Forum Fandom Sesje RPG, PBF i inne Star Trek: PBF PL PBF - kapitan O'Connor

PBF - kapitan O'Connor

Viewing 15 posts - 31 through 45 (of 2,395 total)
  • Author
    Posts
  • I. Thorne
    Participant
    #46891

    - Nawet nieźle. Później cię ostrzygę. A teraz ułożymy je bardziej odpowiednio. Siadaj. - gdy już siedziałeś wzięła ze swoich przepastnych zbiorów kosmetyków maść i trochę wtrała ci we włosy. Potem je ułożyła. - I jak ci sie podoba? - wyglądałeś jak grzeczny laluś.- Teraz idziemy na spacer. Pamiętaj, jesteś moim kochankiem co od niedawna nie musi się ukrywać, więc to ty masz się do mnie kleić, nie ja do ciebie.Zwiedzanie statku trwało ponad godzinę. Widziałeś maszynownię, mostek, pokój odpraw, mesę i wiele innych ważnych miejsc. Jak zdołałeś określić był to przebudowany kardazjański transportowiec dla ważnych osobistości. Wszystkie pomieszczenia urządzone były z gustem i widać było, że Tavik nie szczędził grosza na wyposażenie. Na broń też nie. 2 wyrzutnie torped oraz kilka dezruptorów spiralnych to było aż nadto na pirackie jednostki.Odwiedziłeś też 2 inne niewolnice Tavika: gornyjkę Weenedth oraz Romulankę Aranę Bronk. Arana była niesamowicie piękna, ale nawet Weenedth wydawała ci się pociągająca.Na końcu poszliście do kwatery Tavika. Tam już czekał na was właściciel statku.- Wygląda odpowiednio. - skomentował krótko. - Panie McPerson, teraz proszę wybrać swoich ludzi na misję. Jeśli będą to kobiety to mają być atrakcyjne seksualnie. Brzydkich nie zatrudniam. Jeśli będą miały uszkodzenia typu blizny czy pieprzyki zajmie się nimi mój lekarz. I wieczorem proszę się zgłosić na statek. Teraz tu jest pański dom i tu będzie pan spał.

    Hemrod
    Participant
    #46895

    -Oczywiście, oczywiście ... wyjaśnijmy sobie jedno, to pański statek i jest pan tu pierwszym po Bogu, wysadzanie natomiast należy do mnie i w tym wypadku będę liczył na współpracę - nie chciałem powiedzieć w prost, że będę oczekiwał wykonania moich rozkazów, ale byłem pewien, że się zrozumiemy. -Co do moich ludzi wybiorę ich i mój wybór przedstawię pani der Brik, zgłoszą się również na okręt ... oczywiście ponieważ to pana okręt i pana przykrywka pańskie uwagi wezmę do serca. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze współpracowało-Tavik patrzył na mnie z nieukrywaną ciekawością, jednak nie powiedział nic.-A teraz jeśli pan pozwoli, mam parę spraw do załatwienia--Oczywiście- odpowiedział VulcaninOdwróciłem się na pięcie i wyszedłem z okrętu, nie zważając na dziwne spojrzenia paru mechaników podszedłem do replikatora-Kapelusz Stetson Outback, czarny- po chwili zareplikował się kapelusz kowbojski, który wcisnąłem na głowę. Może i ubrali mnie nie wiadomo jak, ale w takiej fryzurze napewno nie pokażę się komukolwiek. Przez chwilę rozważałem wyreplikowanie opaski na oko, ale porzuciłem ten pomysł, nie było by to samo. Sztywnym krokiem ruszyłem w stronę gabinetu dowódczyni jednocześnie zastanawiając się skąd załatwić sobie parę butelek whiskey, zapowiadał się długi lot, a jakoś trzeba go będzie przetrwać. Listę osób, które ze mną polecą ułożyłem co prawda już dawno, znałem doskonałe osoby do takiej roboty, ale musiałem wyrwać się z okrętu Tavika choć na chwilę. Rola w jaką miałem się wcielić była naprawdę ciężka. Po chwili człapania dotarłem pod gabinet, zapukałem i kiedy uzyskałem pozwolenie wszedłem do środka-Pani der Brik, przygotowałem listę osób, które chce wziąść na akcję- postanowiłem nie zwracać uwagi, na jej reakcję na moją metamorfozę.

    I. Thorne
    Participant
    #46896

    Der Brik uważnie ci się przyjrzała.- Jak kąpiel i golenie zmienia człowieka... - mruknęła. - Dobrze panie McPerson. Kogo pan wybrał i czy są w tej bazie?

    Hemrod
    Participant
    #46897

    Zignorowałem uwagę o kąpieli i podałem der Brik padda-Tu znajdują się wszystkie informacje- powiedziałem dając jej padda. Usiadła przy biurku i zaczęła je przeglądać. Kiedy skończyła podała mi go z powrotem-Wybrał pan dobrych ludzi--Pracuję tylko z najlepszymi - kobieta głęboko oddech i oddała mi padda-Ma pan wolną rękę, powodzenia- -Dziękuje- odwróciłem się i wyszedłem. Zastanowiłem się do kogo pójść najpierw. Postanowiłem zacząć od najprostszej rozmowy. Ruszyłem do masy, gdyż byłem pewien, że tam znajdę pierwszego wybrańca. Nie zważając na nic od razu podszedłem do stolika, przy którym siedziały cztery osoby. Popatrzyłem na siwego człowieka około 50, był wysoki i bardzo dobrze zbudowany. Włosy miał obcięte krótko, nie nosił żadnego zarostu. Był to John Skiff, komandos i snajper. Popatrzyłem na jego towarzyszy-Zostawcie nas samych- jego towarzyszy szybko nas opuścili-Pan Duncan O'Connor, co za miła niespodzianka--Milsza niż myślisz, szykuje się akcja, dużo akcji, napewno zabijemy paru z sojuszu. Piszesz się?--W ciemno- uśmiechnąłem się słysząc taką odpowiedź-Świetnie- powiedziałem wyjmując padda -Tu masz potrzebne ci dane, stawisz się na okręcie wymienionym w nim najwcześniej do jutra do 7:30 rano.-Rozumiem--Sprawa jest tajna--Jasne. Szczegóły na miejscu?--Na miejscu, to co będzie potrzeba ... im mniej wiesz tym krócej cię przesłuchują--Oczywiście- odpowiedział komandos. Skinąłem mu głową i wyszedłem, to była najprostsza rozmowa. Kolejne będą trudniejsze.Wyszedłem z mesy i ruszyłem w stronę kwater załogi. Dotarłem pod odpowiedni drzwi i zadzwoniłem. Po chwili usłyszałem kobiecy głos-Wejść- postąpiłem krok naprzód i znalazłem się w małej 4 pokojowej kwaterze. Przede mną stała filigranowa blondyndka, która uśmiechała się. Wyglądała na ładną, kiedy mnie zobaczyła zrobiła zafrasowaną minę. Zauważyłem że miała małe usta, a jej policzki cały czas były zarumienione, co dodawało jej dodatkowego uroku. Wyglądała na najwyżej 18 lat, ale wiedziałem, że jest o 4 lata starsza. Jej oczy były koloru zielonego-Kim ty jesteś?--Duncan O'Connor, mam dla ciebie pewne zadanie--Co to za zadanie?--Cóż, akcja wymierzona przeciwko Sojuszowi, więcej teraz nie mogę powiedzieć--No nie wiem--Samantha LeCoreur, specjalistka od wlaman tradycyjnych i tych komputerowych. Kradłaś dane legatów, potrzebuję kogoś o takich zdolnościach- mówiąc to podałem jej padd, taki sam jaki wcześniej dałem komandosowi-Tu są wszystkie dane, na okręcie bądź najpóźniej o 7:30 jutro--Nie mam zbyt wielkiego wyboru?--raczej nie- odpowiedziałem zgodnie z prawdą, wzięła ode mnie urządzenie i znów się uśmiechneła.-No cóż muszę się w takim razie przygotować- skinąłem jej głową i wyszedłem. Dwie rozmowy załatwione, trzy do odchaczenia.Kolejną osobę znalazłem w ogrodach. Była to 35 letnia na pierwszy rzut oka Bajoranka. Wysoka, ruda o niebieskich oczach. Ładna, chociaż nie powalająca urodą. Uśmiechała się zgarnając nagrodę za wygraną w karty. Kiedy podszedłem popatrzyła na mnie-Chcesz zagrać przystojniaczku?--Nie--Nie, czyżby grzeczny chłopczyk?--Cóż nie lubię, gdy przeciwnik trzyma karty w rękawie- podskoczyła jak oparzona, złapała mnie za ramię, zaśmiała się i zatrzepotała rzęsami do przeciwników.-Haha, żarty się ciebie trzymają- po czym wyprowadziła mnie za nim tamci zorientowali co się stało. Kiedy tylko znikliśmy im z oczu puściła mnie -Kim ty jesteś przystojniaczku?- zapytała słodkim głosem, odsunąłem się trochę od niej-Znam twoje wyczyny, drobna oszutka i szpieg. W końcu kto by podejrzewał Bajorankę, co prawda jesteś pół - bajoranką, nadal chcesz pomścić ojca?- nie odskoczyłem gdy jej otwarta ręka wylądowała na mojej twarzy, cios nie był silny, ale zadany w wściekłości, patrzyłem na nią-Kim ty jesteś ? o co ci chodzi?--Szukasz zemsty, a ja będę prowadził pewne zadanie, gdzie choć trochę z niej może zostać spełnione Jennifer Ners- kiedy usłyszała swoje imię jej oczy zwęziły się trochę-Ciekawe, cóż to za misja?--Nie mogę za wiele powiedzieć, poza tym, że będziesz mogła choć uspokoić trochę swóją chęć zemsty- zamknęła usta i przez chwilę patrzyła we mnie milcząc, wiedziałem jednak już, że się zgodzi. Bez słowa podałem jej padda, wzięła go-Najpóźniej 7:30 na wymienionym tam okręcie- odwróciłem się i ruszyłem korytarzem, pozostawiając ją swoimi myślą. Znałem jej ból i nie chciałem tego tak wykorzystać, ale wiedziałem, że inaczej mogła by znaleźć sposób aby się wykręcić a była mi potrzebna. "Ta rozmowa była trudniejsza, pozostały jeszcze dwie" myślałem idąc korytarzem. Kolejna członkini zespołu znajdowała się teraz na służbie. Wszedłem do małego pomieszczenia, gdzie znajdowały się 4 osoby i przez "weneckie lustro", obserwowały kobietę przesłuchującą złapanego oficera sojuszu. Betazoidka Iliana, specjalistka od przesłuchań, tak zapisałem ją na swoim paddzie, mogłem się jej teraz lepiej przyjrzeć. Była młoda, nie wyglądała na swoje 26 lat, miała długie czarne włosy związane w dwa warkocze, który przydawały jej dziewczęcej urody. Jej oczy były koloru czarnego. Miała około 170 centymetrów wzrostu. Co prawda jej postura wyrażała delikatność, to oczy wyrażały hardość. Kiedy tu przyszedłem oficer zaczął sypać wiele przydatnych informacji. Iliana wyszła do naszego pokoju, a do środka weszło dwóch z czterech osób, które siedziały tu razem ze mną. Kiedy tylko wyszły podszedłem do betazoidki.-Pozwolisz ze mną- mówiąc to wskazałem jej drzwi wyjściowe, kiwnęła głową i po chwili staliśmy na korytarzu-Słucham--Przez pewien czas będziesz musiała opuścić bazę, szykuje się misja i będę potrzebował specjalistki w tej dziedzinie - mówiać w "tej dziedzinie" wskazałem na drzwi, po czym kontynuowałem - a powiedziano kiedyś mi, że jesteś najlepsza- Betazoidka wpatrywała się we mnie po czym skinęła lekko głową-Cóż, podejrzewam, że ostatecznie mógł byś mi rozkazać, ale chcę to zrobić dawno nie byłam poza bazą- bez słowa podałem jej odpowiedniego padda. Podałem tą samą informację co wszystkim innym i powtarzając w myślach "poszło łatwiej niż myślałem" odszedłem.Pozostała ostatni rozmowa, z osobą którą znałem bardzo dobrze, nawet bardzo, bardzo dobrze. Co nie znaczyło, że będzie przez to łatwiejsza, o nie obawiałem się, że będzie trudna. Nie dlatego, że bym miał kłopot z namówieniem jej do udziału w misji, to będzie trudna rozmowa pod względem emocjonalnym a może nawet zdrowotnym. Sprawdziłem chronometr, w kinie właśnie kończył się pokaz filmu, na którym napewno była ... przyspieszyłem. Łatwo było wyłowić ją z tłumu, w końcu długowłose Caitanki o złotym futrze nie zdarzają się zbyt często. Wiedziałem, że miała niebieskie kocie oczy i że była bardzo piękna. Posiadała ten niezwykły egzotyczny urok. Uzbroiłem się w swój najlepszy uśmiech kiedy do niej podchodziłem. Kiedy mnie zobaczyła, jej oczy zwężyły się, a ja się trochę zatrzymałem-Proszę, proszę Duncan O'Connor, kogo to diabeł tu przygnał?--H'kress- powiedziałem tylko, ona zaczęła do mnie podchodzić, a ja stałem jak wmurowany.-Myślałam, że już dawno zginąłeś, nie odzywałeś się, może to prawda co mówią, że diabeł nie chce swoich zbyt szybko u siebie?- milczałem gdy ona podeszła, złapała mnie szybko za głowę, złożyła lekki pocałunek na usta a potem szybko uderzyła mnie po twarzy, zadrapała mnie lekko pazurami i wiedziałem, że zrobiła to specjalnie-Pocałunek za stare dobre czasy, uderzenie wiesz za co- doskonale wiedziałem za co. Caitanka jednak przejechała jeszcze raz łapą po mojej twarzy, delikatnie sprawdzając moją ogoloną twarz. Uśmiechnęła się kpiąco-Proszę, proszę zgoliłeś brodę. Czyżbyś miał jakąś kobietę? Musisz ją bardzo kochać, chociaż dla mnie nie chciałeś tego zrobić.- szybkim ruchem zerwała z mojej głowy kapelusz, teraz parsknęła śmiechem -Duncan nie poznaję cię, co to za fryzura?- nic nie mówiąc wyrwałem jej z rąk kapelusz i nałożyłem na głowę-Myślałem, że już zapomniałaś--Zapomniałam, pół bazy pamięta jak zrywaliśmy, mówiłeś, że mnie kochałeś--Bo kochałem, posłuchaj nie mogę cofnąć tego co się stało, byłem wtedy pijany, a ona mnie zaciągneła do łóżka, żeby wyciągnąc informację, pracowała dla Sojuszu i wiesz to--Cóż, może, o nią już nie musisz się martwić- nie pytałem o nic więcej bo wiedziałem jaka była specjalizacja H'Kress, która była zabójczynią -ale po co przyszedłeś Duncan? Chyba nie po to, żeby wspominać stare dobre czasy?- -Nie jest pewna misja i potrzebują cię ...- znów parsknęła -Kolejna rzecz, która mnie w tobie denerwowała, jesteś jak Lancelot z tych opowieści o Królu Arturze, z Ziemii, które kazałeś mi czytać. Kochanek kiedy nic się nie dzieje, ale kiedy pojawi się wiadomość o twoim Graalu, pozostawiasz swoją Ginewrę i biegniesz go szukać.- uderzyło mnie to, ale chyba musiałem jej przyznać rację, myślałem-Daj mi informację o tej misji, polecę z tobą Lancelocie z Jeziora- przydomek jaki mi nadała z pewnością nie miał mieć pozytywnego wydźwięku podałem jej padda i powtórzyłem swoją litanię o okręcie, ona wzięła wszystko i szybko odeszła. Stałem jeszcze 5 minut przed tym kinem myśląc jak by to się wszystko potoczyło gdybyśmy nie zerwali. Przerwałem jednak te myśli, chciałem załatwić jeszcze jedną czy dwie rzeczy zanim znajdzie mnie Estelle, po pierwsze kupić whiskey i schować na zakończenie misji. Lubiłem ten "napój", ale na okrętach nie piłem podobnie jak podczas misji, tylko w bazie, lub na specjalne okazje, a po drugie znaleźć teraz Sweeneya i napić się z nim szklaneczki, spotkanie z H'Kress wywołało "zalew" uczuć, które dawno już pochowałem. Postanowiłem, że kiedy wypiję tą szklaneczkę i znajdę butelki, wrócę na okręt Tavika. Ruszyłem aby spełnić swoje zamierzenia.

    I. Thorne
    Participant
    #46900

    Sweeney był w barze i łatwo dał się namówić na szklaneczkę, potem drugą, trzecią...Wspominaliście stare czasy, gdy po raz pierwszy uczestniczyłeś w bitwie kosmicznej. Na stole stała już druga butelka. Siegnąłeś ręką po szklaneczkę i w tej samej chwili poczułeś uścisk dłoni na ramieniu, delikatny, ale zdecydowany.- Starczy kochanie. - usłyszałeś głos Estelle. - Musisz się wyspać przed jutrzejszym odlotem.- Ho ho. - zaśmiał się kompan. - Nie wiedziałem, że jesteś pod pantoflem. ja gdyby... - Estelle popatrzyła na niego i nagle zamikł.- Idziemy. - nalegała kobieta.

    Hemrod
    Participant
    #46902

    Pierwsze co pomyślałem gdy poczułem jej dłon na ramieniu i usłyszałem jej głos to: "Boże, jak ona mnie znalazła, wszczepiła mi jakiś nadajnik w ubrania czy co?". Popatrzyłem na nią starając się zogniskować wzrok, nie wyglądała na zadowloną. Ha trudno, w końcu co ją obchodzi co robię w wolnym czasie?. Chciałem coś powiedzieć, ale jej wzrok podpowiedział mi, że lepiej siedzieć cicho. Wstałem i robiać coś co przy dużej dozie współpracy z drugiej strony można by nazwać postawą zasadniczą powioedziałem-Ta jest, melduje się na rozkaz- po czym zacząłem się chihotać. Sweeney również się uśmiechnął, ale kiedy Estelle na niego popatrzyła drugi raz, utkwił wzrok w stół. Miałem już nieźle w czubie więc złapałem ją w talii i przyciągnąłem bliżej.-Cóż Sweeney, obowiązek wzywa- znów zacząłem chihotać. Machnąłem wolną lewą reką, zataczając koło, co miało być pomachaniem i rzuciłem -Cześć- odwróciłem się i ruszyłem z Estelle, właściwie dając sie prowadzić ...

    I. Thorne
    Participant
    #46903

    Gdy już wyszliście z baru dostałeś po twarzy.- Ty cholerny pijaku! To tak się zachowujesz? Nie będę spać z nietrzeźwym. Ale ja już się tobą zajmę.Jako, że byłeś pijany to nie mogłeś się wyrwać. Zaprowadziła cię na statek do ambulatorium.- Tak, madam? - zapytał spokojnie Andorianin mieszając jakieś mikstury.- Pijak. Sztuk jeden. Musi być trzeźwy w ciągu 15 minut.- Tak jest. - nim zdołałeś coś powiedzieć leżałeś na leżance. Andorianin sprawnie przywiązł cię paskami. - Teraz wujek Tanreth zajmie się tobą. Dokładnie. - zareplikował ci jeden środek, potem drugi, trzeci. Najpierw zrobiło ci się gorąco, potem zimno, znów gorąco. Nagle poczułeś, że musisz do ubikacji. - Gotowe. - przyjemny szum w głowie ustał, a żołądek aż się skręcał.- Toaleta w lewo 10 metrów. - skierowała cię złośliwie Estelle. - To oduczy cię picia.

    Hemrod
    Participant
    #46904

    Biegłem tak jak by goniła mnie conajmniej połowa floty Sojuszu. Wpadłem do łazienki i szybko zamknąłem za sobą drzwi. Nie wiem ile czasu tam siedziałem jak dla mnie to była wieczność. Wymiotowałem chyba całą kolację dzisiejszą, wczorajszą, nie wiedziałem, że mogę tyle zjeść. Co za środki! Nigdy nie zdarzyło mi się wymiotwać po pijaku, a napewno nie po picu następnego dnia, a tu mnie tak potraktowano. Wyszedłem z tej łazienki strasznie zmarnowany, czułem się jeszcze gorzej, niż wtedy gdy nie raz leżałem ranny u jakiegoś lekarza. Miarka się przebrała znalazłem Estelle, nie miałem siły głośno mówić, ale wytężyłem siłe woli-Tego za wiele, nie wiem co to były za środki, ale więcej tego nie zrobisz. Wyjaśnijmy coś sobie, to jest tylko przykrywka, nie musimy zaczynać już teraz tej całej zabawy. Dzięki temu sadysty doktorowi, czuje się gorzej niż kiedy przechodziłem operacje po jakieś poważnej ranie - podczas mojego monologu kobieta uśmiechała się kpiąca -Mamy współpracować więc będźmy mili ... już mnie przebrałaś, wytrzymałem to, ułożyłaś mi włosy tak, że wyglądam nie powiem jak, wytrzymałem ... zgoliłem brodę, chociaż nie zrobiłem kiedyś tego dla kobiety, która kochałem, ale chciałem się napić trochę z moim znajomym ... - popatrzyłem na nią i nagle uświadomiłem sobie, że nie muszę się tłumaczyć, postanowiłem "zaatakować" -Chyba trochę za bardzo wczuwasz się w swoją rolę Estelle przystopuj trochę bo padnę martwy zanim rozpocznie się akcja-Nie miałem narazie siły żeby kontynuować ten monolog, oparłem się o ścianę i starałem się nie upaść na ziemię.

    I. Thorne
    Participant
    #46905

    - Nie będziesz pić. Zrozumiano? Na Rogel możemy spędzić tygodnie nim wykonamy misję. A co jeśli akurat postanowisz się napić z nowych kardazjańskim kolegą? Oni są szkoleni w upijaniu i wyciąganiu informacji. Zresztą jeśli złapią doktorka to dostarczy im doskonałych dowodów o naszym związku. I widzę, że musimy podzielić obowiązki. Sprawami wojskowym zajmiesz się ty. Mnie to nie interesuje. Ale w innych sprawach to ja rządzę. Masz mnie słuchać i nie dyskutować. Szczególnie publicznie. Masz napisane w danych, że jesteś uległy wobec silnych kobiet i taki będziesz. A teraz do kajuty. Mojej. Będziemy spać razem, ale jak zaczniesz się do mnie dobierać to pożałujesz. Jutro zajmiemy się twoimi dziewczynkami.

    Hemrod
    Participant
    #46907

    -Nie pijam z Cardasianskimi szpiegami, zresztą z cywiliami też raczej - popatrzyłem na nią twardo. -Może i jestem młody, ale znam się na swojej robocie i nie przepadam za nimi- rzuciłem jej harde spojrzenie.-Uległy wobec silnych kobiet, jak złapię tego żartownisia, który to napisał zastanowi się dwa razy zanim mi napisze życiorys - dodałem ciszej a potem popatrzyłem na kobietę-W takim razie chodźmy do tej twojej kajuty, zdaje mi się, że będzie to naprawdę długa i ciężka misja- posłusznie udałem się za Estelle

    I. Thorne
    Participant
    #46915

    - Nauczysz się z nimi pić. Zapewne będziemy uczestniczyć w niejednym przyjęciu. Poznasz paru gulów, może samego prefekta Bajoru Dukata?W kwaterze Estelle zajęła najpierw łazienkę na jakieś 30 minut. Gdy z niej wyszła ponownie dałeś się oczarować jej urokiem. Tym razem miała różową koszulę nocną ze wstawkami z koronek, która doskonale pasowała do jej rozpuszczonych włosów.- Łazienka jest twoja. - powiedziała krótko. Położyła się po swojej stronie ogromnego łoża i zgasiła lampke nocną. Od tej chwili tylko twoja oświetlała pokój, rzucając kilka prmyków na leżącą piękność.

    Hemrod
    Participant
    #46917

    Patrząc tak na nią w świetle tej lampki nabrałem przekonania, że to będzie cholernie trudna misja ... i strasznie skomplikowana. Poszedłem do łazienki i szybko się wymyłem. Cicho wszedłem do łóżka, było bardzo wygodne, przewróciłem się na bok i zgasiłem nocną lampkę. Zamknąłem oczy próbójąc zasnąć. Miałem z tym jednak problemy. Nie wiedziałem, że możliwe jest nie zaśnięcie z powodu zbyt wygodnego łóżka, ale wyglądało na to, że to jest jeden z problemów. Przyzwyczaiłem się do niewygód, ale w końcu po przewracaniu się, z boku na bok zasnąłem.=4 rano=Chronometr bił mnie po oczach. Znów ten sen ... policzyłem wszystko w myślach i zgadzało by się. Za 3 dni przypada rocznica śmierci moich rodziców. W tym czasie zawsze mi się śnili, czasami zaczynało się tydzień wcześniej, czasami tylko w dzień ich śmierci, po minięciu jednak tego dnia miałem spokój na rok. Usiadłem na łóżko, już dawno minęły czasy kiedy po tym śnie płakałem, chociaż zdażało się to, a dłużej miałem mokrą poduszkę, jednak rzeczywistość uodparnia na sny. Wiedziałem jednak, że nie ma sensu zasypiać. Po cichutku wymknąłem się do łaźnki. Tutaj najciszej jak mogłem wymyłem, ogoliłem i ubrałem się. Kiedy wychodziłem z łazienki z zadowolniem stwierdziłem, że Estelle śpi. Wymknąłem się z pokoju i usiadłem na czymś co od biedy można by nazwać pokładem rozrywkowym. O tym śnie mogło domyślać się parę osób, które zaobserwowało, że co rok mniej więcej o tej samej porze mam problem ze snem. Wiedziała jedna, ale ona już nie żyła ... zresztą nie miałem ochoty nikomu o tym opowiadać, zbliżała się piąta, trzeba będzie czymś się zając te parę godzin, a przed obudzeniem Estelle znów wśliznąć się do pokoju.

    I. Thorne
    Participant
    #46918

    Już miałeś wstać, ale usłyszałeś:- Cześć!Popatrzyłeś na osobę, która to powiedziała. Obok ciebie stała mała brunetka w kombinezonie mechanika usmarowanym jakimś smarem.- Nie wiedziałam, że Tavik zatrudnił nowego faceta. Z zasady pracują tu kobiety. Co będziesz robić?

    Hemrod
    Participant
    #46919

    Popatrzyłem na nią trochę zdziwiony, wcześniej jej tu nie widziałem i nie miałem pojęcia na ile można jej zaufać. Postanowiłem nie mówić, za wiele. Jej entuzjazm trochę mnie rozbroił, już dawno takiego nie widziałem. Poza tym chyba była mechanikiem, ja od tego zaczynałem, więc to też budziło trochę mojej sympatii. Wzruszyłem ramionami, ale uśmiechnąłem się lekko.-To i owo, trochę bezpieczeństwem ... a ty jesteś mechanikiem, tego okrętu?- zapytałem z prawdziwej ciekawości, mogłem już poznać wszystkich, skoro poznałem doktorka.

    I. Thorne
    Participant
    #46920

    - Lira Frama, specjalista od naprawiania nienaprawialnego. - uśmiechnęła się czarująco. Wyciągnęła rękę, ale zaraz ją schowała. - Może nim się umyje to pozostańmy na znajomości werbalnej. A ty będziesz chronić Tavika? Myślałam, że chronią go jego dziewczyny...

Viewing 15 posts - 31 through 45 (of 2,395 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram