Podczas Polconu 2017 przygotowałem dla TrekSfery specyficzny wykład. Zamiast rozmawiać o filmach i serialach ze świata Star Treka, czy ich adaptacjach w innych mediach, opowiedziałem o powieściach science fiction, które ze względu na swoją tematykę mogłyby się spodobać fanom gwiezdnej sagi. Wiem, że podczas prelekcji niektórzy byli mocno zaskoczeni, bo spodziewali się prezentacji książek typowo trekowych. Zamiast tego dostali coś innego. Opowieść o różnych tytułach, z których każdy w jakiś sposób odnosił się do problematyki poruszanej w stworzonym przez Gene’a Roddenberry’ego świecie.

Z pomocą internetowej społeczności TrekSfery wybrałem kilka ważnych dla Star Treka motywów i starałem się do każdego wybrać tytuły, po które warto sięgnąć. Mam nadzieję, że taki przewodnik będzie użyteczny zarówno dla nowicjuszy, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z science fiction, jak i dla doświadczonych czytelników, którzy znają to wszystko bardzo dobrze, ale chętnie odświeżą sobie pamięć.

Paradoksy czasowe

Niektórzy uważają podróże w czasie za jeden z najciekawszych wątków w całym science-fiction. Pozwala on na widowiskowe opowiadanie historii „co by było gdyby” i tworzenie nieprawdopodobnych, ale atrakcyjnych alternatyw dziejowych. Dla innych to jedna z największych plag, które toczą literaturę i kinematografię fantastyczną, odsłaniając kompletny brak logiki i wszelkie słabości fabularne.

Zabawy z czasem były integralną częścią Star Treka od oryginalnej serii, obecne aż po „Discovery”. Stały się tak ważną częścią kanonu, że ciężko wyobrazić sobie poszczególne seriale bez nich, niezależnie od tego, jak wiele osób chciałoby, żeby nigdy się nie wydarzyły. Czy można pokazać ten temat w sposób ciekawszy?

W powieści Roberta Heinleina „Drzwi do lata”, młody inżynier i twórca innowacyjnych rozwiązań z zakresu robotyki zostaje oszukany przez swojego najbliższego współpracownika oraz własną narzeczoną. Zabierają mu wszystko – firmę, projekty, a następnie pakują go na wiele lat do komory hibernacyjnej, żeby zniknął i w niczym nie przeszkadzał.

Kiedy po wielu latach budzi się w zupełnie obcej rzeczywistości, postanawia zemścić się na swoich oprawcach. Jedyny problem jest taki, że w obecnej teraźniejszości nie jest w stanie wiele zrobić. Ale jeśli tylko znajdzie sposób, żeby cofnąć się w czasie i spróbować coś zmienić, to wtedy sytuacja będzie wyglądała zupełnie inaczej.

Robert Heinlein potrafił przyciągnąć czytelnika niezwykłym stylem opowiadanych przez siebie historii. Mimo upływu lat jego książki wciąż trzymają w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Tworzone przez niego fabuły były dalekie od liniowości i wcale nie jest łatwo odkryć, jakimi meandrami popłynie akcja i co stanie się za chwilę. Heinlein był mistrzem w tworzeniu dynamicznych, przygodowych historii niepozbawionych refleksji i komentarza na temat konsekwencji zmian społecznych i technologicznych.

Zupełnie inaczej wyglądają podróże w czasie w „Końcu wieczności” Isaaca Asimova. Tutaj bohaterami są ci, którzy zazwyczaj są przedstawiani jako antagoniści – tajna agencja pilnująca płynności linii czasowej, powstrzymująca przestępców i rebeliantów przed zmianą biegu historii. To oni narażają życie, żeby różni Kirkowie i Siskowie nie namieszali ani w przeszłości czy przyszłości i nie narobili poważnych kłopotów.

W swojej książce Asimov pokazał jakie mogą być korzyści, a jakie zagrożenia z istnienia strażników czasu. Pisał o tym, jakie konsekwencje dla całej ludzkości wywołałoby istnienie takiej organizacji. Z jednej strony tak potężna technologia jak podróż w czasie może narobić niewyobrażalnych strat. A z drugiej – czy pilnowanie każdego dnia i każdej sekundy nie przybliża nas do życia w państwie totalitarnym, gdzie wszystko musi dziać się zgodnie z ustaleniami władz i gdzie nie ma prawa wydarzyć się żadna innowacja niezgodna z tym, co zostało już zapisane w podręcznikach?

