Forum Fandom Opowiadania Cykle opowiadań dział tymczasowy Sztuka życia - 3 - Miłe przyjęcie

Sztuka życia - 3 - Miłe przyjęcie

Viewing 1 post (of 1 total)
  • Author
    Posts
  • Zarathos
    Participant
    #5066

    Tagi: Jedi, Sith, Moc, Taia, GWZłotoskóra Twi'lekianka w milczeniu obserwowała młodego człowieka pogrążonego w jakimś transie. Odkąd ją kupił na Orvax IV minął tydzień, a jej ciągle wydawało się to snem. Siedem dni temu była nikim, niewolnicą, która w perspektywie miała co najwyżej sprzedaż do burdelu i później szybką, bolesną śmierć. W to, że kupił ją młody, przystojny człowiek i to najwyraźniej dla siebie, a nie do zarabiania na jej ciele, wydawało się cudem, wygraną na galaktycznej loterii. Pamiętała dobrze pierwszą noc. Wspólną noc, jeżeli można to tak nazwać. Szczęście, że znalazła się w ?dobrych? rękach, strach przed tym i żal za straconą córeczką. A potem pocieszający szept jej nowego pana i silne ramiona, kołyszące ją do snu. To, że ją wziął do łóżka, nie dziwiło jej. Trochę bała się tego, co będzie dalej ? zbyt dobrze pamiętała spoconych pomagierów łowcy niewolników, używających sobie na niej, żeby się nie bać. Tego, że po prostu ją do siebie przytuli, pozwoli zasnąć ? się nie spodziewała.Później zresztą też wszystko było inne, niż się spodziewała. Tak bardzo inne od jej dotychczasowych doświadczeń, że myślała, że to sen. I tak bardzo bała się obudzić. Jej nowy pan kupił Filę, jej małą córeczkę tylko dlatego, że pożaliła mu się, jak bardzo za nią tęskni. Przez tydzień lotu był dla niej opiekunem a dla Fili, jeżeli nie ojcem, bo to by było zbyt wiele, to przynajmniej wielkim braciszkiem, który się z nią bawił, pokazywał jej tajemnicze zakamarki na okręcie i gonił do lekcji, jakie zadawała jej młoda towarzyszka ich właściciela.Nie wiedziała, dlaczego to robił. Był jej panem, mógł z nią zrobić co chciał. Nie robił niczego, czego się spodziewała. Jeżeli była to gra, by kupić jej lojalność, to już ją wygrał. Sinya wiedziała, że za ocalenie jej i co ważniejsze ? Fili, będzie mu wierna do końca swoich dni. Teraz czuwała, żeby nikt, czyli Fila, nie przerwał jego medytacji. Młoda Jedi wyruszyła z samego rana do Świątyni, a niedługo potem Kir usiadł na podłodze, zamknął oczy i pogrążył się w medytacji. Nie wiedziała po co, zresztą, nie obchodziło jej to. Jej pan chciał mieć spokój, więc ona dopilnuje Fili, żeby mu nie przeszkadzała.W tym samym czasie Kir, ledwo świadomy tego gdzie jest, jak i obecności młodej Twi'lekianki podążał, w swej duchowej formie, za Taią. Ulice Coruscant, widziane oczyma ducha Jedi były jeszcze bardziej ponure i przerażające, niż te widziane żywymi oczami. Kir nigdy nie lubił Coruscant, uważał planetę za ucieleśnienie piekła Dantego ? pełną degeneratów czyhających tylko, żeby wspiąć się szczebelek wyżej, bez względu na koszta. Dla siebie i innych. Nigdy tak do końca nie pojął, jak żądza władzy mogła pchnąć istoty tak wrażliwe, jak Jedi do przeniesienia centrum swojego Zakonu z Tythona na Coruscant. Tutaj chyba nawet Sithowie nie chcieliby mieć swojej stolicy. Ba, w porównaniu z Coruscant Ziost był wzorem ładu, porządku i kultury.Obejrzał się za przechodzącą obok Tai kobietą ubraną, no, w zasadzie rozebraną, w coś przypominającego skrzyżowanie sieci rybackiej z miniówą. Rozpusta pomyślał, nie spuszczając oczy z kształtnych pośladków dziewczyny. Prawdziwa roz...Eksplodująca świątynia Jedi i widok czerwone miecza przecinającego na pół anonimowe postacie w szatach Jedi sprawił, że Kir stanął jak wryty. Przez chwilę usiłował poskładać myśli, sprawdzić, czy to była wizja przyszłości, czy może po prostu przypomniał sobie coś o czym kiedyś wiedział. Ale coś mu nie pasowało. Obok wizerunków, które tak nim wstrząsnęły mógł zobaczyć nagą blondynkę prężącą się z rozkoszy, kamienne mury, posągi na pół pogrążone w piasku.- Korriban? - Zastanowił się głośno. Sinya, słysząc zdziwiony głos swojego pana podeszła bliżej i przyklęknęła przed nim. Zaniepokojona przyglądała się skurczonej twarzy łowcy, nie wiedząc co robić. Kir otrząsnął się i spojrzał za Taią. Wiedział gdzie idzie, więc mogła poczekać. Musiał znaleźć źródło tych obrazów. Wyglądało to tak, jakby przechwycił czyjeś myśli. Tylko czyje? Zamaskowanego agenta Sithów? Zabójczy, wysłanego ze szpiegowską misją? Któregoś z dawnych akolitów Siona, teraz na usługach któregoś z mniejszych albo większych lordów? Rozglądał się dookoła, próbując skojarzyć jedną z postaci przewijających się przez ulice Coruscant z obrazami, ale nie był w stanie. Zrezygnowany wzruszył ramionami. Próba odszukania tajemniczego Sitha wymagałaby bardziej aktywnych poszukiwań. To jednak zdradziłoby go, zanim zdołałby odnaleźć przeciwnika. Mógł co prawda cofnąć się w czasie do chwili spotkania, ale czy było warto. Mnisi zawsze uczyli go, że podróże w czasie mają swoją cenę. Którą wcześniej czy później przychodzi każdemu płacić. Nie, zdecydował nagle, nie warto. Zbyt wiele mogło pójść nie tak. A Sith wcześniej czy później się ujawni. Może nabruździ komuś wystarczająco potężnemu i bogatemu i stanie się jego następnym celem?Ponownie ruszył w stronę świątyni, przyspieszając kroku. Tłum szybko zlał się w wielokolorowe figurki przemykające przed oczami, na które nie zwracał większej uwagi. Nawet nie starał się ich omijać, izolował się tylko od myśli tych, których dotykał. Zdecydowanie nie miał zamiaru poznawać szczegółów ostatniej upojnej nocy, przepisu na obiad czy problemów zdrowotnych części mieszkańców Coruscant.Wpadając do świątyni mruknął pod nosem ? w ostatniej chwili ? i roześmiał się, gdy dotarł do niego absurd takiego stwierdzenia. W końcu mógł po prostu się tu przenieść. Świątynia, jak zwykle zresztą, sprawiała przygnębiające wrażenie. Potężny budynek wyglądał jak siedziba feudalnego władcy, a nie istot mających, przynajmniej w teorii, służbę. Jak każdy zakon, mruknął Kir, jak każdy zakon w historii. Zaczyna się miło, a kończy na fortecach, władzy i wojnach ?w imię prawdy?.- Taia! - Kir podskoczył, a Taia obróciła się w stronę krzyczącej i pisnęła z radości. - Chana! - Młoda Jedi skoczyła w stronę biegnącej do niej Torgrutanki i dziewczyny padły sobie w objęcia. Łowca uśmiechnął się pod nosem widząc zdegustowane miny Jedi obserwujących scenę. Nie ma emocji, a ja jestem papież, pomyślał zadowolony i obszedł obściskujące się dziewczyny, na przemian śmiejące się i płaczące. Taia starała się odpowiadać na chaotyczne pytania Chany, tłumacząc jednocześnie, że nikt jej nie zabił i że wcale nie jest duchem ani psikusem młodszych padawanów. Radosne powitanie przerwał dopiero jakiś starzejący się Jedi w szacie bibliotekarza przypominając Tai, że Rada czeka na jej raport. - Kochają to poczekają. - Szepnęła Torgrutanka, wywołując tym pełne niedowierzania spojrzenie Tai i szeroki uśmiech na twarzy Kira. Zdecydował, że podoba mu się rezolutna, czerwonoskóra Jedi. - Tak, mistrzu. - Odpowiedział Taia i poszła w stronę windy prowadzącej, jak pamiętał Kir do głównej wieży, prosto pod komnaty Rady. Szepnęła tylko szybko coś do ucha Chany, która uśmiechnęła się i pokiwała potakująco głową. Kir pomachał Chanie na pożegnanie, mimo że ta go nie widziała i ruszył za Taią. Sala Rady nie zmieniła się wiele odkąd Kir odwiedził ją ostatni raz. Spory, owalny stół i rozstawione dookoła krzesła, poza nielicznymi wyjątkami takie same. Wyjątkami byli mistrzowie należący do ras o nietypowej budowie, z czego chyba największym ewenementem był Hysalrianin, będący skrzyżowaniem tułowia węża z czterema ludzkimi rękoma i głową E.T. Tyle, że z czterema oczami. Jednak Kira to nie wężowaty stwór najbardziej zaintrygował, ale stara kobieta z zakrytymi oczami. Przez chwilę łowca miał dziwne wrażenie, że zna tę kobietę, ale w końcu odrzucił to przypuszczenie. Mimo to musiał na nią uważać. Miraluka, o ile faktycznie nią była, mogła zobaczyć jego astralną formę. Reszta Jedi, jeżeli by się wystarczająco skupili, pewnie też, ale tylko Miraluka postrzegała świat tylko za pomocą Mocy. Upewniwszy się, że przynajmniej na razie Miraluka nie zdaje sobie sprawy z jego obecności, uważnie przyjrzał się pozostałym mistrzom. Nie był specjalnie zdziwiony, gdy zobaczył tylko dwie kobiety, obok Miraluki. Młodą jak na mistrzynię Zabrakiankę i kolejną Togrutankę. Albo bardzo podobną do człowieka. Usiadł przed zabrakiańską mistrzynią i zamyślony przyglądał się jej twarzy. Pomijając rogi i tatuaże, była atrakcyjną kobietą. Bardzo atrakcyjną, i to według ludzkich standardów. Piękna, lekko pociągła twarz, olbrzymie orzechowe oczy, podkreślone delikatnym, zielonym makijażem i gęste, ciemne włosy, związane w gruby warkocz. Jasno-brązowa szata tylko podkreślała urodę mistrzyni. Była piękną, ludzką kobietą, której wyrosły rogi. Niemożliwe, chyba że ktoś mieszał w genach ras zamieszkujących tę galaktykę. Dawno temu, a mimo to zmiany były wystarczająco silne, żeby wymusić ewolucję w konkretnym kierunku. Ciekawe, zastanowił się, czy istnieją hybrydy, mieszańce dwóch lub wielu ras, zastanowił się. Sithów pomijając to o ile pamiętam, parę osób planowało założenie dużej rodziny z istotą innej rasy, więc pewnie można. Więc co sprawia, że takich hybryd w zasadzie nie widać? Ograniczenia kulturowe? Rasizm? No tak, sporo ludzi nie miało nic przeciwko Nowemu Ładowi. - Obudziłam się na statku Kira, łowcy nagród. - Zabójca oderwał wzrok od Zabrakianki i spojrzał na Taię. Młoda Jedi opowiadała, jak ją wyleczył i jak potem się nią opiekował. Opowiedziała o kupieniu Sinyi i jej córeczki i locie na Coruscant. - Możemy zobaczyć twój nowy miecz? - Kir uśmiechnął się sarkastycznie, ale Taia odpięła miecz od paska i aktywowała ostrze. Mistrzowie różnie okazywali zdumienie, ale dla Kira było oczywiste, że nie spodziewali się czegoś takiego. W tych czasach Jedi używali tylko dwóch kryształów do konstrukcji miecza, a większość technik ulepszania egzotycznych kryształów i substancji zaginęła podczas Wielkiej Czystki. Starożytny miecz mający za kryształ perłę smoka Krayt musiał wzbudzać zdumienie. - Przekażesz miecz do muzeum. - Nakazał jeden z mistrzów. Zdumienie i zazdrość.- Tak, mistrzu. - Ukłoniła się posłusznie dziewczyna, chociaż każdy dobrze widział żal, z jakim wypowiadała te słowa.- Po moim trupie. - Dorzucił Kir z pasją i westchnął, gdy za sobą usłyszał jęk zdumienia i przerażenia. Odwrócił się i zobaczył Miralukę patrzącą na niego z szeroko otwartymi ustami. - Cholera, wypowiedziane w złą godzinę. Mistrzowie Jedi, gdy wiedzieli, że ?coś? jest w sali Rady, nie mieli problemów z zobaczeniem widma Kira. Jak na komendę zapalili miecze świetlne i okrążyli postać młodego łowcy.- Kim jesteś? - Zapytała Miraluka, widząca go najwyraźniej. - Czym jesteś.Kir tylko wzruszył ramionami i skoczył w stronę Zabrakianki. Młoda mistrzyni otworzyła szeroko oczy na niespodziewany atak i spróbowała usunąć się z drogi, jednocześnie tnąc mieczem świetlnym. Cięcie przeszło przez astralną formę łowcy nie wyrządzając mu żadnych szkód. Łowca zatrzymał się przy wyjściu i spojrzał na Miralukę.- I tak już mnie oceniliście, więc co za różnica, kim jestem. - Wyczuwając atak ze strony jednego z mistrzów przesunął się w bok, pozwalając fali Mocy przejść obok, po czym błyskawicznie przesunął się w stronę Miraluki. Mistrzyni z obrzydzeniem i strachem, ale także, ku swemu zdziwieniu, pewną ciekawością przyglądała się widmu stojącemu przy drzwiach. Czarna chmura, kłębiąca się niczym wzburzony opar tworzyła nieludzką sylwetkę. Z której co chwila wyłaniały się tęczowe macki zakończone paszczami węży, które nurkowały z powrotem w czarną otchłań, albo atakowały się nawzajem i rozpraszały, wchłaniane przez ciało widma. Jak na tak egzotyczną sylwetkę widmo poruszało się z niesamowitą szybkością i precyzją, korzystając z wężowej macki jak z cieniutkiej, karykaturalnej nóżki. Coś takiego nie miało prawa istnieć, a jednak widziała przed sobą tę istotę, wokół której kłębiła się Moc zupełnie, jakby chciała zmiażdżyć to nieludzkie widmo. Nagle widmo poruszyło się i znalazło tuż przy niej. Poczuła, jak wężowe macki oplatają jej ciało, ale nie zrobiła nic, żeby się bronić. Istota nie próbowała im zrobić krzywdy, to Jedi zaatakowali ją pierwszą. Może była jakąś szczególną emanacją Mocy, a może duchem dawno zmarłego Jedi czy innej istoty władającej Mocą.Nagle poczuła dookoła siebie cienką, satynową pościel, a pod sobą gorące ciało kobiety. Dziewczyna wpijała paznokcie w jej szyję i dyszała ciężko. Jedi szarpnęła się, chcąc wyzwolić się z tej, wizji?, ale nie była w stanie. Padła wyczerpana obok dziewczyny, ciężko oddychając i walcząc z wizją. Parę chwil później poczuła, jak kobieta całuje ją z pasją. - Jeszcze raz, zanim polecisz na Coruscant? - Wyciągnęła ręce, próbując odepchnąć kochankę.- Mistrzyni Mya? Mistrzyni Mya? - Chrapliwy głos dobiegający z syntezatora głównego bibliotekarza przywrócił ją do rzeczywistości. - Co się stało? Ten potwór... - Mya Tull poczuła, że się czerwieni.- Gdzie on jest? - Wstała z podłogi i oparła się ciężko o Zabrakiankę. - Co się z nim stało?- Gdy zajął się tobą, mistrzyni Onone udało się go zaatakować i przegnać. Zniknął, ale nie wiemy, jak i gdzie.- Przegnać. - Miraluka wątpiła, żeby pojedynczemu Jedi, nawet mistrzowi, udało się przegnać tą dziwną istotę. Sama odeszła, może nie chcąc walczyć, a może nie chcąc ryzykować starcia z całą Radą. Ale wcześniej coś jej pokazała. Ale dlaczego akurat to? - Dziękuję - ukłoniła się lekko Zabrakiance. - Pójdę do siebie, muszą pomedytować o tym, co się stało.- Oczywiście. Padawan Starr...- Mistrzyni, pozwolisz, że cię odprowadzę? - Mya chciała odrzucić pomoc, ale po chwili zastanowienia skinęła głową na znak zgody. Może uda się jej dowiedzieć o ostatniej misji Starr czegoś, czego nie powiedziała Radzie? W końcu widmo pojawiło się pierwszy raz właśnie teraz, gdy wróciła z pierwszej poważnej misji. Może to duch Sitha, a może coś innego? Kim jej był towarzysz i co robił łowca nagród na grobowej planecie Sithów?Starsza mistrzyni i młoda padawan w milczeniu szły szerokimi korytarzami świątyni. Taia Starr starała się wymazać z pamięci obraz przerażającego widma, które ni stąd, ni zowąd pojawiło się w komnacie Rady. Widma, którego nigdy wcześniej nie widziała, ale które znała. Widziała jego odbicie, fragment, w samej sobie. Kir zdołał ją ocalić po tym, jak Sith niemal przeciął ją na pół. Mógł tego dokonać tylko dzięki Mocy. Ale jeżeli on był tym widmem, jeżeli ona miała w sobie cząstkę jego energii, tego mroku, który widziała w widmie, to co to znaczyło? Dla nich? Dla niej?- Wiesz, czym to coś było, prawda. - Zapytała cicho mistrzyni.- Ja ? Taia zawahała się. Czuła, widziała mrok otaczający nieludzką postać. Jeżeli Kir używał jej, żeby przeniknąć do świątyni? Jeżeli był Sithem, Sithem albo czymś gorszym? - Ja...- Jeżeli nie chcesz mówić, nie będę Cię zmuszać. Rozważ to dobrze. Ale w takim razie może opowiesz mi coś więcej o swoim przyjacielu. - Taia zerknęła na mistrzynię, szybko odwracając wzroku. - Jak to się stało, że łowca nagród znalazł się w sithyjskim grobowcu?- Jest szczególnym łowcą. - Taia uśmiechnęła się mimowolnie i lekko zarumieniła, przypominając sobie delikatny dotyk opiekującego się nią chłopca, wspaniały wieczór na Orvax, każdą wspólnie spędzoną, mniej lub bardziej miłą chwilę.- Tak?- On, poluje tylko na istoty władające Mocą. Ten Sith był jego celem.- Tylko na istoty władające mocą? Jedi też?- Nie wiem, mistrzyni. Ale ? odpięła miecz. - Jeżeli to zdobycz, to nie przypomina żadnej znanej mi konstrukcji Sithów. Nie odpowiada ich pojęciu estetyki.- I funkcjonalności ? potwierdziła mistrzyni. - Więc musiał go zdobyć na Jedi. Tylko dlaczego cię uratował?- Mówił, że było warto ocalić ? Taia zaczerwieniła się. - Ocalić tak piękną dziewczynę od śmierci.- Tu miał rację ? Miraluka uśmiechnęła się ciepło. - Ale to chyba zbyt mało dla łowcy, żeby ryzykować pozostanie w świątyni mroku?- Nie wiem, nie, on się tym nie przejmował. - Taia postanowiła zignorować pytanie mistrzyni. Były inne powody, Kir sam jej o nich powiedział, ale nie chciała o tym mówić. Nie, póki nie uporządkuje pewnych spraw. - Nie mówił wiele o Mocy, ale nie sądzę, żeby bał się ciemnej strony. Raczej, ja wiem, jakby nie wierzył w jej istnienie.- Potrafi posługiwać się Mocą?- Tak, chyba. Nigdy nie widziałam, żeby jej używał, ale jak inaczej mógłby mnie uratować?Mistrzyni skinęła głową. Tak, jak inaczej miałby ją uratować. Padawan opowiadała o leczeniu, dziwnej technologii medycznej nie używającej ani bacty, ani kolto, ale wtedy chyba nie miał przy sobie całego ośrodka medycznego, a jakoś zdołał ustabilizować dziewczynę i przenieść ją na okręt. Moc. Musiał być albo bardzo potężny, albo znał techniki używania Mocy, jakich nie znali Jedi. Tak czy tak, warto byłoby go przesłuchać. A jeżeli trzeba będzie, to cóż, pod świątynią są cele specjalnie dla takich jak on. Jedi nie mogli sobie pozwolić na istoty tak silne, a niekontrolowane przez Zakon. Zwłaszcza teraz, gdy Sithowie stają się coraz aktywniejsi.- Wejdziesz? - Otworzyła drzwi komnaty i gestem zaprosiła młodą padawan do środka. Starr skinęła głową w podziękowaniu i wsunęła się do kwatery mistrzyni. Była niewielka, połowę mniejsza niż pokój, który dzieliła ze swoją mistrzynią i urządzona w dziwaczny sposób, przypominający trochę kamienne świątynie Sithów. - Urządziła go inna Miraluka, która zasiadała w Radzie. Miał upamiętniać Miraluka, którzy padli ofiarą Nihilusa. I chyba przypomina jej kwatery na okręcie Sitha. - Mistrzyni wyjaśniła, nalewając do wysokich kieliszków gęstego, brązowego płynu. - Każdy z mojej rasy kto zasiadł w radzie, obejmował tą komnatę. Siła tradycji ? uśmiechnęła się i podała Tai kieliszek. - Za marzenia, młoda padawan.- Za marzenia, mistrzyni.Kir poczuł, jak uderza czołem o podłogę okrętu. W głowach huczał mu pneumatyczny młot, a każdy nerw w jego ciele płonął, jakby go ktoś zanurzył w kwasie. Od dawna, bardzo dawna nie użył Mocy w takie sposób, nie musiał walczyć z Jedi w swej widmowej postaci. Zapomniał, jak to wyczerpuje, jak boli. Nienawidził Mocy. W takich chwilach jak ta rozumiał Kreię i jej pragnienie unicestwienia Mocy. Rozumiał lepiej, niż ktokolwiek, może nawet ona sama.- Panie! - Przeraźliwy krzyk przebił się do jego świadomości. Krzyknął, gdy poczuł, jak dotykają do drobne dłonie. - Panie!- Zo..staw. - Jęknął.Sinya z niepokojem przyglądała się swojemu panu. Młody człowiek leżał na podłodze, zwinięty w kłębek, spływając krwawym potem. Nie wiedziała co robić. Powinna przenieść go do ambulatorium, ale nie potrafiła obsługiwać maszyn, zresztą była zbyt słaba, żeby udźwignąć łowcę, a sam nie da rady przejść nawet kroku. - Fila, kochanie ? podniosła wzrok na córeczkę. - Przynieś mi koc, dobrze. I kubek z wodą.- Aha. - Dziewczynka pognała do pokoju Kira i po chwili wróciła, niosąc gruby koc. Sinya okryła łowcę, a potem powoli napoiła. Kir skrzywił się w czymś, co miało przypominać uśmiech i pozwolił swojej świadomości odpłynąć. Potrzebował wypoczynku, dużo wypoczynku.- Panie? - Obudziło go delikatne potrząsanie. Otworzył oczy i spojrzał w kierunku głosu. Widząc zmartwioną twarz Sinyi uśmiechnął się lekko. Czuł się znacznie lepiej, na tyle, że był w stanie usiąść bez pomocy. Ból wywołany przez używaniem Mocy mijało i Kir czuł już tylko delikatny szum w głowie i podrażnienie skóry. Ale nadal był słaby, musiał coś zjeść. - Panie, pani Starr wróciła.- Taia? - Ożywił się.- Tak, panie. Ma towarzyszy.- Jedi ? stwierdził ponuro. Sinya skinęła głową. - Ilu?- Czterech.Kir westchnął ciężko i wstał. Przez chwilę łapał równowagę i przeklinał kołyszący się okręt. Po paru sekundach wyprostował się i sztywnym krokiem ruszył w stronę hangaru. Czterech Jedi. Gdyby był w pełni sił, sprawa wyglądałaby inaczej, ale teraz będzie potrzebował wspomagania. Republika, Sithowie zresztą też, zapomnieli o wielu rzeczach, odsunęli je w cień i nigdy do nich nie wrócili, gdy nowe technologie wypierały stare. A nawet jeżeli, to powroty były ograniczane przez nowe idee. On nie miał takich problemów. Przyłożył dłoń do jednej z wielu kostek tworzących podłogę i uformował w myślach obraz, będący hasłem. Obraz z jego rodzinnej planety, coś, czego nikt nie będzie w stanie skopiować. Fragment podłogi uniósł się z cichym szumem i łowca podszedł do niewielkiej alkowy, kryjącej czarny pancerz. Dawno, dawno temu zamówił go u Calumi, prawdziwy bojowy egzoszkielet, nie żaden wspomagany pancerz.Aktywował alkowę i wsunął się w nią, pozwalając automatom rozebrać się i podłączyć pancerz do jego ciała. Skrzywił się, gdy hełm zasłonił mu widok i pogrążył w ciemności, a po chwili cieniutkie nitki nanosond przebiły się przez skórę i podłączyły do układu nerwowego. Przez parę chwil przyzwyczajał się do nowego ciała, rozkoszując się nową energią i poczuciem siły. Pancerz zastępował mu ciało i tylko ograniczenia ludzkiego systemu nerwowego ograniczały możliwości maszyny. Gdy wszystko było gotowe aktywowały się sensory, zalewając jego układ nerwowy dziesiątkami informacji. Chłonął nowe uczucia, dane z sensorów pancerza oraz podłączonego do niego okrętu. Widział Sinyę czekającą w mesie, małą Filę bawiącą się szmacianą lalką w głównej ładowni. Frachtowiec na orbicie, mający problem z jednym z silników manewrowych i rodzącą dwa bloki dalej kobietę. Oraz czterech Jedi towarzyszących Tai Starr. Zrobiła parę kroków po hangarze, pozwalając systemowi skalibrować systemu motoryczne, a potem ruszył w stronę rampy. Otworzył ją i powoli zszedł na dół. - Kir? - Podszedł do Tai i nachylił się nad nią. - Po co...- Po co ci towarzystwo? - Odpowiedział pytaniem.- Rada chce z tobą porozmawiać.- A oni są tu po to, żeby upewnić się, że nawet jak powiem nie, to życzeniom Rady stanie się zadość?- Kir, to nie tak.- A jak, Taio Starr? - Oni są tutaj, żeby mnie chronić.- Czyżby? Gdzie twój miecz, Taio Starr?- W muzeum. Rada kazała mi go oddać.- A ty posłuchałaś? To był mój prezent dla ciebie, a nie dla Zakonu, ale to twoja sprawa, padawan Starr. Starałem ci się pokazać inny świat, prawdziwy świat i to, co jest w nim ważne. Szczęście matki, uśmiech dziecka, trudy codziennego życia, których nie odsunie potężny Zakon. Wybrałaś, Taio Starr. - Odwrócił się od niej. - Powiedz Radzie, że nie mam dla niej czasu.Zrobił dwa kroki w stronę okrętu, gdy usłyszał za sobą syk aktywowanych mieczy świetlnych.- Rada chce z tobą rozmawiać, zabójco. Pójdziesz z nami.- A niby jak mnie do tego zmusicie? - Zapytał, nadal idąc w stronę okrętu. Sensory pancerza wykryły ruch i precyzyjnie obliczyły trajektorię lotu Jedi. Kir walczył z refleksem, nakazującym mu ostrzelanie miejsca lądowania. Nie mógł zaatakować pierwszy, to by go postawiło poza prawem. Jednak mógł się bronić. Ciekawe, co zrobiłby sąd w takiej sytuacji. Pewnie nikt nie oskarża Jedi, ale... Cholera zaklął w myślach, uchylając się przed atakiem. Ostrze przesunęło się po płytach pancerza i zgasło. Kir uśmiechnął się. Kortosis był ciekawym minerałem, o ciekawych właściwościach. Zaatakował zdumionego Jedi, a później korzystając z pomocy sensorów i komputerów pancerza obrócił się i wystrzelił sieć, celując w miejsce, w którym miał wylądować Jedi. Stalowa siatka rozwinęła się w locie, oplotła Jedi w chwili, gdy ten dotykał ziemi. Jedi próbował przeciąć cieniutką siatkę, ale ostrze miecza zatrzymało się na pierwszym włóknie i zabuczało, próbując je przeciąć. Phrik był równie ciekawy, co kortosis. Jedi krzyknął, gdy końce siatki wbiły się w lądowisko i przycisnęły go do ziemi. Siatka przeznaczona była do obezwładniania przeciwnika, ale gdyby łowca nie był w stanie jej odzyskać, to miała zabić ofiarę, zaciskając się powoli i tnąc ofiarę na setki kawałeczków. Jedi miał przed sobą jakieś piętnaście minut życia. Kir chwycił w dłoń ostrze miecza i uśmiechnął się widząc zdumioną minę Jedi. Mandaloriańska stal była jedyną, obok sithyjskiej oraz phriku i neuranium substancją mogącą zatrzymać ostrze miecza świetlnego. Drugą ręką wyprowadził uderzenie trafiając Jedi w splot słoneczny, a chwilę potem w głowę pozbawiając Jedi przytomności. Obrócił miecz i chwycił rękojeść, która niemal zginęła w opancerzonej dłoni. Przekrzywił głowę i spojrzał na dwóch Jedi, którzy do tej pory nie wykonali żadnego ruchu. Przez parę chwil przyglądali się sobie, a potem nagle jeden wyrzucił dłoń do przodu. Kir poczuł, jak unosi się do góry i po chwili uderza w bok okrętu. Zawisnął w powietrzu, ciekawie obserwując obu Jedi. Drugi z nich uniósł ręce i nagle zbroja zaczęła wyświetlać komunikaty o błędach systemu. Łowca skrzywił się, widząc cieniutkie nitki wyładowań. Jedi potrafili obezwładniać nawet skomplikowane systemy mechaniczne. Sithowie nie zniżali się do takich działań, woleli eliminować zagrożenia ? mechaniczne czy biologiczne. Pancerz był w stanie wytrzymać trochę, ale Kir nie chciał ryzykować sytuacji, w której będzie go musiał opuścić. Bez użycia Mocy mógł sobie nie poradzić z dwoma mistrzami. Nie w tym stanie, w jakim był teraz. Połączenie ze statkiem działało i łowca aktywował systemy obronne. Działko blasterowe wysunęło się spod kadłuba i zasypało mistrzów Jedi ogniem. Obaj aktywowali swoje miecze i odbili wystrzały, ale atak wystarczył do rozproszenia ich koncentracji. Kir opadł na ziemię i wysunął rękę, wystrzeliwując kolejną sieć. Nauczony doświadczeniem Jedi odepchnął sieć Mocą. Siatka jednak była tylko dla odwrócenia uwagi mistrza. Pancerz, obok miotacza sieci miał wbudowaną jeszcze jedną broń. Szybkostrzelny, małokalibrowy karabinek. Kir nie miał dużo amunicji, ale Jedi broniący się przed siecią i systemem obronnym statku nie był w stanie uchronić się przed krótką serią z karabinku. Przekonany, że ma do czynienia z blasterem Jedi odbił pierwszy, smugowy, pocisk, a potem krzyknął z bólu, gdy pozostałe uderzyły w ramię łamiąc kości i niszcząc nerwy. Oszołomiony mistrz opadła na kolana. Kir wykorzystał okazję i skoczył ku ostatniemu z Jedi, biorąc szeroki zamach. Teraz nie musiał już bawić się w finezję. Jedi mógł ryzykować odskok wiedząc, że przeciwnik zaatakuje go w locie, albo próbować odbić cios. Czego nie miał szans zrobić - nawet wspomagany Mocą nie był w stanie przeciwstawić się sile egzoszkieletu.- Nie! - Przeraźliwy krzyk sprawił, że łowca zatrzymał cios ułamek sekundy po tym, jak ostrza zderzyły się ze sobą. Skrzyżowane miecze zatrzymały się o milimetr od głowy mistrza Jedi. Kir widząc niedowierzanie w oczach człowieka skrzywił się i kopnął go lekko w brzuch, odrzucając o parę metrów do tyłu. Łowca odwrócił się w stronę młodej Jedi.- Dlaczego nie?- To, to, to przecież Jedi!- I co, nie wolno się bronić przed Jedi?- Oczywiście, że wolno ? usłyszeli nagle obaj i równocześnie odwrócili się w stronę wejścia na lądowisko. Czterech Jedi, w błękitnych szatach uzdrowicieli otaczało unoszący się na repulsorach fotel. - Przybyłem zbyt późno, żeby temu zapobiec, ale zechciej przyjąć moje przeprosiny.Kir przyjrzał się uważnie mówiącemu i nagle skoczył w stronę fotela. Medycy chcieli zablokować mu drogę, ale siedzący na fotelu mały, zielono-skóry mistrz odprawił ich gestem. Łowca przez chwilę patrzył na siedzącego.- Przeprosiny przyjęte - burknął i ruszył w stronę leżącego na ziemi Jedi. Zwolnił sieć i podniósł jego miecz. Przez parę sekund przyglądał się konstrukcji, po czym odrzucił ją zdegustowany razem z ostrzem, które trzymał w dłoni. - Wolisz takie? - Łowca spojrzał na małego mistrza i skinął głową. Miecz, który podarował Tai. Zielono-skóry mistrz i jego eskorta podeszli do Tai. - Mistrzu? - To chyba twoje, padawan Starr?- Tak, mistrzu. Dziękuję. - Kir ponownie skinął głową i ruszył w stronę okrętu. Nawet po tych przeprosinach nie mógł czuć się pewnie na Coruscant. Jeżeli Rada gotowa była wysłać oddział Jedi przeciwko niemu, to lepiej było opuścić światy centralne. A najlepiej w ogóle Republikę. - Możemy porozmawiać? - Łowca przez dłuższą chwilę patrzył na mistrza i skinął głową po raz trzeci.- Sam. - Rzucił krótko. - Uzdrowiciele niech zajmą się tymi głupcami.- Jak sobie życzysz.- Ale mistrzu...- Nic mi nie będzie. - Uspokoił medyków stary mistrz. - Zajmijcie się rannymi.- Tak mistrzu.Kir zdjął zbroję i zamknął alkowę. Przez krótką chwilę patrzył na swoje odbicie w jednej ze szklanych gablotek. W końcu odwrócił wzrok i wyszedł z hangaru. W mesie czekał już na niego mały mistrz, siedzący wygodnie na sofie. Usiadł naprzeciw niego i przez długą chwilę przyglądali się sobie. Sinya weszła, postawiła na stoliku karafkę z wodą i kielichy, po czym szybko wyszła, rzucając tylko zaciekawione spojrzenie na mistrza i zaniepokojone na swojego pana.- Zawsze lubiłeś Twi'lekianki ? stary mistrz zachichotał. - Kolejna kochanka.- Może - Kir wzruszył ramionami. - Czego ode mnie chcesz, Vandar?

Viewing 1 post (of 1 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram