jeghbe` tlhInganpu`
Stosowne przygotowania zajely dluuuuga chwile...Przed wyjsciem szybko przejrzala sie w lustrze, by ocenic ostateczny efekt. Dluga, ciemnoszara szata nie wyrozniala sie niczym szczegolnym. No, moze oprocz mankietow suto zdobionych kamieniami i innymi, troszke za ostrymi, ozdobkami... ktorymi to mankiecikami wystarczylo odpowiednio sie zamierzyc, a przeciwnik konczyl z niezle pocharatana twarzyczka. We wlosy wpiela dluga ozdobna szpile... w razie czego bedzie mozna komus wsadzic szpikulec w oko. Ozdobna brosza z insygniami rodu stanowila poreczna wyrzutnie mikropociskow... Niestety, tylko dwoch i to niezbyt celnych, ale mala eksplozja potrafila na dluzsza chwile zdezorientowac przeciwnika. Do tego jeszcze maly pierscien z trucizna... No, zdecydowanie byla gotowa stawic czola wszelkim dyplomatycznym przeciwnosciom... Jej towarzysz zapewne tez...Dziesiec minut pozniej, z Borakiem u boku, pewnym krokiem wkroczyla na sale...