Forum Fandom Opowiadania Cykle opowiadań dział tymczasowy Nowe Światy - Inna Perspektywa - część 2

Nowe Światy - Inna Perspektywa - część 2

Viewing 2 posts - 1 through 2 (of 2 total)
  • Author
    Posts
  • Eric Keitel
    Participant
    #2716

    Tagi: Star Trek, Inwazja Borg, Federacja, Romulanie, Kardassia

    == System Gwiezdny RD73-8 ==

    Smukła sylwetka niewielkiej fregaty mknęła z pełną impulsową na umówione wcześniej spotkanie. Czarny kadłub zlewał się z otoczeniem, nawet pomimo wyłączonych systemów holograficznych. Stateczek nieco zwolnił by po chwili całkiem się zatrzymać. Dotarli na miejsce. Silniki żarzące się do tej pory jasnym światłem zgasły, sprawiając ze statek było jeszcze trudniej zauważyć. Spotkanie miało się odbyć dopiero za trzy minuty - ale niezwykły pasażer fregaty cenił sobie przewagę którą dawało wcześniejsze przybycie - nawet jeśli było to tylko kilka minut. Dla niektórych te kilka minut mogły być wiecznością.

    Następnych działań fregaty ludzkie oko nie było w stanie dostrzec - strumienie tachionów zalewały najbliższe otoczenie w poszukiwania zamaskowanych okrętów. Dopiero po dwóch minutach sensory pokazały? Coś. Ledwie zauważalne echo na sensorach bliskiego zasięgu powoli zmieniło się w sylwetkę ujawniającego się potężnego okrętu klasy Galaxy.

    Kolos powoli opuścił pola ochronne wokół swojego potężnego kadłuba i czekał. Czekał na przybycie gościa.

    Rozkazy wydane dowódcy fregaty były proste - odłączyć monitorowanie jednej z kwater, przewieźć w niej pewną osobę i w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie przesłać na pokład czekającego tam okrętu. Załoga nieco się zdziwiła czemu kapitan wygonił ich z mostka - ale widok okrętu Federacji łamiącego jeden z wielu traktatów by co najmniej osobliwy. Kapitan Galaxy chyba zdawał sobie z tego sprawę - bo ujawnili się nie dość ze za rufą, to jeszcze poniżej Fregaty - tak ze trudno byłoby go dostrzec nawet z punktów obserwacyjnych. Co prawda oficjalnie systemy fazowania były legalne. Ale tylko oficjalnie - Dowództwo Floty nie raz żartowało sobie że ta technologia nie łamie traktatu tylko dlatego ze w momencie jego podpisywania nikomu nawet się nie śniła. Dowódca przełączył konsole znajdujące się przy jego fotelu na obsługę stanowiska operacyjnego i namierzył pasażera dobrze zabezpieczonej kwatery - nie mogło być mowy o pomyłce, przewozili tylko tą jedną osobę - w drodze na standardowy patrol. Kilka sekund później na okręcie już go nie było - Fregata zaś niemal natychmiast po tym skoczyła w warp. Tego ze w tym samym momencie Galaxy znów zmienił fazę i stał się niemal niewidoczny nie zauważył nikt.

    Mężczyzna zaś który przesłał się na pokład szybkim gestem poprawił mundur i nucąc jakąś wesołą melodię ruszył w stronę pokoju konferencyjnego. Lubił odstawianie takich szopek - dzięki nim tylko wywiad wiedział czym tak naprawdę jest Sekcja 31 - reszta się jej bała, albo przynajmniej czuła pewien dyskomfort psychiczny na samą myśl o spotkaniu z nimi. Od przeszło trzystu lat dbali o sprawne funkcjonowanie najpierw Ziemi, później Federacji - eliminując wrogich agentów i robiąc rzeczy, które mimo że oficjalnie były zabronione, były niezbędne dla zachowania bezpieczeństwa.

    Jej pracowników nieodmiennie śmieszyły wyobrażenia pozostałych członków Gwiezdnej Floty - o mitycznej sile, zabijającej wszystkich na swej drodze i działającej wbrew czyjejkolwiek woli. O Sekcji wiedzieli wszyscy którzy byli wystarczająco wysoko postawieni - w końcu trudno nie słyszeć o jednym z najprężniej funkcjonujących kontrwywiadów w galaktyce. Od lat Sekcja była cierniem w duszy Tal Shiar - patałachów niezdolnych wykonać nawet prostszych zadań, czy chociażby klingońskiej czarnej Floty - bo sojusznicy sojusznikami, ale po co im mówić wszystko?

    Doskonałość Sekcji tkwiła w jej konspiracji i strukturze dowodzenia - nikt nie znał nazwisk więcej niż dwóch-trzech agentów operacyjnych. Po za ścisłym kierownictwem wywiadu i kilkoma oficerami samej Sekcji - dlatego nawet w razie wpadki nie groziło im ryzyko dekonspiracji. Dzięki silnym powiązaniom z wywiadem mogli korzystać ze sporego zaplecza techniczno - naukowego - z czego bardzo skrupulatnie korzystali, wykorzystując najnowsze zdobycze techniki podrzucane im przez Biuro Rozwojowe. Zyskiwali na tym, i to całkiem sporo? A Dowództwo miało pewność że członkowie Sekcji wyruszą na misje doskonale przygotowani i wyposażeni.

    Mężczyzna raźnym krokiem wszedł do turbowindy i ruszył w podróż na pokład pierwszy. Minęła szybko i spokojnie - tam nieco zwolnił kroku. Uzbrojona warta zatrzymała go przed celem jego wędrówki, ale szybko puścili go dalej. Spojrzał jeszcze raz na tabliczkę na której mosiężne literki układały się w słowa: ?Sekcja Broni, Sekcja Radzi, Sekcja nigdy Cię nie zdradzi? i uśmiechnął się pod nosem. Dowódca tego okrętu był znany jako ekscentryk, jednak ekscentryk skuteczny. Był niebezpiecznym przeciwnikiem, ponieważ nikt nigdy nie wiedział co zrobi. Nawet on sam.

    Bez wahania przekroczył standardowe federacyjne drzwi, które otwarły się przed nim z cichym sykiem i stanął jak wryty. Patrzył właśnie na najdziwniej urządzoną salę konferencyjną Gwiezdnej Floty - I zrozumiał lepiej czemu Kapitan Vrook uważany był przez niektórych za wariata.

    Kanarkowo żółte ściany i podłoga wyglądały wręcz okropnie w parze z sufitem koloru świeżo ściętej trawy. Owalny stół zajmował dobrą połowę sporego pomieszczenia - był chyba najnormalniejszym elementem wystroju. Drewniany, na oko przynajmniej dwustuletni, pokryty serwetką o barwie krwistej czerwieni. Obrazu dopełniały wymyślne fioletowe siedziska, i białe firanki zawieszone w oknie.

    Agent nie wiedział co myśleć - pomieszczenie wyglądało jak koszmarny sen dekoratora wnętrz - a jego gospodarz nie polepszał samopoczucia.

    Kapitan Vrook ubrany był dość typowo, w czarny mundur marines. Jednak każdy, największy nawet optymista zacząłby się obawiać o swoją przyszłość w jego otoczeniu. Wiązka granatów przy pasie, karabin fazerowy na ramieniu - i mnóstwo innej broni sprawiały że ten mężczyzna zdecydowanie nie pasował do tego pomieszczenia. Tym trudniej było uwierzyć że sam je zaprojektował?

    Był raczej niski, jego długie czarne włosy opadały mu na ramiona a przenikliwe brązowe oczy utkwione były w gościu. Z uśmiechem potarł brodę widząc starego znajomego i gestem wskazał mu fotel.

    - Admirale Landar, miło mi pana widzieć.

    - Źle się dzieje, Paul - westchnął gość zajmując wskazane miejsce i wyciągając rękę po stojącą na stole karafkę.. Rozlał bursztynowy trunek do dwóch wcześniej przygotowanych kieliszków i podsunął jeden z nich gospodarzowi - Kilka godzin temu dotarły do nas raporty od innych szefów wydziałów?

    - Czy powinniśmy się czymś martwić? - spytał z zainteresowaniem kapitan. Był dowódcą jednej z komórek Sekcji - odpowiadał za ustawiczne ?odszpiegowywanie? czwartej floty. I musiał z czystym sercem przyznać ze nie miał dużo roboty, może dlatego ze siły za które odpowiadał operowały z dala od ważnych systemów - i zwyczajnie nikomu nie opłacało się posyłać tam swoich agentów.

    - Po wybuchu tej? Wojny - admirał skrzywił się na wspomnienie konfliktu z Borg - Coraz więcej naszych oficerów ucieka. Na początku zdradzali tylko kapitanowie, teraz nawet załoganci buntują się przeciwko dowództwu. To niepokojące, nie tragiczne jednak. Największym problemem jest ta cholerna Tal Shiar? Podsyłają swoich ludzi praktycznie tam gdzie mogą - dość skutecznie próbują namawiać naszych ludzi do zdrady. Na początku, po apelu Pretora, kto miał zdradzić ten już to zrobił. A teraz spiczastousi próbują dalej siać ferment w naszych szeregach.

    - Proszę sobie oszczędzić tych patetycznych gadek, admirale - Vrook pokręcił głową z rozbawieniem. - Czego oczekuje ode mnie dowództwo?

    - Szczerze mówiąc, wiele. Twoja flota należy do tych? Najpewniejszych politycznie. Marnujesz się przy niej. Przenosimy cię do trójki - mamy tam ledwie kilka całkowicie pewnych dowódców - Takich którym możemy zaufać w każdej sytuacji. Co do reszty? Lepiej nie mówić. Już leci tutaj twój zmiennik. Weźmiesz swojego Egzekutora i spotkasz się ze sztabem za dwa dni. W tym czasie dostaniesz wszystkie potrzebne informacje. Jakieś pytania?

    - Chyba zasługuję na jakieś wyjaśnienia? Burknął ponuro w odpowiedzi Vrook. Bynajmniej nie miał ochoty na pracę do późna i wyszukiwanie zdrajców we własnej flocie.

    - Więc słuchaj! - Uśmiech na twarzy admirała znikł jak mgnięcie oka. Zazwyczaj był spokojny, ale nienawidził pytań. Psycholog nawet to jakoś mądrze nazwał, ale dopóki nie utrudniało mu to zbytnio służby wszyscy to tolerowali. Vrook nie znał go jednak wystarczająco dobrze.

    - Według naszych szacunków mamy w trzeciej flocie co najmniej trzynastu agentów Romulan, i czterech pracujących dla Klingonów. Może i są naszymi sojusznikami, ale to nie znaczy że będą panoszyć się po naszych okrętach. Według ostatnich danych mamy tam jedenastu pewnych kapitanów, i sześciu którzy są gotowi do zdrady. Cała reszta jest niezdecydowana - skłonna przyznać racje nam, ale dopóki nie wyeliminujemy romulańskich podżegaczy nie możemy mieć pewności. Za tamtą flotę odpowiadał Komandor McShane - nie nadaje się do tego. Jest za miękki, i przez niego straciliśmy już kilka szans na oczyszczenie naszych szeregów. Zajmiesz się tym. Nie obchodzi mnie czy wroga zabijesz, czy tylko złapiesz. Chociaż preferowałbym tą pierwszą opcję - odeślemy ich potem Romulanom, najlepiej w kawałkach - żeby mieli nauczkę.

    - Admirale, jesteśmy pewni że to agenci romulańscy?

    - Tak. Na pewno nie wysłał ich Pretor? Albo tak przynajmniej twierdzą nasi informatorzy. To inicjatywa Tal Shiar - dlatego nikt po tych bandziorach płakać nie będzie. Rozumiemy się, kapitanie?

    - Tak, Admirale - Kapitan przywołał na twarz chłopięcy uśmiech. Zapowiadała się ciekawa służba.

    USS SCORPION

    == Mostek ==

    - W lewo! - ryczał Caep zanosząc się kaszlem - pot i krew spływały mu po twarzy a kłęby czarnego dymu wydobywające się z rozbitej konsoli drażniły gardło - Cholera! Lewo! - Charleston odbił we wskazanym kierunku ledwie o kilka metrów mijając ciemny kadłub sześcianu Borg. Było blisko - nie powinni tak szarżować, ale podczas ataku zdrowy rozsądek mało znaczył. Najważniejszy był instynkt i wyczucie - a teraz, dzięki obu, we wrogim okręcie ziała spora dziura o poszarpanych krawędziach. Smukła, i niewielka na tle kolosa, sylwetka Repulse przyśpieszyła.

    - Wiesz Matthew, że złość piękności szkodzi? - spytała uśmiechając się złośliwie sterniczka - to ona spóźniła się na ostatnią naradę. Teraz jej długie włosy były pozlepiane od potu a na policzku widniała brzydka szrama - widocznie musnął go odłamek z wybuchającej konsoli. Kapitan jednak nie przejął się jej słowami i ze wściekłością spojrzał na stanowisko zamontowane za jego plecami

    - KEITEL! Czekasz na specjalne zaproszenie?! Strzelaj! - Ten ostatni zareagował tylko wzruszeniem ramion. Cały czas czekał aż? Tak! Sześcian wreszcie znalazł się przed dziobem pancernika. Eric uśmiechnął się chłodno i wcisnął odpowiednią sekwencję na swoim panelu. Cztery maleńkie punkciki torped kwantowych oderwały się od spodka i pomknęły w stronę wroga - towarzyszyły im wiązki fazerów. Jednak nie tylko. W momencie gdy od osłon wroga dzieliła je minimalna odległość deflektor plunął upiornym światłem rozlewającym się w jego najbliższej okolicy - i smugą energii o mocy zdolnej zmieść księżyc. Przynajmniej w teorii.

    Takiej ilości energii sześcian nie był w stanie zredukować - torpedy i fazery osłabiły osłony i spowodowały kilkusekundowe przeciążenie ich generatorów - ale to wystarczyło. Energia generowana przez deflektor przebiła poszycie i wgryzła się we wnętrzności kolosa - wprost je pożerając. Chwilę później osiągnęło centrum wrogiej jednostki - i właśnie w tym momencie przepaliły się nadwrężone przekaźniki mocy na Repulse. Iskry z wybuchających konsol na mostku dotkliwie poraniły pracujące tam osoby, a dymu o ile to w ogóle możliwe jeszcze przybyło.

    Jednak oficerowie nadal siedzieli na swoich miejscach - podczas gdy dowodzony przez nich pancernik wypluwał kolejne torpedy. Wróg został pokonany - chociaż sporym kosztem. Kapitan spojrzał na ekran i uśmiechnął się ze zmęczeniem. Wybuchający sześcian był widokiem wyjątkowo miłym dla oka.

    Światła alarmowe zgasły, pogrążając na ułamek sekundy mostek w mroku by po chwili znów zalśnić jasnym blaskiem standardowego oświetlenia. Wciąż brudni i pokryci krwią - wszyscy się uśmiechali. W końcu udało im się przeżyć kolejną symulację - i to znowu bez utraty okrętu.

    - Załogo, było? Znośnie - Kapitan uśmiechnął się leciutko - W końcu wielu miało gorszych podkomendnych - Aha, Eric - czy ty zrozumiesz kiedyś koncepcję rozkazu? - dodał ze znużeniem

    - Nie uważa pan ze to byłoby nudne? - Spytał ze sztucznym zdziwieniem taktyczny - Rozkazy i rozkazy?

    - Jeszcze o tym pogadamy. Jakie ponieśliśmy straty? -spytał ze zmęczeniem

    - Lewa gondola warp gdzieś dryfuje. Połowa tylnego uzbrojenia zniszczona, osłony ledwo trzymają. Mamy problemy z przepływem mocy na pokładach poniżej szóstego. A i kilkanaście wyrw w poszyciu? Połowa załogi zginęła.

    - Niedobrze. Jaki był wynik symulacji komputerowej, jeszcze przed walką? - zwrócił się do oficer naukowej siedzącej nieco dalej.

    - Mniej więcej zgodna. Poważne problemy ze zniszczeniem sześcianu. Prościej - komputer uznał coś takiego za bardzo trudne. Prognozował zniszczenie Repulse - jak widać pomylił się.

    -O tyle dobrze. To może małe podsumowanko? Beregh - masz jakieś zastrzeżenia co do swojej roboty?

    - Niepotrzebnie wywoływałem Borga? Nie słyszelibyśmy bez przerwy tych głosów - ale nie przewidziałem że komunikacja się zatnie. - odrzekł ponuro Klingon.

    - Marysiu?

    - Nie. Za to przez ciebie prawie popękały mi bębenki? Wiem jak sterować tym statkiem! - głos kobiety pełen był łagodnego wyrzutu. Znali się od sześciu lat - i od sześciu lat Matthew był dokładnie takim samym cholerykiem.

    - T?Rea? - Systemy naukowe funkcjonowały w normie. Efektywniejsze ich użycie w warunkach bojowych byłoby niemożliwe - a próba zmian przyrządów w sytuacji zagrożenia życia nielogiczna - Caep znowu miał ochotę rzucić czymś ciężkim w swoją oficer - Volcanie to jedyna rasa która wiecznie go irytowała. Szczególnie po długim i nudnym szkoleniu które musiał odbyć właśnie na ich planecie. Westchnął cicho i zwrócił się w stronę ostatniej osoby biorącej udział w ćwiczeniach - Eric?

    - Bez tricobaltówek i torped transfazowych lepiej nam pójść nie mogło. Trzeba było nie ustalać zawyżonego poziomu trudności? Przecież jeden sześcian to pryszcz, gdybyśmy mogli przesłać torpedy? Wróć, odpalić serię torped tricobaltowych - powinno skutecznie rozwalić mu osłony. Swoją drogą ta cała ?Lanca? czy jak jej tam jest całkiem niezła

    - Dobra, macie jeszcze jakieś zastrzeżenia i sugestie? - Mimo pytania Kapitan miał szczerą nadzieję ze nikt pytań mieć nie będzie. W końcu za dziesięć minut kolejna rozmowa z szefostwem?

    Miał szczęście. Pytań nie było - każdy wychodząc z holodeku miał swoje własne obowiązki - a wspólna kolacja w mesie oficerskiej na którą próbowali umówić się od kilku dni miała odbyć się dopiero jutro. Wojna - nawet tocząca się kawał drogi dalej, nie rozpieszczała nikogo. Szczególnie że wszyscy tylko czekali kiedy Borg zmieni sobie cel ataku.

    Kapitan do swojego biura dotarł po dziesięciu minutach. Uśmiechnięta twarz admirał Gharti na monitorze nie wróżyła niczego dobrego - odkąd ją znał zawsze dostawali trudne zadania.. Pamiętał swój pierwszy ?rutynowy patrol? - skończony rozpaczliwą ucieczką z okrętu Husnock i negocjacjami z Tal Siar w tle. A teraz znowu uśmiechała się w identyczny sposób jak wtedy i ręką wskazywała JEGO fotel w JEGO biurze na JEGO okręcie. Pokręcił z rezygnacją głową, ale posłusznie zajął miejsce i spojrzał na przełożoną z zainteresowaniem.

    - Kapitanie, mamy dla was zadanie.

    - A jakże by inaczej, pani admirał? Co tym razem? Klepanie Borga? Berek z Romulanami? Ganianie się z Klingonami po galaktyce? - wesołe iskierki które zabłysły w oczach kobiety po ostatnim pytaniu nie wróżyły niczego dobrego. Caep zbladł - miał bardzo złe wspomnienia z Klingonami w większej ilości - a latanie z ich watachą było dla niego karą niebios.

    - Widzicie koma? Kapitanie. Wybuchła wojna - potrzebujemy silnie bronionych granic. Wysyłanie pojedynczych okrętów jest poniekąd bezsensowne a Klingonie to nasi sojusznicy. Nie możemy dopuścić żeby Borg przekroczył nasze granice za wcześnie - dlatego w zagrożonych rejonach umieścimy grupy uderzeniowe, federacyjno - klingońskie. Zadaniem owych grup będzie przechwycenie jednostek Borg - powtarzam, przechwycenie. Nie musicie ich niszczyć. Proszę im tylko kazać wynosić się w cholerę i po sprawie.

    - Ma?am, wszystko ładnie pięknie, ale po co mi pani to mówi? - Spytał ze zmarszczonym czołem. Miał paskudne wrażenie że dojdzie mu kilka nowych obowiązków. Tajemniczy uśmiech admirał potwierdził to przypuszczenie.

    - Zobaczysz. Za kilka godzin dostaniesz dokładne wytyczne. Zmieni was USS Kiras - powinien dolecieć za jakieś dwie godziny. Może nie jest uzbrojony tak dobrze jak wy, ale ze zdrajcami sobie poradzi.

    - Aye. Do widzenia pani admirał.

    Caep rozłączył się i spojrzał z niechęcią na ekran - znowu gdzieś ich wysyłają. Powolutku zaczynał zapominać o czasach kiedy był jeszcze badaczem. Dopiero po chwili zreflektował się ze na dobrą sprawę nie było takich czasów - miał pecha. Nawet najprostsza misja w wykonaniu jego załogi przekształcała się w iście Dantejskie piekło - a walki na śmierć i życie stawały się zjawiskiem powszechnym. Podobnie jak użeranie z chorobami na różnych planetach, odbijanie więźniów na jakiejś kolonii? Za każdym razem coś poszło nie tak - a załoga Scorpiona, Scorpiona-A i później Repulse musiała stawić temu czoło.

    A teraz czekało ich zapewne to samo - wykonywanie rozkazów narwanego klingońskiego dowódcy, który o mydle to słyszał chyba tylko od sojuszników w najlepszym razie mogło się skończyć niedobrze. Szczególnie, że tacy mieli dziwną skłonność do walk z liczniejszym silniejszym i lepiej przygotowanym przeciwnikiem. Zazwyczaj to nie był specjalny problem - nikt nie mógł się równać z Imperium Klingońskim ani Zjednoczoną Federacją Planet. Ale Wtedy nie mieli Borg pod bokiem. Zapowiadało się na ciekawą misję.

    Eric klął cały czas pod nosem opuszczając Holodek. Ćwiczenia powolutku stawały się zbyt realistyczne. Nadal nie mogli umrzeć - jednak połamane ręce się zdarzały. Podobnie jak poważniejsze rany, ku rozpaczy EMH. Podłączanie systemów replikacyjnych do holodeku też było nienajlepszym pomysłem - niezłym przykładem była plama krwi na przedniej części munduru. A właściwie, nie krwi, tylko jakiejś czerwonawej mazi - którą Kapitan w chwili radosnej twórczości kazał komputerowi replikować w przypadku czyjegoś zranienia. Racja - uczyli się i to sporo. Takie walki powinny stawać się dla nich powoli codziennością - bo nikt się nie łudził że Borg zostawi ich w spokoju. Co najwyżej jego obecność mogli traktować jako wyrok w zawieszeniu.

    Ale gdzie podziała się ta miłująca pokój Federacja? I kapitanowie śmiało podążający w nieznane? Wojna ostatnimi czasy goniła wojnę. Nie mieli zbyt dużo czasu na zaleczanie ran zadanych przez Dominium - a już szykowała się kolejna rozpaczliwa obrona granic. Tak - rozpaczliwa. Torpedy transfazowe i generatory pancerzy dawały Flocie ogromną przewagę - jednak wszyscy wiedzieli że Borg kiedyś się dostosuje. Straci co najwyżej kilka tysięcy sześcianów? Ale gdy się to już stanie ludzie stracą swoją przewagę. Dlatego prowadzono badania nad bronią zdolną zniszczyć okręty wroga - przy tym taką do której trudno się zaadaptować. Dlatego zbudowano lancę? Chociaż zbudowano to niewłaściwe określenie - była znana od dawna. Teraz po prostu odgrzebano dawne projekty.

    Keitel westchnął zaklął po raz ostatni, ale przyśpieszył kroku. Służba na Repulse nie była specjalnie prosta - pomijając nużące wachty musieli spędzać mnóstwo czasu na ćwiczeniach. Starsi oficerowie dosłownie padali na twarz po zakończeniu wszystkich obowiązków. W to miejsce kapitan zniósł w cholerę większość regulaminów dotyczących zachowania na służbie - napoje czy jedzenie były rzeczą normalną - podobnie jak swobodne rozmowy między załogą. Podobno to ?integrowało towarzystwo? - jak nazywał to za każdym razem gdy go spytano, uśmiechając się przy tym jak dziecko Caep.

    Porucznik Keitel musiał przyznać że jego nowy dowódca był istotnie dziwny - młody jak na swój stopień, przy czym zachowujący dystans do regulaminu. I nie wywyższający się zanadto co było dość niezwykłe - zazwyczaj młodzi dowódcy wszystkim dawali do zrozumienia jacy to są ważni. Matthewa w mundurze można było zobaczyć tylko na służbie - a i to jeśli on sam o tym nie zapomniał. Nie raz żona przywlekała go na stanowisko za włosy - bo jak twierdził zaspał. A później narzekał że za krótko ćwiczyli. Oj tak - był dziwny.

    Eric musiał jednak przyznać ze dało się z nim dość swobodnie porozmawiać - i to na wiele tematów. Nie był tak ograniczonym, zimnym, i nie dopuszczającym do siebie podwładnych draniem jak kapitan Harris - poprzedni dowódca Erica.

    Taak, na Repulse zdecydowanie nie było tak źle.

    Komandor Shen nie brała udziału w ćwiczeniach - dziwnym zbiegiem okoliczności przypadały na jej wachtę. Jednak zostawiało jej to nieco swobody - nikt nie twierdził ze dowódca musi siedzieć na mostku. Wstała przeciągając się przy tym - a zarazem zwracając na siebie uwagę męskiej części załogi i bez słowa opuściła mostek. Skierowała się w stronę maszynowni - spacer spacerem, ale miała coś do? Załatwienia. Droga minęła szybko - zdążyła się już przyzwyczaić do życia na okrętach, i tego ciągłego ruchu na korytarzach. Nawet jeśli wśród chodzących tamtędy członków załogi znajdowali się obcy. O tak, nie znosiła ich. Od dawna. Gdyby nie polityka Gwiezdnej Floty w stosunku do nich, jeszcze ponad dwieście lat wcześniej, Ziemia byłaby potęgą - a nie słabym olbrzymem targanym wewnętrznymi chorobami. Była zbyt dumna żeby przyznać że Federacja się zmieniła - i ustabilizowała. Wolała pozostać przy swoich starych przekonaniach. To przez nie dała się zwerbować.

    A teraz przyśpieszyła nieco kroku - maszynownia była już blisko? Jej zadanie nie było trudne - przełożeni byli co do tego bardzo jaśni - prosta szybka robota bez żadnej fuszerki. Przy odrobinie szczęścia plan się powiedzie.

    Minęła wrota prowadzące do rdzenia warp - zatrzymała się dopiero przy wejściu do tuneli Jeffriesa - czekając aż korytarz opustoszeje. Odpowiedni moment przyszedł szybciej niż się spodziewała - już po trzech minutach. Szybko otworzyła właz i wcisnęła się do środku - zamykając za sobą przejście. Mimo ze miała pełne prawo przebywać w dowolnej części okrętu wolała uniknąć zbędnych tłumaczeń. Szczególnie że ?Ten Cholerny Caep? mógł przypadkiem mieć inne zdanie na ten temat. A był ważniejszy od niej. Jeszcze.

    Na znajdującym się obok panelu wstukała znaną sobie kombinację klawiszy - tym samym wyłączyła systemy monitorowania sekcji w której się znajdywała. Co prawda, w normalnej sytuacji odpowiedni poziom dostępu by zrobić coś takiego miał tylko dowódca - a czasem i szef ochrony. Nigdy nikt więcej by nie powodować zagrożenia życia załogi w przypadku zdrady - jednak agenci w Utopi Planiti postarali się by znieść takie ograniczenia.

    Mary była teraz pewna że nikt nie zauważy co robi - powoli zbliżyła się do jednego z przekaźników mocy - stosując prowizoryczne obejście odłączyła go - a później wsunęła w obudowę malutki kawałek metalu - nie wiedziała co to. Jej mocodawcy nigdy nie mówili jej więcej niż wiedzieć musiała. Lekko wzruszyła ramionami i opuściła kanały. Zdecydowanie nie lubiła ciasnych pomieszczeń. Skinęła głową w stronę przechodzącej kadetki i ruszyła w stronę mostka. Ostatecznie trwała jej wachta - a admirałowie mieli dziwny zwyczaj niepokojenia wachtowych wtedy kiedy nie było ich w miejscu pracy. Po drodze myślała że jeśli dobrze pójdzie to następną? Wycieczkę urządzi sobie do mesy - jedzenie na mostku było nie do pomyślenia, mimo zachęt tego oficjalnie dowodzącego kretyna.

    Zarathos
    Participant
    #40572

    Ok, po wnikliwiej analizie stylistyczno-ortograficzno-gramatycznej zwiazanej z przerabianiem wszystkich czesci NS na jeden plik pdf :D, zauwazylem cos do poprawki.Eric - zamiast trzech kropek i myslnikow, staraj sie czesciej uzywac kropki i przecinka 😀 A od czasu do czasu spojnikow, ok?

Viewing 2 posts - 1 through 2 (of 2 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram