Forum Fantastyka Inne sci-fi i pozostałe gatunki Najgorsze sci-fi świata

Najgorsze sci-fi świata

Viewing 15 posts - 1 through 15 (of 74 total)
  • Author
    Posts
  • Match
    Participant
    #6284

    Mam dosyć oryginalne hobby - uwielbiam kiczowate sci-fi w złym gatunku. Wprost przepadam za miernymi efektami specjalnymi, kiczowatymi scenariuszami i drętwymi dialogami. Są to zarówno horrory klasy B z lat 50' i 60' jak i nowsze produkcje.

    Trochę tego oglądam, więc pomyślałem że przy okazji podzielę się swoimi przemyśleniami.

    Może kogoś zachęcą do obejrzenia, może wręcz przeciwnie - tak czy inaczej cośz tego będzie.

    Odcinek 1:

    Na samym początku chciałbym przedstawić jeden z dwóch najgorszych filmów jakie widziałem

    "Dünyay? Kurtaran Adam" szerzej znane jako "Tureckie Gwiezdne Wojny".

    Film jest wręcz niesamowicie zły, tak zły że może jeszcze ze dwa filmy są tak marne. Film widziałem dosyć dawno, więc streszczenie może być niedokładne, za co przepraszam.

    Na początek streszczenie fabuły ( i tak nikt tego nie obejrzy):

    Pierwsza scena - nasi dwaj dzielni bohaterowie bronią swojej planety przed wrogiem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że sceny ataku i obrony są żywcem zerżnięte z Gwiezdnych Wojen (tak - wycięte z oryginału i wklejone tutaj), z tym że tutaj wrogowie latają X-Wingami a dzielni obrońcy Tie-Fighterami. W tym czasie głos lektora nakreśla nam sytuację - nic się z tego nie da zrozumieć, ani kto atakuje, ani po co.

    Nasi obrońcy wpadają w jakiś portal i rozbijają się na nieznanej planecie, gdzie zaraz są atakowani przez szkieletory na koniach, mumie z papieru toaletowego i pseudoCylonów, pojawiają się też zniewoleni ludzie żyjący w jaskiniach i turecki Obi Wan. Chwilę później wszyscy zostają schwytani przez głównego złego - turecka wersja Dartha Vadera o kuriozalnym wyglądzie, przy którym źli z Power Rangers wyglądają tak mrocznie jak to tylko możliwe. Od niego dowiadujemy się po co schwytał naszych dzielnych Turków - potrzebne mu ich mózgi, dzięki którym wreszcie podbije planetę atakowaną na początku. Po co mu mózgi? To proste - planeta jest chroniona tarcząz ludzkich umysłów i tylko tak może ją zniszczyć (też tego nie zrozumiałem) - btw planeta ma wygląd Gwiazdy Śmierci. Jednak nasi doskonale opanowali sztuki walki (zwłaszcza kopniaki z 10metrowego wyskoku) i uciekają zostawiając za sobą morze trupów.

    Znajdują schronienie w tajnych jaskiniach zniewolonych ludzi i przygotowują siędo pokonania zła. W tym miejscu jest prawdopodobnie najpiękniejsza scena w filmie - trening polegający na skakaniu 10m w powietrze i niszczenie gołymi rękoma olbrzymich głazów.

    O ile do tego momentu można połapać się w fabule (choć z dużymi problemami), to dalej już właściwie chyba nikt nie wie o co chodzi. Mamy jakąś walkę w barze, po której główny zły zabiera gdzieś bohaterów.

    W tym czasie wraca narrator - mamy wykład o dobrym Islamie i złych Wyznawcach Jezusa z bombami atomowymi (tak tak - nie kłamię)

    Potem następuje finałowa walka, najpierw z ogromnym futrzastym potworem, a potem dzięki złotemu mózgowi i wielkiemu mieczowi z kartonu (wykonało go jakieś 13. plemię - nie wiem czy chodzi o Cylonów) nasi pokonują złego (któy w międzyczasie nauczył się teleportacji) przepoławiając go gołą dłonią! Tłumy mieszkańców wiwatują, a nasi dzielni bohaterowie odlatują Sokołem Millenium. Hurra, koniec filmu!

    Tak, ten film naprawdę powstał - w 1982 w Turcji. Ma wszystko czego powinno się wymagać od filmów tej klasy - kiepskie dialogi, kartonowe rekwizyty i absolutny brak logicznej fabuły. Jedna kwyjątkowym czyni go zupełnie co innego - jak już napisałem wcześniej spora jego część to sceny wycięte z Gwiezdnych Wojen, ale to nie wszystko - do ścieżki dźwiękowej ukradziono najlepsze soundtracki z Hollywood z Indianą Jonesem i Ben-Hurem na czele.

    Co więcej film doczekał się w 2006 roku sequela, jednak to jużzupełnie co innego - również marny, ale jednak nie aż tak przeraźliwie zły

    Ocena końcowa: 8/10

    Jako bonus dołączam kultową scenę treningu z muzyką (chyba) z Flasha Gordona:

    http://www.youtube.com/watch?v=U3uAUp6FjgM

    Reyden
    Participant
    #98650

    Nope , muzyka to zremixowane theme z klasycznej BSG .

    Silver Phoenix
    Participant
    #98653

    Match, powinieneś przewartościować skalę ocen :)Oceniasz najgorsze filmy, więc powinno być 9/10 😀 Jakby nie było - w swojej kategorii i dla zadanych parametrów oceny jest "naj"...

    Match
    Participant
    #98654

    Jeszcze się nad tym zastanowię - planuję kolejne części mojego przewodnika, przy nich może zmienię skalę i wprowadzę osobne oceny choćby za efekty.

    Lo'Rel
    Participant
    #98655

    Świetny pomysł, serio. Match skutecznie zniechęcasz do oglądania filmów. 😛 Swoja drogą, też lubię stare tandetne filmidła, sci-fi, horrory i tego typu klimaty. Są bezcenne 😀

    Dziabak
    Participant
    #98656

    Mam dosyć oryginalne hobby - uwielbiam kiczowate sci-fi w złym gatunku. Wprost przepadam za miernymi efektami specjalnymi, kiczowatymi scenariuszami i drętwymi dialogami.

    Ja bym to nazwał dewiacją... 😆

    Pomysł super, aż dziw że wcześniej nikt na to nie wpadł. Nawet miałbym kandydata dla Ciebie ale niestety zapomniałem tytuł... :blush: Oglądałem ten film jeszcze na magnetowidzie ale wrył mi się w pamięć tym że wszystko było w nim fatalne. Jak sobie przypomnę (w co niestety wątpię) to dam znać...

    Match
    Participant
    #98657

    W drugim odcinku mojego cyklu chciałbym zaprezentować dzieło z naszego kraju - jako dowód na to, że w żaden sposób nie możemy czuć się gorsi od zachodu w kategorii koszmarnego sci-fi.

    "Klątwa doliny węży" - Polska, ZSRS 1987 czyli film tak zły, że aż dobry.

    Reżyseria Marka Piestraka, twórcy słynnej "Wilczycy" ( o niej może też kiedyś napiszę).

    Film również opisywany nie na świeżo, więc możliwe pewne błędy.

    Na początek chciałbym przedstawić obsadę, żeby nie było że to byle co:

    w rolach głónych Roman Wilhelmi, Krzysztof Kolberger i Ewa Sałacka

    przez ekran przewijają się też Leon Niemczyk i Henryk Bista

    z tego powodu wydaje się, że chociaż na tandetne aktorstwo nie można tu narzekać - a to w złych filmach zdarza się nieczęsto! Niestety (na szczęście?) wszyscy są tak sztuczni i groteskowi że chyba specjalnie się starali.

    Streszczenie:

    Nad dzunglą w indochinach leci amerykański helikopter z dwoma Jankesami na pokładzie, jeden z nich to Roman Wilhelmi. Chłopaki w ciemnych okularach żartują, palą cygara i popijają łiskacza, do pełni szczęścia brakuje jedynie gołych lasek poprzyczepianych w kokpicie. Iddylę przerywa seria z karabinu - helikopter rozbija się - przeżył tylko Wilhelmi.

    Zmierza przed siebie przez dźunglę szukając ratunku - pomoc znajduje w zapadłej wiosce z piękną świątynią jak z Indiany Jonesa. W zamian za wsparcie kradnie z niej bezcenne rękopisy, nie zważając na ostrzeżenia starego mnicha o potężnej klątwie jaka na niego za karę spadnie, właściwie to nie ma na co zważać bo mnich mówi po swojemu, a napisó czy lektora brak.

    Akcja przenosi się w przyszłość w czasy mniej więcej współczesne (w międzyczasie napisy początkowe z plastikowymi wężami w tle) - koniec lat 80' w Paryżu. Poznajemy młodego profesora orientalistyki na Sorbonie (Kolberger). Przychodzi mi tu do głowy skojarzenie z Danielem Jacksonem z SG-1 choć oczywiście Gwiezdne Wrota powstały 7 lat później - są nawet nieco podobni fizycznie i mają równie pokręcone teorie historyczne.

    Kontaktuje się z nim Travis (Wilhelmi), pokazując mu ukradzione 30 lat wcześniej manuskrypty - po rentgenie okazuje sięże wewnątrz nich są inne, starsze. W czasie ekstrahowania (kocham to słowo) gaśnie światło, a do budynku przez wentylacje wpełzają węże. Do akcji wkracza policja i francuska dziennikarka (Sałacka).

    Coś tam się dzieje, ktoś do kogoś strzela (Travis unieszkodliwia węża seriącelnych strzałó z pistoletu - plastikowe efekty specjalne w czystej postaci), po czym akcja przenosi się do Indochin.

    Dalsza część to w pewnym sensie bezczelna kopia Indiany Jonesa - mnisi strzegący tajemnicy, skoki na linach, krążenie po tajemniczych podziemiach. Wszystko okraszone solidną porcją sztucznych laserów (właściwie to takich kresek na taśmie filmowej) i dymu a także kartonowych pułapek i plastikowych węży na sznurkach. Z tego fragmentu powiem tylko, że manuskryptami zainteresowała się jakaś potężna organizacja, a Travis zostawił naszych bohaterów uciekając z tajemniczą amforą, którą znaleźli w podziemiach świątyni. Na szczęście retuje ich mnich, który raz po raz pojawia się i znika, a Wilhelmiego zabija Niemczyk w ciemnych okularach.

    Akcja wraca do Paryża - profesora łapie wcześniej wspomniana organizacja i przejmuje artefakt.

    Następuje moja ulubiona scena - w laboratorium o wyglądzie jak z "Pana Kleksa w Kosmosie" następuje próba otwarcia pojemnika - osoba otwierająca go zmienia się w plastelinowe zombie, na szczęście ginie pod ogniem laserów.

    Na koniec szefowie organizacji decydują się na przeniesienie artefaktu w bezpieczne miejsce na pokładzie samolotu. W czasie lotu wydziela sięz niego różowy dym, w którym samolot znika.

    Na koniec profesor i dziennikarka budzą się, nie widząc czy to co przeżyli było snem czy jawą.

    Hurra! Kolejny film opisany. Idealnie wpisuje się opisywaną przeze mnie konwencję, dziwi tylko udział Wilhelmiego - widocznie potrzebował pieniędzy, dziwne jest także to że skąd inąd dobrzy aktorzy zagrali wprost masakrycznie źle.

    Film to właściwie polska wersja Indiany Jonesa w wersji niskobudżetowej. Od kartonu, kreskowaych laserów i niezsynchronizowanych wybuchów aż gęsto. Dialogi pompatyczne aż do bólu (ratowanie ziemi i takie tam). Montaż wprost okropny, a muzyka denerwująca (takie dźwięki z Atari). No i węże.

    Mimo wszystko nie jest tak zły jak opisane przeze mnie Tureckie Gwiezdne Wojny, które są po prostu "What The Fuckiem" wszech czasów - z kiczu można się tu pośmiać i film mimo swojej miernoty da się obejrzeć przy piwku (tak około kraty na głowę) z kumplami śmiejąc sięz plastiku, tandety i drętwych dialogów - film, może nie dorównuje największym dziełom Eda Wooda, ale jest im bliski.

    Film niedawno wyszedł na DVD - można sobie kupić i obejrzeć, jednak ja raczej polecam (mimo opcji z piwem i kumplami) nie kupować i nie oglądać.

    Ocena końcowa 6/10

    Bonus, scena przemiany w plastelinowego zombie:

    http://www.youtube.com/watch?v=bkUZGlw3hIU

    Jamjumetley
    Participant
    #98658

    Świetny pomysł miałeś z tym przewodnikiem. Oby chciało Ci się opisać jak najwięcej tych filmów. Powiem szczerze, że do Klątwy doliny węży mnie zachęciłeś 🙂

    To nawet The Giant Claw wypada na tle powyższych całkiem nieźle 🙂

    Dołączona grafika

    Match
    Participant
    #98659

    Opisywał będę pewnie w miarę oglądania - nie wszystkie zapadły mi w pamięć aż tak dobrze jak dwa powyższe.Na pewno opisy nie będą powstawały codziennie, raczej dość nieregularnie.I chciałem uprzedzić, że sci-fi w tym wypadku jest szeroką kategorią, do której wchodzą też horrory, tureckie, indyjskie i meksykańskie wersje znanych produkcji i inne dziwa.Mam już pomysły na kilka kolejnych odcinków, ale jeśli ktoś ma jakiś film którego zawsze był ciekaw, ale szkoda mu było czasu na jego oberzenie, to może mi zaproponować tytuł - a nuż mi się spodoba i opiszę

    Diabeu
    Participant
    #98661

    Mam dobrego przyjaciela, którego życiową pasją jest właśnie oglądanie najbardziej chu****ch filmów jakie można sobie tylko wyobrazić. No i miałem tą przyjemność ( 😆 ) obejrzeć z nim pewnie paredziesiąt takich produkcji i w pewnym sensie zaraziłem się tą jego pasją i teraz wspólnie poszukujemy takich perełek.

    Gatunek ten ma się bardzo dobrze, co roku powstają chyba dziesiątki produkcji 'tak złych że aż dobrych' xD

    Dla mnie moim osobistym faworytem jest "Vampire Assassin" z 2005 roku, film będący próbą stworzenia podróbki Blade'a, pół wampira. W VA główny bohater jest wprawdzie człowiekiem w 100% ale reszta mocno wieje trylogią o Blade. Zresztą podrabia nie tylko Blade'a ale też inne hity blockbusterowe. Film jest tak źle nakręcony, ma tak złe sceny walk, tak przewidywalne dialogi i tak 'wspaniałe' kreacje aktorskie, że dla mnie uchodzi za arcydzieło tandety i bez mrugnięcia okiem daję 10/10.

    Na zachętę macie trailer, sprawdźcie też jaką ma średnią ocen na podanej stronie 😛

    http://www.imdb.com/video/screenplay/vi3906994457/

    Dla Matcha pozycja wręcz obowiązkowa!

    Jak się zbiorę do kupy, to przypomnę sobie dużo więcej takich filmów i zrobię Wam porządną listę 🙂

    Cross
    Keymaster
    #98663
    Match
    Participant
    #98687

    Trzy godziny takiego filmu to może być dla mnie za dużo solo - ale może na jakimś maratonie filmowym ze znajomymi się odważę.

    Tymczasem nowy film, tym razem na świeżo.

    Fantastic Four (1994)

    Wersję z 2005 i jej sequel pewnie większość osób widziała, albo choćby o nim słyszała. Wersje te nie były może filmami najwyższych lotów, ale przynajmniej trzymały poziom kina piątkowej popołudniówki, a solidny budżet zapewnił solidne wybuchy, Silver Surfera i Jessicę Albę (no może inna kolejność byłaby właściwsza).

    Wbrew pozorom film z 2005 nie był pierwszą adaptacją znanego komiksu Marvela - palma pierwszeństwa należy się niskobudżetówce z 1994 roku, warto się jej przyjrzeć nie tylko ze względu na poziom sięgający połowy kręgów piekielnych ale też powód i sposób w jaki powstał. Otóż ? w 1994 firma posiadająca prawa do ekranizacji F4 była bliska ich utraty, o ile szybko nie zacznie kręcić filmu. Dla wytwórni byłaby to oczywista strata, więc zaczęli kręcić ? i ryzyko utraty licencji było jedynym powodem powstania filmu, który nie miał być nawet wypuszczony poza studio (i do dzisiaj nie został ? istnieją tylko jakieś dziwne, zapewne wyniesione przez pracowników kopie). Budżet filmu wyniósł 1500000 mln USD (tak, zaledwie półtora miliona (sic!) dolarów), a ekipie filmowej nie powiedziano o celu realizacji ? byli przekonani że film trafi do kin, a w najgorszym wypadku stanie się pilotem serialu telewizyjnego.

    Fabuła opowiada o zdobyciu przez F4 swoich mocy, a także powstaniu Doktora Dooma - jest tak toporna, że nawet szkoda mi ją dokładnie streszczać, dość powiedzieć tylko że mamy schemat:

    1. Nieudany eksperyment Reeda Richardsa i Dr. Dooma, w którym ten drugi zostaje okropnie zraniony (a wszycy myślą, że zginął), co przenicowuje mu charakter i będzie się mścił na tym pierwszym.

    2. Mści się - strąca promieniem śmierci statek kosmiczny z przyszłą F4 na pokładzie, w wyniku czego zyskują oni swoje moce. Sama scena tuż po katastrofie jest piękna - na jakimś polu walają się kawałki blachy i dwa fotele z samolotu, mamy też popis aktorski The Thinga i Johnny?ego. Ekipę łapie Doom, ekipa ucieka (po drodze seria fatalnych efektów specjalnych przy demonstracji mocy).

    3. Przy okazji pojawia się nowa postać The Jeweller (słabo znam komiks, a na podstawie filmu nie udało mi się stwierdzić kto to właściwie był) i jakaś niewidoma artystka, w której się zakochuje - wątek, który dla fabuły filmu nie ma żadnego znaczenia.

    4. Doom chce zniszczyć Nowy Jork, oczywiście mu się nie udaje i (chyba) ginie.

    5. Fantastic Four zakładają swoje kostiumy i niczym Atomówki poświęcają swoje życie walce ze złem i występkiem.

    Podsumowując ? film jest zły, ale nie bardzo - tylko trochę gorszy od tych dwóch nowych (nie wiem czy to zaleta - tamte też są koszmarne), co przy niskim budżecie jest nie lada osiągnięciem. Gdyby zatrudnić lepszych aktorów i poprawić efekty specjalne, to nawet byłby znośny (no może przesadziłem, ale prawie znośny z pewnością - nie, jednak nie). Niestety ? plastik aż wycieka z ekranu i tylko The Thing wygląda dość przyzwoicie (o ile ktoś lubi Wojownicze Żółwie Ninja) a oglądanie sprawia fizyczny ból i nawet piwo po nim nie smakuje, a wódka staje się ciepła.

    Ocena 5/10

    Bonus:

    Johnny i The Thing

    http://www.youtube.com/watch?v=RPcpD07LzGU

    Ekspresja godna jednej z najgorszych scen w historii kina, którą również chciałbym Wam przedstawić:

    http://www.youtube.com/watch?v=Y9KyBdPeKHg

    Eviva
    Participant
    #98691

    A ja bym ten film chętnie obejrzała, a nawet dołączyła do swej kolekcji.

    Jamjumetley
    Participant
    #98695

    Widziałem kiedyś kawałek. Zacząłem ściągać bo w dzieciństwie bardzo lubiłem starą kreskówkę. Kiedy jednak zobaczyłem na co tracę cenny limit pobrania danych (teraz już tego widma na szczęście nie ma), szybko anulowałem. Efekty są tragiczne, za to Doom wygląda moim zdaniem lepiej niż w kinówkach.

    Match
    Participant
    #98752

    W okolicach weekendu kolejna recenzja - tym razem będzie film zły jak dziewiąty krag piekieł, a przy tym przez wiele osób uważany za kultowy (cokolwiek ta kultowość miałaby w tym przypadku oznaczać).Zaprezentuję legendarny "Plan 9 from the outer space"! 😈

Viewing 15 posts - 1 through 15 (of 74 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram