Forum Fandom Sesje RPG, PBF i inne Sesja RPG Stargate RPG - SG-19

RPG - SG-19

Viewing 15 posts - 466 through 480 (of 489 total)
  • Author
    Posts
  • Hemrod
    Participant
    #91128

    Cassidy popatrzył na resztę swojej drużyny -Postaramy się ... chociaż może to nie być łatwe ... ale cóż, służba nie drużba ... -Keel uśmiechnął się lekko na tą uwagę ... tylko Marie wydawała się najmniej zadowolona, z pewnością wolałaby uczestniczyć w tych rozmowach-Cóż panie Woolsey jesteśmy gotowi ruszać w każdej chwili - dodał po chwili już normalnym tonem Pułkownik

    I. Thorne
    Participant
    #91184

    Adres został szybko wybrany, ale nie trafiliście na swiat Ptaha. Pojawiliście się na skalnym pustkowiu. W zasięgu wzroku nie było nic, tylko skały i hulający wiatr. Czerwone słońce dawało mało ciepła, na szczęście było prawie w zenicie, więc chłód nocy wam nie groził.- Styatek powinien pojawić się za około 30 minut. - Woolsey wskazał na prawie niewidoczne pierścienie transportujące. - Tam pojawią się Jaffa i zabiora nas na statek. Nie chcą podać nam adresu stolicy, z powodu tego nieznanego zagrożenia co wybija wszystkich mieszkańców danej planty. Zdaje mi się, że już sie spotkaliście z tym problemem.

    Hemrod
    Participant
    #91204

    Pułkownik szybko ocenił okolicę. Z pewnością nie była dobra do obrony, a cokolwiek można było powiedzieć o Gua'uldach, to na pewno nie to, że należeli do uczciwych. Cassidy gestem wskazał Johnowi i Martinowi miejsca, gdzie powinni się ustawić. Obaj podwładni szybko udali się w ustalone miejsce, przy skałach. Jeżeli cokolwiek zacznie się dziać, zdążą się schronić. Mieli również dobre pole ostrzału. Nie wyglądało to również na ewidentne oczekiwanie zagrożenie. Po chwili dopiero spojrzał na Woolseya -Dobrze teraz możemy na nich zaczekać i tak wiemy o tych tajemniczych atakach ... byłem dowódcą ekipy, która przywiozła jedynego jak do tej pory ocalałego ... który okazał się być zamachowcem ... ale o tym nie mieliśmy prawa wiedzieć. -

    I. Thorne
    Participant
    #91217

    - Czytałem o tych atakach. Podobno Goa'uldowie próbują się dogadać by razem szukac winnego. Choć stracili sporo w czasie buntu Jaffa to jak się połączą będą niebezpieczni. Do tego ci nowi jak Sechmet...Dobiegł was gwizd glidera Jaffa. Na horyzoncie pojawił się jden mysliwiec i leciał wprost na was.- Spokojnie, to ich standartowy zwiad. Przeleci i pojawią się w pierścieniach.Stało się tak jak powiedział. Pierścienie zalśniły i pojawiło się dwóch Jaffa Sechmet. Nie odezwali się ani słowem na wasz widok.- Chodźmy. Nie chcemy by węże czekały. - rzekł Woolsey.

    Hemrod
    Participant
    #91220

    -Oczywiście to byłoby niegrzeczne - odpowiedział dość głośno Pułkownik. Cała drużyna eskortując Woolseya ruszyła w stronę pierścieni aktywacyjnych. Zwłaszcza żołnierze rozglądali się uważnie. Mieli tutaj zapewnić ochronę i chcieli to zrobić, niezależnie od tego co myśli Richard Woolsey ...

    I. Thorne
    Participant
    #91296

    Na szczęście Jaffa nie robili jakiś durnych numerów i nie musieliście pokazać, że wasza broń nie jest dla ozdoby.Pierścienie ponownie zalśniły i byliście na znanym wam do obrzydzenia ha'taku. Był to statek Sechmet i widac było, ze panuje tutaj idealny porządek.- Podróz potrwa 6 godzin. - rzekł jeden z nich, ale nie Pierwszy Przyboczny. - Komnaty sa juz gotowe.Poszliście i zaprowadzono was do jednej dużej sali, która była połaczona z kilkoma małymi, gdzie mieściła się łazienka (była nawet wanna) i dwie sypialnie. W głównym przy jednej ze ścian stał stół z stołem szwedzkim. Jedzenie z grusza wyglądało an zjadliwe, w końcu Jaffa to byli ludzie. Przynajmniej kiedyś.- 6 godzin. - rzekł Woolsey. - Do przylotu raczej nic sie nie wydarzy. Tylko nie buszujcie po statku, to byłoby źle przez nich odebrane.

    Hemrod
    Participant
    #91299

    -Oczywiście nie chcielibyśmy obrazić ich uczuć - odpowiedział cicho Pułkownik, ale wzruszył ramionami. Tymczasem reszta drużyny sprawdziła pomieszczenie, a potem zaczęli się powoli odprężać. Nie było to zwykły odpoczynek, raczej oczekiwanie na to co ma wydarzyć się następnie. Chociaż wydać było, że każdy członek SG-19 wolałby znaleźć się gdzieś indziej. Uważnie obserwowali wejście ....

    I. Thorne
    Participant
    #91356

    Przez te 6 godzin nic sie nie wydarzyło, oprócz przyjścia dwóch całkiem urodziwych kobiet, które zapytały czy goście czegos nie potrzebują. Po otrzymaniu odmownej odpowiedzi sobie poszły.Woolsey wykorzystał czas by się troche przespać, choć zrzucił tylko buty.Wreszcie dotarliście na miejsce. Poprowadzono was ku pierscieniom i przesłano na planetę.Pojawiliście sie w bazie wojskowej, co ewidentnie było widać. Szeroko brukowaną droga biegały kolumny młodych Jaffa, na otwartych polach ćwiczyli zapasy i strzelanie ze staffów do celów. W poblizu było tez lotnisko, gdyż co chwile przelatywały mysliwce.- Witajcie, Tau'ri. - rzekł Jaffa w sile wieku. Wygladał jak gdyby dla sportu zginał rury kanalizacyjne. Był potężnie zbudowany i nie widać było ani grama tłuszczu na jego ciele. - Jestem Almash, Pierwszy Przyboczny Wielkiej Pani Sechmet. Moja władczyni jest gotowa do negocjacji w sprawie wypuszczenia waszych ziomków, którzy naruszyli jej terytorium. Mozemy?Woolsey szepnął do dowódcy drużyny.- Walnij tez podobny tekst, tylko bez obrażania.

    Hemrod
    Participant
    #91410

    Cassidy skinął głową i uśmiechnął się lekko -Jestem Podpułkownik Robert dowódca SG-19, dowódca ochrony negocjatorów ze strony Tau'ri, pogromców Władców Systemów, Ra i innych, którzy nierozważnie postanowili prowadzić z nami wojnę. Mam nadzieję, że te negocjacje przebiegnę spokojnie - po tych słowach Pułkownik przybrał pozę zasadniczą, jednocześnie szepcząc do Woolseya -O coś takiego panu chodziło?-

    I. Thorne
    Participant
    #91465

    Woolsey kiwnął głową. Nic nie mówił, wyglądało, że nie chce denerwowac Jaffa, którzy nie zwracali na niego prawie w ogóle uwagi.- Do pałacu mej pani polecimy ścigaczem. - rzekł Almash.Wyglądał jak duża powietrzna taksówka z odkrytym dachem. Zmieściła się w nim cała ludzka delegacja, choć Pierwszy spojrzał pogardliwie na Woolsey'a, który usadowił się koło ciebie.- Uważają mnie za robaka, bo nie jestem wojownikiem jak oni. - wyjaśnił Cassidy'emu. - Teraz zobaczymy w pełnej krasie ich stolicę. Jest naprawdę wielka i przepiekna. Ptah osobiście ją projektował dom po domu. Żyje tu około 12 milionów ludzi, nie liczą przyjezdnych. To po prostu starożytny Kair w realiach XXI wieku.

    Hemrod
    Participant
    #91470

    Cassidy skinął głową -Proszę się nie przejmować - powiedział na tyle cicho, żeby ich przewodnicy ich nie usłyszeli. Jednocześnie podobnie jak wszyscy członkowie SG-19 obserwował miasto. Najbardziej nim zachwycona wydawała się Marie, co chwilę szeptem pokazywała ściany wypełnione hieroglifami Cassidy popatrzył jeszcze raz na Woolsey'a -Gdyby potrzebował pan dobrego tłumacza mogę panu wypożyczyć Marie, zna wiele języków, w tym oczywiście język naszych drogich ... gospodarzy -

    I. Thorne
    Participant
    #91585

    - Pokazując miasto chcą nas przytłoczyc swoją wielkością. - szepnął Woolsey i głośniej dodał, pokazując budynki. - Tylko świątynie i najstarsze budynki sa naprawde kamienne. Reszta jest tylko pomalowana na piaskowy kolor i otynkowana. Pod spodem są bardzo znajome nam materiały jak cement, beton, metal.- Królestwo Sechmet można porównać do naszych państw arabskich w Zatoce Perskiej. Ona i Ptah są absolutnymi królami, ich życzenie to rozkaz. Oczywiście sami nie pilnują wszystkiego. Podobno pod władzą Władców Systemu jest prawie 200 planet, dlatego też zatrudniają armię urzędników, sędziów, nadzorców, pełnomocników, gubernatorów i tak dalej. To oni sprawują władzę na konkretnych obszarach, dysponują budżetem i ściagają podatki.- Oddzielna siła jest armia - Jaffa walczą i taka jest ich filozofia życia, od innych prac są ludzie i niewolnicy. Wszystko jest oddzielne dla Jaffa, odpowiadają tylko przed swoimi dowódcami, mogą ignorować cywilne władze, choć z zasady tego nie robią. Pod warstwa zarządzająca i armią jest najgorsza kasta - robotnicy, chłopi. Ci nie mają nic do gadania i są szczęśliwi, że są wolni, bo niewolnictwo jest tutaj bardzo rozwinięte. To dla innych nie są ludzie. Pracują jako górnicy i robotnicy tam gdzie inni się boją pracować. Nie musze dodawać, że śmiertelnośc jest bardzo duża. Ale to nikogo nie obchodzi, prawo jest twarde i nawet za atak na żołnierza można trafić do kopalni.- Tutaj nie ma jak u Ateny mozliwości awansu społecznego, prawie nigdy chłop nie zostaje kims wiecej niż scinaczem zboża czy pastuchem. Tylko bardzo ważna zasługa, jak uratowanie życia komuś ważnemu powoduje, że można się wybić. Z zasady te nie można opuścić okolicy w jakiej się mieszka, wymagana jest zgoda kogoś z administracji.- Z zasady nie mieliśmy możliwości studiowania technologii Goa'uldów poza wojskową. Nigdy też nie widzieliśmy miast takie jak tu. Zdaje się, że węże z zasady ukrywali przed nami swą cywilną stronę. Ciekawe dlaczego? Przeciez wiadomo, że statków kosmicznycn nie budują chłopi z jakies zapyziałej wiochy. Od tego są specjaliści, znający prawa fizyki. Nie wspomnę już o handlu czy kontroli wszystkiego. Naprawdę mam nadzieje, że Atena pozwoli nam na głębsze poznanie jej państwa, gdyż jak pojąłem z wczesniejszych negocjacji to Sechmet chce się nas pozbyć jak najszybciej.Ścigacz mijał zatłoczone ulice, gdzie nad wozami ciągnietymi przez osły przelatywały pojazdy antygrawitacyjne. Widac było straszny kontrast, żebrak w łachmanach obok łysego kapłana, który kapał od złota. W jednym sklepie wymieniano się używanymi butami, a tuż obok za murkiem stało lądowisko, gdzie stały statki bogaczy, którzy przybyli kupić towary egzotyczne dla swych zon i utrzymanek. Wszędzie biegały prawie nagie dzieci, a policjanci w zabawnych pomarańczowych nakryciach głowy ścigali złodziejaszków i kieszonkówców.Po minucie obraz się zmienił, wlecieliście do centrum miasta, tu były bogate dzielnice. Zamiast sklepików i straganów pojawiły się restauracje i sklepy z biżuterią, futrami czy jedwabiem. Stał też bank. Zamiast stłoczonych kamien i bloków pyszniły się domki jednorodzinnie z wielkimi ogrodami i basenami. Wszędzie widac było prawdziwy luksus.Kolejna zmiana, byliście już na terenach pałacowych. Najpierw stały koszary elitarnej gwardii Sechmet, a potem sam pałac, choć był złożony z kilkunastu budyneczków, ukrytych w wielkim ogrodzie. Idylle psuły tylko działa przeciwlotnicze, umieszczone na każdym dachu - ich nie dało się zamaskowac zielenią.Na samym srodku stała świątynia, największa w mieście. To w niej prowadzono największe i najwżniejsze obrzędy ku czci jedynych prawdziwych bogów - Sechmet i Ptaha.Ścigacz wylądował na placyku, gdzie już czekało na was kilku Jaffa.

    Hemrod
    Participant
    #96541

    Pierwsi z promu wysiedli Pułkownik z Martinem, rozglądając się uważnie po otoczeniu i obserwując wojowników Jaffa. Dopiero po chwili dali znać reszcie, że mogą opuścić prom. Misja mogła być dyplomatyczna, ale podstawowe środki ochrony musiały być zachowane. Nie należało lekceważyć tego wroga.

    I. Thorne
    Participant
    #96631

    Jaffa byli grzeczni jak baranki, choć pewnie gdyby mogli to rzuciliby się na was z gołymi rękami. Ciekawe co Sechmet chciała uzyskać, że tak poskromiła swoje pieski?Wszyscy i kilku Jaffa poszliście w kierunku otwartych wrót. Tam jasnośc słonca zastąpiła jasność ogromnej ilości swiec, że różnicy prawie nie dało się odróżnić. Zaczeliście schodzic po schodach, co znaczyło, że jesteście już w podziemiach.Droga była szeroka i oswietlona. Co kilka metrów przy scianach stali wyprostowani straznicy w uroczystych strojach. To był dla nich największy zaszczyt - pilnowac swego boga.Wreszcie po kilku minutach doszliście do potężnej sali. Od razu można było zauważyc, że nei ma tu żadnego okna, cała sala była pod powierzchnią ziemi. Długi dywan prowadził tuz pod tron, ghdzie siedzieli Ptah i Sechmet.Almesh dyskretnie podszedł do ciebie i pwoiedział:- Nasza pani nie lubi obcych z bronią w jej okolicy. Jeśli zamierzacie podejśc bliżej musiscie oddać ciężką broń. Jako ochrona waszego ambasadora broń krótka i białą możecie zachować. Jesli jednak nie bedziecie chciali częściowo rozbroić się to niestety dalej już nie pójdziecie.

    Hemrod
    Participant
    #96638

    -Martin, John zostajecie przy broni - zakomenderował Cassidy, sam zdejmując z pleców granatnik i kładąc przy ścianie, skoro mogli zabrać broń krótką i białą zamierzał to wykorzystać. Marie pozostawał pistolet, niezbyt dużo, ale wolał być tam z Woolsym, a ponieważ nie ufał wężom, wolał też kogoś zostawić przy broni. Taki układ powinien być w razie czego wystarczający, chociaż w takim miejscu, ciężko będzie cokolwiek zrobić, gdyby zaczęło się dziać coś niedobrego ...

Viewing 15 posts - 466 through 480 (of 489 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram