Forum Fandom Sesje RPG, PBF i inne Sesja RPG Stargate RPG - SG-19

RPG - SG-19

Viewing 15 posts - 1 through 15 (of 489 total)
  • Author
    Posts
  • I. Thorne
    Participant
    #4009

    Podpułkownik Robert Cassidy - Przejście dla Marines! - ryknął lekko siwiejący pułkownik tuż nad twoim uchem. Miałeś tylko chwilkę by go poznać. Był to Matthew Everett, dowódca wsparcia dla Atlantis. Bez słowa minął cię w truchcie, za nim jak sznureczkiem ciągneli żołnierze w pełnym rynsztunku bojowym.Tak to wyglądał "spokój" po obaleniu Władców Systemu i zlikwidowaniu Replikatorów. A jeszcze pare tygodni temu wszystko wyglądało normalnie: urlop, rodzina i wieczorne rozgrywki w pokera. Teraz było znacznie gorzej - ekspedycja z Atlantis przesłała wiadomości. Większość z nich była bardziej wartościowa niż złoto w forcie Knox, ale były tez straszne. Szczególnie te o losie Pradawnych i Wraiths.Wszędzie świeciły czerwone lampy alarmowe,a w oddali dobiegł znany ci doskonale głos Waltera:- Czwarty symbol wybrany.

    Hemrod
    Participant
    #61492

    Podpułkownik Robert Cassidy Butch poczekał, aż ostatni Marines wbiegli do pomieszczenia wrót. Nie zazdrościł im zadania, chociaż sam określiłby się słowem "weteran", w końcu walczył z wężami i replikatorami, ale raporty jakie miał okazję przeczytać o Wraith, przyprawiały go o dreszcze, nie chciałby się z nimi spotkać, z drugiej strony, gdyby nie miał innego wyboru, na pewno nie dopuściłby żadnego na odległość walki wręcz, nie uśmiechałoby mu się zestarzenie się, w ciągu kilkunastu ostatnich sekund. Pokręcił głową na te myśli, o nie tym razem z najgorszym wrogiem ludzkości będą musieli radzić sobie inni. On może się udać na spokojną eksplorację innych planet, umiarkowana ilość akcji, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto jest niezadowolony z ich obecności, ale w tej galaktyce żadnych prawdziwych wrogów. Tym sposobem Tau'ri jak określali ich Gua'uldowie i Jaffa, stali się największą potęgą ... "piątą rasą", jak ładnie można było teraz o sobie myśleć. "Wraith nie uzyskają dostępu do naszej galaktyki" przebiegło przez myśl podpułkownika i teraz już spokojnym krokiem ruszył do "sterówki".Panował tutaj większy rozgardiasz niż zwykle, w końcu nie często zdarza im się otwierać tak dalekie tunele, a ten miał prowadzić, aż do Pegaza, a wszystko dzięki ZPM odnalezionemu przez archeologów i według pewnej tajemniczej kasety, dzięki pomocy SG-1, ci to mieli dobrze, zawsze na ustach wszystkich, no ale w końcu wiele im zawdzięczali i już dawno byliby niewolnikami, albo nawet gorzej. Robert stanął za Walterem oznajmiającym zaskoczenie kolejnych symboli i jakby od niechcenia rzucił w powietrze-Co nowego?-

    I. Thorne
    Participant
    #61535

    - Siódmy symbol na miejscu. - rzekł głośno Walter i dodał ciszej. - Nic nowego pułkowniku. Właśnie wysyłamy ponad pół setki ludzi do Atlantis. I bóg wie ile z nich wróci...Tuż przed Wrotami stał prawdziwy tłum żołnierzy. Każdy dzigał chyba z pół tony sptzętu. Do tego dochodziły jeszcze railguny z X 303, działa przeciwlotnicze, pełno Stingerów oraz kilka bomb atomowych. Wybierali się na prawdziwą imprezkę.W poblizu Wrót stała podpułkownik Samantha Carter, wciąz obserwując pracę ZPM. Ten lekko swiecił, wyglądał prawie jak uspiony, a pompował megawaty prądu w instalacje.- Ósmy symbol na miejscu!Przez chwilę nic sie nie działo, ale wreszcie ostatni szewron zaskoczył. Zobaczyłeś to samo co dziesiątki razy wcześniej gdy następowało połączenie. Dla niektórych było to nudne, dla naukowców nigdy.- Drużyna alfa. Ruszać! - krzyknął Everett i pierwsza grupa zołnierzy z odbezpieczona bronia aniknęła we Wrotach. Po chwili nadszedł sygnał, że wszystko w porządku.Dopiero teraz ruszyła główna fala wsparcia. Żołnirze oraz sprzęt szybko przechodzili do innej galaktyki. Zaledwie po 3 minutach osttani z nich zniknął.Carter wyłączyła ZPM i spakowała go. Już po chwili został przeniesiony na pokład Dedala, którego nowoczesny sprzęt miał pokazać gdzie jest miejsce Wraits.

    Hemrod
    Participant
    #61541

    Podpułkownik Robert CassidyI po chwili nastała cisza, pokój wrót był pusty. A wszyscy, których pułkownik miał okazję widzieć jeszcze przed sekundą, znajdowali się już zapewne na Atlantydzie i szykowali się do spotkania z nowym strasznym wrogiem. Wielu z nich mogło nie wrócić, a im w SGC, które przez wiele lat, było pierwszą linią obrony ziemi, pozostawało tylko czekać, na miejmy nadzieję, szczęśliwe wiadomości. Do tej obrony zmobilizowano ogromne środki, Dedal wyruszył z ZPM, powinni dotrzeć do Pegaza w ciągu kilku dni, do tego czasu, ostatnie miasto pradawnych, będzie musiało sobie poradzić, z tym co mają. Pułkownik Everett wydawał się bardzo pewny siebie, być może zbyt pewny, ale w końcu była to cecha większości Marines, jakich miał okazję poznać Cassidy, podczas swojej służby w wojsku. Na pewno ten jego zapał mu się przyda, tam gdzie wyruszył. Podpułkownik potrząsnął lekko głową, odrzucając te wszystkie myśli i powracając do dnia dzisiejszego. W sterowni uspokoiło się, jak zwykle zresztą, kiedy następowało oczekiwanie na wyruszenie, albo powrót kolejnej drużyny. A jemu nie pozostawało tu już nic więcej do roboty, nie rozumiał tych wszystkich odczytów, nie mógłby pomóc, gdyby zaczęło się dziać coś niedobrego ze sprzętem, to nie była jego działka, ale dobrze było nie przeszkadzać osobom, które się na tym znały. -Generał O'Neill u siebie?- zapytał jeszcze sierżanta Harrimana, a gdy ten skinął głową podziękował i odwrócił się na pięcie idąc do swojego przełożonego. Wrócił po urlopie i szczerze powiedziawszy zaczęło mu brakować przechodzenia przez wrota. Oczywiście według regulaminu po powrocie z urlopu powinien zgłosić się do przełożonego, to był na pewno jeden z powodów, drugi była chęć dowiedzenia się, co dalej z nim. Bał się, że obecnie mogą chcieć wprowadzić jakieś przetasowania, wojskowi zawsze będą potrzebni, ale mogą dojść, że aż taka ich liczba, kiedy znikły najgorsze zagrożenia nie jest potrzebna. Stanął przed drzwiami prowadzącymi do biura Generała, były lekko uchylone. Robert zapukał w nie na tyle głośno aby zwrócić na siebie uwagę, teraz wystarczyło czekać, aż Generał pozwoli mu wejść do środka.

    I. Thorne
    Participant
    #61618

    Usłyszałeś przytłumiony dialog:- Co jest? Jestem centralą telefoniczną, by wciąż do mnie przychodzili?- Jesteś generał Jack O'Neil, dowódca Stargate Command.- A tak, masz rację. Cholerna praca. Wejść!Gdy wszedłeś do środka to od razu poznałeś gościa generała. Był nim Teal'c.

    Hemrod
    Participant
    #61627

    Robert stanął przed Generałem w pozycji zasadniczej i zasalutował. Dla niego było to oznaka szacunku wobec przełożonego i człowieka, któremu cały świat zawdzięczał istnieje ... i to wiele razy. Nie czekał za to na wezwanie do pozycji spocznij i zaraz po dopełnieniu tego swoistego rytuału odprężył się. Popatrzył również na Jaffa i skinął mu głową. "Obcy, który okazał się ... bohaterem, zarówno dla nas jak i dla nich. Był przez swoich nazywany zdrajcą, nasi przywódcy nie ufali mu, a mimo to dotrwał do końca, cały czas nam pomagając. W końcu dopiął swego, wywalczył wolność dla swego ludu, a dla nas przynajmniej względne bezpieczeństwo". -Generale, Teal'c - przywitał obu po czym odwrócił się do O'Neilla -Generale melduje się po powrocie z urlopu, gotowy do akcji jak nigdy sir- mówił spokojnie mając nadzieję, że po tych paru tygodniach, dane mu będzie na nowo poprowadzić swoją drużynę

    I. Thorne
    Participant
    #61641

    - Coś taki w gorącej wodzie kąpany? - usmiechnął sie generał. - Myślałem, że takich już wystrzelano...- W rzeczy samej. - zgodził się z nim Teal'c.- Dobrze, jesli tak rwiesz się do przygód to dam ci krótką odprawę. Teal'c właśnie dostarczył nam z Dakary bardzo ważny prezent. Jeden z Jaffa, który przez lata podróżował po różnych planetach, przywiózł urządzenie. Okazało się, że jest to mapa z adresami Wrót w drugim ramieniu galaktyki, takim miejscu, gdzie do tej pory zbadalismy zaledwie kilka planet. Komputery namierzają adresy, dziś w nocy wysyłamy 5 MALPów. Badź pewien, że jutro pójdziesz na jedną z tych planet, jesli zdążysz zebrać swą drużynę. Raczej wątpię, by zgłaszali sie do bazy dzień przed terminem.

    Hemrod
    Participant
    #61646

    -Wie pan jak to jest - odpowiedział spokojnie Pułkownik na słowa Generała i Tealc'a uśmiechając się lekko -Niektórzy mają szczęście, albo szybko biegają ... lub zostali ekspertami w kryciu się za ogromnymi kamieniami - jego ton głosu jasno dawał do zrozumienia, że żartuje, zresztą chyba największym "żartownisiem" w tej bazie był jej obecny dowódca. Wiadomość o eksploracji nowych planet ucieszyła podpułkownika, znowu wyruszają w nieznane, cóż trzeba tylko mieć nadzieję, że kłopoty będą pojawiały się w "średnich wartościach", jeśli wogóle można sobie coś takiego wymodlić. Skinął głową obu rozmawiającym na pożegnanie i wyszedł z gabinetu. Nie wiedział, gdzie mogą być pozostali z jego drużyny, ale zawsze można spróbować ich znaleźć. Może siedzą gdzieś na mieście, w bazie ich raczej nie było, chociaż można było dla pewności sprawdzić listę wchodzących, albo przejść się po ich pokojach ... laboratoriach ... biurach. Ostatnie słowo wydawało się na tyle dobre, że mogło zastąpić właściwie każde pomieszczenie, które zajmował personel podczas swojego pobytu w bazie. Zresztą i tak będzie musiał przejść obok nich idąc "do siebie", jak przymilnie nazywał "norkę", jaką zajmował gdy przebywał na terenie bazy, a nie w domu, tam miał telefon, z którego mógł skorzystać, aby w razie czego zadzwonić do pozostałych i być może ściągnąć ich tutaj ... o ile nie byli zajęci, jakimiś ważnymi sprawami ...

    I. Thorne
    Participant
    #61715

    Pułkownik ruszył na obchód kolejnych pomieszczeń.Tymczasem...Porucznik John KeelTo był prawdziwy ewenement. Prawie dwutygodniowy urlop dla SG-19, a ten jako jeden z nich pozostał w bazie. Co było powodem tego postępowania? Potrzeba wiedzy? Chęć pokazania swego zaangażowania? Przekładanie obowiązku wobec ojczyzny nad swe dobro? Oczywiście, że nie. Powodem była dziewczyna, która działała w ramach SG-22 i urlopu nie dostała. Dlatego też Keel przez wiekszośc tych dni nic nie robił, tylko obgryzał z nerwów paznokcie jak Jessika była na misji, a resztę z nią.Akurat gdy Marines przechodzili na Atlantydę siedział z nia w bazyjnej jadalni.

    Hemrod
    Participant
    #61806

    Keel zaśmiał się słysząc opowiedziany przez Jessicę kawał i gdy już trochę się uspokoił napił się herbaty. Dziewczyna siedziała z wypiekami na twarzy wpatrując się w talerz. Była starsza od niego, o całe dwa lata, chociaż nie było tego widać. Miała delikatną urodę, swoje rude włosy zaplatała w warkocze, co sprawiało, że wyglądała jeszcze młodziej. Miała piękne szmaragdowy oczy i jak młody Marine, zdał sobie sprawę, naprawdę czarujący uśmiech. Jej polowy mundur nie miał żadnych dystynkcji, nie była w wojsku, chociaż jako zdolna lekarka, współpracowała z armią USA i dzięki Bogu, bo inaczej nie spotkaliby się tutaj. W końcu Jessica popatrzyła na swojego ukochanego -Przynajmniej tak opowiedział go Kapitan Vaughn - był on dowódcą SG-22 i bezpośrednim przełożonym, jego ukochanej. Całkiem porządny dowódca, chociaż uwielbiał opowiadać kawały, a sporo z nich było całkiem sprośnych, nawet jak na niezbyt wysokie standardy Johna, który chociaż nie spędził wiele czasu w korpusie, zdążył się już nasłuchać ... "żartów". A Jesicca, mimo że spędzała z tymi ludźmi wiele czasu, nadal gdy powtarzał mu "co lepsze" kawały ... wstydziła się. To mu się bardzo w niej podobało. Włożył kawałek jedzenia do ust i słuchał jak dziewczyna zaczyna mówić -Zastanowiłeś się w końcu nad tym? Ślub się zbliża, a musimy mieć potem gdzie mieszkać. Nasze mieszkania są za małe, a jeżeli weźmiemy tamte - -Wiem - odpowiedział pomiędzy jednym kęsem a drugim-Mógłbyś być trochę bardziej elokwentny. Podobno ci się podobało. Blisko park, w budynku jest basen, a samo mieszkanko jest przestronne. Do jeziorka masz 10 minut ... - Porucznik pokiwał głową. To wszystko była prawda, ale sam przed sobą musiał przyznać, że to był spory krok. Im bliżej do ślubu, tym bardziej się bał, a kupno nowego mieszkania, było milowym skokiem, właściwie nie byłoby już odwrotu, nie to żeby chciał się odwracać. Był szaleńczo zakochany, mimo że byli już ze sobą kawałek czasu, jednak wydawało mu się, że teraz wszystko przyspieszyło. -Przyjemnie jest mieć taki własny kąt ... nasz kąt--Tak .... dałem ogłoszenie o sprzedaży swojego - przyznał w końcu. Dziewczyna aż pisnęła z radości i objęła go rękami. Była od niego trochę wyższa, ale nikt się z tego nie śmiał ... no przynajmniej ci, którzy ich znali, a paru jak próbowało znalazło się na nie tym końcu pięści i mimo, że miał potem awantury ... nikt nie będzie się śmiał z jego ukochanej! -Wiedziałam, że się zgodzisz - powiedziała lekarka -Wiedziałem, że się zgodzę ... ale za karę, pójdziesz ze mną na parę imprez sportowych --Nie ... tylko nie mów mi, że zabierzesz mnie na KAŻDE rozpoczęcie sezonu - -Każde - odpowiedział zadowolony John, a ukochana popatrzyła na niego zrezygnowanym wzrokiem ... tą bitwę musiała poddać.

    I. Thorne
    Participant
    #61869

    Podpułkownik Robert Cassidy i Porucznik John KeelAkurat gdy John uśmiechnął się zadowolony, że ktoś wreszcie pójdzie znim na mecz to do mesy wszedł dowódca SG-19.

    Hemrod
    Participant
    #61870

    Podpułkownik Robert Cassidy Wydawało mu się, że jednak nikogo w tej bazie nie zastanie, nie był zadowolony z tego. W głębi serca miał nadzieję, że inni również wrócą z urlopów, z zapałem do kontynuowania ich misji, szczególnie że teraz powinny być prostsze. A może to właśnie sprawiło, że ich nie ma? Na wieść o zagrożeniu atakiem Gua'uldów przylecieliby natychmiast. Lekko zrezygnowany wszedł do mesy gdzie dostrzegł swojego zastępce ....Podpułkownik Robert Cassidy i Porucznik John KeelKeel zobaczył jak na twarzy jego dowódcy pojawia się uśmiech, nie wiedział że jego widok spowodował u Roberta wybuch nieopanowanej radości. Jednak ktoś tu był. Dopiero po chwili Podpułkownik zauważył, z kim siedzi John. Jego narzeczona odwróciła się i teraz przyglądał się dowódcy SG-19 z ciekawością. Pewnie zastanawiała się co on może tutaj robić. "Cóż skoro powiedziało się A trzeba powiedzieć B" pomyślał Butch i wolnym krokiem podszedł do pary zakochanych -Poruczniku, pani doktor - powiedział zadowolony-Pułkowniku - odpowiedzieli mu niemal jednocześnie co spowodowało, że jego uśmiech się rozszerzył. Byli jednak dobraną parą, musiał to przyznać, to dobrze, że Keel znalazł taką dziewczynę, może trochę go utemperuje, tylko by mu to pomogło w jego karierze. -Jak tam dzieciaki dobrze się bawicie? - zapytał chcąc rozluźnić lekko atmosferę i zajął miejsce na wskazanym mu przez Jessicę miejscu-Cóż ostatnio zajmowałam się badaniem pewnych ziół z PXD-35M, mają niebywałe zdolności lecznicze, może uda się je wykorzystać. Poza tym bardziej trywialne rzeczy, jak postrzały, złamania ... --A ja czekam na nią jak wychodzi i się martwię - wszedł nagle swojej narzeczonej w słowo porucznik-Przestań powiedziałam ci, że nic mi nie będzie --A ja powiedziałem, że nie przestanę się martwić - Cassidy przypatrywał się tej wymianie zdań bez słowo. Wiedział, że to nie była prawdziwa "kłótnia", ot droczenie się. On sam nie pamiętał, kiedy ostatni raz "droczył się" ze swoją żoną. Jasne dalej się kochali, ale te pierwsze "szaleńcze" etapy minęły. Zresztą sporo energii trzeba było poświęcić dzieciom, a nie wierzył swoim rodzicom gdy mówili, że to są prawdziwe batalie ... w końcu młodzi popatrzyli na siedzącego "Butcha" i Keel zapytał:-A pana sir co tutaj sprowadza? - -Koniec urlopu, dzieciaki prawie wlazły mi na głowę ... - widział, że to stwierdzenie spowodowało szeroki uśmiech na twarzy pani doktor, pewnie wyobrażała sobie, swoje przyszłe dzieciaki. -Poza tym najwyższy czas wrócić do roboty. Koniec tego byczenia się, czeka na nas w końcu cała galaktyka -Teraz to Keel uśmiechnął się szeroko. Po spędzeniu tak długiego czasu w bazie marzył o wyjściu na inną planetę.-Ma pan coś konkretnego na myśli?--Mhm otrzymaliśmy adresy planet, w takim miejscu naszej galaktyki, którego do tej pory nie zbadaliśmy zbyt dobrze. -Aż oczy zaświeciły się porucznikowi gdy usłyszał o tym, zapowiadało się ciekawie-Gdzieś tkwi haczyk?- zapytał Keel -Tak - odparł Robert -Musimy zebrać drużynę do jutra - "No tak, oczywiście taka okazja i możemy ją przegapić ... no cóż będzie się trzeba postarać" pomyślał John i spojrzał błagalnie na swoją narzeczoną. Ta wydała z siebie długie westchnienie i popatrzyła zrezygnowana -Cóż ja mogę? Rozkaz to rozkaz, zresztą mam jeszcze teraz trochę roboty, muszę nadgonić z pisaniem raportów - podniosła się ze swego biorąc w ręce pustą tacę -Do zobaczenia później John .... Pułkowniku - odeszła po drodze odkładając tacę na odpowiednie miejsce. Kiedy wyszła z mesy Podpułkownik klepnął Keela po ramieniu-Świetna dziewczyna poruczniku, musisz ją pilnować --Pilnuję jak diabli sir. - Odpowiedział ten uśmiechając się szeroko -To co panie Pułkowniku, ruszamy na misję Odnajdź i Namów? - Pułkownik zaśmiał się cicho -Jasne - powiedział i obaj oficerowie wyszli z mesy.

    I. Thorne
    Participant
    #61873

    Podporucznik Martin LloydGdzież mógłby przebywać inżynier mający problem w kontaktach z ludźmi? Oczywiście w miejscu, gdzie osoba mająca dostęp do poufnych informacji miałaby raj. Raj technologiczny oczywiście. Na Ziemi było tylko jedno takie miejsce - Strefa 51.Martin własnie kończył kolejną analizę płynnego naquadah. Opracowana metoda Monte Carlo czyli powtarzenie setki razy tego samego eksperymentu , każde przy odrobinie innych warunkach otoczenia, była niesamowicie nudna dla normalnego człowikea, ale nie dla Martina.- Badanie numer 1437 zakończone. Wyniki nie odbiegają od średniej. - zapisał na komputerze. Siedział w tym pomieszczeniu praktycznie tydzień, po krótkich wizytach u rodziny.Własnie wpisywał parametry badania numer 1438, gdy do sali wszedł jakiś oficer.- Podporucznik Lloyd? - zapytał retorycznie. - Jutro ma pan się stawić w SGC. Licząc czas drogi musi się pan zacząć pakować. Natychmiast. - podkreslił.

    Hemrod
    Participant
    #61880

    -Muszę? - zapytał Martin z miną dziecka, które właśnie wypraszano z Disneylandu w momencie, w którym miał wsiąść na inną atrakcję. Nie był dobry w odczytywaniu emocji innych, ale mina oficera nawet jemu wydała się stanowcza. Poza tym jego wzrok lekko Martina przerażał, nie lubił kontaktów z innymi ... nieznanymi sobie osobami, a już napewno nie wpatrywałby się w nieznajomego tak jak ten oficer. Dlatego spuścił tylko wzrok i powiedział cicho i zrezygnowanie -Tak jest sir - wyłączył sprzęt i wyszedł z sali. "Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło" przebiegły mu przez myśl słowa ojca, trochę poprawiło mu to humor. W końcu będzie w SGC, na innych planetach można znaleźć technologię, których żaden inny człowiek przed nim nie badał. Martin byłby pierwszy! Mógłby być wtedy najlepszy w danej dziedzinie ... chociaż ekspertem oczywiście w swoim mniemaniu był ... w pierwszej piątce, musiał ustąpić miejsca takim osobom jak Podpułkownik Samanta Carter albo Doktor Rodney McKay ... czy paru innym, ale oprócz nich ... a jakby znalazł coś nowego i zaczął to badać przed nimi, wtedy może wzywaliby, żeby im pomogli. "Pierwszy czarnoskóry naukowiec i najlepszy ekspert SGC .... no nie wiadomo jeszcze od czego ... Martin Lloyd" to zdecydowanie brzmiało świetnie w jego głowie ...

    I. Thorne
    Participant
    #61888

    Pokój w którym sypiał, choć rzadko bo częście zasypiał przed monitorem komputera, miał dość czysty. Po prostu nie miał czasu rozpakować się całkowicie. Wrzucił do walizek wyjętą bieliznę i po parunastu minutach był gotowy.Przed drzwiami czekał ten sam oficer. Poprowadził podporucznika ku wyjściu z bazy. Przez nia stał opancerzony Hummer.- Proszę wsiadać. - oficer siadł za kierownicą.Jazda samochodem po gruntowej drodze nie była miała, upał i tumany kurzu również jej nie uprzyjemniały. Wreszcie po 2 godzinach jazdy i miniciu kilku posterunków Martin został odstawiony na dworzec autobusowy w pobliskim miasteczku.- Powodzenia w kolejnej misji. - to były ostatnie słowa kierowcy, nim Hummer zniknął za rogiem.

Viewing 15 posts - 1 through 15 (of 489 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram