Podróż w czasie się sprawdza w komedii. Ion Tichy środowy lutuje w comber czwartkowego po czym sam dostaje w kły jako czwartkowy. Takie motywy w tym Powrót do Przyszłości. Jest śmiesznie i o to chodzi. Nikt nie będzie tego rozkminiał bo chodzi o bekę. Dalej mamy pretekstowość na przykładzie Terminatora: z przyszłości przybywają Terminatory ale biją się u nas więc nie rozkminiamy czemu się pojawiły. Jak już są to niech się biją.
Co innego produkcje artystyczne w których podróż w czasie jest motywem istotnym. Tu już trudno utrzymać zawieszenie niewiary i się wszystko sypie. Przedstawiam zatem założenia ogólne:
Jeśli można podróżować w czasie to można. Ponieważ linia czasowa dąży do nieskończoności więc ilość podróżników w czasie też dąży do nieskończoności. Zakaz takich podróży tu nic nie zmienia bo ilość jego łamaczy również dąży do nieskończoności
Jeśli ilość wszechświatów równoległych rośnie do nieskończoności to różnica między dwoma sąsiednimi dąży do zera. Nigdy nie wiesz czy wróciłeś do swojego świata czy nie.
Wszechświaty alternatywne mogą być alogiczne, czyli bezsensowne.
Potencjalne skutki podróży w czasie: albo są albo jest fatum i ich nie ma.
Wieloświaty: w Terminatorze ich nie ma.
Wysyłajmy stare pralki w przeszłość: każda z nich spowoduje powstanie nowego wszechświata. Będziemy się poruszać między nimi i będzie fajosko.
Mamy ostatnio wysyp tego co źle świadczy o scenarzystach. W Avengersach, w Picardzie, w Orvillu. W Kenobim nie ma. O ile Star Trek ma tradycje chronolokomocji i wątki te jakoś się tłumaczą o tyle Avengersi to przykład indolencji scenariuszowej.
Efekt motyla
Pojawiając się w przeszłości zawsze możesz wywołać zmianę linii czasu. Potrącisz kogoś, on się spóźni na disko, nie pozna swojej żony tam itp. Z drugiej strony mamy koncepcję bezwładności czasowej: skutki pojedynczej zmiany dążą do niwelacji.
Weźmy teraz Terminatora na warsztat: nie ma powodu dla którego drugi Termi nie miałby przyjść z pomocą pierwszemu w tym samym momencie. Linia czasowa dąży do nieskończoności więc z przyszłości można wrzucać w ten sam punkt kolejne roboty a ludzie kolejnych obrońców. Co się kończyć musi olbrzymim tłumem walczących ze sobą przybyszów. Twórcy cofają się przed tym.
Dalej: w Lokim działa organizacja ochronna i muszą mętnie tłumaczyć czemu jej nie było w Avengersach. W Dr Strendżu 2 już jej nie ma. Jaki sens jest tego? Wprowadzenie Lokiego i Lokówki?
No i mamy typowe rozkminy na przykładzie Orville: czemu nie mogli wrócić jeszcze raz w czasie i ściągnąć Gordona jeszcze wcześniej? Czemu nie wykończyli Keylonów w przeszłości? Etc etc.
Mamy jeszcze ograniczenie liczby wszechświatów alternatywnych, bezsensowne w świetle różnic między nimi.