Forum Trek.pl Artykuły Recenzje Thor: Ragnarok, niepopularna opinia

Thor: Ragnarok, niepopularna opinia

Tagged: 

Viewing 12 posts - 1 through 12 (of 12 total)
  • Author
    Posts
  • Pleiades
    Participant
    #241786

    „Ponieważ – odparł Thor - kiedy coś idzie nie tak, najpierw zawsze myślę, że to wina Lokiego. Oszczędza mi to mnóstwo czasu” - „Mitologia nordycka” - Neil Gaiman

    Okej… Przyszedł czas, żeby to zrobić, bo się w końcu uduszę…
    Thor: Ragnarok… Gnębi mnie ten temat od wielu miesięcy, właściwie od pierwszego seansu. Potem była kolejna powtórka i kolejna. Z każdą następną czułam coraz większy dyskomfort i zaczęłam czytać – o tle powstania tego „dzieła”, o reżyserze, o tym, co Marvel chciał osiągnąć. I powiem szczerze – jak na film komediowy, wywołuje on u mnie coraz większą depresję.

    Uwaga. To będzie baaardzo długi wywód. Jak Wam się nie chce czytać, to okej. Jak ktoś zerknie na ten tekst i postara się zrozumieć moją perspektywę, to będę wdzięczna. Każda chwila refleksji z Waszej strony jest cenna.

    Marvel powstał na bazie komiksów. Komiksy są postrzegane jako tania rozrywka. Ale nie zawsze są tanią rozrywką, mogą być bardzo poważne (Thorgal, anyone?). Marvelowskie mają to do siebie, że są dość chaotyczne i trudno je zekranizować. Dlatego filmowego Marvela, zwłaszcza MCU, zwykło się traktować jako oddzielne uniwersum.
    Filmy z tak zwanej „Infinity Saga” nie są sobie równe, chociaż większość – z czego zorientowałam się, uczestnicząc na wielu grupach marvelowskich na FB – traktowana jest jak filmy akcji, z płytką i prostolinijną fabułą, z suberbohaterami, których lubisz dlatego, że są… superbohaterami?? Widać to po tym, jak wielką część fandomu stanowią dzieci, młodzież. Sam Marvel jest trochę za to odpowiedzialny. Ktoś w końcu wymyślił, aby np. zrobić dubbing do filmów (po co? - pytam. To jest po prostu bezczeszczenie!), wysłać w świat ten cały firmowy merchandise (mam parę rzeczy, oprócz, oczywiście, zabawek ;)), kreować złoczyńców jako protagonistów (kłania się Thanos i Infinity War, ale o tym będę mówiła kiedyś indziej). Prawie nikt nie bierze pod uwagę, że te filmy mogą być postrzegane poważnie. Że ktoś może czuć emocjonalne przywiązanie do nich. Należę chyba do mniejszości w całym fandomie. Na szczęście znalazłam kilka pokrewnych dusz. O tym też napiszę więcej później.
    Czasami Marvel bywa okrutny. Starają się nam „wcisnąć” historie z jedynego oczywistego punktu widzenia i chcą, abyśmy tylko brali pod uwagę bohaterstwo postaci, a nie ich realne odczucia. Dlaczego Marvel chce, żebym oglądała tylko akcję i nic nie czuła do tych postaci?
    Dlaczego, na przykład, nie mam czuć zrozumienia do Tony’ego Starka, po tym, jak przeżył piekło w Afganistanie? Dlaczego nie mam czuć sympatii do Capitana Ameryki, po tym jak stracił swoją miłość życia, albo jak stracił najlepszego przyjaciela? Dlaczego ma być mi obojętny Bruce Banner, chociaż jest przesympatycznym i miłym człowiekiem, bojącym się swojego „drugiego ja”, ponieważ wtedy krzywdzi niewinne osoby? I, w końcu, dlaczego nie mam odczuwać współczucia dla Lokiego, którego całe życie było kłamstwem, który zawsze był niżej postawiony od innych, którego wykorzystywano i porzucano, jak stawał się niewygodny? No czemu?!
    Mistrzem w mówieniu mi o tym, co powinnam czuć do poszczególnych postaci i jak bardzo olewać ich wewnętrzne dylematy jest chyba Taika Waititi. O tym gościu też będzie więcej za chwilę.

    Dobrze… **wdech** ***wydech***. Skupmy się na tym całym Ragnaroku.

    Może w pierwszej części wymienię elementy, które mi się podobały. Będzie zapewne łatwiej, bo jest ich stosunkowo mało…

    Aktorstwo. Wszyscy się starali, i to bardzo (no, może oprócz Chrisa Hemswortha, o czym napiszę później…). Zważywszy na to, jaki skrypt dostali, dali z siebie wszystko. Cate Blanchett jest cudowna, zawsze się ją miło na ekranie ogląda. Carl Urban, jako Skruge, jest boski. Widać wyraźnie na ekranie dylematy tej postaci, jej wewnętrzne rozdarcie. Jeff Goldbflum bardzo obrazowo przedstawił Grandmastera i uczynił z niego najbardziej przyprawiającego o gęsią skórkę szwarccharaktera. Z nowych twarzy podobała mi się też Tessa Thompson, która jest nie tylko ładna i pełna gracji, ale równie dobrze potrafiła odtworzyć swoją rolę. Ze starych twarzy Idris Elba wypadł prześwietnie, nadając Heimdallowi prawdziwie bohaterskiego oblicza, pełnego determinacji i chęci walki w imię dobra. Ba, nawet małe role cameo, w postaciach odgrywanych przez Matta Damona (aktor!Loki) i Sama Neilla (aktor!Odin) dają radę. No i nasz kochany Stan Lee się pojawił w małej roli. Nie mogę narzekać, aktorstwo jest profesjonalne.
    Lokalizacje i design postaci. Co tu dużo mówić. Asgard, jak zwykle, piękny. Sakaar – z całą tą swą chaotycznością i zbiórką „śmieci” - wspaniale oddany, kolorowy, taki, jak zamieszkujący go lud. Muspelheim – ogniste pustkowie, takie jak powinno być, pełne lawy i przerażających potworów. Co do postaci, to fajne jest to, że nie wszyscy są humanoidalni, że mamy do czynienia też z innymi formami życia – szczególnie należy zwrócić tu uwagę na indywiduua ze Sakaaru. Warto się przyjrzeć czasami postaciom z drugiego i trzeciego planu i dostrzeżemy nie tylko owadziego Mieka, ale także trzygłowego gladiatora, dziwacznych gości Arcymistrza, że już o Korgu nie wspomnę (chociaż innego mieszkańca Krony widzieliśmy już wcześniej przelotnie w TDW, więc nie jest to oryginalny design z Ragnaroka). Stroje też są cudowne. Niektórzy narzekali, że zbyt plastikowe, że tendencyjne… Ale na Sakaarze wszystko jest dozwolone i te stroje oddają w pełni charakter tej planety. Zbroja Walkirii jest też jest piękna.
    Efekty specjalne. Super! To, jak pokazano Muspelheim, smoka, Surtura… Bitwa na Tęczowym Moście… Fenris i armia umarłych Heli. Po prostu jest na czym oko zawiesić…
    Sceny walk. Nie wiem, kto był odpowiedzialny za choreografię, ale wszystko było niesamowicie ekscytujące i dynamiczne. Począwszy od walki Thora z Hulkiem, poprzez walkę Walkirii z Lokim, aż po te sceny na Bifroście.
    Skurge. Jedyna i niepowtarzalna postać. Jak na postać poboczną, była bardzo rozwinięta w całym filmie i mogła w pełni zabłysnąć w wielu scenach. Miała swój własny „redemption arc”. Skurge zaczynał jako zwykły sługa, który co najwyżej zamiatał podłogę, starał się zaimponować panienkom, kradł przedmioty z innych królestw (jak sądzicie, jak zdobył karabiny z Midgardu?), przeszedł drogę poprzez egzekutora Heli (piękne było to, jak zawahał się przed ścięciem Asgardianki), a potem do wybawiciela swojego ludu, kiedy się poświęcił dla dobra ogółu. Genialna postać.
    Hela. Chociaż można było ją rozwinąć bardziej, i tak rozumiem jej motywacje. Nie wzięła się znikąd, była manipulowana przez Odina, doświadczyła od niego wielu krzywd. To zresztą pierwszy kobiecy villain w MCU. Nie trzeba się z nią utożsamiać, nie trzeba nawet jej współczuć, aby czuć, jaki potencjał ma ta postać. Poza tym jest piękna, seksowna i pełna determinacji 🙂 Oczywiście, była wielką Złą, która chce Zniszczyć Wszystko, ale po tym, co zaprezentował sobą Malekith, można było się tego spodziewać. I tak wypada lepiej od Malekitha, bo ma skomplikowaną historię.
    Muzyka. Zupełnie inna, niż w pierwszych dwóch „Thorach”. Wiele elektronicznych brzmień, pasujących klimatem do Sakaaru. No i Led Zeppelin (ciekawe, ile kasy wydano na wykorzystanie ich piosenki we filmie?)

    I.. to właściwie wszystko, co w tym filmie się udało lub miało jakikolwiek sens. A teraz przejdźmy do sedna sprawy, czyli, dlaczego Ragnarok ssie po całości, dlaczego to idiotyczna komedyjka bez polotu z ziejącymi dziurami fabularnymi, dlaczego jest uderzeniem w pysk fanów Marvela i powiedzenie im „bujajcie się” i dlaczego niszczy wszystko, co wcześniej widzieliśmy w poprzednich filmach. Będzie to gorzki post, wylewanie wszelkich żali, tak więc zapraszam na prawdziwą jazdę bez trzymanki.

    Zacznę od Muspelheim, bo tak właśnie rozpoczyna się film. Thor z powodu wizji o Ragnaroku postanowił nawiedzić obce królestwo, aby wypytać jego władcę o powód niepokojących snów. Oczywiście nasz drogi bóg piorunów nie uznaje dyplomacji, tak więc spotkanie to kończy się krwawą jatką. Hmm… Wtargnięcie na inną planetę, zabijanie jej mieszkańców z błahego powodu (w tym przypadku snów), wypytywanie władcy – czy to Wam czegoś nie przypomina? Tak, dokładnie to samo zrobił Thor w Jotunheim. Ale teraz jest nawet gorzej, bo w dodatku zabija jeszcze króla tego świata (przedtem go obrażając na wszelkie możliwe sposoby). Jednak narracja Ragnaroka przedstawia nam Thora jako Bohatera™ i w przeciwieństwie do kontrowersji, jakie wzbudzało we widzach (i później nawet i w samym Thorze) mordowanie Jotunów w tym znakomitym pierwszym filmie, teraz mamy uznać, że to nasz Bohater™ ma rację i że zawsze tak ma być. Bo on jest biały, a reszta jest czarna. Oj, tylko dlaczego ja nie czuję tej jego „prawowitości” i oddania słusznej sprawie? A to dopiero początek.
    Dodam jeszcze, że nie kapuję stwierdzenia Thora, iż ojciec zabił Surtura z jakieś pół miliona lat wcześniej. To kompletnie niekanoniczne (zresztą cały ten film jest niezgodny z kanonem, a powodem tego jest stanowisko Taikiego Waititi). Asgardczycy żyją około 5000 lat, według TDW. Tak więc, jeśli Surtur upadł, to musiało być to zupełnie niedawno, w asgardzkiej oczywiście skali.
    Ciekawe też, skąd Surtur wiedział, że Odina nie ma w Asgardzie? W Muspelheim funkcjonuje jakaś poczta pantoflowa? A może ma szpiegów w innych królestwach? A może po prostu ma wszczepiony w tej swojej koronie jakiś odinowykrywacz, który potrafi przeniknąć nawet przez iluzje Lokiego? A licho wie. Ważne, że fabuła wymagała, aby Thor dowiedział się o nieobecności ojca i już.
    Zaczynam sobie myśleć, czy aby wszystko, co od początku robi Thor w tym filmie nie jest objawem jakiegoś… szaleństwa, czy postradania zmysłów. W końcu wisiał w tej klatce dość długo, zaczął nawet rozmawiać ze szkieletem. To jedynie by tłumaczyło kolejne idiotyczne posunięcie naszego Bohatera™ (:P). Wiedząc dobrze o przepowiedni i o tym, JAK wywołać Ragnarok, Thor postanowił zanieść koronę Surtura (czy też raczej jego czaszkę) do Asgardu do skarbca ojca, gdzie – i dobrze wie o tym (był w skarbcu już nie raz) – znajduje się Wieczny Płomień – jedyna rzecz mogąca wskrzesić owego ognistego demona, co zapoczątkuje upadek Asgardu. Świetne posunięcie, Thor! Fuck logic...
    Oczywiście nie to jest największym w tej chwili naszym zmartwieniem, ponieważ widzowie, podobnie jak Thor, powinni w tym momencie być wściekli, że Loki siedzi sobie na tronie ojca, udając Odina i wystawiając jakieś teatralne sztuki. Powinniśmy być wściekli, że znowu Loki Thora oszukał, że leni się, wcina winogronka i ma wszystkich w czterech literach.
    Okej, przyznajmy przez chwilę, że wzniesienie własnego pomnika było trochę… narcystyczne. Jednakże sztukę teatralną jestem w stanie jakoś zaakceptować. Loki nie miał na celu wywyższać siebie i swoich zasług, ta sztuka nie świadczyła też o jego próżności i egoizmie. Wręcz przeciwnie. Ja bym to nawet interpretowała jako w pewnym sensie… namiastkę autoterapii. Zmierzenie się po raz pierwszy z przeszłością i jej demonami. Przedstawienie siebie w lepszym świetle w oczach Asgardczyków – co jest ważne dla Lokiego w obliczu jego zawsze dużej niepewności i nienawiści do samego siebie. Jak widać to trochę skutkuje. Ja wiem, że to było szydzenie z poświęcenia Lokiego w TDW, ale jestem w stanie przymknąć na to oko. Aha, i jak widać, wiedza o pochodzeniu Lokiego jest powszechnie znana i jakoś nikogo to nie oburza. Uff, przynajmniej jeden pozytywny element w tym okrutnie rasistowskim i seksistowskim społeczeństwie. Smutne natomiast jest to, że Odin w sztuce Lokiego przedstawiony jest jako kochający ojciec, a prawda – wiadomo, jak wygląda. Zresztą popis rodzicielstwa Odina jeszcze w tym filmie dostaniemy za chwilę.
    Thor, jak tylko zorientował się w sytuacji, przeszedł do gróźb i przemocy fizycznej (jakie to typowe w tym filmie...) i w efekcie zdemaskował Lokiego. Jak zwykle, obwinił go o wszystko – bo, jak motto u góry mówi, zawsze wszystko jest winą Lokiego. Chyba Thor powinien to sobie wydrukować na koszulce.
    Ciekawe jest, że jak tylko Thor w tym filmie otwiera gębę i zaczyna robić z Lokiego kozła ofiarnego, wszystko co mówi mija się z prawdą.
    Nie, Dziewięć Królestw nie jest pogrążone w chaosie. Nie, Loki się nie lenił. Nie, nie jest złym władcą.
    To może przejdźmy do konkretów?
    Thora nie było w Asgardzie przez cztery lata. Opuścił dom, by najpierw wieść życie u boku Jane, a później zaczął się uganiać za Kamieniami Nieskończoności po wizji, jakiej doświadczył w Źródełku. A jeszcze potem chyba już zaczął szukać odpowiedzi na temat przepowiedni o końcu świata. Tak czy owak był nieobecny. W tym czasie dobrze wiedział, że Odin po śmierci Friggi był niezdolny pełnić władzę – staruszek bardzo mocno podupadł na zdrowiu, zarówno psychicznym, jak i fizycznym. W TDW Odin zaczął podejmować bardzo złe decyzje. Przypomnijmy. Król w TDW był w stanie poświęcić wszystkich swoich żołnierzy, wielu niewinnych ludzi, pomimo że wiedział, iż Asgard jest bezbronny a Malekith powróci by wyrżnąć wszystkich w pień. Odin zdawał sobie sprawę z tego, jak Eter jest niebezpieczny, wiedział, że to jeden z Kamieni Nieskończoności. Ponadto odmawiał Thorowi prawa do miłości (i to nawet przed tragicznymi wydarzeniami), obrażając dziewczynę swojego syna. Podczas ucieczki Thora i Lokiego z Asgardu ich ojciec był gotów powstrzymać ich używając wszystkich możliwych środków, co dosłownie skończyło się na tym, że armia Asgardu bez ogródek starała się zestrzelić statek elfów i zabić synów Odina. Dodajmy jeszcze, że Odin długo nie zapadał w Odinsleep, był już naprawdę zmęczony i fizycznie u kresu wytrzymałości. Thor to widział. Mimo wszystko odmówił przejęcia tronu (który zaoferował mu Loki-jako-Odin) i poszedł sobie w długą zostawiając „ojca” samego, bez jakichkolwiek następców tronu, czy nawet regentów… Czego się tak naprawdę Thor spodziewał? Bo według mnie mógł się spodziewać tego, że w najlepszym wypadku wybuchnie wojna domowa, a w najgorszym inne światy zaatakują w końcu Asgard usiłując zdetronizować słabego duchem i ciałem króla.
    Ale na tronie zasiadł Loki. I to w sumie uratowało sytuację. Dlatego ocena Thora jest tak niesprawiedliwa, bowiem nie było go na miejscu i naprawdę nie miał pojęcia, co Loki zrobił dla królestwa. A co zrobił?
    Po pierwsze – wycofał wojska z innych światów. Skończył z kolonizacją rozpoczętą przez ojca (albo nawet przez Bora). Dał innym królestwom autonomię, niepodległość i możliwość rozwoju, co było niemożliwe, kiedy Odin władał twardą ręką. Ten film miał niby krytykować kolonializm i krwawe podboje Odina, a ciekawe jest to, że Thor w swojej hipokryzji nie widzi, że wycofanie wojsk jest początkiem zmian na lepsze.
    Po drugie – dzięki temu posunięciu Asgard wzmocnił obronę w przypadku najazdu. Pamiętajmy, że tam w kosmosie czai się wielkie Zło, którego istnienia Loki jest świadomy (*khem* Thanos *khem*).
    Po trzecie – Loki rozdzielił dwa Kamienie Nieskończoności. Jak mówiłam przed chwilą, idiotyzmem jest trzymanie w skarbcu obok siebie dwóch przedmiotów, które razem stanowią potężną broń. Tak więc Eter został wysłany przez Lokiego do Kolekcjonera. Była to bezpieczna kryjówka, zważywszy że na pewno Taneleer Tivan nie odda nikomu Kamienia Rzeczywistości za żadną cenę. Zresztą sam Thor w kolejnym filmie mówi, że tylko geniusz mógł umieścić Eter w takim miejscu. Szkoda, że dostrzegł zasługi brata dopiero po jego śmierci…
    Po czwarte – Loki zainwestował w sztukę i rozwój kulturalny Asgardu. Obywatele zdają się być zadowoleni, oglądają przedstawienie z zaciekawieniem. W dodatku ileż zapewne miejsc pracy powstało 🙂
    Po piąte – odbudował zniszczenia po ataku Mrocznych Elfów w TDW, zainwestował w infrastrukturę (Bifrost nareszcie doczekał się barierek zabezpieczających!)
    Po szóste – ułaskawił Trzech Wojowników (zwanych później przeze mnie w skrócie W3) i Sif. Kiedy ostatni raz ich widzieliśmy, popełniali w TDW zdradę przeciw koronie (to już trzeci raz i to już im chyba weszło w krew <ironia> ). Najprawdopodobniej zdrada, znając Odina, była karana śmiercią, albo banicją, ewentualnie więzieniem i/lub degradacją ze stanowiska, a tymczasem W3 chodzą sobie na wolności i nawet swoje etaty zachowali. To samo dotyczy Thora. Też mógł być ukarany za zdradę po wydarzeniach z TDW, a również i jego spotkała amnestia.
    Po siódme – chyba naprawdę Asgard przeżywał czasy świetności, lud był zadowolony. Kiedy Loki zrzucił iluzję nikt tak naprawdę… nie zareagował? Nikt nie tęsknił za starym królem? Najwidoczniej. Wszystkim się powodziło. Może jedynie Heimdall miał powody do narzekania, bo jako jedyny został oskarżony o zaniedbania i uciekł jako zdrajca, ale cóż… Dla Lokiego bezpieczniej było pozbyć się wszechwidzącego strażnika mostu, niż ryzykować jego obecność w Obserwatorium.
    Tak więc żaden argument Thora odnośnie władzy Lokiego do mnie nie przemawia. Thora nie było cztery lata, a się wypowiada na temat, o którym nie ma pojęcia. Zresztą pamiętajmy, że Thor w TDW sam przyznał, że o władaniu królestwem wie niewiele, że Loki, w jego mniemaniu, zawsze lepiej rozumiał władzę i obowiązki związane z posiadaniem tytułu króla. Skąd ta nagła zmiana zdania? Ach tak, narracja tego dennego filmu, robienie z Bohatera™ wszystkowiedzącego, któremu my, widzowie, mamy przyklaskiwać. Niedoczekanie twoje, Taika!
    Uch, to dopiero początek, albowiem Thor i Loki, po „przekonaniu” tego drugiego (jedynym znanym Thorowi sposobem, czyli stosując przemoc fizyczną) udają się razem na Ziemię w poszukiwaniu ojca. Przy okazji, ciekawe jest to jak obaj są w Midgardzie ubrani, co doskonale oddaje ich charaktery i ma chyba jakieś symboliczne przesłanie 😉 Thor wygląda jak casualowy obibok, który nie bardzo przejmuje się tym, co zakłada na grzbiet. Loki ubrany w czarny garnitur Gucciego, wygląda naprawdę jak książę, elegancki i pełen gracji. I nie, nie piszę tego dlatego, że Loki mi się podoba, a Thor nie. Wręcz przeciwnie. Zawsze miałam słabość do Thora, jest przystojny, bardzo męski; bożyszcze tłumów. Uwielbiałam też jego dobroć i poświęcenie, bohaterskość – wszystko, co miał wcześniej przed tym filmem, a czego w Ragnaroku nie uświadczycie. Loki natomiast jest śliczny, przyznaję, ale wywołuje u mnie instynkty opiekuńcze. Mniejsza o to. W każdym razie i tak Thor nie powstrzymuje się od obrażania wyglądu swojego brata i traktowania go z wysoka, co jest według mnie nieładnym zagraniem.
    Muszę w tym miejscu też powiedzieć o jednej ważnej dla mnie rzeczy. Zabolała mnie bardzo wymiana zdań pomiędzy Thorem a dwiema dziewczynami na ulicy – o tym, jak Jane rzuciła Thora i odpowiedź boga piorunów, że „rzucili się wzajemnie”. To przykre i nawet nieśmieszne. Przez dwa filmy miłość pomiędzy tym dwojgiem rozwijała się, aby zostać sprowadzona do tekstu o „wzajemnym rzucaniu”!? Dlaczego Taika tak nienawidzi poprzednich filmów?
    To prawda, że Thor zakochał się w dziewczynie podczas jednego weekendu spędzonego na Ziemi. Ale pasowali do siebie. Nie musi być nawet wielkiej chemii między aktorami, aby nie zauważyć, jak bardzo Thor adorował Jane. On ją kochał całym sercem, cierpiał pod koniec pierwszego filmu i cierpiał w TDW, kiedy ojciec próbował go rzucić w ramiona Sif. Był wierny Jane, nie zapomniał o niej, obserwował ją za pomocą oczu Heimdalla i ruszył jej natychmiast z pomocą, kiedy była w niebezpieczeństwie. Co więcej, ryzykował gniew ojca, ryzykował zdradę korony, aby ocalić ukochaną i wydobyć z niej Eter. Wrócił do niej po TDW i nie wiadomo, ile czasu byli razem, ale na pewno byli. A Ragnarok oferuje mi zerowe wyjaśnienie, dlaczego ze sobą zerwali… To jest okropne, bo Jane była miłością życia Thora.
    Przejdźmy dalej… Teraz mamy we filmie małe wystąpienie doktora Strange’a, co jest dla mnie plusem, bo kocham tę postać i kocham Benedicta Cumberbatcha. Nasz mistrz sztuk tajemnych wyraża swoją troskę o to, że Thor wraz z Lokim są na Ziemi, bo, jak sam mówi, Loki jest na jego liście niebezpiecznych indywiduów z kosmosu zagrażających bezpieczeństwu planety. Swoją drogą, ciekawe, kto jeszcze jest na tej liście? I dlaczego skoro śledzi potencjalnie niebezpieczne osoby na tej liście nie ma pewnego fioletowego gościa, który sieje od lat spustoszenie we wszechświecie? Słaby ten czarodziej (na szczęście tylko w tym filmie)… Plusem jest chociaż to, że szybko zlokalizował Odina i wysłał dwóch braci przez portal do Norwegii.
    Aha… Warto wspomnieć, że tekst „spadałem przez 30 minut!” nie jest wcale zabawny… Pamiętacie, jak ostatnio skończyło się Lokiego spadanie (z Bifrostu) i w czyje ręce trafił? (*khem* Thanos *khem*)
    Odin odnajduje się i daje następnie wielki popis swojego ch...wego rodzicielstwa. Mały acz ważny szczególik – spotkanie ma niby miejsce w Tønsberg, bo to ogólnie miejsce ważne w MCU i pojawia się w sadze 4 razy. Problem tylko w tym, że nie ma tam trawiastych klifów, ba, nawet morza tam nie ma. Ale widocznie beznadziejnym twórcom Ragnaroka nie chciało się nawet odpalić Street View albo Google Earth, aby sprawdzić, jaka powinna być scenografia ostatniego spotkania Odina z synami. Ale co tam, chrzanić realizm! No dobrze, to powróćmy do Odina. Jest chwilę przed dokonaniem żywota (bo tak sobie postanowił) i postanawia wyznać swój wielki sekret. Nie pierwszy i nie ostatni. Mianowicie Thor i Loki mają starszą siostrę, o której nie mieli pojęcia, a którą Odin uwięził, kiedy stała się niewygodna, bo Odin znany jest już z tego, że pozbywa się problemów, zamykając je na klucz. Okazuje się, że nie tylko Lokiego okłamywał przez całe jego życie, ale Thora również. I żeby było gorzej, pierworodna córka Hela zostanie uwolniona z więzienia w momencie śmierci ojca, co następuje dosłownie kilka minut później. Aaa, i nie czuję wcale wzruszenia, kiedy Odin rzuca przed siebie „I love you”, które niby miało być adresowane do synów. Loki wygląda, jak by ojciec po raz kolejny złamał mu serce. Odin nawet na niego nie spojrzał. I jeszcze jedna ciekawa rzecz. Zauważyliście, że podczas całej tej sceny tylko Thor rozmawia z ojcem, Loki w ogóle się nie odzywa ani słowem? Chyba już do tego przywykł, że stoi się w drugim rzędzie, kiedy tych dwoje rozmawia. Widzieliśmy to już w pierwszym „Thorze” podczas rozmowy w skarbcu i później w Obserwatorium. Kiedy tam Loki próbował coś wtrącić, został od razu uciszony przez ojca. Najwidoczniej przywykł już do tego, że jest ignorowany i/lub uciszany, czy to przez Thora czy Odina.
    Oczywiście po śmierci staruszka jego przepowiednia się sprawdza i Hela wychodzi przez portal, natychmiast żądając podporządkowania się i ugięcia kolana przed jej osobą. W sumie może dobrze, że ujawniła się tak szybko, bo Thor był gotów sekundę wcześniej złoić Lokiego, ZNOWU obwiniając go o wszystko. Nie wiadomo, jak by to się skończyło, gdyby Hela nie przybyła.
    Następuje teraz szybka wymiana zdań i krótka walka, podczas której Hela niszczy Mjolnir. Oczywiście nie jest powiedziane, jak tego dokonała i dlaczego jest taka potężna. Ponieważ Loki panikuje (co jest absurdem, bo znany jest z tego, że nigdy nie okazywał strachu, pomimo że często bywał w niebezpieczeństwie, albo mu grożono), Hela wraz z nim i z Thorem dostaje się w wiązkę Bifrostu. Bogini śmierci szybko pozbywa się konkurencji i ląduje w Asgardzie.
    RIP W3… Zła córka Odina bez skrupułów morduje Fandrala i Volstagga, a nieco później również i Hoguna. Wspaniałych przyjaciół Thora, którzy zawsze pozostali mu wierni. Przyjaciół, którzy łamiąc postanowienia króla w pierwszym filmie wyprawili się całą ekipą do Jotunheim. To także przyjaciele, którzy z dobę później zdradzili swojego nowego króla (Lokiego) i polecieli na Ziemię po Thora – pomimo że zgodnie z linią sukcesji to Lokiemu należał się tron (i Frigga mu go dała). I wreszcie – to przyjaciele, którzy po raz kolejny zdradzili Odina, pomagając w TDW w ucieczce Thora i Lokiego z Asgardu. Thor powinien być wdzięczny, że los obdarzył go takimi przyjaciółmi. Czy opłakiwał ich śmierć? LOL, nie! Nawet o nich już nie wspomniał ani razu, po prostu nic, jak by nie istnieli! Taika upewnił się, abyśmy przeszli obojętnie nad ich zgonem, bo wiadomo, że według reżysera poprzednie filmy to kupa i nie powinniśmy się nimi przejmować. Teraz to Heimdall jest najlepszym przyjacielem Thora, chociaż wydaje mi się, że gdyby zginął w Ragnaroku, to też wszyscy by o nim zapomnieli. Dzięki braciom Russo chociaż przez chwilę Thor poczuł żałość po stracie swojego nowego BFF w Infinity War, choćby przelotną, ale zawsze coś.
    A swoją drogą ciekawe, co się stało z Sif. Wiem, że aktorka nie mogła uczestniczyć w ekranizacji tego filmu, bo trzymały ją inne terminy, ale także smutne jest to, że nigdy w życiu nie dowiedzieliśmy się, gdzie Sif się podziała. Ślad po niej zaginął, w tym filmie i we wszystkich kolejnych. Wielki plothole. A wystarczyło wspomnieć, że wykonuje jakąś misję na Ziemi lub gdziekolwiek indziej.
    Uch, zostawmy na razie Asgard i przenieśmy się na Sakaar, gdzie dzieją się nawet okropniejsze rzeczy…
    Okazuje się, że Thor i Loki przeżyli wypadnięcie z Bifrostu i trafili na tę paskudną planetę w kilkutygodniowym odstępie czasu. Planetą rządzi maniak En Dwi Gast, zwany powszechnie Grandmasterem, czyli Arcymistrzem. Jest bardzo creepy, zarówno z wyglądu, jak i z charakteru. Znany jest z tego, że uwielbia organizować turniej gladiatorów, gdzie on i jego publika patrzą jak wojownicy wzajemnie się zabijają, ponadto organizuje również seksualne orgie, osobliwe przyjęcia i publiczne egzekucje. Aż boję się pomyśleć, co zrobił Loki, aby wkupić się w jego łaski… To znaczy, fandom ma swoje domysły i niestety film daje jakieś hinty – i wcale mi się to nie podoba, bo to jest bardzo paskudna insynuacja, jakoby Loki sprzedawał się, aby uzyskać swoją pozycję. Pamiętajmy o jednym – Grandmaster ma kijek do topienia nieposłusznych mu ludzi i w dodatku ma bardzo chętną do używania tego narzędzia prawą rękę, pomocnicę (Topaz); według mnie Loki jest takim samym więźniem jak Thor, o ile nie gorzej, a jeśli cokolwiek było między nim i Arcymistrzem, to na pewno nie za obopólną zgodą. Brr…
    Ciekawym faktem jest też to, że Grandmaster nie słyszał nigdy o Asgardzie. Owszem, siedzi na jakimś zapomnianym zadupiu ale, po pierwsze, jest starożytną istotą, a po drugie, jego brat – Taneleer Tivan doskonale zna Asgardczyków i przyjął od nich Eter w TDW. W życiu nie uwierzę, że Arcymistrz nie ma pojęcia o istnieniu Wiecznego Królestwa czy królewskiej rodziny...
    Na Sakaarze poznajemy też jeszcze jedną nową postać. Walkirię, czyli Brunnhildę, handlarkę niewolnikami, która niszczy życia innych, sprzedając ich za niezłe sumy Grandmasterowi, aby ci służyli mu w rozlicznych rozrywkach. Tak zresztą Thor trafia w ręce władcy Sakaaru. W ogóle Walkiria ma poważny problem i traktowanie jej jako comic relief jest bardzo niesmaczne. Dziewczyna straciła wszystkie swoje towarzyszki, w tym ukochaną (word of god tak mówi), uciekła z Asgardu, aby za zarobione na handlu niewolnikami pieniądze upijać się do nieprzytomności i zapomnieć o przeszłości. Ma wyraźne cechy PTSD i depresji i robienie z tego żartów jest co najmniej nie na miejscu, a tymczasem widzimy ją najczęściej beztrosko zataczającą się z butelką w ręku. Przykre.
    I jeszcze jedna adnotacja odnośnie Brunnhildy. Skoro Walkirie były legendarnymi wojowniczkami, o których odwadze i sile Thor słyszał już w dzieciństwie, dlaczego Sif musiała tak usilnie udowadniać, że kobiety też potrafią walczyć? Pierwszy „Thor” dał nam do zrozumienia, że Asgard to nie tylko rasistowski naród, ale także seksistowski, gdzie są wyraźnie zaznaczone role obu płci. Wojownikami mieli być mężczyźni (im silniejsi i bardziej wyszkoleni tym lepiej), a kobiety nadawały się na uzdrowicieli i znawczynie seidr. Sif jakoś wyszła z tych schematów, ale widać, że nie było jej łatwo przekonać zdominowane przez mężczyzn społeczeństwo wojowników o swojej wartości...
    A’propos jeszcze robienia sobie żartów z poważnych tematów – szlag mnie dosłownie trafił, jak Thor po raz pierwszy zobaczył Lokiego na imprezie u Grandmastera i Loki opowiadał tam historyjkę o swoim upadku z Bifrostu, jak gdyby to był dobry żart, mający na celu rozśmieszyć towarzystwo. Czaicie? Żartował z własnej próby samobójczej! To jest kompletnie chore i Taika umieścił to w swoim filmie, mając w głębokim poważaniu to, przez jakie piekło przeszedł Loki i dlaczego w ogóle postanowił w pierwszym „Thorze” zakończyć swoje życie. Kurde, to nie jest normalne. Czy ktoś z Was, kto kiedykolwiek zmagał się z poważnymi problemami psychicznymi i emocjonalnymi, jak Loki, z kryzysem tożsamości, z poczuciem bezcelowości, żartowałby o tym na jakiejś imprezie? A to właśnie jest w tym cholernym filmie! Aaa, trzymajcie mnie…
    Thor prosto z imprezy trafia następnie do okrągłej celi dla gladiatorów, gdzie poznaje skądinąd sympatycznego Korga i jego przyjaciela Mieka. Bóg piorunów wie tylko tyle, że ma walczyć z czempionem Grandmastera na arenie i prawdopodobnie będzie to walka na śmierć i życie.
    Thor więc siedzi w więzieniu, a jego brat przychodzi go odwiedzić… Co mi przypomina wydarzenia z TDW, gdzie to Loki był zamknięty w celi i Thor nie odwiedził go ani razu przez rok. Loki natomiast nie tylko przyszedł do brata, ale także próbuje z nim rozmawiać w cywilizowany sposób. Stracili obaj niedawno ojca, może dobrze by było przeżyć żałobę razem (zresztą Loki dokończył wspólnie z Thorem modlitwę, co sugeruje, że poruszyła go ta śmierć)? Loki jest też empatyczny, wie dobrze, jak Thor się poczuł, kiedy dowiedział się, że również był oszukiwany przez Odina przez całe życie… Przy okazji próbuje przemówić do rozsądku Thorowi, wyjaśnić, dlaczego nie bronił go przed Arcymistrzem. Chce również wspólnie ułożyć plan ucieczki (pomysł z niby „wypadkiem” Grandmastera brzmi całkiem spoko i mógłby się udać), wyraża też swoją obawę przed powrotem do Asgardu, gdzie Thor bez młota nie ma żadnych szans w starciu z siostrą. Na ten czas powrót oznaczałby pewną śmierć. Argumenty są więc całkiem słuszne, ale co na to Thor? Otóż Thor zbywa brata karzącym milczeniem (tak, milczenie również jest formą przemocy), a następnie rzuca kolejną porcję oskarżeń i niesprawiedliwie zwala na Lokiego winę dosłownie o… wszystko...
    Naprawdę, Thor, dlaczego jak już otwierasz gębę w tym filmie, lecą z twoich ust kłamstwa, pomówienia, dlaczego traktujesz wszystkich z góry i uważasz się lepszy od innych? Dlaczego uważasz się za wszystkowiedzącego, który ma rację i tylko jego punkt widzenia jest słuszny? Bo co? Bo jesteś Bohaterem™? Nie, tak się nie postępuje…
    Zacznijmy od początku, bo się naprawdę wściekłam na tę scenę.
    Nie, Loki nie upozorował swojej śmierci. Ile razy można to mówić, a ludzie dalej tego nie pojmują?! Może trzeba podać angielską definicję słowa „fake”? Wg słownika Cambrige to znaczy: „to retend, to make [object] look real”. Brzmi tak, jakby specjalnie Loki udał, że umiera, albo wręcz użył jakiejś magicznej sztuczki.
    Nie, iluzje Lokiego są niematerialne (i na tym polega zresztą jeden z głupich gagów Ragnaroka, kiedy Thor rzuca w brata różnymi przedmiotami, aby sprawdzić, czy ten jest prawdziwy), więc naprawdę został przeszyty w TDW ostrzem Kurse’a (Algrima). Nie mógł mieć pojęcia, że to przeżyje. Co więcej, kiedy uruchamiał grawitacyjny granat na plecach wroga, nie mógł wiedzieć, że Kurse go odrzuci i że czarna dziura nie pochłonie ich razem. Zatem jedyną winą (?) Lokiego było to, że przeżył w Svartalfheim i nie poinformował o tym fakcie nikogo. I miał ku temu ważne powody. Co obiecał mu Thor w zamian za pomoc? Powrót z powrotem do celi i przebywanie tam do końca swoich dni, czyli z jakieś 4000 lat… Pamiętajmy, że Odin skazał Lokiego na kompletną izolację, bez możliwości widzenia kogokolwiek (jedynie Frigga sprzeciwiła się rozkazowi króla). Może nie wszyscy o tym wiedzą, ale taka forma uwięzienia kogokolwiek jest zakazana przez ONZ i uznana za formę tortury, która ma poważne następstwa, łącznie z trwałym uszkodzeniem mózgu u ofiary takiego nieludzkiego traktowania. Loki, delikatnie mówiąc, nie był już wtedy w najlepszej kondycji psychicznej, miał objawy ciężkiej depresji, PTSD, był przepełniony nienawiścią do siebie i miał poczucie niskiej własnej wartości, sięgającej absolutnie dna. Nie wierzę, że gdyby wrócił do tej celi, pożyłby zbyt długo… Po drugie, któż wie, czy w ogóle by tam wrócił? Odin dał jasno do zrozumienia na tej farsie zwanej procesem, że tylko dzięki Fridze Loki żyje i kara śmierci została zamieniona na więzienie. Frigga zginęła, a więc równie dobrze Odin mógł zmienić wyrok, zwłaszcza, że wyraźnie widać było na procesie, iż Lokiego nienawidzi (w komiksie „TDW Prelude”, który uznawany jest za kanon MCU, nazywa nawet Lokiego Laufeyson, wyrzeka się go) i dlatego tym bardziej nie wierzę w to żałosne „I love you” na wybrzeżu Norwegii, a tym bardziej w to, że Loki po powrocie do Asgardu w TDW byłby w jakikolwiek sposób bezpieczny. Thor również nie mógłby pomóc bratu, sam byłby oskarżony o zdradę i w najlepszym przypadku wygnany. Sprawa była więc co najmniej stracona. To jeden powód, dla którego Loki nie poinformował o swoim przetrwaniu. Drugi powód jest taki, że domniemana śmierć Lokiego pomogła mu się ukryć przed niebezpieczeństwem, z którego zdawał sobie sprawę (*khem* Thanos *khem*), a ta głupia sztuka wystawiana na deskach teatru w Asgardzie mogła mu tym bardziej pomóc w rozszerzaniu po kosmosie wieści o swoim bohaterskim poświęceniu, aby nie wpaść w ręce dawnego oprawcy, który mu obiecał coś gorszego niż śmierć… Jak jeszcze ktoś ma wątpliwości co do tego, co zaszło w Svartalfheim, to wystarczy posłuchać komentarzy twórców TDW, gdzie dokładnie mówią o tym, że Loki był ciężko ranny, ale przeżył.
    Nie, Loki nie wysłał Odina na wygnanie, skazując go na śmierć. Umieścił ojca w domu opieki, do diaska! To Odin zdecydował się podróżować do Norwegii, zostać na Ziemi, to Odin nie chciał wracać do Asgardu. I to Odin zdecydował, że chyba na niego już czas i postanowił sobie umrzeć, zostawiając swoich synów w całym tym bagnie, które powstało z jego winy.
    Nie, Loki nie pozbawił ojca mocy. Skąd ten pomysł? Owszem, rzucił na Odina jakieś zaklęcie, ale już dawno Odin (zapewne korzystając właśnie ze swojej mocy) to zaklęcie złamał, co sam przyznał. Logika Thora (czy raczej jej brak) jest porażająca…
    Nie, Loki nie ukradł tronu. Ile razy można mówić – Loki nie chce tronu! Pod koniec TDW jako Odin zaoferował tron Thorowi. To Thor odmówił! Jak to szło? „Wolę być dobrym mężczyzną, niż wspaniałym królem”...
    Nie, Loki nie uwolnił Heli z więzienia. Rany to już jakiś absurd. Hela wydostała się bo Odin, jak już to ustaliliśmy, postanowił sobie umrzeć, nie przygotowując synów na taką sytuację…
    I nie, te wydarzenia nie miały miejsca w przeciągu ostatnich dwóch dni. Większość wydarzyła się na przestrzeni czterech lat! Więc daruj sobie Thor to wylewanie swoich żali i frustracji z szybkością karabinu na Lokiego…
    Uch, lecimy dalej… Dochodzimy do wielkiej imprezy, czyli pojedynku gladiatorów, a dokładniej Thora z (surprise!) Hulkiem. Chcę tylko napomknąć, że panika Lokiego po zobaczeniu po raz pierwszy Hulka na arenie jest co najmniej dziwna, a co bardziej – niekanoniczna. Jasne, że Hulk w „Avengersach” totalnie Lokiego sponiewierał, poważnie uszkadzając, ale zarówno „Avengers”, jak i „Endgame” pokazują, że na Lokim większego wrażenia to i tak nie zrobiło. Skąd więc ta reakcja w Ragnaroku? Ktoś tu chyba bardzo chciał zdegradować Lokiego do roli tchórza i, co gorsza, oszusta.
    A swoją drogą jestem ciekawa, jakim cudem Loki, przebywając koło Arcymistrza od kilku tygodni, nie zorientował się, kto jest tym czempionem? I nie mówcie mi, że to jakaś wielka tajemnica, ponieważ wieżę Grandmastera ozdabia wyraźna rzeźba facjaty Hulka, a lud skanduje jego imię na ulicach. Kolejny absurd.
    Pomimo, że Loki mówił, że postawił przeciwko Thorowi sporą sumę, widać, że jednak jest zmartwiony, kiedy Thor dostaje łomot od swojego „przyjaciela”. Grandmaster w dodatku nie zamierza grać fair i gdy Thor prawie wygrywa, postanawia użyć na nim Dysku Posłuszeństwa. Aha ten nieszczęsny Dysk… Napiszę o nim więcej za chwilę. Warto nadmienić tyle, że jest to paskudne urządzenie mające na celu zadawanie bólu po to, aby kontrolować nieszczęsnych niewolników…
    Tymczasem w Asgardzie dowiadujemy się więcej o działaniach Heli i jej mrocznej przeszłości. Uważam że ten film może i chciał skrytykować kolonializm, ale zrobił to bardzo nieudolnie. Hela byłą tak naprawdę tylko narzędziem w rękach Odina, który miał ambicję sprowadzenia na kolana wszystkich dziewięciu światów. Asgard był potęgą zbudowaną na krwi i trupach, a Hela była osobistym katem w rękach Odina. To oznacza, że zabijała na jego rozkaz. Jej wadą było to, że okazała się ambitniejsza od ojca i chciała podbić więcej światów, niż tylko te w gałęziach Yggdrasila, a to już się ojczulkowi nie spodobało. Co postanowił zrobić? To, co ten starzec najlepiej potrafi. Zamknął Helę, wymazał ją z pamięci i historii Asgardu (nie mam pojęcia, jakim sposobem, ale powiedzmy, że przy użyciu Odinforce). Po prostu się jej pozbył, zatajając jej istnienie. Stare freski w sali tronowej pokrył nowymi przedstawiającymi swoją nową „idealną” rodzinkę, której istnienie również zostało zbudowane na kłamstwach. Nie wiem jak Wy, ale mi trochę żal Heli, a tym bardziej żal Thora, bo poznał się na ojcu. Najgorsze jednak, że Thor nadal jest zapatrzony w Odina i po wszystkich krzywdach nadal uważa go za najlepszego i najpotężniejszego, czego dał wyraz pod koniec filmu? WTF?! Już miałam ochotę trzasnąć go w pysk pod koniec pierwszego „Thora”, kiedy nazwał Odina najlepszym ojcem tuż po tym, jak widział na własne oczy, jak Odin odrzuca Lokiego, uważając go za niegodnego uwagi i akceptacji, doprowadzając go do samobójstwa… Z tą rodziną jest naprawdę sporo nie tak, wszyscy są tu dysfunkcyjni i czasami mi się wydaje, że Loki jeszcze najmniej z nich wszystkich…
    Hela spędza czas w Asgardzie najpierw pozbywając się najbardziej upartych przeciwników, w tym wszystkich Einherjar (według TDW było ich z jakieś dziesięć tysięcy…), później zaglądając do krypty pod pałacem, gdzie nawet była całkiem ciekawa scenka komentowania przez nią skarbów Odina. Rękawica Thanosa okazuje się fałszywką (nadal nie wiem, co twórcy Ragnaroka chcieli mi przez to powiedzieć…), Szkatuła Starożytnych Zim jest słabym reliktem (akurat...), za to Tesserakt ciekawym, na co warto zwrócić uwagę. Prawdziwym celem Heli jest jednak grobowiec pod podłogą, gdzie spoczywają starzy wojownicy. Szybko ożywia ich Wiecznym Płomieniem, tworząc własną armię draugrów, ożywia także Fenrisa, całkiem milutkiego i puchatego wilczka – oczywiście jeśli jesteś po jego stronie 😉 I z tą armią u boku siać zamierza spustoszenie we wszechświecie. Oczywiście nie jest tak łatwo i Hela spędza pół filmu szukając Hofunda, miecza Heimdalla, aby móc otworzyć Bifrost. No i mamy kolejną dziurę fabularną. Po co ona się ugania za tym mieczem, skoro Gungnir potrafi zrobić z tęczowym mostem to samo? Taika z pewnością nie oglądał pierwszego „Thora”, że takie babole produkuje…
    Tymczasem na Sakaarze Thor próbuje zmusić innych, aby towarzyszyli mu w jego drużynie i odbili z nim Asgard. Robi to w bardzo egoistyczny sposób. Naprawdę nie wiem, jak można było z niego zrobić takiego manipulującego innymi dupka. Ma uczucia innych w głębokim poważaniu. Walkirię wyzywa od tchórzy, chociaż kompletnie nie wie nic o jej przeszłości i o bólu, jaki przeżyła. Hulka najpierw próbuje zabajerować, a później obraża. To samo robi nieco później z Bannerem, najpierw wmawiając mu, że woli go od Hulka (przed chwilą mówił to w odwrotną stronę…), a później próbując wmanewrować w walkę i zmianę w zielonego potwora.
    Jeśli chodzi o Bannera, to również uważam, że ten film bardzo go skrzywdził. To nie jest Banner, którego znaliśmy przedtem. Bruce zawsze był wrażliwym, lekko niepewnym siebie naukowcem, o bardzo lotnym umyśle, ale mrocznej drugiej stronie. Odnoszę wrażenie, że w Ragnaroku tylko ciągle panikuje. Bruce zawsze też przejmował się osobami, które mógł skrzywdzić jako Hulk. W poprzednich filmach był empatyczny i pełen obaw o to co robił, kiedy siebie nie kontrolował. Teraz wiedział, że spędził w zielonej skórze dwa lata i walczył na arenie, ale ani przez chwilę nie martwił się, kogo mógł zabić lub zranić… W ogóle w tym filmie różne osoby robią różne złe rzeczy i jakoś nikt z nich nie poświęca nawet chwili na autorefleksję i wyrzuty sumienia. Może jedynie Scurge jest tu chlubnym wyjątkiem, gdyż na końcu wybiera poświęcenie w imię Asgardu, aby odkupić swoje winy.
    Podczas gdy Thor i Hulk uciekają z wieży Grandmastera i wywołują rewolucję, uwalniając więźniów (przy okazji wyłączając system tych okropnych Dysków Posłuszeństwa), władca Sakaaru wysyła Lokiego i Walkirię na poszukiwanie zbiegów. Przy okazji stawiając ich przeciwko sobie w niezdrowej konkurencji, kto pierwszy ich złapie. Pamiętajmy, że chwilę przedtem Arcymistrz groził publiczną egzekucją. Odnoszę wrażenie, że już wtedy Loki postanowił nawiewać z Sakaaru, bo, jak sam stwierdził, wyszedł z łask GMa. Walkiria nie ma nadal skrupułów i po krótkiej wymianie zdań i ciosów Loki nawiedza jej umysł, wyciągając z niego najbardziej skryte i bolesne wspomnienia. Tak, uważam, że to było bardzo nieczyste zagranie i grzebanie w czyichś myślach bez zgody tej osoby jest po prostu niemoralne, ale wydaje mi się, że Loki zrobił to nie tyle z ciekawości, tylko żeby otrząsnąć Brunnhildę z jej pijackiego stuporu. Terapia szokowa zdała się zadziałać i dziewczyna wreszcie zmieniła zdanie, przy okazji biorąc Lokiego w niewolę jako zapłatę za wejście do drużyny Revengersów. Heh, co ona ma z tymi zapłatami? (<ironia>)
    Thor oczywiście nie wierzy, że Loki jest prawdziwy i sprawdza to, rzucając w głowę związanemu i bezbronnemu nieszczęśnikowi pierwszym przedmiotem, jaki chwycił. Cha cha, bo przemoc fizyczna jest taka śmieszna…
    Walkiria przy okazji pyta Lokiego, od kiedy postanowił zrobić coś dobrego. Uhm… Przypominam, dziewczyna jakieś dziesięć minut wcześniej sprzedawała jeszcze niewolników w ręce szaleńca, a ona ma prawo oceniać innych? Jakiś słaby ten jej kompas moralny...
    Teraz kolejna rzecz, która mnie niezmiernie wkurza i która nie ma najmniejszego sensu. I nie wiem, czemu ludzie tak się jej trzymają, jak prawdy objawionej, skoro jest zupełnie niekanoniczna. Chodzi o tę nieszczęsną historię z wężem.
    Po pierwsze – MCU Loki to nie jest Loki z komiksów, ani tym bardziej z mitologii. Nie ma żadnych dowodów na to, że jest zmiennokształtnym. To nie Star Trek i Odo, na litość boską. Loki potrafi rzucać jedynie niematerialne iluzje, względnie iluzje na siebie i innych, co zademonstrował w TDW, ale nie zmieni się w żadne zwierzę – nie w tym uniwersum. I na razie nic nie wskazuje na to, żeby to potrafił. Gdyby mógł zmieniać postać, co by stało na przeszkodzie, żeby w młodości, przykładowo, przybrał postać jakiegoś silnego jasnowłosego Asgardczyka? Nie, nie zrobił tego, zawsze odstając od reszty, jako ten słabszy, mniej umięśniony, chociaż zawsze czuł, że nie pasuje do tego świata i inni dawali mu to do zrozumienia, nim w ogóle wiedzieli, skąd pochodzi.
    Po drugie – Ragnarok paskudnie insynuuje, jakoby Loki dźgał nożem Thora dla zabawy, co jest kompletną bzdurą. Nigdy, ale to nigdy w przeszłości Loki świadomie nie zranił Thora. Kiedy był zmuszony z nim walczyć, albo kiedy zaatakował go na wieży Starka, zawsze robił to ze łzami w oczach. Pierwszy film pokazuje jasno, że obaj bracia byli sobie bardzo bliscy. Loki był wręcz zapatrzony w swojego starszego brata, chodził za nim krok w krok. Wystarczy spojrzeć, jak bardzo się ucieszył, kiedy Thor zaproponował, aby mu towarzyszył w Jotunheim. W tym pięknym szekspirowskim filmie Loki dwa razy mówi, jak bardzo kocha Thora. To nie są wyznania osoby, która rzekomo rani brata dla zabawy! Jest jeszcze jedna sprawa – jakkolwiek W3 i Sif nie bardzo przepadali za Lokim, tak zastanawiając się wspólnie w pierwszym filmie, czy aby Loki nie wpuścił Jotunów do Asgardu zgodnie stwierdzają że nie, to niemożliwe. Loki lubił psoty, ale kompletnie niewinne i ta akcja z Jotunami to była tak naprawdę pierwsza poważna sprawa i poważne jego przewinienie – i nawet przyjaciele Thora byli w szoku, że mógłby coś takiego zrobić.
    Dodam tylko jeszcze, że ta opowiastka o wężu to wymysł Chrisa Hemswortha, któremu reżyser dał wolną rękę, żeby sobie improwizował na ekranie i opowiadał bzdury. A że Hemsworth nie ma bladego pojęcia ani o postaci którą gra, ani o Lokim i ma to w głębokim poważaniu, stąd wychodzą takie kwiatki. I ktoś mi jeszcze powie, że Ragnarok może być uznany za kanoniczny?
    Niespecjalnie mnie też śmieszy nazywanie tunelu podprzestrzennego Odbytem Diabła. Widocznie ten film jest dla młodej gawiedzi i stąd taki kloaczny humor, którego nie cierpię. O wyciętej scenie z toaletą to już nawet nie wspomnę, bo to po prostu żałosne i pokazuje jasno poziom tego reżysera…
    Jak by nie patrzeć, Loki jest kluczem do ucieczki drużyny z Asgardu, dlatego zostaje przyjęty do Revengersów. Wraz z Thorem torują sobie drogę do hangaru, gdzie Grandmaster trzyma statki. I właśnie w tym momencie Thorowi zbiera się na to, żeby sobie z bratem porozmawiać.
    Śmiech na sali. Loki podsumował to dobrze, mówiąc, że otwarta komunikacja nie była mocną stroną tej rodziny. Thor nigdy przedtem nie miał zamiaru dyskutować z Lokim, chociaż to Loki próbował do niego dotrzeć kilka razy. Chociażby w TDW w celi. Albo później na Skiffie w Svartalfheim. W Ragnaroku próbował także, o czym już wspominałam, kiedy odwiedził Thora w więzieniu, a tamten zbył go milczeniem. I teraz mi chcecie wmówić, że to THOR chce gadać? Ręce opadają.
    Jakoś jednak zaczynają tą trudną rozmowę i co dostajemy w zamian? Scenkę we windzie, która jest paskudną manipulacją i stosowaniem odwróconej psychologii w wykonaniu Thora. Thor chciałby pewnie Lokiego przy sobie, ale na SWOICH warunkach. Wniosek z tej rozmowy dla Lokiego jest jeden. Nie, nie będziesz wystarczająco dobry dla mnie, chyba, że się podporządkujesz i będziesz robił jak ja chcę… Inaczej się rozstajemy, a ty bądź sobą gdzieś indziej, z dala ode mnie. Tak dokładnie można przetłumaczyć słowa Thora. Nawet nie chcę mówić o tym, jaki wyraz szoku i niedowierzania malował się w tym momencie na twarzy Lokiego. A, i jeden mały drobny szczególik. Ta cała rozmowa we windzie miała na celu umieszczenie na plecach Lokiego narzędzia tortur. Jaki ten Thor jest czarujący!
    I nie mówcie mi, że akcja „Get help” jest wesoła. To pomysł Thora i Loki wyraźnie wypowiedział swoje zdanie na ten temat, że sobie tego nie życzy, że to poniżające (bo było…). Ale nie liczą się potrzeby Lokiego, liczy się to, co Thor chce, jego samozadowolenie. Po całej tej akcji nawet Thor mówi, że nie, DLA NIEGO nie jest to poniżające. Nosz kur…., weź Thor schowaj to swoje wybujałe ego, bo mam ochotę cię dosłownie udusić…
    Jak by tego wszystkiego było mało, film nam stara się teraz pokazać, jakoby Loki „znowu” zdradził Thora. Jest to kompletnym absurdem. Powody też są niedorzeczne. Loki nigdy nie wykazywał żadnego zainteresowania dobrami materialnymi, a teraz chcecie mi wmówić, że wyda swojego brata dla kasy?! Pamiętajmy, że w oczach Grandmastera był już spalony i jedyne, co by go czekało to być może odroczenie egzekucji. Loki w tym filmie nie raz dawał do zrozumienia, jaką niechęcią darzy Arcymistrza i jak bardzo chce zniknąć z tej planety. Zupełnie coś innego, niż Thor sobie o nim myślał. Ta zdrada miałaby jeszcze jakikolwiek sens, gdyby podano za powód a) że Loki poczuł się zraniony słowami Thora w tej windzie (miał prawo) albo b) chciał zatrzymać brata przed samobójczą misją w Asgardzie. Ale nie, lecimy po linii najmniejszego oporu, bo co tam kanon i to, ile Loki zrobił wcześniej dla Thora…
    I teraz następuje coś, co przekreśla ten film w moich oczach całkowicie. Zapomnijcie o moich wszystkich powyższych narzekaniach, bo one powodują jedynie, że ten film uważam za głupi i niekanoniczny. Ale teraz dostajemy bombę, która czyni Ragnaroka kompletnie niestrawnym. Na samo wspomnienie tej sceny zbiera mi się na wymioty.
    Chodzi oczywiście o scenę, w której Thor torturuje własnego brata do całkowitego podporządkowania!
    Mam wiele problemów z tą sceną. Przede wszystkim nie jest wcale śmieszna, tylko bardzo wzbudzająca negatywne odczucia. Chyba tylko sadystów jest w stanie rozśmieszyć cierpienie jakiejś osoby na ekranie. Do tego wszystkiego to Thor jest zadającym ból i wyraźnie jest z tego zadowolony. To już jest przerażające. Najgorsze, że Thor ostatecznie zostawia w tym stanie Lokiego, bezbronnego, sparaliżowanego bólem i oddala się, dodatkowo upewniając się, że Loki sam się nie uwolni (wyrzucił pilota). Nienawidzę tego, nienawidzę Thora w tym filmie z każdą sceną coraz bardziej. To nie jest mój ukochany Thor, którego podziwiałam i pokochałam w poprzednich filmach. Mój Thor był zawsze współczującą osobą, co prawda nieco narwaną, ale o bardzo dobrym sercu. Był szlachetny, dobrze wychowany. Nigdy nikim nie manipulował i nigdy nie zadawał cierpienia innym. A przede wszystkim – nigdy nie zrobiłby krzywdy własnemu bratu! Nawet w pierwszych Avengersach bronił Lokiego, starał się wytłumaczyć jakoś jego postępowanie, widział, że brat nie jest sobą. W TDW zaufał Lokiemu w pełni. Tutaj natomiast widzimy tylko objawy przemocy fizycznej i psychicznej, gaslighting, wieczne obwinianie i tortury! Nie zgadzam się na takiego Thora. Mój Thor to ten szlachetny Asgardczyk o gołębim sercu, nie manipulator i przemocowiec!
    W tym miejscu warto jeszcze wspomnieć o samym Dysku Posłuszeństwa. To narzędzie tortur, mające na celu kontrolowanie więźniów Grandmastera. Skrypt wyraźnie opisuje, że jego działanie polega na podgrzewaniu naczyń krwionośnych. Thor doskonale o tym wiedział, sam był torturowany dyskiem. Wie również, że Loki jest Jotunem. Jak najłatwiej zadać ból Jotunowi? Przez wysoką temperaturę… I Thor postanowił to zrobić! <rzyg>
    Zastanówmy się, dlaczego w ogóle Thor w tym filmie jest zupełnie inny, nie do zniesienia, chociaż narracja nadal usilnie przedstawia go jako Bohatera™? Sprawa jest prosta. Na arenę wkroczył Taika Waititi.
    Ten człowiek znany jest z reżyserowania komedii i każdy film w komedię stara się obrócić, nieważne jakich środków do tego użyje. Do Marvela dostał się po znajomości. Jest dobrym kumplem Chrisa Hemswortha i to właśnie CH przedstawił go władzom Marvel Studios, a oni go zatrudnili. Przeglądając wywiady z nim łatwo zauważyć, jaką jest osobą. Przede wszystkim megaloman zapewniony o swojej zajebistości. Potrafi obrażać i wyśmiewać w wywiadach osoby z zaburzeniami psychicznymi. Rzuca niewybredne żarty w kierunku innych członków ekipy. CH nazwał kawałem mięsa do pokazywania na ekranie (w kontekście chodzenia bez górnej części odzieży i pokazywania klaty), Tessę Thomson uważa za kogoś z męskimi cechami a nie ładną, o Lokim mówi, że ma tylko chodzić i ładnie wyglądać. TW zniszczył MCU poprzez to, że jego „dzieło” (tfu) jest zupełnie niekanoniczne. Sam przyznał, że nie zrobił żadnego researchu przed powstaniem filmu. Nie obchodziły go dzieła poprzedników, nie szanował pracy Branagh i Whedona, którzy włożyli wiele serca w stworzenie tych postaci, nie przejrzał nawet komiksów Marvela, żeby cokolwiek wiedzieć o bohaterach. Jego film to swoisty reset, gdzie wszystko jest nielogiczne i postawione na głowie, a postacie zachowują się OOC tak mocno, jak tylko to możliwe. TW jest po prostu egocentrycznym prześmiewczym ignorantem. Nie szanuję go w żaden sposób, dla mnie jego reżyserka to katastrofa.
    Po części za ten stan odpowiada też Hemsworth, bo to on był niezadowolony z postaci Thora, mówił w wywiadach, że się w tej roli „dusi”. Cóż, nikt mu nie kazał starać się dostać szekspirowskiej roli, sam wiedział, na co się pisze, idąc na casting do pierwszego „Thora”. Dzięki tej postaci zdobył rozgłos i szacunek, a mimo wszystko postanowił ją w Ragnaroku doszczętnie zniszczyć, za zgodą TW. Obaj przyznali, że w Ragnaroku więcej widzimy na ekranie CH niż Thora, bo to aktor chciał się popisywać komediowymi gagami. Dlatego nawet postać w tym filmie często jest przez antyfanów nazywana nie Thor, a Chris Odinson. Jak by tego wszystkiego było mało, TW oprócz zmiany Thora na Chrisa postanowił też zdegradować Lokiego. On tej postaci kompletnie nie rozumie i ją olewa. Cóż, nie widział jej walki o tożsamość w poprzednich filmach (bo i po co, jak tylko ma ładnie wyglądać), nie wie, jak bardzo skomplikowany to bohater. W tym filmie Loki służy tylko do poniżania i torturowania, właściwie cały czas obrywa. W poprzednich filmach był mistrzem iluzji, świetnie walczył magią i sztyletami, potrafił chociażby pokonać pięciu Elfów w walce wręcz. W Ragnaroku pokonuje go zwykły ziemski czarodziej, który praktykuje magię, no nie wiem, kilka lat? Niedorzeczność.
    Warto dodać jeszcze, że oryginalny skrypt „Ragnaroka” jest nieco lepszy. Został on później przełożony na Junior Novel i czyta się to z mniejszym cringem niż ze zmianami wprowadzonymi przez Taikę. Tak, ta scena tortur to wymysł TW. W oryginalnym skrypcie obaj bracia wracali razem do Asgardu, a nawet pogodzili się (Thor: „Because I want to change. I want to be better. And I think you can, too. Helping us escape has shown you can take strides toward that. Make a fresh start, brother. It’s time.”).
    Tymczasem we filmie, po tym jak Thor zostawia w hangarze Lokiego (nie przejmując się, że może go znaleźć GM, Topaz albo ktoś ze strażników i zostanie wykonana egzekucja, o której wcześniej Arcymistrz wspominał, a co było najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Tylko niebywały zbieg okoliczności sprawił, że na Lokiego natrafił wpierw Korg i gladiatorzy), postanawia z Bannerem i Walkirią uciec z Sakaaru. Nawet specjalnie nie mogłam się skupić na tych scenach ich ucieczki, wciąż nie dowierzając, że przed chwilą byłam świadkiem, jak Thor TORTUROWAŁ własnego brata, ciesząc się przy tym i jeszcze wygłaszając niby pouczającą przemowę.
    Ach tak, przemowa… Wspomniałam już, że wszystko co Thor mówi w tym filmie to kłamstwa i oczernianie? Z jakieś dwa razy. Teraz też daje popis kompletnej ignorancji.
    Co to niby znaczy, że zataczają wciąż kółko, że Loki zdradza wciąż Thora, a ten mu potem znowu ufa (and on and on and on...)?! Loki NIGDY nie zdradził Thora! Przepraszam, niby kiedy, bo sobie nie przypominam? Jedyne co mi przychodzi do głowy to to wpuszczenie Jotunów do skarbca w pierwszym „Thorze”. Ale to nie była zdrada per se, nie była wycelowana w Thora. Wręcz powiedziałabym, że to były środki zapobiegawcze, a Loki przedłożył dobro ogółu nad dobro własnej rodziny. Widział, że Thor nie jest gotów objąć tron, czego nie widział ich ojciec, a ponieważ Loki kocha Asgard i zawsze robi wszystko dla jego dobra (patrz: liczne przykłady na początku tej recenzji) postanowił uchronić królestwo przed głupim i porywczym władcą, który by doprowadził tylko do wojen (czego Thor dowiódł niedługo później…).
    A może mówimy o jakichś innych sytuacjach? W innych sytuacjach albo Thor i Loki ze sobą walczyli, albo udawali że walczą i nie było mowy o żadnej zdradzie!
    Słów jakoby Loki się nie rozwijał i był niczym więcej jak tricksterem już nawet nie skomentuję obszerniej. Loki wciąż się zmienia, Loki się dostosowuje, daje radę przetrwać w najróżniejszych sytuacjach, nie raz udowodnił, że ma dobre serce. O ile sobie dobrze przypominam, to jak się ostatnio Thor i Loki widzieli, to Loki starał się ocalić dziewczynę Thora w Svartalfheim (i to dwa razy) oraz uratował tam Thora!
    Aaarrrggghhh, jak mnie ten film wkurza. I niech się Thor lepiej zamknie, bo naprawdę wyjdę z siebie…
    W Asgardzie niestety Thor daje jeszcze po raz kolejny popis swojej ignorancji i nie stara się jakoś przemówić siostrze do rozsądku. Aha, oskarżał Lokiego o to, że ten ukradł tron, ale kiedy pojawia się prawowita spadkobierczyni tronu Asgardu, odmawia jej? Wiedział doskonale, jaki bałagan pozostawił ich ojczulek, nie starał się jednak nic a nic negocjować z Helą. Thor, którego znam i którego pokochałam, starałby się rozwiązać konflikt inaczej.
    Jedyne, co się da spokojnie w miarę oglądać, to następująca bitwa na Bifroście. Efekty specjalne, choreografia, muzyka, wszystko tu jest cacy. Aaa i oczywiście pojawia się Loki z wielkim statkiem, żeby ocalić Asgardczyków. Szczerze mówiąc miał pełne prawo iść sobie w cholerę po tym, jak go Thor potraktował na Sakaarze… Ale Loki kocha brata i nie zostawił by go na pastwę losu (o słodka ironio…)
    Taika Waititi nie ma nawet na tyle przyzwoitości, żeby nie zażartować sobie w tragicznej dla naszych bohaterów chwili, kiedy ich dom zamienia się w kosmiczny pył… Bo pewnie, co tam Asgard! TW mówił, że to nudne miejsce, no i że ludzie nudni… Co tam, że nasi bohaterowie wychowali się tam, że było to miejsce może i skrywające mroczne tajemnice, ale i piękne, pełne bogatej kultury… Wszystko w tym filmie trzeba sprowadzić do głupiego żartu…
    Na koniec jeszcze mamy wspaniałe pojednanie braci, tylko tego uścisku nam zabrakło. TW twierdzi, że Asgardczycy się nie ściskają. Oh, really? Widziałam nieraz, plus nawet w jego własnym filmie! Ale nie, uścisku nie dostajemy.
    Chociaż, tak szczerze, na miejscu Lokiego nie chciałabym jednak wchodzić w żaden kontakt fizyczny z przemocowcem…
    Po napisach dostajemy jeszcze przykład tego, jakim Thor jest egoistą, kiedy rozmowa schodzi na temat Ziemi gdzie naszego Bohatera™ lubią i do diabła z tym, że Loki czuje się niepewnie… Rozmowę (nie)stety przerywa pojawienie się Sanctuary II i wiadomo, że obietnica, którą kiedyś Other złożył Lokiemu stanie się rzeczywistością…

    Okej, tak wygląda cały film.
    Podsumowując, jest to niezły przykład tego, jak w Marvelu filmów NIE robić. TW niech się zajmie swoimi komedyjkami, a Thora i Lokiego zostawi w spokoju. Reżyser pokazał, jak łatwo ponaśmiewać się z bardzo poważnych tematów. „Ragnarok” jest nie tylko prześmiewczy i pełen dziur fabularnych, jest wręcz szkodliwy społecznie. Uczy, że fajnie jest manipulować innymi dla własnych zysków. Pokazuje Bohatera™ uprawiającego przemoc i gaslighting (jak dobrze, że bracia Russo w IW trochę tego Thora naprostowali, chociaż damage is done). Nie krytykuje kolonializmu i jego konsekwencji. Tym bardziej nie krytykuje Odina i jego A+ parentingu (Thor ZNOWU pod koniec jest zapatrzony w ojca i niewidzący jego licznych błędów), nie uczy niczego ani o współczuciu ani o tym, jak być dobrym. Naśmiewa się z chorób psychicznych, traumy, z prób samobójczych! Przedstawia wszystkich bohaterów w złym świetle. Propaguje tortury jako metodę wychowawczą w celu podporządkowania sobie kogoś. Jedno wielkie DNO!
    Jaką ocenę bym wystawiła? Może kiedyś dałabym 5 punktów. Ale po tym, jakie stany depresyjne u mnie ten film wywołuje, moja ocena to 3/10. Kilka punktów zyskuje za scenografię, efekty, muzykę, aktorów. Solidny minus za scenę w hangarze. Czy poleciłabym komuś? Może tylko mającym wylane na wszystko nastolatkom, bo widzę, że u nich ten film jest popularny. Dla dorosłego, inteligentnego widza, który niejedno już w życiu przeszedł, jest to niestrawna papka. To, jak trudny jest to temat, niech da do zrozumienia chociażby to, że recenzję tę pisałam przez niemal rok czasu.

    AMEN

    • This topic was modified 2 months ago by Pleiades.
    Pleiades
    Participant
    #241788

    Do dalszego i dogłębnego poczytania, jak by ktoś chciał, czyli bibliografia:

    W obronie Lokiego:
    link

    Taika Waititi i jego niechlubne występy:
    link

    Chris Hemsworth i jego niechlubne występy:
    link

    O Dysku Posłuszeństwa:
    link

    I o torturach:
    link

    Analiza thorowego gaslightingu:
    link

    No właśnie, Thor nie jest bohaterem:
    link

    Q__
    Participant
    #241799

    Thor z powodu wizji o Ragnaroku postanowił nawiedzić obce królestwo, aby wypytać jego władcę o powód niepokojących snów. Oczywiście nasz drogi bóg piorunów nie uznaje dyplomacji, tak więc spotkanie to kończy się krwawą jatką. Hmm… Wtargnięcie na inną planetę, zabijanie jej mieszkańców z błahego powodu (w tym przypadku snów), wypytywanie władcy – czy to Wam czegoś nie przypomina? Tak, dokładnie to samo zrobił Thor w Jotunheim.

    Fakt, Thor zachował się tu jakby niczego się nie nauczył. Inna sprawa, że poniekąd można to usprawiedliwiać (choć rozwala b. ładny, kompletny, story arc jego przemiany). Raz - wątkiem Jane. Zmienił się w dużej mierze z miłości do niej. Gdy jej zabrakło, wrócił (może nawet z chęci podświadomego robienia jej na złość, strząśnięcia jej wpływu z siebie) do pierwotnej konfiguracji 😉 . Dwa - dziedzictwem komiksów. Tam jednak nasz muskularny blondas - mimo wszelkich swoich zalet - regularnie okazuje się zadufanym w sobie (niereformowalnym) dupkiem - kłania się po raz kolejny scena z Ashemą i zmianą w żabę (i sporo innych).

    Thor po raz pierwszy zobaczył Lokiego na imprezie u Grandmastera i Loki opowiadał tam historyjkę o swoim upadku z Bifrostu, jak gdyby to był dobry żart, mający na celu rozśmieszyć towarzystwo. Czaicie? Żartował z własnej próby samobójczej! To jest kompletnie chore i Taika umieścił to w swoim filmie, mając w głębokim poważaniu to, przez jakie piekło przeszedł Loki i dlaczego w ogóle postanowił w pierwszym „Thorze” zakończyć swoje życie. Kurde, to nie jest normalne. Czy ktoś z Was, kto kiedykolwiek zmagał się z poważnymi problemami psychicznymi i emocjonalnymi, jak Loki, z kryzysem tożsamości, z poczuciem bezcelowości, żartowałby o tym na jakiejś imprezie?

    Tego broniłbym z jeszcze większym przekonaniem. Loki Odinson (podkreślam to tym razem tak mocno, bo oboje wiemy wychowaniu przez kogo takie cechy zawdzięcza) wyrobił sobie - żeby przetrwać (psychicznie) b. specyficzne mechanizmy samoobrony - skłonność do kłamstw, iluzji, żartów. Tak długo wszystko brał w nawias, obracał w żart (a przynajmniej b. starał się obracać - bo przecież - jak sama napisałaś - są rzeczy, które traktuje b. serio), że mógł to zrobić raz jeszcze, z kolejną swoją tragedią (być może śmiejąc się na zewnątrz, a cierpiąc wewnętrznie, powyżej lub poniżej progu świadomości).

    Thor oczywiście nie wierzy, że Loki jest prawdziwy i sprawdza to, rzucając w głowę związanemu i bezbronnemu nieszczęśnikowi pierwszym przedmiotem, jaki chwycił. Cha cha, bo przemoc fizyczna jest taka śmieszna…

    No, to jest bardzo typowo komiksowe. Przypomnijmy sobie np. jak wyglądają codzienne relacje X-Men:
    http://www.startrek.pl/forum/index.php?action=vthread&forum=5&topic=3247&page=16#msg313415
    Widać supermocni (i superwytrzymali) traktują przemoc (w swoim gronie) trochę inaczej, niż zwykli ludzie, bo wiedzą, że robi im mniej krzywdy*.

    * Oczywiście jest też wyjaśnienie out-of-universe: głównym targetem są nastolatki, stąd infantylne (a więc dostosowane do poziomu odbiorcy) zachowania bohaterów, i oswojona przemoc jaką dzieciaki lubią.

    Chodzi o tę nieszczęsną historię z wężem.
    Po pierwsze – MCU Loki to nie jest Loki z komiksów, ani tym bardziej z mitologii. Nie ma żadnych dowodów na to, że jest zmiennokształtnym.

    Cóż, ja jednak - jak już pisałem (na ST.pl) - traktowałbym mitologię nordycką jako swoisty nadkanon w tym wypadku.

    (A propos: w końcu muszę zatopić kły 😉 w jej gaimanowym opracowaniu, które cytujesz.)

    Tutaj natomiast widzimy tylko objawy przemocy fizycznej i psychicznej, gaslighting, wieczne obwinianie i tortury! Nie zgadzam się na takiego Thora. Mój Thor to ten szlachetny Asgardczyk o gołębim sercu, nie manipulator i przemocowiec!

    To już wygląda jak Thor z alternatywnej linii czasu, który bardziej wdał się w ojca. Czyżby po śmierci staruszka wstąpiła w niego Odinforce i przejęła nad nim do pewnego stopnia kontrolę*?

    * Co nasuwa skojarzenia z wątkiem Spider-Mana i Venoma...

    Nie obchodziły go dzieła poprzedników, nie szanował pracy Branagh i Whedona, którzy włożyli wiele serca w stworzenie tych postaci, nie przejrzał nawet komiksów Marvela, żeby cokolwiek wiedzieć o bohaterach. Jego film to swoisty reset, gdzie wszystko jest nielogiczne i postawione na głowie, a postacie zachowują się OOC tak mocno, jak tylko to możliwe. TW jest po prostu egocentrycznym prześmiewczym ignorantem.

    Czy to nie brzmi znajomo? Kurtzman do ST i Johnson do SW podeszli z podobną arogancją. Najwidoczniej hollywoodzki klimat sprzyja dziś takiemu podejściu.

    Po części za ten stan odpowiada też Hemsworth, bo to on był niezadowolony z postaci Thora, mówił w wywiadach, że się w tej roli „dusi”.

    A to znów, czyż nie pachnie wpływem Stewarta na PIC z NEM (i w ogóle filmy z Picardem oraz późne TNG)?

    pokonuje go zwykły ziemski czarodziej, który praktykuje magię, no nie wiem, kilka lat? Niedorzeczność.

    Hmm... Strange jest jednak Sorcererem Supreme, najpotężniejszym na Ziemi, co oznacza - przynajmniej w komiksach - że do jego mocy wrodzonej i wyuczonej dołącza jakby moc pochodząca "z urzędu". Ponadto - podparłbym się tu ellisowymi pomysłami z The Authority, gdzie występuje czarodziej zwany Doctorem (ewidentne wildstormowe echo Strange'a), mający taką właśnie możliwość* - można chyba założyć, że dysponuje również dostępem do wspomnień i doświadczeń poprzedników (co w MCU nie jest zjawiskiem nieznanym - Black Panther i jego spotkanie z ojcem, w otoczeniu b. podobnym do tego, w którym Doctor rozmawia z wcześniejszymi posiadaczami tego samego tytułu, się kłania).

    * Jak widać 😉 :

    W Asgardzie niestety Thor daje jeszcze po raz kolejny popis swojej ignorancji i nie stara się jakoś przemówić siostrze do rozsądku.

    Ponownie: b. to komiksowe. Przypomina się reakcja Spider-Mana na widok - fałszywego, jak sądził (Wolvie udawał wtedy martwego) - Wolverine'a w wydanej kiedyś przez TM-Semic historyjce Larsona*:


    Nie zastanawiał się, czy kolega aby nie zmartwychwstał (co przecież w tym świecie się zdarza), nie dumał nad tym, że nawet jeśli to oszust, to może mieć dobre powody podszywać się. Po prostu ruszył do ataku.
    Potem żałował:

    Ale - stanowczo - nie był to ostatni raz gdy podobnie się zachował. Superherosi, niestety, z wymienionych już powodów, tak mają. Większość crossoverów identycznie się zaczyna.

    * Tej oto:
    http://www.supermegamonkey.net/chronocomic/entries/marvel_comics_presents_48-50_w.shtml
    https://marvel.fandom.com/wiki/Marvel_Comics_Presents_Vol_1_48
    https://marvel.fandom.com/wiki/Marvel_Comics_Presents_Vol_1_49
    https://marvel.fandom.com/wiki/Marvel_Comics_Presents_Vol_1_50
    http://www.wak.net.pl/old/index.php?idn=str_spider-man_1991&kat=str#spider06

    Smok Eustachy
    Participant
    #241802

    Taki jest los bohaterów.
    Przecież Thor ma wizje Ragnaroka. Dlatego trafia do tego gościa z rogami, bo tenże chce ów Ragnarok uskutecznić. Królestwa są pogrążone w chaosie co widać bo rogaty ze smokiem i ekipą szykuje się do Ragnaroka. Dlatego Thor z nim walczy.

    Thor z powodu wizji o Ragnaroku postanowił nawiedzić obce królestwo, aby wypytać jego władcę o powód niepokojących snów.

    To nie jest prawda. Thor tropi szlak śmierci i zniszczenia.

    Dodam jeszcze, że nie kapuję stwierdzenia Thora, iż ojciec zabił Surtura z jakieś pół miliona lat wcześniej.

    Superbohaterska gadka.

    Bo on jest biały, a reszta jest czarna.

    Żenada.

    Pleiades
    Participant
    #241834

    Fakt, Thor zachował się tu jakby niczego się nie nauczył. Inna sprawa, że poniekąd można to usprawiedliwiać (choć rozwala b. ładny, kompletny, story arc jego przemiany)

    I to mnie najbardziej boli. Że w poprzednich filmach tyle się nauczył. O współczuciu, postępowaniu właściwie, o tym aby współpracować z przyjaciółmi... A tutaj jakby się wszystkiego oduczył i mamy dupka do potęgi entej. Jest mi straszliwie szkoda, bo ja kocham Thora miłością wielką...

    Raz - wątkiem Jane. Zmienił się w dużej mierze z miłości do niej. Gdy jej zabrakło, wrócił (może nawet z chęci podświadomego robienia jej na złość, strząśnięcia jej wpływu z siebie) do pierwotnej konfiguracji 😉

    A to jest też jakieś wytłumaczenie. Tylko mnie to także boli, bo z Jane kochali się naprawdę i myślę, że ona wywarła na niego większy wppływ niż tylko podczas trwania ich związku. Ech, dlaczego ten TW kazał im ze sobą zerwać w taki brutalny sposób?

    Dwa - dziedzictwem komiksów. Tam jednak nasz muskularny blondas - mimo wszelkich swoich zalet - regularnie okazuje się zadufanym w sobie (niereformowalnym) dupkiem - kłania się po raz kolejny scena z Ashemą i zmianą w żabę (i sporo innych).

    Znam go z kilku jedynie komiksów i faktycznie był Thorem smash-them-all. To się zgadza z mitologią nordycką, gdzie rozwiązywał problemy za pomocą młota (smash-them-all!). Ale MCU Thor to nie komiksowy Thor, znów to powtórzę, nauczyliśmy się jego dobrego serca i całkiem sprawnego rozumu w poprzednich filmach; po co wracać do początku, kiedy był faktycznie dupkiem?
    Ja ciągle jestem przekonana, że mu odbiło w tej klatce u Surtura...

    Tego broniłbym z jeszcze większym przekonaniem. Loki Odinson (podkreślam to tym razem tak mocno, bo oboje wiemy wychowaniu przez kogo takie cechy zawdzięcza) wyrobił sobie - żeby przetrwać (psychicznie) b. specyficzne mechanizmy samoobrony - skłonność do kłamstw, iluzji, żartów.

    A to jest ciekawy punkt widzenia, chociaż nie jestem go pewna. Raz: Loki jest jednak wrażliwy i złamany przez wcześniejsze wydarzenia (tortury u Thanosa chociażby), nie znam osoby, która by sobie z tego żartowała. Sama jestem po próbach samobójczych, nigdy bym ich nie wplotła w opowiastkę na przyjęciu... Dodatkowo jest to szkodliwe społecznie. Nie rozumiesz kompleksu postaci? To sobie z niej zażartuj! Taika Waititi jest od tego mistrzem...

    No, to jest bardzo typowo komiksowe. Przypomnijmy sobie np. jak wyglądają codzienne relacje X-Men:

    Ogólnie zgadzam się, bo przemoc jest wszechobecna. Nie mniej jednak mimo że toleruję przemoc, kiedy ze sobą walczą dwie wrogie strony,, to konwulsje wywołuje we mnie taka przemoc, która ma miejsce, gdy bohaterowie wg mnie powinni się kochać. Sama jestem ofiarą przemocy i mnie to straszliwie obrzydza.

    Oczywiście jest też wyjaśnienie out-of-universe: głównym targetem są nastolatki, stąd infantylne (a więc dostosowane do poziomu odbiorcy) zachowania bohaterów, i oswojona przemoc jaką dzieciaki lubią.

    I to wydaje mi się najbardziej prawdopodobne. Po prostu w target nie trafili pod moim względem. Nastolatkom ten film się podoba - vide mój syn. Śmieją się ze wszystkiego, nawet z tortur...

    Cóż, ja jednak - jak już pisałem (na ST.pl) - traktowałbym mitologię nordycką jako swoisty nadkanon w tym wypadku.

    (A propos: w końcu muszę zatopić kły 😉 w jej gaimanowym opracowaniu, które cytujesz.)

    Polecam 🙂 Lektura łatwa i przyjemna. Ale to zaledwie czubek góry lodowej. Polecam też "Mitologię skandynawską w epoce wikingów" Słupeckiego, którą właśnie czytam. O wiele więcej informacji, o wiele więcej nieścisłości pomiędzy wersjami różnych źródeł jest tu ujawnionych.
    A ja jakoś mitologii nie postrzegam jako nadkanon. Może dlatego, że MCU bardziej do mnie przemówiło, niż wszelkie mitologie...

    To już wygląda jak Thor z alternatywnej linii czasu, który bardziej wdał się w ojca. Czyżby po śmierci staruszka wstąpiła w niego Odinforce i przejęła nad nim do pewnego stopnia kontrolę*?

    I to by było jakieś wyjaśnienie. Chociaż fatalny character arc...
    No i jeszcze weźmy pod uwagę, że w IW i EG Thor jednak był znowu tym szlachetnym, kochanym bohaterem, więc Odinforce na niego nie wpłynął. Ale jestem w stanie brać pod uwagę taką opcję.

    Czy to nie brzmi znajomo? Kurtzman do ST i Johnson do SW podeszli z podobną arogancją. Najwidoczniej hollywoodzki klimat sprzyja dziś takiemu podejściu.

    Brzmi znajomo. Chociaż różnica jest taka, że oni odziedziczyli zamknięte wątki, zrobili z nich coś nowego. W tym przypadku jesteśmy w środku Infinity Saga, które ma być spójną całością. A tu taki babol pod względem fabularnym się wykluł...
    Żaden wcześniejszy film ani żaden późniejszy nie był tak prześmiewczy i żartobliwie potraktowany.

    A to znów, czyż nie pachnie wpływem Stewarta na PIC z NEM (i w ogóle filmy z Picardem oraz późne TNG)?

    Wydaje mi się nadal, że Stewart mniej zmienił swoją postać w ST niż Hemsworth zmienił w MCU. Ale to moje osobiste odczucia...

    Hmm... Strange jest jednak Sorcererem Supreme, najpotężniejszym na Ziemi, co oznacza - przynajmniej w komiksach - że do jego mocy wrodzonej i wyuczonej dołącza jakby moc pochodząca "z urzędu"

    Pewnie masz rację i to by się zgadzało. Szkoda tylko, że MCU nie dostarcza pod tym względem informacji. Wystarczyłą by jakaś linia Stehena w stylu: "posiadam wiedzę i moc wszystkich, którzy byli przede mną". A tak, to każą nam się domyślać...

    Ponownie: b. to komiksowe. Przypomina się reakcja Spider-Mana na widok - fałszywego, jak sądził (Wolvie udawał wtedy martwego) - Wolverine'a w wydanej kiedyś przez TM-Semic historyjce Larsona*:

    Komiksowe, ale niezgodne z Thorem, którego nauczyliśmy się kochać i podziwiać w MCU. Thor z MCU by pragnął powstrzymać konflikt negocjacją. MÓJ Thor, którego kocham...

    Nie zastanawiał się, czy kolega aby nie zmartwychwstał (co przecież w tym świecie się zdarza), nie dumał nad tym, że nawet jeśli to oszust, to może mieć dobre powody podszywać się. Po prostu ruszył do ataku.

    O znowu komiksy... Ale Thor od czasów pierwszego "Thora" już taki porywczy nie jest, już myśli o innych! A przynajmniej myślał... przed Ragnarokiem i po nim. Przypadek? Nie sądzę...

    Ale - stanowczo - nie był to ostatni raz gdy podobnie się zachował. Superherosi, niestety, z wymienionych już powodów, tak mają. Większość crossoverów identycznie się zaczyna.

    Czyli, niestety, taka jego wada, bo jest superbohaterem? Dał mi się poznać z innej strony i takiego Thora kocham: z TDW, AOU...

    Królestwa są pogrążone w chaosie co widać bo rogaty ze smokiem i ekipą szykuje się do Ragnaroka. Dlatego Thor z nim walczy.

    Surtur się szykował do Ragnaroka tylko z jednego powodu: bo Odina nie było w Asgardzie (nie wiadomo, skąd o tym wiedział, ale to nieważne w tej chwili). Gdyby Odin tam był i zasiadał na tronie, zadziałałaby Odinforce, pod warunkiem oczywiście, że struszek był spełna rozumu, a po TDW szczerze w to wątpię.

    To nie jest prawda. Thor tropi szlak śmierci i zniszczenia.

    I to jest właśnie wada tego filmu - beznadziejna narracja. W TDW dało się odczuć ten chaos, który powstał po zniszczeniu Bifrostu - bohaterowie musieli bronić Vanaheim. Gdyby tutaj chociaż była wzmianka, że Vanaheim lub Alfheim nawiedziły ogniste demony, byłoby to wyjaśnione. A tak mamy pustkę, zero, null. Thor sam Surturowi mówi, że miał sny o Ragnaroku, dlatego tu jest. Ale czy można ufać we wszystko, co mówi Thor? W tym filmie na pewno nie.

    Superbohaterska gadka.

    Raczej takie comic relief, ale jestem w stanie to przyjąć do wiadomości jako fakt.

    Żenada.

    No właśnie, żenujące jest to, że w tym filmie są tak silne kodowania hero/villain, że nie da się ich inaczej wyjaśnić, jak właśnie _kodowania_, czarno-biała kartka. Troszkę o tym więcej jest też w tych postach:

    link
    link

    Edity: mam problemy z cytowaniem, musiałam poprawiać

    • This reply was modified 2 months ago by Pleiades.
    • This reply was modified 2 months ago by Pleiades.
    • This reply was modified 2 months ago by Pleiades.
    • This reply was modified 2 months ago by Pleiades.
    Q__
    Participant
    #241842

    Raz: Loki jest jednak wrażliwy i złamany przez wcześniejsze wydarzenia (tortury u Thanosa chociażby)

    "Ridi, Pagliaccio"... pamiętasz zapewne.

    konwulsje wywołuje we mnie taka przemoc, która ma miejsce, gdy bohaterowie wg mnie powinni się kochać. Sama jestem ofiarą przemocy i mnie to straszliwie obrzydza.

    Rozumiem wrażliwość, zwł. w świetle takich doświadczeń, ale co poradzimy na amerykańskie mody komiksowo-filmowe? Możemy tylko mieć nadzieję na ich ewolucję...*

    * Byłby to pozytywny efekt obecnych woke-trendów...

    No i jeszcze weźmy pod uwagę, że w IW i EG Thor jednak był znowu tym szlachetnym, kochanym bohaterem, więc Odinforce na niego nie wpłynął.

    Można założyć, że z czasem nauczył się panować nad wspomnianą mocą.

    Komiksowe, ale niezgodne z Thorem, którego nauczyliśmy się kochać i podziwiać w MCU.

    Powiedzmy jednak, że jest to burak głęboko wpisany w konwencję...

    Smok Eustachy
    Participant
    #241845

    Thor wyraźnie mówi, że szukał kamieni. Natrafił na ślady exterminacji i po nitce do kłębka.

    2
    00:00:57,434 --> 00:01:00,812
    „O nie, Thor w klatce? Jak to możliwe?”.

    3
    00:01:00,979 --> 00:01:04,858
    Czasem trzeba dać się złapać,
    żeby wydostać <i>z</i> kogoś informacje.

    4
    00:01:05,984 --> 00:01:09,112
    Krótko mówiąc,
    jest ze mnie niezły kawał bohatera.

    5
    00:01:10,572 --> 00:01:12,866
    Spędziłem trochę czasu na Ziemi,

    6
    00:01:13,324 --> 00:01:16,536
    walczyłem <i>z</i> robotami,
    ocaliłem parę razy ludzkość.

    7
    00:01:16,703 --> 00:01:21,958
    Przetrząsnąłem kosmos, aby zdobyć
    kilka Kamieni Nieskończoności.

    8
    00:01:22,125 --> 00:01:24,627
    Nic z tego nie wyszło.

    9
    00:01:24,794 --> 00:01:28,840
    Ale wpadłem na ślad sił
    knujących totalną zagładę,

    10
    00:01:29,007 --> 00:01:32,051
    a on doprowadził mnie tutaj,
    do tej klatki.

    Takie napisy są. Dlatego tulenie rogatego i jego smoka, że biedne ofiary to apoteoza zniszczenia, występku i wszelakiej destrukcji.

    Pleiades
    Participant
    #241848

    Można założyć, że z czasem nauczył się panować nad wspomnianą mocą.

    I to jest dobre wyjaśnienie. Załóżmy, że tak było, bo szkoda mi patrzeć na poczynania Thora w Ragnaroku...

    Ale wpadłem na ślad sił
    knujących totalną zagładę,

    No właśnie, siły knuły zagładę, bo Odina nie było w Asgardzie. Wystarczyło tych z Muspelheim przepytać 😉

    Takie napisy są. Dlatego tulenie rogatego i jego smoka, że biedne ofiary to apoteoza zniszczenia, występku i wszelakiej destrukcji.

    A nie przypomina Ci to trochę chociaż sytuacji z Jotunheim? Też szedł po nitce do kłębka, czyli od spisku do wypytywania króla i jaką krwawą jatką się to skończyło... Zabił 145 Jotunów, wywołał wojnę. Tylko że to było masę lat temu, teraz Thor już powinien być ponad to...

    Na tym na razie skończę, bo późno jest i zmęczona już jestem tymi rozważaniami ;}

    Smok Eustachy
    Participant
    #241853

    Siły knuły zagładę bo taka jest ich natura

    A nie przypomina Ci to trochę chociaż sytuacji z Jotunheim?

    Nie, bo nie pamiętam nic z poprzednich Thorów

    Pleiades
    Participant
    #242264

    Siły knuły zagładę bo taka jest ich natura

    Yeah, right. Nikt nie powiedział że ci z Muspelheim są tymi złymi, a Thor tym dobrym. Aa, czekaj. Właściwie wszystko co Thor robi w tym filmie jest dobre, bo takie jest kodowanie Bohatera™.

    Nie, bo nie pamiętam nic z poprzednich Thorów

    To o czym my w ogóle mówimy, jak nie masz odniesienia do starszych i bardzo ważnych dla MCU filmów? No po co ta dyskusja i moje elaboraty?

    Smok Eustachy
    Participant
    #242270

    Nie wiem czy te filmy są ważne bo nie utkwiły mi w pamięci.
    Elaboraty są uzewnetrznieniem Twoich przemyśleń.
    Co do Ragnaroka to obejrzałem go specjalnie i ten rogaty jest niedobry. I smok. I jego siepacze. Dokonują zniszczenia o czym jest mowa na samiutkim początku.

    Pleiades
    Participant
    #242292

    Nie wiem czy te filmy są ważne bo nie utkwiły mi w pamięci.
    Elaboraty są uzewnetrznieniem Twoich przemyśleń.
    Co do Ragnaroka to obejrzałem go specjalnie i ten rogaty jest niedobry. I smok. I jego siepacze. Dokonują zniszczenia o czym jest mowa na samiutkim początku.

    Jej, nawet nie wiem jak to skomentować...

    • This reply was modified 1 month ago by Pleiades.
Viewing 12 posts - 1 through 12 (of 12 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram