TNG 1x06 Where No One Has Gone Before – Polak w kosmosie

Gwiezdna Flota przysyła specjalistę od silników z zadaniem poprawienia wydajności napędu warp. Oficerowie z Enterprise witają go dość chłodno, ponieważ sceptycznie podchodzą do jego ekspertyzy – dokumentacja testów, jakie planuje przeprowadzić, jest nierzetelna i wątpliwa, a wobec załogi zachowuje się opryskliwie.

Ich obawy związane z dopuszczeniem szarlatana do eksperymentowania na najnowszym okręcie Federacji są bardzo silne, jednak rozkazy z dowództwa nakazują podporządkowanie się. Dodatkowo wygląda na to, że wprowadzane zmiany w konfiguracji okrętu są nieszkodliwe i nie powinny odnieść żadnego skutku, dlatego ostatecznie pozwalają na ich zastosowanie, licząc zapewne na to, że oszust ośmieszy się brakiem efektu.

Ku zdumieniu wszystkich, włącznie z koordynującym badanie panem Kosinskim, USS Enterprise osiąga podczas lotu prędkość nieprawdopodobną i opuszcza naszą galaktykę. Okręt udaje się wyhamować dwie galaktyki dalej. Jak się później okaże, skutek eksperymentu nie jest zasługą eksperta od silników…

Urocza wymiana uprzejmości:
Kosinski: I’m saying I’m not a teacher, nor do I wish to become one. I have neither the inclination nor the time. (Mówię, że nie jestem nauczycielem i nie zamierzam nim zostać. Nie mam ani ochoty, ani czasu na to).
Riker: You have all the time you need. (Ma pan tyle czasu ile potrzeba [żeby objaśnić swoje teorie]).
Kosinski: I don’t think you understand. This has already been approved by Starfleet Command. (Chyba nie zrozumieliście. To już zostało zatwierdzone przez Dowództwo Gwiezdnej Floty).
Riker: But it hasn’t been approved by the Chief Engineer or by me. (Ale nie zostało zatwierdzone przez szefa maszynowni ani przeze mnie.)

Pan Kosinski – jego nazwisko konsekwentnie wymawiano fonetycznie jako “Kozinski”, i choć nie ma cienia dowodu, by podejrzewać go o polskie pochodzenie, to od razu, jak o nim usłyszałem i gdy go zobaczyłem, pomyślałem: jeden z naszych.

Deanna Troi zbadała go tuż po pojawieniu się na pokładzie i nie wyczuła w nim żadnego fałszu ani manipulacji, z czego możemy wnioskować, że Kosinski naprawdę wierzy, że wykonywane przez niego obliczenia oraz czynności przynoszą niespodziewane i genialne rezultaty. Niestety nie świadczy to najlepiej o jego spostrzegawczości.

W pierwszych dwóch sezonach możemy czasem spotkać oficerów Gwiezdnej Floty ubranych w mundury typu unisex. Miało to podkreślać równość płci, natomiast sam pomysł się nie przyjął i nie tylko go nie rozszerzono, a wręcz wycofano się z niego zupełnie.

Wezwany na mostek po “wpadce”, jaką było przeniesienie okrętu dwie galaktyki dalej (zdarzenie nieprawdopodobne i niemające uzasadnienia w teorii), Kosinski wciąż jest zdumiony rezultatem testów napędu, którym przewodził.

Nigdy nie wyjaśniono dokładniej, czy jest cywilnym ekspertem Gwiezdnej Floty, czy może ma jakiś stopień (jego oznaczenie rangi na mundurze wskazywałoby raczej na to pierwsze). Tak czy inaczej powinien charakteryzować się znajomością praw fizyki oraz teorii działania napędu warp. Dlaczego więc wykształcony człowiek decyduje się porzucić swoją wiedzę i w sposób dość frywolny dopasowuje naukowe teorie do aktualnie uzyskiwanych wyników?

Kosinski: The truth is, Captain, I made a mistake. A wonderful, incredible mistake. (Po prawdzie, kapitanie, pomyliłem się. To była cudowna, niewiarygodna pomyłka.)
Picard: Just explain what brought us here. (Proszę wyjaśnić w jaki sposób się tu znaleźliśmy)
Kosinski: As the power grew, I applied the energy asymtotically. I anticipated some tiling, but it didn’t occur. Now that was my error, using the Bessel functions at the beginning. (Wraz ze wzrostem poboru mocy przydzielałem energię asymptotycznie. Spodziewałem się pewnych odchyłów, ale nie wystąpiły. Teraz widzę, że moim błędem było użycie na początku funkcji Bessela)
Picard: What is he saying, Number One? (O czym on mówi, pierwszy?)
Riker: To tell the truth, sir, it sounds like nonsense to me. (Szczerze mówiąc, to dla mnie nonsens)

Ja i Picard nie jesteśmy oczywiście ekspertami od napędów warp. Przyznaję jednak, że od kapitana spodziewałbym się trochę więcej zaangażowania w dociekaniu, na czym polega problem, bo przecież był przez pewien czas sternikiem okrętowym i musiał znać podstawy działania systemu. Niemniej Riker oraz komandor porucznik Argyle, jeden z czołowych inżynierów na okręcie, mają odpowiednią wiedzę i mówią jasno – to nie ma żadnego sensu. Powtarzają to zresztą od początku i faktycznie mają rację, natomiast nie są w stanie wyjaśnić, dlaczego z pozoru niewinne czynności wykonane przez Kosinskiego umożliwiły ten niewiarygodny skok. Gdyby tylko zechcieli porozmawiać z Wesleyem Crusherem, to sytuacja mogłaby wyglądać inaczej.

Kapitanie, to cudowna pomyłka!

Jak oceniać Kosinskiego? Już od początku wizyty na Enterprise był przekonany o swojej wielkości – pytał, dlaczego wita go tylko pierwszy oficer, a nie kapitan osobiście. Zbywał także oficerów wykonujących swoją pracę (Rikera i Argyle’a), którzy mieli do niego wiele zasadnych pytań dotyczących metod jego pracy, zarzucał im ignorancję oraz marnowanie jego cennego czasu. Swoje wpadki (właściwie to nawet nie swoje, bo on sam nic istotnego nie zrobił) tłumaczył kapitanowi w sposób obłędny, mówiąc o cudownych pomyłkach i epokowych odkryciach. Chętnie podchwycił złośliwą sugestię Argyle’a, żeby nowy wymiar prędkości międzygwiezdnych nazwać po osobie odkrywcy – skalą prędkości Kosinskiego.

Co zadziwiające, nawet w chwili gdy Traveller (Podróżnik) ujawnił swoją prawdziwą naturę i powiedział wszystkim, że niesamowite podróże są możliwe dzięki jego zabiegom i potędze myśli, to właśnie Kosinski pozostaje największym sceptykiem. Z oburzeniem zżyma się, że to nienaukowe, że to jak wiara w magię – jakby zapomniał, że podobne zarzuty stawiali mu wcześniej oficerowie z Enterprise, a on sam nie był w stanie uzasadnić swoich teorii w ramach obowiązującego paradygmatu.

Ok, trudno będzie to opisać w raporcie z misji naszym przełożonym…

Czy może istnieć człowiek tak ignorancki i jednocześnie tak głęboko wierzący w swoje (genialne?) zdolności? Wydaje się to mało możliwe, ale jeszcze mniej prawdopodobne, że Gwiezdna Flota powierza okręty do testowania takim egocentrykom. Przecież oni zatrudniają legiony inżynierów i naukowców! Czy nie było nikogo, kto wcześniej przyjrzał się dokładniej temu, co wyczynia Kosinski?

No, ale dość o Kosinskim, przyjrzyjmy się jego asystentowi, czyli – jak się później przedstawia – Travellerowi. Jest przedstawicielem rasy wędrowców, którzy poznają wszechświat poprzez wspólne podróżowanie z załogami okrętów kosmicznych. Jako asystent Kosinskiego pomógł ulepszyć silniki dwóch jednostek i teraz zabierał się za trzecią. Dlaczego wybrał swojego towarzysza w taki sposób?

Traveller znalazł sobie idealnego towarzysza podróży, który skupia na sobie całą uwagę.

Ciężko zgadywać, ale właściwie jako jedyny udowodnił, że widzi jakąś wartość w pracy Kosinskiego – załoga statku traktowała go jak szarlatana. Osobowość tego człowieka sprawiała, że skupiał on na sobie uwagę innych, co dawało Travellerowi swobodę działania bez patrzenia mu na ręce.

Podróżnik i inni przedstawiciele jego gatunku przemierzają wszechświat w poszukiwaniu wybitnych jednostek. Zalążek geniuszu odnalazł w osobie Wesleya Crushera i dlatego porwał Enterprise do wymiaru myśli. W długiej rozmowie zobowiązał Picarda do troski o chłopca – by dbać o jego stopniowy i naturalny rozwój, dający szansę na rozwinięcie wielkości.

Wesley robi, co może, by wesprzeć Travellera i umożliwić powrót Enterprise do normalnej przestrzeni. W wymiarze myśli to właśnie moralne wsparcie znaczy najwięcej.

Załoga ma wyraźne kłopoty z zaakceptowaniem znaczącej roli Wesleya oraz jego kompetencji, tak jakby zupełnie odrzucali niedawne wydarzenia, w czasie których chłopiec przejął kontrolę nad Enterprise za pomocą kilku prostych sztuczek (1×03 The Naked Now – pamiętamy…). Picard w końcu nie ma wyjścia i nadaje Wesleyowi tymczasową rangę chorążego wraz z prawem obecności na mostku i nawet pewnym zakresem obowiązków, chociaż głównie skupionych wokół szkolenia.

Tam, gdzie nie chciał dotrzeć jeszcze żaden człowiek…

Tytuł odcinka “Where No One Has Gone Before” jest łudząco podobny do jednego z pierwszych TOS-owych epizodów “Where No Man Has Gone Before” (TOS 1×01). Jednak tym razem uściślono poprzednią dwuznaczność – nie mam za bardzo pomysłu, jak oddać to w przekładzie na polski, ale chodzi o wymianę frazy no man (“żaden człowiek” – rzeczownik o dwóch znaczeniach: człowiek albo mężczyzna) na no one (“nikt” – formę, która może sugerować płeć żeńską lub męską, bez żadnej preferencji, a nawet bez precyzowania gatunku).

Kapitan Kirk kontra Superman (TOS 1×01 Where No Man Has Gone Before)

Fabularnie nie jest to na szczęście zrzynka z TOS-owego odpowiednika, tylko faktycznie oryginalna historia, która ukazuje w zupełnie inny sposób podróż poza granice poznanej rzeczywistości.

Mam osobiście pewien problem z tym odcinkiem, bo zbyt duży akcent znów kładzie się na Wesleya i na to, jakim jest wspaniałym człowiekiem, co może sprawiać wrażenie, że pozostali dorośli oficerowie nie do końca ogarniają swoje działki. Podoba mi się ostrożność, z jaką załoga reaguje na odkrycie zupełnie nowego, niepojętego dla nich wymiaru, a także dość niecodzienne wizje, jakim ulegają w krainie marzeń.

W krainie marzeń Picard spotyka swoją maman. Już wiemy, skąd u kapitana to zamiłowanie do picia herbaty.

Polskie pochodzenie jednego z głównych bohaterów odcinka, czyli pana Kosinskiego, jest czystą spekulacją; w żadnym momencie nie odnosi się do swojego pochodzenia, a tym bardziej nie wyraża niczego podobnego narodowej dumie… Obserwujemy jednak w Star Treku przykłady patriotyzmu lub narodowej dumy nawet w XXIII i XXIV wieku.

Najbardziej znanym przypadkiem jest Pavel Chekov, członek załogi USS Enterprise w TOS, który wielokrotnie wygłaszał wątpliwe sądy na temat rosyjskiego pochodzenia różnych odkryć (np. twierdził, że szkocką whisky zawdzięczamy staruszce z Leningradu). Wygląda na to, że podobne sentymenty pielęgnuje (chociaż nie w takim stopniu) kapitan Picard, wyrażając się bardzo ciepło o francuskiej kulturze i języku. Także Worf jest rzecznikiem swojej nacji, ale w jego przypadku sytuacja jest bardziej skomplikowana – jako jedyny Klingon służący w Gwiezdnej Flocie jest wyraźnym outsiderem i stara się wykorzystywać swoją unikalność jako atut.


Autor tekstu jest członkiem stowarzyszenia TrekSfera.