Forum Fandom Opowiadania Cykle opowiadań dział tymczasowy U Prapoczatków - część 1

U Prapoczatków - część 1

Viewing 1 post (of 1 total)
  • Author
    Posts
  • Barusz
    Participant
    #3320

    Tagi: Obcy, Peter, Ellen, Prezydent USAOpowiadanie nie jest nijak związane ze światem ST, ani żadnym innym znanym z seriali. Ciąg dalszy będzie najpewniej w lipcu. Duża, ładnie i stylowo urządzona sypialnia. Szklane stoliki i szafa, ciemnoniebieski dywan pokrywający całą podłogę. W jedną ze ścian wbudowane są ekrany, wyglądające jak telewizyjne lub komputerowe. Po środku bardzo duże małżeńskie łóżko z mahoniu. Na nim dwoje ludzi . Oboje ubrani w piżamy. Śpią. Półmrok. Dłuższe ujęcie kamery na nich (od góry). Nagle ona budzi się. Wstaje powoli i podchodzi do jednego z monitorów. Włącza go i uśmiecha się do faceta w garniturze widocznego na nim.- Wiem oczywiście, że mieliście mnie budzić w razie gdyby zdarzyło się cokolwiek i że skoro mnie nie obudziliście, to nie zdarzyło się nic, i wiem, że tylko zawracam wam głowę, ale muszę spytać ? wiadomo coś nowego?Tamten uśmiecha się podobnie jak ona i mówi lekko parodiującym ją tonem:- Wiem oczywiście, że jest pani prezydentem najpotężniejszego imperium w dziejach naszej planety i ma pani prawo zawracać komu tylko się pani spodoba cokolwiek się tylko pani spodoba, ale nie wiadomo nic nowego.- Wally, wiesz, że każdy z moich poprzedników zapewne wywaliłby cię za taki tekst?- Ellen, wiesz, że jednym z wielkich osiągnięć twojej prezydentury jest to, że nie boję się żartować nawet w takiej sytuacji jak ta? - I z miejsca mi się podlizywać?- Nie podlizuję się, żartuję. Zresztą, jeżeli obawy Wateringa są słuszne, to jakiekolwiek podlizywanie się nie ma teraz sensu. Bo wkrótce nie będzie już nic, co mogłabyś dla mnie zrobić. Wkrótce w ogóle nie będzie ani mnie, ani ciebie.- Tak, nie ma to jak wspomnieć Wateringa o drugiej w nocy.- Cieszę się, że humor i tobie dopisuje. A tak w ogóle to jest 02.50, więc może naprawdę spróbuj się jeszcze położyć. Jutro czekają cię zapewne równie zabawne rzeczy.- Masz rację. Niestety... Co prawda ściśle rzecz biorąc już jest dzień, który określiłeś mianem jutra, no, ale poza tym masz rację. Cześć!- Cześć! - I obudź mnie...- ...kiedy tylko cokolwiek się wydarzy...- Wally!- Bez odbioru.Ekran gaśnie. Ellen wolno podchodzi do łóżka, patrzy przez chwilę na mężczyznę śpiącego na na nim i zza kadru słychać jej głos:- Może to prawda. Może fakt, że Wally i setka jego kolegów z administracji mogą sobie od tak ze mnie żartować jest osiągnięciem. Autentycznie zbliżyłam ich do siebie. Zbudowałam zespół osób pracujących ciężko dla państwa, osób odpowiedzialnych i kompetentnych, ale też przyjaźniących się ze sobą. A ta przyjaźń, to zgranie może być wielkim atutem. Zwłaszcza teraz. Teraz, kiedy... Teraz kiedy nasze państwo zostało zaatakowane przez najpotężniejszego wroga w dziejach. Być może zaatakowane przez być może najpotężniejszego wroga w dziejach.Ellen siada na łóżku. Kątem oka znów zerka na leżącego na nim mężczyznę. Znów głos zza kadru:- Peter. To nawet nie jest tak, że cię to nie interesuje, prawda? Nie dość nawet, że o tym nie wiesz. Ciebie to zwyczajnie nie interesuje. O 02.50 w nocy twoja żona może w twojej obecności debatować na temat ataku ufoludków, a ty dalej śpisz i śnisz o tych twoich zielonych lasach i błękitnych jeziorach. Na które to lasy i jeziora jeździsz sobie kiedy tylko zechcesz, bo tak się zdarzyło, że masz majętną żonę. I tak się zdarzyło, że twoja majętna żona nie może przestać okazywać ci olbrzymiego uczucia. Bo przecież nasi pieprzeni rodacy nie wybiorą na żaden obieralny urząd niezamężnej kobiety. Ale masz ów jeden plus ? mogę się teraz spokojnie położyć i przynajmniej ciebie się nie bać. Przynajmniej ty nie popsujesz mi teraz tych kilku prób złapania paru godzin snu.Cięcie ;)To samo pomieszczenie, wczesny poranek tego samego dnia. Oboje małżonkowie budzą się i bez słowa wykonują poranne czynności (mycie się, włożenie ubrań itd.). On mechanicznym ruchem włącza telewizor. Na ekranie pojawia się studio jakiejś informacyjnej telewizji i mężczyzna podpisany jako prof. Harold Huben mówi:- Pozostaje mi tylko powtórzyć i przy okazji zebrać do kupy informacje, które od kilku dni usiłujemy państwu przekazać. W istocie zjawisko które nazwaliśmy ?upadkiem drabiny? było nieuchronne. To wiedzą przecież nawet dzieci. Rzeczy zawalają się pod własnym ciężarem. Dlatego właśnie drabina nie może od tak sobie stać i piąć się do góry. Trzeba ją o coś oprzeć. A Internet nie był o nic oparty. I również musiał się zawalić ? właśnie pod swoim własnym ciężarem. Co dzień i co sekundę dodawaliśmy tam informacje, ba, żeby to chodziło tylko o słowa. Co dzień dodawaliśmy tam filmy i teledyski. Sieć stawała się coraz cięższa i cięższa. Upadek był nieuchronny. Ja i moi koledzy ostrzegaliśmy przed tym od dawna.- A konsekwencje. Co dalej? ? zapytała dziennikarka.W tym miejscu pani prezydent wolno wychodzi z pomieszczenia, nie zamieniwszy nawet słowa z mężem, który siedząc na łóżku dalej ogląda ten program. Przez chwilę Ellen słyszy jeszcze głos profesorka.- Cóż, tego właśnie nie wiemy. Tak długo jak Sieć służyła tylko do wymiany informacji, jej funkcje mogły być łatwo zastąpione przez...Cięcie ;)Duży, ładnie nasłoneczniony pokój. Pośrodku owalny, szklany stół. Nieco za nim w przedsionku stoi grupa osób, mężczyźni są ubrani w szykowne garnitury, kobiety w żakiety. Żywo o czymś dyskutują. Wchodzi pani prezydent ? również ubrana już zupełnie oficjalnie ? i słyszy spokojny głos Mary McTender:- ...bo to jest najogólniej mówiąc dziwne. Pomysł takiego ataku... W tym miejscu wszyscy zauważają Ellen i odruchowo milkną. Ta uśmiecha się:- Jesteśmy rządem tego kraju, moi drodzy. Rzeczy dziwne to nasza codzienność.Wszyscy lekko się uśmiechają i zajmują swoje miejsca przy szklanym blacie.- Otwieram więc wojenne posiedzenie naszego gabinetu. Na wstępie dodam, że będzie mu się przysłuchiwała pani redaktor Anastasia DeMill z CDB, jedyna dziennikarka, którą postanowiliśmy dopuścić do wszystkich tajemnic do których sami mamy w tej chwili dostęp. Większa część ministrów opuściła stolicę, by próbować uspokoić obecną sytuację. Pani minister, o ile mnie pamięć nie myli stwierdziła pani, że atak którego ofiarą być może padliśmy był ?dziwny?.- Zgadza się, z tym, że trochę inaczej bym to sformułowała. Uważam, i myślę, że wszyscy wybitni stratedzy znajdujący się na tej sali zgodzą się ze mną, że kwalifikacja zdarzenia którego byliśmy świadkami jako ?ataku? jest co najmniej kontrowersyjna. Jak wszyscy wiemy istotą tak zwanego ataku, istotą zdarzenia którego świadkami byliśmy trzy dni temu był fakt, że najważniejsze komputery na całym świecie zostały zalane nieprawdopodobną ilością informacji. Dane na temat budowy wszechświata, rozmieszczenia planet, na temat typów materii i energii o których nawet nie śniło się nikomu na naszej planecie. Sam układ okresowy pierwiastków rozrósł się o ponad 300%. A to tylko niewielka część tych informacji.- Niewielka część, którą udało nam się ocalić ? zimnym tonem dodał mężczyzna siedzący naprzeciw pani minister.- Tak, w istocie było tego znacznie więcej. I chyba także pan, ministrze Watering, przyzna, że podawanie swemu wrogowi morza fascynujących informacji jest, jak to już powiedziałam, ?dziwnym? sposobem atakowania go.- Żeby móc ocenić intencje tego kto ? załóżmy, że to jest ktoś, a nie coś ? przysłał nam te dane, musiałbym siedzieć w jego główce, zakładając, że w ogóle ją ma. Jednak nie siedzę. W związku z tym jak mniemam pytanie które powinniśmy sobie postawić nie brzmi czy ten atak jest dziwny, lecz czy te wydarzenia mogą być traktowane jako atak. Otóż mogą. Zniszczono najważniejsze komputery jakimi dysponowaliśmy. Jakimi dysponował cały nasz gatunek. I zniszczono Internet. Teraz, gdy społeczeństwo jest szczególnie wyczulone na ataki terrorystyczne. I szczególnie wrażliwe na jakiekolwiek akty mogące wywołać panikę. Pani minister, z całym szacunkiem, ale naszym obowiązkiem jest w tej sytuacji przyjąć najgorszą możliwą wersję wypadków. A najgorszą wersją wypadków jest to, że zostaliśmy zaatakowani. Proszę wybaczyć, ale postawa dobra w serialach w prawdziwym życiu często zawodzi...- Ok., przejdźmy więc do strefy faktów ?McTender najwyraźniej postanowiła wykorzystać sytuację, by móc przerwać wywód kolegi ? a fakty są takie, że panikę udało się powstrzymać szybciej, niż ktokolwiek z nas się spodziewał.- Za co teraz musicie mi płacić cenę do której chyba nie przywykliście ? niespodziewanie wtrąciła się DeMill. - Istotnie, pani pomoc była bardzo... pomocna ? uśmiechnęła się pani prezydent, zabierając głos po raz pierwszy w całej dyskusji. Zwłaszcza zwrócenie opinii publicznej uwagi, że żadna z obecnie istniejących organizacji terrorystycznych nie byłaby zdolna do przeprowadzenia takiego ataku, no i ta wdzięczna teoryjka o ?upadku drabiny?. I właśnie dlatego teraz dopuszczamy panią do prawdy. Tak o tym co się w istocie stało, jak i o... stosunkach panujących wewnątrz naszego gabinetu.I w tym miejscy pani prezydent uśmiechnęła się szeroko. Uśmiech numer osiem ? specjalnie dla dziennikarzy.Cięcie ;)Pomieszczenie które widzieliśmy już w pierwszej scenie, sądząc po oświetleniu od posiedzenia gabinetu minęły ok. dwie godziny. Wchodzi pani prezydent, wyraźnie zmęczona kładzie się na łóżku. Po chwili do pokoju zagląda McTender. Ellen uśmiecha się na jej widok.- Przeprawa ciężka jak zawsze... w naszej sytuacji ? mówi.- Tak, ale pomysł zaproszenia tej dziennikarki na posiedzenie Rady...- Mary, wiesz równie dobrze jak ja, że potrzebujemy teraz kogoś w mediach. Niezależnie od tego, czy padliśmy ofiarą ataku, czy też po prostu ktoś chciał się z nami skontaktować, stanęliśmy przed wyzwaniem nieporównywalnym z niczym w naszej historii. I będziemy potrzebowali tam sojusznika. A nawet kogoś więcej. Kogoś kto poczuje się jednym z nas. Naszym językiem. A ona idealnie się do tego nadaje. W końcu to szefowa jednej z największych stacji telewizyjnych na świecie, no i gwiazda dziennikarstwa. Idealnie nadaje się do roli języka, przy pomocy którego będziemy mogli mówić do ludzi. Zwłaszcza, że ze swoim językiem mogę teraz zrobić coś znacznie lepszego.- Mianowicie?- Mianowicie wylizać pani cipkę, pani minister.Obie panie padają na łóżko i zaczynają się kochać. Przez chwilę widzimy ujęcie z góry, takie samo, jakie widzieliśmy już w pierwszej scenie odcinka.Przerwa na reklamy ;)Wciąż to samo pomieszczenie. Ellen leży dalej na łóżku, najwyraźniej jest ?tuż po? a McTender już sobie poszła. Wchodzi DeMill.- Tuż po? Swoją drogą nie sądziłam, że mogłabyś przestawić się na takie zgniłe jabuszka, jak twoja minister nauki.- Bo nie wiesz co ona potrafi... Nieważne, ty chyba nie narzekasz na kontakty?- Szczęśliwie nie. Mam te zdjątka. - Ok., pokaż.Kamera robi najazd na zdjęcia dziwnych spalenizn, coś jak kotlety pozostawione na patelni o godzinę za długo. DeMill kontynuuję:- Te są z Afryki Środkowej, te z północnej Japonii.- To byli ludzie? ? pyta pani prezydent.- Tak, i to się zdarza na całym świecie. Od trzech dni, od chwili ?ataku?. Moi lekarze są pewni ? to nie był samozapłon, po prostu zostali podpaleni. Przez jakieś promienie. Skojarzenie z promieniami, które trzy dni temu zniszczyły najważniejsze komputery na świecie i rozwaliły Internet jest oczywiste.- I omal zniszczyły naszą cywilizację.- Ocaliłyśmy ją. Na razie. Twoja teoria z ?upadkiem drabiny? była bardzo pomocna. Ludzie uwierzyli, że Internet po prostu się zawalił i już.- To, że pozwoliłam ci się podać za jej autorkę zapewne też.- Coś za coś, Ellen. Wsparcie medialne i zatuszowanie na razie ataku w zamian za rozrost mojej medialnej sławy.- No, tak. Więc tuszuj. Dla dobra nas wszystkich.- Tak, na razie, w oczywisty sposób, zapobieganie wybuchowi paniki jest dobre dla nas wszystkich.- Teraz i w przyszłości.- Teraz niewątpliwie. Mogłabym ci teraz obiecać, że nigdy nie zdradzą tej tajemnicy publicznie a potem zapomnieć o tej obietnicy z doskonałą obojętnością polityka, ale tego nie zrobię. Na razie chronię tą tajemnicę. O tym mogę cię zapewnić zupełnie szczerze.Cięcie ;)Wieczór, wciąż to samo pomieszczenie. Ellen i jej mąż kładą się spać. Ellen mówi do niego obojętnym tonem:- Nawet nie spytałeś jak mi minął dzień.- Nie muszę pytać, wiem, że robiłaś wszystko, by możliwie szybko zażegnać przynajmniej skutki naszego kryzysu.- Taaaaa...- Zawsze taka byłaś. Perfekcjonistka w pracy. W życiu osobistym nie mogłaś, więc nadrabiałaś w robocie.Ellen patrzy się na niego zaskoczona.- Ty jeszcze krytykujesz mnie i moje zaangażowanie w nasze życie małżeńskie? No, ale może to dobrze, że w ogóle cokolwiek powiedziałeś. To coś nowego.- Oł, na litość Bogów, Ellen, wiesz, że twój mąż tak naprawdę nigdy by tego nie powiedział. I to nie ze względu na śmiałość, ten chuj nawet o tym nie wie. Nie domyśla się, że żresz gówna swoich podwładnych w spódniczkach, bo i skąd?- Peter... ? Ellen przyglądała mu się z coraz większym zdziwieniem.- Nie jestem Peter! Ale nie mówmy teraz o mnie. Mówmy o tobie, tak jak to tak kochasz. A teraz niespodzianka ? nie jesteś żadną lesbą. Zawsze to czułaś, prawda? Czułaś, że jesteś kimś innym. Nieprzystającym do otoczenia. I wymyśliłaś sobie bajeczkę o homoseksualizmie. Inaczej pewnie byś zwariowała.- Ależ... więc... po co...- Och, nie rób z siebie idiotki, Ellen ty jesteś jedną z nas. Przybyłaś tu przed nami i przygotowujesz teraz. A teraz niespodzianka ? jesteś także źródełkiem tego co się teraz dzieje na tej planecie.- Peter...- Jesteś prapoczątkiem, Ellen, pamiętaj o tym. A teraz kolejna niespodzianka ? mężczyzna chwycił panią prezydent za kark i uścisnął go mocno. Ona zaś zendlała.Cięcie ;)Ellen budzi się w swoim łóżku, cała zlana potem. Patrzy na śpiącego obok męża, następnie na zegarek. 04.07. Wstaje, nalewa sobie szklankę z jakimś alkoholem z butelki z szafy.Głos zza kadru:- Jeżeli teraz go obudzę, będzie oczywiście tym samym starym, sflaczałym Peterem. Nawet nie wiem, czy to co mówił jest prawdą. Nawet nie wiem, czy nie spałam. Nawet nie wiem, nie wiem nic. Ale gorsze jest jeszcze coś innego. Moja pierwsza myśl po tym, co mi powiedział. Moja pieprzona pierwsza myśl. Myśl, że w takim razie to moi wygrywają. Że jestem w zwycięskim obozie. Stoję teraz na czele ludzkości, mam ją reprezentować i bronić. I taka myśl. Czyżbym była aż tak podła. Czyżbym była aż taką...Ellen z całej siły cisnęła szklanką trzymaną w ręku w ekran komputera.CDN 😉

Viewing 1 post (of 1 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram