami, głównie przez podstawionych dziennikarzy. Jeżeli do głosu może dorwać się ktoś niezależny, więc przygotujemy kilka pytań-odpowiedzi na taki wypadek.
- To nawet nie jest plan, to wszystko ogólniki. Chociaż wyrobimy się z oficjalizmami, to co planuje pan ponadto? - zapytała Ghard.
- I tu zadziałasz ty i Infeld. Poprosicie o spotkanie z...
Układ Celbarlai.
Niebieskie słońce oświetlało wszystkie znajdujące się w systemie zespoły, nadając im charakterystyczny, błękitny poblask. Ponieważ gwiazda była młoda i emitowała dużo promieniowania, większość federacyjnych instalacji znajdowała się w dalszej odległości, wynoszącej 6-7 jednostek astronomicznych.
Głównymi palcówkami na Celbarlai były zespoły stoczniowe, które w sumie liczyły sześć dużych doków gwiezdnych, mogących obsługiwać największe z okrętów Floty. Ponadto znajdowały się tam okręty I dywizja IV korpusu, zadokowane przy stacji kosmicznej, oraz liczne okręty cywilne i transportowce Korpusu Inżynieryjnego Gwiezdnej Floty. Spodziewano się nawet jednego okrętu wysłanego na front bezpośrednio ze szkolenia, aczkolwiek wydając rozkazy nie przewidywano wybuchu wojny - większość załogi tej jednostki, tj. USS Yahagi NCC-13666, dowodzonej przez kapitana Ririagha N'Ruri, stanowili kadeci.
Do stacji zaczął zbliżać się USS Apeiron - rządowy statek, który przed kilkoma minutami wyszedł z warp. Dowódca, Mahambrahm Kharad, oraz drugi kapitan dostali rozkaz dostarczenia pewnego wpływowego oficjela Gwiezdnej Floty właśnie na pokład owej stacji. W kokpicie Hindus nawiązał kontakt z placówką, podczas gdy drugi człowiek manewrował okrętem.
- Stacja Celbarlai, tu Federation 756. Prosimy o pozwolenie na dokowanie.
- Przyjąłem Federation 756. Pozwolenie udzielone. Proszę dokować przy śluzie 4.
- Zrozumiałem. Rozpoczynam podchodzenie.
- Życzymy udanego pobytu, Federation 756. Koniec transmisji.
Kharad przełączył przycisk, który przerwał nadawanie, po czym wziął się za pilotowanie. Zwrócił się do Nigeryjczyka.
- "Udanego pobytu" - co możemy robić "udanego" przy froncie?
- Jak dla mnie to oznacza życzenia szybkiego zniknięcia z tego sektora.
- Pewnie. Wojskowi tak nie myś- Pilnuj manewrowych, bo się wprasujemy w stację.
- Przecież pilnuję, ale coś jest z nimi nie tak. Wyślij Łaskowskiego, żeby później sprawdził silniki.
- Tak się tłumacz. - odpowiedział kapitan, po czym włączył interkom. - Mówi kapitan. Zaraz zadokujemy do Stacji Celbarlai. Proszę o pozostanie na miejscach i nie przemieszczanie się po pokładzie. Dziękuję.
Statek delikatnie sunął w kierunku doku, powoli wytracając szybkość poprzez zmianę o 180 stopni siły ciągu w silnikach. Piloci dopasowali szybkość jednostki do wielkiej szybkości liniowej stacji, po czym obrócili ją o 90 stopni i używając silników manewrowy połączyli śluzy stacji i Apeoironu.
- Zakończyliśmy dokowanie do stacji. Pasażerowie proszeni są o skierowanie się do śluzy. - oznajmił kapitan. - My też mamy jakiś czas wolny.
- To trzeba go wykorzystać konstruktywnie wykorzystać. - powiedział Gudabi, szczerząc swoje śnieżnobiałe zęby.
- Głodnemu chleb na myśli. - zachichotał kapitan.
Śmiech usłyszał wchodzący do pomieszczenia trzeci pilot i jednocześnie główny mechanik, January Łaskowski.
- Co się ciekawego zdarzyło w waszym życiu? Podzielcie się ze mną swoją radością.
No i jesteśmy po następnym odcinku (1x08), i podobnie jak poprzednie trzyma wysoki poziom, aczkolwiek w mojej ocenie jest troszkę słabszy. Aha, możliwe spoilery.
Wreszcie zaczęto rozwiązywać problem z wątkiem na Caprice, który zdawałoby się prowadził donikąd. Szczególnie ostatnie dramatyczne zachowania "Boomer-2". Co prawda nadal nie przykuwa uwagi tak jak wydarzenia na Galactice, ale wreszcie coś tam ruszyło.
Co do postaci, to interesująco wygląda sprawa z Boomer i Starburck. To, co powiedziała o swojej przeszłości Boomer chyba rozwiewa wszystkie wątpliwości - nie było oryginału, a jeżeli nawet był, to zginął w dzieciństwie w nieszczęśliwym (mniej lub bardziej przypadkowym) wypadku, po czym Cyloni dokonali odpowiedniej podmiany. Czyżby więc Cyloni dojrzewali tak jak ludzie?
Ale genialną sprawą było zachowanie prezydent Roslin - osobiście nie przypuszczałbym tego po niej, ale może patrzę na tą postać przez pryzmat "nauczycielki" z pilota.
Witam.
A więc oczywiście można - skoro to jest kampania, to zapewniamy ciągłość akcji w standardzie, bez żadnych opłat dodatkowych. 😛 Skieruj się do Kronosa, czyli naszego Mistrza Rekrutacyjnego (PM Kronosa), a ten pomoże wybrać Ci okręt i wprowadzi Cię w realia bitwy. Oczywiście, istnieje specyficzny regulamin (pisany i umowny), który obowiązuje podczas rozgrywki, a którego powinno się słuchać.
Po wprowadzeniu napisz do mnie, jak widziałbyś swoją postać w świecie bitwy, opisał historię postaci (opcjonalnie) i wtedy wybiorę miejsce stacjonowania Twojej jednostki. Przeniesienie do V dywizji byłoby już tylko kwestią czasu (tzn. zależy od tego, ile matactw dziennikarskich sztab IV floty będzie musiał rozwiązać :>).
Rozdział XIX
TRN-ORD 425-102
REL-ORD 425-942A
Od: Adm. Seldon, sztab IV Floty.
Do: Kpt. Styczyński, V dywizja II korpusu IV Floty.
T: 24949.7213
P: C-H1
RPL: Tak
Rozkazy dla V dywizji. Transfer jednostek: USS Wolverine NCC-5514, USS Drow NCC-16472. Obydwie jednostki przeniesione do oddziałów koncentracji II korpusu. Przeniesienie USS Firebrand NCC-68723, USS Keokuk NCC-14047, USS Poseidon NCC-29856. USS Fireband zostaje przeniesiony z BDF-SB74PF, USS Poseidon z BDF-CLNPF. USS Keokuk zostaje poddany transferowi z I dywizji III korpusu IV floty.
Transfer USS Wolverine, USS Drow, USS Fireband i USS Keokuk o natychmiastowym działaniu. Przeniesienie USS Poseidon w momencie przelotu przez układ Celeno w drodze następnych zadań.
Przemieszczenie do systemu Celbarlai w celu dokonania niezbędnych napraw, przez układ Celeno w celu spotkania z USS Poseidon. Czas rozpoczęcia wykonywania rozkazów: natychmiastowy. W zależności od nieprzewidzianych okoliczności część jednostek będzie wykonywać misje ewakuacyjne wraz z transportowcami SFIC oraz SFLC. Dywizja ma przejść remonty kluczowych systemów w zespole stoczniowym Celbarlai, po czym powrócić do strefy koncentracji II dywizji wokoło SB 74. Jednostki niezdolne do lotów w warp mają być holowane przez inne okręty.
W systemie Celbarlai dowódca dywizji oraz kapitanowie zostaną przesłuchani w związku z niejasną sytuacją podczas działań bitewnych oraz możliwością niewykonania rozkazów przez niektórych dowodzących. Od wstępnego przesłuchania zależy dalsze postępowanie, włącznie z sądem wojennym.
Remontowi podlegać mają jedynie kluczowe systemy okrętów. Od 24949.2916 obowiązują zasady wojennej reglamentacji energii i surowców WRERR. Załogi mają podporządkować się odpowiednim przepisom wojskowym.
Wszelkie napotkane jednostki cywilne, nie mające zezwolenia przebywania w strefie wojennej od sztabu IV Floty, mają zostać zatrzymane i odeskortowane do najbliższej zafrontowej bazy gwiezdnej (szczególnie: Celbarlai), a następnie oddane w dyspozycję najwyższego stopniem dowodzącego w celu wyjaśnienia.
Wymagane potwierdzenie odebrania rozkazów. EOMS.
TRN-ORD BDF4PF-53
Od: Kpt. Fregredise, BDF-4PF.
Do: Kpt. Bradock, USS Poseidon BFD-CLNPF.
T: 24949.7403
P: C-H2
RPL: Tak
Rozkazy dla USS Poseidon. Transfer jednostki z BFD-CLNPF do regularnych sił IV Floty Wojennej - do V dywizji II korpusu. Przeniesienie nastąpi podczas przelotu oddziałów V dywizji przez układ Celeno w drodze następnych zadań. Zmiana statusu USS Poseidon na FLS (okręt pierwszoliniowy). Całkowite podporządkowanie łańcuchowi dowodzenia IV floty i zniesienie dowództwa Sił Obrony Pogranicza.
Wymagane potwierdzenie odebrania rozkazów. EOMS.
TRN-ORD BFD5PF-75
Od: Kpt. Xarissev, BFD-5PF.
Do: Kpt. Kasnov, USS Firebrand BFD-SB74PF.
T: 24949.7498
P: C-H2
RPL: Tak
Rozkazy dla USS Fireband. Transfer jednostki z BFD-SB74PF do regularnych sił IV Floty Wojennej - do V dywizji II korpusu. Przeniesienie natychmiastowe podczas dokowania przy Bazie Gwiezdnej 74. Zmiana statusu USS Fireband na FLS (okręt pierwszoliniowy). Całkowite podporządkowanie łańcuchowi dowodzenia IV floty i zniesienie dowództwa Sił Obrony Pogranicza.
Wymagane potwierdzenie odebrania rozkazów. EOMS.
TRN-ORD 431-64
Od: Kmd. Seivad, USS De Lamarck.
Do: Kpt. Surak, USS Keokuk NCC-14047.
T: 24949.7327
P: C-H1
RPL: Nie
Rozkazy dla USS Keokuk. Transfer jednostki z I dywizji III korpusu IV floty do V dywizji II korpusu IV floty z rozkazu sztabu IV floty. Przeniesienie natychmiastowe podczas dokowania przy Bazie Gwiezdnej 74. Podporządkowanie w łańcuchu dowodzenia dowódcy I dywizji. Oczekiwanie na dalsze rozkazy z jego strony.
EOMS.
Baza Gwiezdna 375. Nareszcie wszystkie okręty, które znajdowały się przy granicy kardazjańskiej, zostały poinformowane o rozkazach dotyczących przegrupowań, w związku z czym można było przenieść główną siedzibę operacyjną floty z Bazy Gwiezdnej 375 do Bazy 326 w systemie Archenar. Posunięcie takie niezwykle ułatwiało dowodzenie obroną frontu, ale było kilka spraw, które trzymały Seldona na miejscu... - Dobrze, panie Kirkegaard. - powiedział. - Skoro wszystkie okręty dowodzenia potwierdziły odebranie rozkazów, będziemy się stąd "ewakuować". - słowo "ewakuować" zostało starannie wyartykuowane, zaś z tonu wywnioskować można było, że miało oznaczać "zmywamy się, bo nas nie chcą". - Rozumiem admirale. Mam utrzymywać kontakt do ostatniej chwili przed odlotem? - Tak. Ale to raczej niezbyt długo potrwa. Na jednej z konsoli zamrugała czerwono-zielona lampka. Oznaczało to, iż nadeszła następna wiadomość. Była to już 94 odebrana w przeciągu ostatnich siedmiu godzin, nie wliczając transmisji w czasie rzeczywistym - wtedy bowiem liczba ta wydatnie by się zwiększyła. - Nowa wiadomość. Raport od kapitana Styczyńskiego. Porucznik przetarł oczy ze zmęczenia, po czym zgrał raport na padd, po czym przekazał go admirałowi. Męczący był sposób, w jaki dowódca niecierpliwił się w związku z tym raportem, jednak skoro nareszcie go dostał, to może da wreszcie spokój z narzekaniami. - Proszę. - A więc się ewakuujemy, poruczniku. - powiedział Seldon. - Za piętnaście minut odlatujemy. Kirkegaard zaczął przełączać przyciski na konsoli komunikacyjnej, co miało służyć przekierowaniu wszystkich wiadomości na USS Livingston. Przekierowaniu zresztą tylko na krótki okres czasu, bowiem wiadomości i tak przechodziły przez Bazę Gwiezdną 326, a później do jednostki określonej rozkazami. Komunikacyjny nadał do tej placówki odpowiedni kod, po czym zdjął słuchawki i zaczął pakować paddy z danymi. Właściwie porucznik nie pracował zbyt długo, ponieważ jego wahta przedłużyła się tylko o osiem godzin, jednak odbieranie i wysyłanie horrendalnej ilości wiadomości niezwykle go zmęczyło. Praca ta, również z powodu pełnienia fukcji "centralki telefonicznej", była frustrująca. Kirkegaard postanowił, że na Livingstonie odpocznie i uporządkuje myśli - pomimo że wojna była dość daleko, to właśnie dla niego była najbliżej z ludzi przebywających na stacji. Ostatnie relacje załogi stacji nasłuchowej na Marvie albo załogi Setlik trwale wryły się w pamięć. Kiedy oficer zbierał się do wyjścia z dość opustoszałego, w porównaniu do ostatnich godzin, centrum informacji bojowej, wiceadmirał włączył interkom i nadał: "Cała załoga USS Livingston ma znaleźć się na pokładzie okrętu. Odlot do Archenar za 15 minut". Po tym i Seldon wyszedł z pomieszczenia, pozostawiając tam jedynie kilku komunikacyjnych oficerów z załogi Bazy. Ponieważ centrum informacji bojowej znajdowało się na pokładzie 47 sekcja 17DA, a śluza, przy której zadokowany był Livingston, miała szczęście zostać umieszczona ponad trzydzieści pokładów wyżej i w całkiem innym segmencie Bazy, Seldon musiał szybko zaplanować, w jaki sposób się tam dostać. Ostatecznie przebiegł przez labirynt korytarzy, zdążając do jednej z kilkunastu turbowind, które znajdowały się na tym pokładzie. Po drodzie, swoim zwyczajnym sposobem, niejako spod ziemi wyrósł porucznik-komandor Doatrka. Był to Benzyta, służący z Seldonem we Flocie już pewien czas. Pierwszy raz poznali się, kiedy admirał, a wtedy jeszcze kapitan, dostał w dowództwo swój pierwszy okręt - który pozostał zresztą jego jedynym - i wymagana była wymiana systemów komputerowych. Doatrka był bowiem w dziedzinie projektów komputerowych specjalistą niezwykłej klasy, co pozostało do dziś. Teraz jednak nie znajmował się komputerami, w każdym razie nie oficjalnie, pełnił zaś funkcje rzecznika prasowego IV floty. - Witam, Mich. - Witam, Do. Czy przypadkiem nie miałeś być na pokładzie Livingstona? - Niby tak, ale teraz staram się być wszędzie, a najlepiej daleko od żurnalistów. Od kilku godzin przeżywamy prawdziwe oblężenie, ale pozostawiałem cię w błogiej nieświadomości. - Słusznie. Reorganizujemy całą obronę granicy - na nic nie starcza czasu. Ale mów, co dzieje się w cywilnym świecie. - Szukała mnie już ta dziennikareczka z GNN, której udzieliłeś wywiad wczoraj. Zresztą ciebie też szukała, ale jakoś odpowiedni ludzie postarali się, żeby nie znalazła. Ponadto był tu redaktor z dziennika "Federation Noveaux", który strasznie węszył. Na szczęście jego też udało się jakoś spławić, ale dalej nie możemy tak postępować - na Archenar musimy zorganizować konferencję prasową, inaczej nas zjedzą. I jest jeszcze jedna rzecz. - oficer podał trzymany przez siebie padd admirałowi. Z padda wielkimi literami krzyczano: "<
