Forum Fantastyka Star Trek ST XI - wrazenia [spoilery]

ST XI - wrazenia [spoilery]

Viewing 15 posts - 31 through 45 (of 482 total)
  • Author
    Posts
  • Reyden
    Participant
    #71949

    A i chyba mam buraka w ST XI - w trakcie testu KM słychać że atakują ich warbirdy a na ekranie parę razy widać D7 . To chyba naleciałość po ENT gdzie też nazwali okręt klingoński warbirdem .

    Lo'Rel
    Participant
    #71950

    W ogóle chciałem założyć nowy temat dla tych co widzieli film, w tytule tematu ostrzegając, że spojlery, ale dyskusja rozgorzała już na dobre tutaj.

    Serio na Delta Vega ta glazura była? Nie wiem czemu mi się wydawało że na Kelvinie.

    Na Delta Vega na bank była glazurka i zardzewiały megafon pod sufitem. Na Kelvinie sobie nie przypominam, jedynie ta folia w wahadłowcu, rzeźnia czy co?

    Dla mnie scena określająca Kirka to ta kiedy mówi, że zaliczy Akademię nie w cztery a w trzy lata.

    Oreł
    Participant
    #71951

    Najlepszy od czasu FC, bez wątpienia. W szczegóły będę się wdawać kiedy indziej, dziś tylko jeden wielki plus: product placement. Niech żyje kapitalizm!

    Reyden
    Participant
    #71952

    Akurat ta scena gdzie Kirk mówi że skończy akademię w 3 a nie 4 lata to nawiązanie do pierwszych filmów ST ( I-IV ) , Kirk został w końcu najmłodszym w historii admirałem . A co do końcówki posta Xarica .Zwolennicy kanonu raczej nie mają się czego czepiać bo film tak gdzieś od momentu zniszczenia Volcana to alternatywa rzeczywistość .Tak na dobrą sprawę to mamy już pewno ku temu przesłanki wcześniej - sceny kiedy Kirk jest sądzony za przeprogramowanie symulatora

    topas
    Participant
    #71953

    Nie wiem natomiast jak odnieść się do pozostałych nawiązań do 'znanego' nam ST..Najbardziej chyba Kardasjański drink zamawiany przez Uhurę...czy oni byli już znajomymi w początkach TOS??? Ok, wymyślono ich pod koniec TNG, wzmianka o nich padła w jednym z odcinków ENT, jednak z ust zaawansowanych obcych, nie ludzi.. Mogli to zmienić na andoriański czy byle co... Mi to jakoś szczególnie nie zaszkodziło w odbiorze, ale jednak nieco sprowokowało pytanie; czy to było konieczne> ? [nie wspomnę o 3groszach wciśniętych przez Abramsa w postaci napoju Slusho... Kto wie jak wyglądała kampania Viral Marketing poprzedzająca film Cloverfield skojarzy ;)To że Uhura zna romulański i to aż w 3 dialektach... hmm... ok, inne uniwersum inne realia, chyba trzeba będzie to przełknąć.. Choć za bardzo Uhurę wzorowano na Hoshi Sato z ENT moim zdaniem...I w kwestii motywów "na siłę"- Kirk w barze po rozmowie z Pikiem bawi się zdezelowaną zabawką / modelem Kelvina... Miał przy sobie?? Nosił w kieszeni i zabierał na piatkowe wypady na piwko?? Taa...a może to Pike przypadkowo może miał przy sobie podświadomie wiedząc że spotka Kirka??? Niepotrzebne,... mogło być użyte w krótkiej scenie, no nie wiem, gdzie Kirk leczy kaca w domu i zanim decyduje się wsiąść na motor spogląda na model w domu czy coś...PLUS:Archer...Scotty wspomina o Admirale Archerze... Wzmianka o psie każe od razu wykluczyć zbieżność nazwisk... wiadomo, Jonathan.... Miłe że wzięto pod skrzydła 'opluwany' serial i jego continuity, ale na Boga, ile musiałby mieć Archer żeby spotkać się z nastoletnim, czy 20paroletnim Scottym? Pamietając że ST:ENT to lata 2151-2155, a nowy Star Trek 2233-[chyba]2258... 150 lat???Ocenę podtrzymuję, to tylko wpadki które przychodzą po głębszych przemyśleniach


    EDIT:@ ReydenCały film to alternatywna rzeczywistość.Samo spotkanie USS Kelvin i Narady to coś co nie miało miejsca, bądź nie powinno... Scena w lodowej jaskinii podkreśla to wybitnie; stary Spock opowiada o ojcu, którego Kirk znał i który właśnie zmotywował go do wstąpienia do Floty, także od początku to inny Kirk i inna rzeczywistość, ale co tam, kupuję ją. I mimo że jestem na ST wychowany kupuję całość. Znając dotychczasowe fakty [=kanon] uznawane niestety za niektórych za wręcz dogmaty - będę miał wiecej frajdy z odkrywania nowego ST, bycia nim [mam nadzieję pozytywnie] zaskakiwanym niż 'nowi trekkerzy' dołączający do stadka po ST-XI... Jesli po tym filmie sięgną do starszych to wróżę im poplątanie i zakłopotanie wynikające z porównania faktów.. ;)Także nawiązując do Xarica i nieco powtarzając się -> kanon nie równa się dogmat, zwłaszcza w uniwersum które karmi nas podróżami w czasie i wpływaniem na linie czasowe 😉 czekam na ST-sequel ;)PS: żałuję że nie wplątano w jakikolwiek sposób scen z pierwszego teasera... aktualnej konstrukcji "wielkiego E" 🙁

    Anonymous
    Guest
    #71954

    I w kwestii motywów "na siłę"- Kirk w barze po rozmowie z Pikiem bawi się zdezelowaną zabawką / modelem Kelvina... Miał przy sobie?? Nosił w kieszeni i zabierał na piatkowe wypady na piwko?? Taa...a może to Pike przypadkowo może miał przy sobie podświadomie wiedząc że spotka Kirka??? Niepotrzebne,... mogło być użyte w krótkiej scenie, no nie wiem, gdzie Kirk leczy kaca w domu i zanim decyduje się wsiąść na motor spogląda na model w domu czy coś...

    To była solniczka. Jak będziesz drugi raz oglądał to zwróć uwagę, jak Kirk sypie z niej sól. Zresztą chyba J.J.Abrams gdzieś wspominał o tej solniczce w jakimś wywiadzie.

    Reyden
    Participant
    #71955

    Akurat pierwsze pojawienie się Kardazjan w ST to tak gdzieś połowa TNG a jego koniec - dokładnie do 4x12 The Wounded .A co do admirała Archera , psa i jego wieku .Widziałeś McCoy-a w pilocie TNG , też miał coś koło 150 lat , fakt taki wiek Archera byłby trochę naciągany ale możliwy . Pomijając że to nie koniecznie musi być ten Archer .

    Lo'Rel
    Participant
    #71956

    Też mnie zastanawiał ten model Kelvina, ale solniczki w niej nie przyuważyłem.

    Natomiast może zaskakiwać romans Spocka i Uhury, dosyć nietypowe zestawienie, ale przynajmniej dzięki temu Uhura nie jest ozdobnikiem, ta rola przypadła Chekovowi... Kardasjański wschód słońca też bije w oczy trekkerów. W ogólnym rozrachunku, nieco mnie całe założenie alternatywnej rzeczywistości, ale to chyba wyłącznie kwestia przywyknięcia. Do tej pory w Treku było tak: pokazujemy alternatywny świat, ale na końcu zawsze przywracano poprzedni porządek. Tutaj tak nie będzie. I na prawdę trudno mi się będzie pogodzić z faktem zniszczenia Volkana. Nie jestem zbyt konserwatystą w kwestii kanonu, ale to jednak jedna z najważniejszych planet Federacji.

    Pomijając że to nie koniecznie musi być ten Archer .

    Oj można śmiało założyć, że to właśnie ten Archer.

    Reyden
    Participant
    #71957

    Nie tylko jedna z najważniejszych planet , jedna z planet założycielskich Federacji . I faktycznie - JJA przesadził w tej kwestii choć kanonu za bardzo nie nagiął , bo nie było czego zbytnio naginać - cały ST XI dzieje się w alternatywnej rzeczywistości - zaczynając od scen budowy ENT po zniszczenie Volcana + kilka innych scen . Takie podejście z jednej strony otwiera ładną furtkę do napisania ST na nowo ( coś ala nBSG ) , z drugiej strony zamyka ( albo solidnie przymyka ) furtkę pozwalającą na nakręcenie kolejnego serialu/filmu osadzonego w czasach po Nemesis .

    topas
    Participant
    #71958

    To była solniczka. Jak będziesz drugi raz oglądał to zwróć uwagę, jak Kirk sypie z niej sól. Zresztą chyba J.J.Abrams gdzieś wspominał o tej solniczce w jakimś wywiadzie.

    Punkt dla pana

    Faktycznie, może sypiącej się soli nie zauważyłem, ale uwagę przykuło duże "S" otoczone dziurkami/kropkami na talerzu

    Co do Vulcana jako ważnego elementu; w TOS i kinówkach pokazywany raczej w kontekście Spocka, potem w TNG raczej przez liczebność volkańskich oficerów floty, aż do wprowadzenia Sareka i Unification, ważny owszem, ale mało eksponowany - dopiero ST:FC i ENT, co by o nim nie mówić nakierowało jupitery na Vulcan podkreślając jego znaczenie - i moim zdaniem słusznie, bo wcześniej był ujmowany na ekranie, ale co najwyżej jako 'stary dobry znajomy'

    ENT chyba wyczerpał temat [nie ryzykując stwierdzenia że wręcz nadużywał] Vulcana... ja z zaciekawieniem spoglądam na przyszłość tej rasy w uniwersum ST; z jednej strony jako 'gatunek zagrożony' mogą stać się rasą wymienianą tu i tam jak El-aurianie, z drugiej możemy być świadkami ewolucji jakiej nie doswiadczylismy... w końcu strata rodzimej planety może w przetrwałych Vulcanach wywołać zmianę w mentalności, "nakreslić" ją na nowo... ale to dywagacje i rozwijanie wątku tak bogatego w konsekwencje mogłoby wymagać serialu poswięcającego temu uwagę podobnie do ENT.. Może skończyć się na prozaicznym 'Earth is my home now' Spocka...

    Rannogat
    Participant
    #71959

    Po powrocie z kina mogę spokojnie powiedzieć że jestem w pełni usatysfakcjonowany tym co zobaczyłem. Efekty oszałamiające, muzyka dobra (choć niestety oparta właściwie na dwóch wątkach). Jeśli chodzi o fabułę to cóż… Gdybym nie czytał wcześniej komiksu to chyba kompletnie nie wiedziałbym o co cała ta awantura… zwłaszcza „nowi fani” mogą się poczuć nieco zagubieni. Brakowało mi również tego, co w Treku zawsze było: etapu szukania przez załogę jakichkolwiek kierunków i alternatyw postępowania. Na wszystko mieli niemal gotową receptę, plan działania. Wymuszone to było zapewne koniecznością utrzymania wartkiej akcji, ale trochę filozofii i techno bełkotu nikomu by nie zaszkodziło.W związku z tym, że jestem oddanym fanem Treka trochę drażniły mnie buraki jakich było sporo. W pełni akceptuję nową alternatywną rzeczywistość (nawet zniszczenie Wolkana), ale ciężka była do zniesienia zdecydowanie nadmierna uczuciowość Spocka – Milianie z Uhurą?? (Szok!), spotkanie Kirka i Pike’a, czy chociażby to ze oficerów federacji nie dziwi wygląd Romulan! Przecież w tym czasie nikt we flocie nie miał pojęcia o tym jak wyglądają Romulanie a ich fizjologiczne podobieństwo do Wolkan powinno wywołać szok. Jest tego sporo więcej ale jakoś to przełknąłem.Najważniejsze: KOSMOS!!!!Przestrzeń kosmiczna przestała być w Star Treku niemalże dwuwymiarową „autostradą” po której poruczały się okręty. W końcu poczułem ten zawrót głowy, kiedy nie wiedziałem gdzie jest góra a gdzie dół, bo przecież w kosmosie ich nie ma! Stanisław Lem, najwybitniejszy polski twórca science fiction, krytykował kiedyś Star Trek za to, że „nie pokazuje śmierci, bólu, uciekającego w próżnię powietrza” (cytat z pamięci). Zawsze zgadzałem się z tym twierdzeniem, a i twórcy filmu tez się z nim chyba zapoznali i zgodzili, bo w jedenastej części śmierć jest, i to wręcz wszechobecna , chwilami przytłaczająca, wywołująca te dziwne uczucie pustki w piersi. Oglądając ten film poczułem też próżnię. Chyba po raz pierwszy scena wysysania człowieka ( tzn. wypchnięcia go przez masy powietrza ;P) w przestrzeń kosmiczną wywarła na mnie takie wrażenie. Naprawdę przestraszyłem się potęgi tej zimnej przestrzeni.Reasumując, filmu uważam za bardzo udany i mam wrażenie, ze uda się odświeżyć uniwersum Star Trek , wracając przy tym po trochu do kanonu i nadając temu trochę filozofii i wątków naukowych. Martwi mnie jedynie to, czy w polskich realiach będziemy mogli zobaczyć jeszcze dwunastą i ewentualne, następne części Star Trek w kinie. Polski widz nie przepada za tym tytułem. Oglądałem film przy niespełna do połowy zajętej sali, i to też chyba przesada. Nie wróżę sukcesu komercyjnego, ale mam ogromną nadzieję, że nie skłoni to producentów do rezygnacji z dystrybucji produktów ze stajni Star Trek w naszym kraju.

    topas
    Participant
    #71960

    @RannogatW kwestii ogólnego odbioru - całkowita zgodaW kwestii 'wysysania' -> Voyager był chyba pierwszy wyrzucając w przestrzeń "niechciane" drony Borg w 2-częściowym Scorpion..Enterprise zrobił to samo z nie do konca zasymilowanymi osobnikami w sezonie 2. powtarzając trik z wyrzuceniem ciał w przestrzeń w 3x18 'Azati Prime' - tu nieszczęśnikami byli podbnie jak w najnowszej produkcji załoganci będący niefortunnie w niebezpiecznej bliskosci rozerwania kadłuba :(co do zimna i bezwzględności przestrzeni -> w ST nigdy tego nie pokazano... nawet zwłoki Kazonów znalezione w kosmosie wygladały jak co dopiero ułożony do snu delikwent... z kolorytem skóry itd... W napisanym na nowo Battlestar Galactica pieknie pokazano działanie próżni na ciało [sekundowe wręcz odbarwienie skóry, szkliste oczy] na przykładzie "wyssanej" specialist Cally.. [end of Off-Topic]


    PS; uwaga w kwestii udźwiękowienia... Naczytałem się sporo przed premierą i udałem się na seans oczekując niemal objawienia... ale już gloryfikowana wcześniej scena otwierająca z USS Kelvin kazała jednak myśleć; "ee... ktoś skopał.." Owszem, muzyka i kwestie mówione "grają" ze sobą, ale odgłosy strzałów czy dźwięki instrumentów na mostku kłują w ucho jak nieudolnie dodane w postprodukcji,,, Może to wina nieprzystosowania naszych sal do filmu bądź obsługi dźwiękowców.. cóź.. Aha, i jeszcze jedno - na Kelvinie serce rośnie gdy pojawia się tak długo niesłyszany w Star Treku "klasyczny" dźwięk Red Alert 🙂 ale już w scenach na E wydaje się być zmieniony, jakby odtwarzany od końca w przyspieszeniu 🙁 mała rzecz a cieszy / przeszkadza

    Rannogat
    Participant
    #71961

    Oczywiście ze nie było to "Pierwsze wyssanie w historii Treka" ;P Chodzi mi raczej o fakt ze we wcześniejszych ekanizacjach reakcją załogi na atak była jakaś bieganina po korytarzach, a najgorsze co mogło sie zdarzyć to poparzenie "iskierkami" z przeciążonej konsoli ;P Nie mówiąc o turlaniu się po mostku. Tutaj oktęt miażdżył, rozrywał, a próznia nie dawała szans. Scena rozbitego mostka z Nemesis woła przecież o pomstę do nieba! naszczęście chociaż jeden załogant dostał sie w pryestrzeń ;P W tej grożnej pustce kosmosu jest coś, pewien klimat, który znam ze starych książek science fiction. Tego zawsze Trekowi brakowało. Do teraz.

    topas
    Participant
    #71962

    I jeśli się przyczepić to właśnie cała SIŁA stanowiąca o jakości odczuć towarzyszących otwierającej sekwencji filmu może potencjalnie świadczyć na niekorzyść pozostałych 100 minut produkcji... Jest kontrast... Kelvin wygląda na żaglowiec ze starych opowieści zmagający się z morskim potworem wyłaniającym się z głębin.. Nawet mundury i sceneria pasują - mają szycia podobne do kołnierzy marynarskich, pasy z klamrami itd. Sam okręt wygląda nieco archaicznie w dobrym słowa znaczeniu. Jest naleciałość starej dobrej definicji przygody, niebezpieczeństwa i poświęcenia powiązanego z eksploracją... W części poswięconej USS Enterprise zbyt dużo przypomina TNG, gdzie wszystko przychodziło łatwo, kolorowo i bez szczególnych strat... A minęło raptem 25lat od Kelvina,,, i tu wszystko błyszczy nowością i łatwością... Podążając tym tokiem myślenia nie do końca rozumiem manewr z pasem Saturna... OK< skok warp obliczony w środek pasa to wyczyn... Ale wyprowadzenie okrętu nad pas przy użyciu manewrowych zostało tu wyniesione do rangi niemożliwego i cholernie wręcz 'upatetycznione'.. Dramatyczna muzyka itd...OK, sekwencja wyłaniania się z chmur ładna [choć nowy E... hmm... nie mogłem się oprzeć wrażeniu że widzę myszkę Miki a nie E, te przerośnięte gondole warp... brrr....]...

    cinus
    Participant
    #71965

    To może i ja się wypowiem... mogę trochę pospoilerować, więc później nie rzucać we mnie kamieniami, że nie uprzedzałem.Film ogólnie jest niezły. Nie powiem, że był fantastyczny, bo czuję lekki niedosyt; kilka kwestii nie zostało ogólnie rozwiązanych (wpływ działań Nero na przyszłość; ewidentnie pominięto straż temporalną etc.). Co do efektów - są świetne, nie powiem, ale wciąż kilka rzeczy mnie gryzie; Abrams mógł pozostać przy kanonie jeśli idzie o bronie... sam statek wydaje się od wewnątrz znacznie większy niż z zewnątrz... no i mi się wydawało, że Narada jako statek górniczy była mniejsza... i skąd pies Archera u Scotta? to ile Archer miał lat, 150? Zapewne jestem upierdliwy, ale patrzę na wszystko krytycznie - robiąc błędy uczymy się i mam nadzieje, że Abrams przy sequelu nas nie zawiedzie - bo sequel tej produkcji raczej powstanie.

Viewing 15 posts - 31 through 45 (of 482 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram