Spokojnie wyjaśniłem mu co ma mi przynieść i skąd. Dodałem stanowczo, że o spóźnieniu nie ma mowy. Po tym jak już odszedł wszedłem do mojej kajuty, sprawdziłem czy wszystko jest już poukładane jak należy i rozsiadłem się czekając na towarzyszkę mojego dzisiejszego wieczoru.
Uśmiechnąłem się. Szybko poszedłem do kajuty, przygotowałem odpowiednią zastawę do przyjemnej kolacji, uporządkowałem kajutę i połączyłem się z komputerem stacji, która restauracja podaje najlepsze kardazjańskie dania(i daje możliwość wzięcia jedzenia na wynos). Wziąłem karabin na plecy i postanowiłem na strzelnicy wypróbować jego działanie. Po drodze zaczepiłem jakiegoś załoganta:-Chcesz się przypodobać kapitanowi? - Nie czekając na odpowiedź dodałem: - Będę potrzebował abyś przyniósł mi coś ze stacji o godzinie 19:30. Staw się u mnie o 19:25. - sprawdziłem jeszcze tylko jak się nazywał i wyruszyłem na strzelnicę.
-Na stacji jest bardzo tłoczno, więc proponowałbym moją kajutę dzisiaj o 20. Wyjaśnię strażnikom, że mają panią przepuszczać, pani...? - zakończyłem zdanie wyraźnie pytając o imię którego nie miałem okazji usłyszeć wcześniej.
-Dziękuję bardzo - wziąłem w rękę przesyłkę. - Czy jest jakakolwiek szansa, żeby znalazła pani chwilę na kolację z dowódcą sojuszowego okrętu?
-Cóż, najpierw zostawić moją torbę na okręcie. Nie jest zbyt lekka - dodałem po czym podszedłem do strażnika i mu się dyskretnie wylegitymowałem i powiedziałem:-Proszę nas przepuścić. - jak już weszliśmy na statek powiedziałem do mojej towarzyszki:-Nie preferuję tytułu kapitan poza mostkiem. Raczej staram się używać Glinna.
Odchrząknąłem:-Wydaje mi się, że mogę pani wskazać drogę do Glinna Jasada. - powiedziałem
-Zgadzam się w całości. Ja tym czasem zajmę się przenoszeniem moich rzeczy. Nie lubię zostawiać tego innym bo zawsze ktoś coś uszkodzi czy zarysuje. - powiedziałem po czym skierowałem się w kierunku mojej kajuty. Udało mi się już jakoś uspokoić. Zebrałem szybko moje prywatne rzeczy wiedząc, że po te cięższe i tak zaraz przyjdzie jakiś podrzędny załogant. Wziąłem moją torbę i wyszedłem z kajuty. Dobrze znając korytarze szybko wyruszyłem najkrótszą drogą do śluzy powietrznej."Ledwo zdążyłem poznać okręt a już odchodzę..." pomyślałem będąc już na stacji. Skierowałem się w kierunku miejsca gdzie powinien być zadokowany przyszły Reklar.
-Nie ma to jak nowy okręt, prawda? - odpowiedziałem z uśmiechem... co dziwne nawet nie był wymuszony. Dodałem:-Przepustki raczej wolałbym ograniczyć do jakiś małych grup... stacja jest strasznie zapchana.
Wyszedłem z pomieszczenia. Starałem się poskromić moje nerwy... "Przestępstwach, które popełnili przeciwko Sojuszowi? Przecież to sojusz teraz gnębi Terran. Imperium po reformach było pozytywnie nastawione do wszystkich, a my jak niewdzięcznicy odgryźliśmy rękę, która nas karmiła..." Tak rozmyślając doszedłem na okręt i pierwsze co postanowiłem zrobić to porozmawiać z pierwszym. Zaszedłem do jego kajuty i zadzwoniłem.
-Dobrze, skoro to już wszystko chciałbym zacząć przenosić moje rzeczy. - odpowiedziałem.
-Nie, nie będą potrzebne. Załoga stanęła póki co na wysokości zadania. Jakieś rozkazy czy to już wszystko? - zapytałem
Pomyślałem przez chwilę, po czym z uśmiechem powiedziałem:-Byłbym głupi nie akceptując takiej oferty. Mam nadzieję, że pozwoli mi to lepiej służyć Sojuszowi.Nie za bardzo mi się to podobało, ale przynajmniej zrozumiałem kilka rzeczy... więc tak Tal Shiar sobie zapewniło lojalnego dowódcę sojuszowego okrętu...
Wszedłem i od razu powiedziałem:-Glinn Jasad melduje się. - stojąc na baczność