Więcej ciepła mają w sobie powieści Connie Willis. Ponownie obserwujemy wątek instytucji zaglądającej do innych czasów, ale z zupełnie innych powodów. Tym razem oglądamy grupę historyków, którzy dysponują technologią pozwalającą zobaczyć, jak przeszłość wyglądała naprawdę i doświadczyć tego, co się działo w innych czasach. W ten sposób w „Księdze sądu ostatecznego” trafiamy do średniowiecza, wikłając się w wyścig ze zbliżającą się epidemią Dżumy; w „Nie licząc psa” wędrujemy do wiktoriańskiej Anglii, obserwując wydarzenia, które przyczyniły się do powstania kultowej powieści „Trzech panów w łódce nie licząc psa” Jerome’a K. Jerome’a (dla wielu jest to jeden z najwybitniejszych przejawów absurdalnego brytyjskiego humoru), a w nieprzetłumaczonej jeszcze na język polski dylogii Blackout/All Clear trafiamy do bombardowanego Londynu w czasach drugiej wojny światowej.

U Willis można znaleźć wszystko to, co najlepsze w podróżach w czasie – zderzenia ludzi z kompletnie obcych sobie epok, wywołujące różne, mniej lub bardziej poważne problemy, które potem wcale nie jest tak łatwo naprawić. Jeśli ktoś szuka lżejszej, ale wciągającej i dobrze opowiedzianej historii – to zdecydowanie książki dla niego.

I wreszcie motyw podróży w czasie to jedna z osi „Hyperiona” Dana Simmonsa – powieści, która łączy w sobie najlepsze cechy klasycznego science fiction, kosmicznej opery, kryminału i techno thrillera.

Jednym z bohaterów jest naukowiec Sol Weintraub, którego córka nieoczekiwanie zapada na niespotykaną wcześniej przypadłość – zamiast starzeć się, robi się coraz młodsza. Uczony podróżuje po całej galaktyce, żeby dowiedzieć się jakie są przyczyny choroby i spróbować ją powstrzymać zanim będzie za późno, ale nigdzie nie znajduje odpowiedzi. Dopiero, kiedy dowiaduje się o miejscu zwanym Grobowcami Czasu, znajdującymi się na odległej planecie Hyperion, czuje, że to może pomóc mu rozwiązać jego zagadkę. Grobowce są miejscem istniejącym poza linearnie postrzeganym czasem, stanowiąc klucz do zrozumienia, w jaki sposób można zapanować nad czasem i przestrzenią.

Zresztą nie tylko czas jest argumentem do sięgnięcia po „Hyperiona”. Simmonsowi udało się połączyć to, co najlepsze w science fiction – i niczym w „Opowieściach kanterberyjskich” czy „Dekameronie” zbiera znane od lat, ale świeże i doskonale ułożone opowieści – kosmicznych żołnierzy, detektywów, polityków czy androidów, tworząc z nich misternie skonstruowaną i świetnie napisaną całość.

Szpiedzy w Kosmosie

O ile w klasycznym Star Treku niewiele było międzyplanetarnej polityki, to w „The Next Generation” aspekt dyplomatyczny stał się dużo bardziej odczuwalny, a w „Deep Space Nine” wręcz został jednym z głównych tematów całej serii.

O ile raczej rzadko się zdarza, żeby powieści szpiegowskie zostały dobrze opowiedziane w realiach science-fiction, to dużo łatwiej można znaleźć przykłady historii o wielkiej polityce i ludziach, którzy ją tworzą. Albo znajdują się na pierwszym ogniu wielkich wydarzeń – czy to będąc kapitanem flagowego okrętu, czy też mając to niezwykłe szczęście, że zostali mianowani dowódcą strategicznej placówki na zdestabilizowanym pograniczu. Myślę, że nie ma potrzeby przypominania tu o sztandarowych dziełach sf, takich jak „Fundacja” Asimova, czy „Diuna” Franka Herberta, ale warto wspomnieć o innych tytułach, wcale nie mniej wartych uwagi.

Poza cyklem „Diuny” Herbert napisał też wiele innych książek, które wcale nie ustępują jakości jego najbardziej znanej serii. Chyba najlepszą samodzielną powieścią tego autora są „Twórcy bogów”. Początkowo książka wydana była jako cykl opowiadań, powiązanych ze sobą fabularnie, możemy więc znaleźć ją w niedawno wydanym przez Rebis dwutomowym kompendium opowiadań Herberta.

W „Twórcach bogów” obserwujemy karierę Lewisa Orne’a – młodego dyplomaty i oficera, który wyrusza na swoją pierwszą ważną misję. Mimo braku doświadczenia, szybko pokazuje swoją wartość, stając się cennym agentem wywiadu.

W kolejnych częściach śledzimy przebieg kariery Orne’a, który powoli pnie się po szczeblach kariery, podejmując coraz trudniejszych misji, aż w końcu trafia w sam środek potyczek politycznych mających wpływ na życie ludzi rozciągające się na wiele planet.

„Twórcy bogów” to książka o wiele mniej obszerna niż poszczególne tomy „Diuny”, ale znajdziemy tam wszystko to, za co tak wielu czytelników polubiło prozę Herberta – dylematy ludzi stojących u władzy, korzenie wielkiej polityki oraz pokazanie ludzkich słabości wraz z ich konsekwencjami. Gdybym miał polecić jedną książkę, od której warto zacząć się zapoznawać z takim nurtem science-fiction, to zdecydowane wskazałbym „Twórców bogów”.

Warto też wspomnieć tutaj o innej książce Roberta Heinleina – „Dublerze”. Znany polityk i dyplomata, przez wielu kochany, ale mający równie wielu wrogów, tuż przed wylotem na strategiczną misję zostaje porwany. Jeśli nie będzie go na miejscu, to wszystkie układane przez lata plany i strategie rozsypią się niczym domek z kart.

W związku z tym doradcy polityka sięgają po desperacki pomysł – angażują zdolnego aktora, który ma za zadanie stać się dublerem i odegrać największe przedstawienie w swoim życiu. Czy będzie w stanie zagrać swoją rolę? Jak wypadnie na żywo, kiedy nie będzie miał dookoła siebie doradców i stanie w samym sercu kryzysu?

Inną klasyczną kosmiczną opowieścią z pogranicza polityki są „Gwiazdy moim przeznaczeniem” Alfreda Bestera. Książkę tę można nazwać „Hrabią Monte Christo” w kosmosie, ale to tylko jedna z jej zalet.

Gully Foyle to niewyróżniający się niczym specjalnym pomocnik mechanika, bez większych ambicji ani zdolności. Ale w momencie, w którym zostaje jedynym ocalałym katastrofy swojego statku, w jego życiu pojawia się siła, która pokieruje go naprzeciw wszelkim przeciwnościom – zemsta. Foyle nie waha się, żeby odegrać się na swoich prześladowcach, nawet kiedy dowiaduje się, że zniszczenie jego statku było konsekwencją porachunków na najwyższych szczytach władzy.

Mimo niewielkich rozmiarów powieść Bestera robi wrażenie rozmachem i bogactwem wizji przyszłości. Czego tutaj nie ma – szczegółowe opisy działalności wielkich korporacji i tego jak zarządzają zdehumanizowanym światem (na 25 lat przed uznawanym za najważniejsze dzieło cyberpunku „Neuromancerem” Williama Gibsona), opisu w jaki sposób nowe technologie praktycznie zmieniają życie, a do tego jeszcze próba zmierzenia się z tym jak rzeczywiście mógłby wyglądać świat, gdyby zdolność teleportacji rzeczywiście istniała (coś, czego twórcy Star Treka nigdy konsekwentnie nie rozwijali). Obok Roberta Heinleina, Isaaca Asimova czy Arthura Clarke’a, to właśnie Bester jest jednym z tych autorów klasycznego sf, którego twórczość doskonale zdała test czasu i po ponad pięćdziesięciu latach czyta się równie dobrze jak w momencie wydania.

Egzobiologia i kontakt z obcymi

Kiedy śmiało odkrywamy inne światy oraz poznajemy inne cywilizacje, dochodzimy do momentu, w którym czeka nas spotkanie istot o zupełnie obcej fizjologii i anatomii, żyjących w środowiskach tak odmiennych od tego, co znaliśmy na Ziemi, że można się zastanowić czy w ogóle będziemy w stanie się z nimi porozumieć – zakładając, że poznamy ich inteligencję, a nawet, że będziemy w stanie dostrzec ich istnienie.

„Niezwyciężony” Stanisława Lema – napisany kilka lat przed pierwszym odcinkiem Star Treka – rozpoczyna się mocno trekowo. Potężny statek kosmiczny zostaje wysłany z misją na planetę Regis III, gdzie zaginął jego bliźniaczy okręt „Kondor”.

Wrak zostaje szybko odnaleziony, natomiast to, co z nim się stało, stanowi zagadkę. W okolicy nie ma żadnych naturalnych ani sztucznych zagrożeń, które mogłyby zniszczyć jednostkę tej klasy. Na samej planecie nie wykryto żadnych form życia, a co dopiero jakiś inteligentnych cywilizacji, które mogłyby zająć się załogą. Co się tutaj właściwie wydarzyło?

W książkach Stanisława Lema obcujemy z klimatem intelektualnej przygody. Jego powieści mają dużo wspólnego z kryminałami. Bohaterami są astronauci i naukowcy, starający się odkryć prawdę o obcych planetach, która wcale nie jest łatwa do poznania.

Jednym z głównych tematów, które lubił poruszać, była kwestia możliwego kontaktu z obcymi. Autor nie wierzył w możliwość spotkania istot podobnych ludziom. Starał się pokazać, że to, jak wygląda współczesne życie, jest wynikiem działania skomplikowanych procesów ewolucyjnych, których nie sposób powtórzyć. Różne klasyczne opowieści sf pokazywały nam inteligentnych obcych jako żywe istoty zbudowane z białek, mające ludzkie zmysły i ludzki sposób myślenia. A jak może to wyglądać naprawdę? Czym jest życie? Czym świadomość? A czym inteligencja?

Lem pokazał kwestie kontaktu „od zera” – scenariusz, w którym statek kosmiczny Enterprise zetknąłby się w kosmosie z czymś sobie obcym. I co w takiej sytuacji zrobiłaby załoga?

Z nowszych tytułów, które pokazują, jak rzeczywiście mogłoby wyglądać kontakt z inną cywilizacją, wybija się „Problem trzech ciał” Liu Cixina.

Bohaterem jest tutaj Wang Miao – znany naukowiec, wokół którego zaczynają dziać się rzeczy dziwne. Zostaje otoczony wojskową ochroną, po tym jak w niewyjaśnionych okolicznościach zaczęli umierać ważni przedstawiciele współczesnej nauki. Władze obawiają się, że Wang będzie następny. Wkrótce potem zostaje wciągnięty w wirtualną grę, polegającą na rozwiązywaniu problemu rozwoju cywilizacji rozwijającej się w warunkach zupełnie innych niż w Układzie Słonecznym.

W ten sposób rozpoczyna się trzytomowa, epicka opowieść o przyszłości Ziemi. Zaczyna się skromnie, ale szybko pokazuje nam konsekwencje kontaktu z inną cywilizacją. Jak będą wyglądać reakcje? Co zmieni w naszym życiu sama wiedza o istnieniu obcych? A to wciąż tylko punkt wyjścia do tego, co będzie działo się dalej.

Kontakty z obcymi to też szczegółowe opisy obcych kultur. Jedną z bardziej przekonujących przedstawień innej cywilizacji pokazał Orson Scott Card w powieści „Mówca umarłych”.

Na planecie Lusitania zostaje odkryta inteligentna rasa, nazywana „prosiaczkami”. Prosiaczki posiadają bogaty i skomplikowany system zwyczajów i wierzeń, odnoszący się do kultu przodków. Przy czym przodkami wcale nie są zmarli starsi plemion, tylko wysokie drzewa, wokół których zorganizowane jest centrum kultu.

Kiedy ludzie osiedlili się na Lusitanii, większość z nich zachorowała na groźny wirus zwany Descoladą, który wprawdzie udało się pokonać, ale nie do końca – koloniści pozostali na zawsze zarażeni wirusem, w związku z tym już nigdy nie będą w stanie wrócić na swoje ojczyste planety.

Powieść Carda jest intrygującym i pasjonującym opisem odkrywania prawdy o tym, jak działa ekosystem Lusitanii, co znaczą dziwaczne rytuały religijne tubylców i co z tego może wynikać dla przybyłych na planetę ludzi.

Jeszcze inaczej do kontaktu podszedł China Mieville w powieści „Ambasadoria”. Książka opowiada o placówce dyplomatycznej założonej na obcej planecie. Bardzo długo nikt nie mógł się porozumieć z zaawansowaną rasą tubylców. Długi okres prób i błędów pokazał, że kontakt jest możliwy, ale wymaga bardzo specyficznych warunków – trzeba dosłownie wyhodować i wyszkolić od niemowlęcia kadrę, która będzie w stanie nauczyć się języka obcych.

Dla tak „odmienionych” dyplomatów – stworzonych w jednym tylko celu nie bardzo jest miejsce w społeczeństwie „zwyczajnych” ludzi. Nie mogą liczyć na zrozumienie wśród swoich, a co dopiero wśród innej rasy, którą usilnie próbują zrozumieć.

Nie jest to oczywiście lista wszystkich najciekawszych powieści, które zostały napisane na powyższe tematy. Ponadto można zrobić o wiele dłuższą listą zawierającą motywy, wydarzenia i problemy poruszane na przestrzeni lat w Star Treku. Mam nadzieję, że ten skromny spis przyda się komuś i będzie służył za wrota do innego wszechświata i do rozpoczęcia niezwykłej przygody z literaturą science fiction. A w razie czego można pokusić się o rozwinięcie i kontynuację.