Szefowie Hollywood mają nadzieję, że William Shatner pojawi się w następnym filmie Star Trek
78-letni gwiazdor, który nie miał szansy wystąpić w ostatniej filmowej wersji kultowej serii, jest brany pod uwagę do roli w sequelu, mającym wejść do kin w 2011. Nowy film będzie miał premierę w maju, ale urzędnicy Paramount Pictures są tak pewni, że stanie się on hitem, iż zatwierdzili projekt następnego filmu, i podobno chcą, by wystąpił w nim Shatner, kapitan Kirk z oryginalnej serii
[more]Informator brytyjskiej gazety Daily Express powiedział: "To fakt dobrze znany, że Bill był rozczarowanym tym, że nie zaproponowano mu występu (w tegorocznym filmie). Jednak teraz Paramount Pictures dał zielone światło sequelowi i jest nadzieja, że może on liczyć na krótki występ."
Reżyser filmu JJ Abrams przyznaje, że chciał zatrudnić Shatnera w obecnym "Star Trek", ale zdecydował w końcu, że nie byłoby to właściwe.
"Teraz wydaje się, że pasowałby nam powrót Shatnera. Mamy nadzieję, że da się to zrobić" usłyszeliśmy z innego źródła.
Źródło: Thaindian News[/more]
Oj zlitowali się nad Williamem w końcu.
A ja im przyklaskuję z całego serca. Oby to wypaliło, nalezy się memu kapitanowi.
A ja nie sądzę że jest to dobry pomysł - on nie przypomina Kirka z pełnometrażówek a tym bardziej z serialu, jego powrót może być bardzo naciągany.
Tak bywa z większością aktorów, których kariera trwała (i skończyła się) wiele lat temu. Lepiej odejść z godnością niż robić z siebie pajaca, bo efekt może być tragikomiczny (a tego nikt by nie chciał).
Biedny Shanter, zlitowali się nad nim. Powinien sobie darować, jego czas już minął.
Powinno mu zależeć na tym by pozostać w pamięci fanów jako dobry kapitan - jego powrót nie będzie łatwy do wytłumaczenia tak samo inny wygląd. No chyba że w ogóle go nie zobaczymy a usłyszymy...
Tyle, że ja rozumiem, że wystąpi gościnnie w filmie, ale nie jako James Kirk. Tak czy inaczej, wygląda mi to na naciąganą sprawę. Bo Shatner niemal sobie wyjęczał i wybłagał ten występ. Paramount w końcu stwierdził: damy mu tą rolę niech tylko przestanie smęcić.
Z tego co pamiętam to Brent Spiner stanowczo odmówił dalszego grania Daty (ewentualnie jako głos). Mimo, że bardzo lubię jego postać to czuję szacunek dla faceta, który widzi że prezentowałby się co najmniej śmiesznie w roli androida będąc w takim wieku.
Jesteście bezlitośni. Aż mimo woli przypomina się "Ballada o późnej starości Don Kichota" Młynarskiego. Chwała wszystkim bogom,ze Shatner nie umie czytać po polsku (wątpliwe,czy zna choć jedno słowo, mimo kilku kropli polskiej krwi w żyłach), bo jakby to przeczytał, byłoby mu bardzo przykro.
Shanter pozazdrościł dla Nimoya że ten zagrał w ST XI, co można wywnioskować z jego wypowiedzi jaki to on pokrzywdzony, więc postanwiono dać mu szanse żeby dalej się nie denerwował.
Shanter pozazdrościł dla Nimoya że ten zagrał w ST XI, co można wywnioskować z jego wypowiedzi jaki to on pokrzywdzony, więc postanwiono dać mu szanse żeby dalej się nie denerwował.
Oj,nieładnie tak mówić,i to o moim kapitanie. On naprawdę czuł się skrzywdzony i wcale mu się nie dziwię, bo na jego miejscu czułabym dokładnie to samo. Nie zazdrościł - przeciwnie, podkreślał, że cieszy się z tego, że jego kumpel będzie w tym filmie, ale było mu niefajnie z tym, że go tak odstawiono. Szczególnie,że on naprawdę utożsamił się z tą rolą, co zresztą przyznaje.
Ale Evivo, tu jak najbardziej chodzi o szacunek. Facet był świetny w roli Kirka i nie chcę psuć sobie tej wizji jakimś odgrzewanym kotletem...
W tym rzecz, Shatner zrobił dla Kirka wszystko co mógł zrobić i dla Trekkerów to on zawsze będzie Kirkiem przede wszystkim. Nie w tym rzecz, żeby go teraz objechać, ale wystawić ocenę tej sytuacji. Nie wiem jak w USA, ale w Polsce ten pomysł nie ma poparcia jak widać.
