Forum Trek.pl Newsy Nauka i Technologia Marihuana dobrodziejstwem świata medycyny

Marihuana dobrodziejstwem świata medycyny

Viewing 15 posts - 46 through 60 (of 81 total)
  • Author
    Posts
  • zdarom
    Participant
    #62721

    Zależy co to za łzy. Nie chodzi mi akurat o twój domowy przypadek, po prostu nieszczęścia chodzą po ludziach a czasami nawet parami.Kurde muszę na chwile to odstawić bo zaczynam rymować. 🙂

    Lo'Rel
    Participant
    #62732

    Przepraszam, co odstawić? :>Nałogi są złe, bez wątpienia, ale czy palenie wywołuje negatywne skutki społeczne? Choroby, owszem, ale palacz nie musi być społecznie izolowany, szkodzi wyłącznie sobie ( i tym którzy muszą wdychać dym, ale przecież zawsze mogą opuścić pomieszczenie).

    Zuza
    Participant
    #62734

    Oj wywołuje :/Nie widziałeś nigdy palacza, któremu się papierosy skończyły? Pracownik, który co godzinę musi wyskoczyć na dymka, jest mniej wydajny (zwłaszcza, jak się na to nałoży niemożność zapalenia :>). Osoby silnie uzależnione mają problem z wytrzymaniem w kinie całego seansu. Pójście w góry tez niejednokrotnie trzeba przekalkulować na zmniejszoną wydolność palacza... Mało kto (przynajmniej w Polsce) zauważa też ponoszone przez całe społeczeństwo koszty leczenia chorób wywołanych/zaostrzanych przez palenie. Społecznie nieprzyjemne jest też rozrzucanie wszędzie niedopałków.A co do opuszczania pomieszczenia - równie dobrze mógłby to zrobić palacz - to jego dym zatruwa powietrze, to smoła z jego papierosa osadza się na wszystkich powierzchniach, to on szkodzi innym. Przytoczę jeszcze raz najbardziej irytującą mnie sytuację - palenie tuż przy wejściu do budynku - niepalący nie ma innej drogi. Na szczęście w moim mieście skończyło się już wypraszanie palaczy na zawietrzną stronę przystanków, bo wprowadzono zakaz. Z nowszych zwyczajów - zaczęła się moda wychodzenia gości-palaczy na klatkę schodową, żeby tam palić i nie szkodzić gospodarzowi... O sąsiadach już nikt nie myśli. Dorzucę jeszcze coś do ogródka marihuany - poprawia nastrój, rozluźnia... i powoduje głupie pomysły, które czasem są wcielane w życie i przynoszą sporo klopotów, jeśli nie nieszczęścia.

    Silver Phoenix
    Participant
    #63630

    Trafiłem dziś na pewien artykuł...

    Na Akademii Medycznej 30 licealistów przez dwa semestry będzie uczestniczyć w eksperymentalnych zajęciach laboratoryjnych, a także w seminariach. -Przez kilka lat prowadziliśmy badania i wiemy że zapalenie nawet jednego tzw. skręta z marihuany powoduje spustoszenia, lecz nie od razu widoczne. Eliminuje ona bowiem neurony hipokampa w mózgu, co w efekcie oznacza ubytek ludzkiej pamięci -mówi prof. Michał Woźniak, z Akademii Medycznej w Gdańsku.

    http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/news.php?id_news=29862

    Anonymous
    Guest
    #63632

    Nie widziałeś nigdy palacza, któremu się papierosy skończyły? Pracownik, który co godzinę musi wyskoczyć na dymka, jest mniej wydajny (zwłaszcza, jak się na to nałoży niemożność zapalenia ). Osoby silnie uzależnione mają problem z wytrzymaniem w kinie całego seansu. Pójście w góry tez niejednokrotnie trzeba przekalkulować na zmniejszoną wydolność palacza... Mało kto (przynajmniej w Polsce) zauważa też ponoszone przez całe społeczeństwo koszty leczenia chorób wywołanych/zaostrzanych przez palenie. Społecznie nieprzyjemne jest też rozrzucanie wszędzie niedopałków.

    Ja widziałem na sobie. Chodzi zły i szuka. Palę paczkę dziennie od 20 lat (a bywało że i 3 paczki było mało), ale w pracy z tego wypalam 3 sztuki i jakoś nie mam problemów wytrzymać w kinie. Fakt czasem mi się chce dymka, ale potrafię wytrzymać. chce mi się dlatego, że oglądając w domu telewizję czy jakiś film na DVD lubię sobie potrzymać fajke w jednej ręce a w drugie kubek z kawą (kubek z aplikacjami trekowymi oczywiście ;)). Nie mam problemu z wydolnością organizmu w górach i potrafię chodzić 12 godzin po lesie za grzybami. Bardziej mnie nogi bola niż dostaję zadyszki. Niedopałków też by po ulicach nie było jakby wszędzie stały kosze, do których mozna taki niedopałek wrzucić (chociaż pewnie też by się i tacy przytrafiali, którzy obok takiego kosza by rzucili). Co do kosztów leczenia, to "wędzone dłużej się trzyma". Znam ludzi, którzy w zyciu nie zapalili i umarli na raka płuc. Statystycznie więcej choruje ludzi niepalących niż palących (o dziwo?). Chodzi o statystyczną liczbę na 1000 szt. Na 1000 palących choruje 10 a na 1000 niepalących - 15 na te same choroby. Z drugiej strony liście tytoniu zawierają witaminę PP, która niestety jest potrzebna. I z nich się ją własnie wyrabia (przynajmniej tę naturalna), dlatego dzieci czasami jedzą tytoń. Więc nie mozna generalizować. Palenie może ale nie musi wywoływać niektórych chorób. Za chwilę to na papierosy zwalisz także grypę i szkorbut. (Acha, jako palacz powiem, że choruję na przeziębienia wszelkie rzadziej niż ci, którzy nie palą. W ciągu ostatnich 5 lat byłem 2 razy na zwolnieniu lekarskim z powodu przeziębień, grypy czy anginy podczas gdy niepalący byli po kilka razy). Więc nie zwalaj całego zła tego świata na papierosy, bo to nie zawsze tak wygląda.

    Zuza
    Participant
    #63643

    Więc nie zwalaj całego zła tego świata na papierosy, bo to nie zawsze tak wygląda.

    A kto mówi o całym źle świata? 😮

    Piszę jedynie o konkretnych obserwacjach, większość z nich jest poparta badaniami naukowymi. Skąd wziąłeś to stwierdzenie o ilości osób chorujących na 1000? O badaniu podającym takie liczby nie słyszałam, jeśli jest - chętnie przeczytam. Póki co będę się trzymać jednak wersji EBMowskiej i twierdzić, że palenie szkodzi zdrowiu - również bierne.

    Nie napisałam nigdzie, że palenie jest jedyną przyczyną raka płuc; zwiększa ryzyko wystąpienia raka, zwłaszcza drobnokomórkowego = bardzo złośliwego. Poza tym zostaje do wyjaśnienia, czy osoby, które nigdy nie paliły, nie były narażone na bierne wdychanie dymu papierosowego.

    Co do kosztów leczenia - wspominałam również o POChP. Tu równiez tylko ktoś sobie wymyślił, że palenie znacznie zaostrza objawy i przyczynia się do zachorowania?

    Jesteś zdrowy mimo palenia - gratuluję i życze dalszego zdrowia. Aczkolwiek jako lekarz radziłabym jednak rzucić palenie i takie zdrowie zachować na jak najdłużej.

    Z drugiej strony liście tytoniu zawierają witaminę PP, która niestety jest potrzebna. I z nich się ją własnie wyrabia (przynajmniej tę naturalna), dlatego dzieci czasami jedzą tytoń

    Yyy... ja tam mojemu dziecku wolę dać niacynę zawartą w innych produktach, ot choćby mleku, mięsie, warzywach strączkowych, kapuście, jajkach czy owocach.

    Poza tym cały czas wypowiadam się o PALENIU tytoniu - spalanie zmienia charakter wielu substancji; w dymie tytoniowym zidentyfikowano ich już ponad 1000 (fakt, nie wszytkie szkodliwe, ale jednak trochę ma udowodnione działanie karcynogenne).

    Lo'Rel
    Participant
    #63646

    Zuza, może jako lekarz daj jakiś dobry sposób na rzucenie palenia. Chciałem ostatnio ale nie wyszło: praca - prawie wszyscy palą, dom - wszyscy palą, impreza - wszyscy palą. Chcę rzucić, ale niestety nie mogę, jestem uzależniony od papierosów.

    Co do witaminy PP, akurat przyswajanie jej poprzez tytoń to chyba najgorszy z możliwych wariantów...

    chce mi się dlatego, że oglądając w domu telewizję czy jakiś film na DVD lubię sobie potrzymać fajke w jednej ręce

    Chyba najtrudniejsze, to oduczyć się nawyku trzymania czegoś w łapie...

    zdarom
    Participant
    #63651

    Ta łapa porządnie przeszkadza jak nic nie trzyma. Już nie jeden długopis w szkole zjadłem. To dopiero musiało mi zaszkodzić 🙂

    Chciałem ostatnio ale nie wyszło: praca - prawie wszyscy palą, dom - wszyscy palą, impreza - wszyscy palą

    Zmień pracę, częściej wychodź z domu ale nie na impreze tylko z psem na spacer i kup sobie nikoret (to dopiero ściema) :>

    Anonymous
    Guest
    #63689

    Nie pamiętam kto to powiedział, ale bardzo prawdziwe: Nie ma nic łatwiejszego od rzucania palenia, dziesięć razy już próbowałem". Ja też i najdłużej wytrzymałem 3 miesiące. Najgorsze jest nie to, że ciągnie ale to, że w razie czego nie masz pod ręką. Lo, żaden lekarz nie da ci 100% recepty na rzucenie palenia. Jedyna to nigdy nie zaczynaj. Zdarom, łatwo mówić zmień pracę. U mnie mało kto pali, ale czasem nie mam na to czasu. Na rzucanie nie pomagają żadne gumy nikoret czy plastry czy też inne tego typu zamienniki. Nie chodzi tu nawet o brak nikotyny w orgazniźmie ale właśnie o to coś w łapie. Nie pomagają żadne długopisy a od innych rzeczy się tyje. taki był efekt jednej mojej próby rzucenia. Po 2 tygodniach przytyłem 10 kilo, a i tak mam trochę za dużo kilo nawet bez tego. Ćwiczenia też nie pomagały. Nie wiem czy bardziej ci nie zaszkodził plastik z długopisów niż nikotyna. ;>Witamina PP jest w liścich i raczej ich jedzenie jej dostarcza a nie palenie. Poza tym farmakologia wykorzystuje tytoń w celu ekstrahowania z nich tej witaminy. Zuza, więcej szkody w organiźmie wywołuje wdychanie spalin, lizolu, wirusów i bakterii od chorych niż palenie. jako lekarz możesz mieć do czynienia chociażby z kimś chorym na żółtaczkę typu C, której jak wiadomo objawy nie muszą być widoczne na przykład na białkach oczu, ale za to efekty są wiadomo jakie. jak wisz tego typu żółtaczka jest nieuleczalna i wywołuje marskość wątroby nosiciela bez żadnych wyjątków. A paraca w szpitalu na radiologii jest jeszcze gorsza niż palenie, bo może powodować zmiany w DNA powielające się w komórkach rozrodczych. A co jest gorsze: palenie czy zachowanie lekarzy, którzy choremu człowiekowi odmawiają przyjęcia do szpitala, bo "trupów nie przyjmują"? Nie wierzę lekarzom i nigdy im nie uwierzę, bo nawet zdrowemu człowiekowi moga tak namącić w głowie, że wychodzi od nich chory. Unikam lekarzy jak morowej zarazy. Może dzięki temu jestem zdrowszy. A co do badań to sobie poczytaj badania prywatnych ośrodków badań statystycznych. Sporo się mozna z nich dowiedzieć a nie tylko badania prowadzone przez lekarzy. Te bywają mocno naginane. Może dlatego wszystko jest testowane na ludziach zdrowych, a leki szczególnie. A to chorym ma pomóc więc jak sprawdzić czy na nich skutkuje? Lekarze prowadzą badania medykamentów na takiej grupie, która im pasuje. A jeśli któryś ma jakiś inny problem to już nie pasuje do badań i już mu nie pomogą by nie zepsuć sobie statystyki. jak dla mnie to lekarze są większym złem niż palenie. Indianie znad Amazonki lekarzy nie mieli i jakoś raka płuc miewają dużo rzadziej niż biali, tak samo Indianie północnoamerykańscy. Może oni maja odporność w DNA wypracowaną przez pokolenia, ale tak to jest. W każdym raziue jakby nie było lekarzy to ludzie byliby zdrowsi. lekarzom nie zależy na tym by społeczeństwo było zdrowe a przeciwnie by było chore, bo za to dostają kasę, zwłaszcza specjaliści. A starożytnym Egipcie to specjaliści stali niżej w hierarchii od lekarzy ogólnych i nie mieli prawa do leczenia czegokolwiek innego poza swoją specjalnością. U nas wszyscy się znają na wszystkim, a jak coś jest do wszystkiego to do niczego.

    Silver Phoenix
    Participant
    #63691

    W każdym raziue jakby nie było lekarzy to ludzie byliby zdrowsi. lekarzom nie zależy na tym by społeczeństwo było zdrowe a przeciwnie by było chore, bo za to dostają kasę, zwłaszcza specjaliści.

    No, R'Cer... Gratuluję. Właśnie obraziłeś moją żonę (lekarka w trakcie robienia specjalizacji). Gdybyś wiedział, jakie ma podejście do pacjentów i na czym jej zależy, to byś takich pierdół nie pociskał. Nie udzielasz się czasem na Onecie w komentarzach? Poziom Twojej wypowiedzi jest niebezpiecznie do nich zbliżony. Za studia też każesz oddawać?

    Poglądy poglądami, ale Twoja wypowiedź wygląda na adresowaną do całej grupy zawodowej - a to już pomówienie. Pewnie, wśród lekarzy są czarne owce - ale nie 100%. Nie uczyniłeś w swoim poście rozgraniczenia, więc masz na myśli wszystkich. Moją żonę - również.

    Tak to widzę.

    W każdym raziue jakby nie było lekarzy to ludzie byliby zdrowsi.

    Gdyby nie było lekarzy, nie żyłbym od dwudziestu czterech lat. Operowali mnie w ostatniej chwili.

    A starożytnym Egipcie to specjaliści stali niżej w hierarchii od lekarzy ogólnych i nie mieli prawa do leczenia czegokolwiek innego poza swoją specjalnością.

    To idź do laryngologa ze złamaniem. Ciekawe, czy Cię zagipsuje.

    Idziesz do lekarza pierwszego kontaktu i on Ci wystawia skierowanie do specjalisty. Tak to u nas działa.

    U nas wszyscy się znają na wszystkim, a jak coś jest do wszystkiego to do niczego.

    Patrząc na Twój wywód, jesteś doskonałym przykładem na swe własne słowa. Doskonale "znasz się" na badaniach medykamentów oraz na tym, jak lekarze leczą...

    PS. Istnieje coś takiego jak przysięga lekarska. Znasz jej treść? Jeśli nie, to zapoznaj się z nią. I teraz bądź gotów na szok: całkiem spora część lekarzy jej dotrzymuje.

    Przepraszać za ton postu nie zamierzam, edytować go - również nie.

    Lo'Rel
    Participant
    #63693

    R'Cer, kiedy tylko mogę przestrzegam przed uogólnianiem i wrzucaniem wszystkich do jednego worka. Ale tutaj to pojechałeś i to całkiem poważnie. Na przykładzie kilku głośnych przypadkach negatywnych nie wystawia się oceny całemu środowisku. Szczególnie w Polsce gdzie absurdalne przepisy i pochrzaniona biurokracja wielu z nich doprowadza zapewne do nerwicy. Podejrzewam, że według twojej wizji świata bez lekarzy, średnia długość życia nie przekroczyła by być może 20 - 25 lat (przypadkowy przedział wiekowy) zastanów się, czy tego byśmy oczekiwali? I wcale się nie dziwię, że młodzi lekarze uciekają stąd. Bo poświęcają kilka lat by zdobyć wiedzę. A co oferuje im nasz wspaniale żałosny kraj? Psie pieniądze i brak perspektyw. Powiesz, ale jak to? Przecież stawiają domy, jeżdżą zaj...tymi brykami i żyją w błogości. Ale zwróć też uwagę, że aby to osiągnąć zapieprzają najpierw ileś tam godzin na państwowym stołku w przychodni, ale zaraz potem drugie tyle prywatnie, żeby czegokolwiek się dorobić. Jasne, znam kilku lekarzy (osobiście) którzy są kanaliami, ale są to konkretne osoby i nie oceniam całego środowiska na ich podstawie.

    Eviva
    Participant
    #63696

    Pracuję między lekarzami od osiemnastu lat. To kawał czasu. Są różni - tacy, jak dr Czachorowska-Wróblewska, nieżyjąca już dr Zawadzka czy dr Pawłowski - wspaniali ludzie, oddani swej pracy i myślący wyłącznie o tym, by ratować pacjentów. I tacy, jak doktor Wiśniewska, która dwa lata leczyła mnie za darmo, gdy byłam w biedzie, choć przyjmowała w prywatnym gabinecie. Są i tacy, jak nasz lekarz pierwszego kontaktu, którego nic nie obchodzi. Są też tacy jak lekarz z erki, która przyjechała po moją mamę miesiąc temu. gdyby to ode mnie zależało, ten bydlak natychmiast straciłby prawo wykonywania zawodu. I tacy jak lekarka z Działdowskiej, która trzymała mnie z ciężką niewydolnością płuc trzy godziny pod gabinetem, a w tym czasie przyjmowała prywatnych pacjentów. To, że przeżyłam, stwierdzam jako suchy fakt, bo według reguł medycznych powinnam się tam udusić. Naprawdę, są różni, lepsi i gorsi. Nie można być tak zgorzkniałym, by za winy tych złych karać też tych, którzy naprawdę wypełniają swe powołanie. A stanowią oni większość, tyle, że lepiej widac tych, co wyróżniają się in minus.Aha, i jeszcze jedno. Nie zawsze dziennikarze są obiektywni, opisując te sprawy. Naogół ich etyka jest mocno elastyczna - piszą wołami na pierwszej stronie, że lekarz operujący był pijany, a gdy prokuratura ustali, że był jednak trzeźwy, to podaja te wiadomość maczkiem pod rubryką drobnych ogłoszeń.

    Anonymous
    Guest
    #63697

    Nie bede przepraszał za moje jak najgorsze zdanie o tej grupie zawodowej. Mam to z autopsji.Napisałem długą ripostę ale się ograniczę do kilku słów. To nie tylko jest moje zdanie. Ale nie wszystko złoto co się świeci. Zwłaszcza jeśli chodzi o lekarzy. Mają przeważnie podwójne oblicze i pokazują tylko odpowiednie w odpowiednim miejscu i czasie.PS. Przysiege Hipokratesa znam, ale nie od parady mówi się o niej jako o przysiędze Hipokryta :>

    Silver Phoenix
    Participant
    #63702

    No to - R'Cer - ponowne gratulacje. Nie masz nawet pojęcia, jaką przysięgę składają lekarze, a krytykujesz ich pracę... Nie różnisz się niczym od większości społeczeństwa, powtarzającego puste frazesy.

    Przysięga Hipokratesa:

    Przysięgam na Apollona lekarza, na Asklepiosa, Hygieje, i Panaceje oraz na wszystkich bogów i boginie, biorąc ich na świadków, że wedle mej możności i rozeznania będę dochowywał tej przysięgi i tych zobowiązań.

    Mistrza mego w tej sztuce będę szanował na równi z rodzicami, będę się dzielił z nim mieniem i na żądanie zaspokajał jego potrzeby: synów jego będę uważał za swoich braci i będę uczył ich swej sztuki, gdyby zapragnęli się w niej kształcić, bez wynagrodzenia i żadnego zobowiązania z ich strony; prawideł, wykładów i całej pozostałej nauki będę udzielał swym synom, synom swego mistrza oraz uczniom, wpisanym i związanym prawem lekarskim, poza tym nikomu innemu. Będę stosował zabiegi lecznicze wedle mych możności i rozeznania ku pożytkowi chorych, broniąc ich od uszczerbku i krzywdy.

    Nikomu, nawet na żądanie, nie dam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka poronnego. W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją.

    Nie będę operował chorych na kamicę, pozostawiając to ludziom zawodowo stosującym ten zabieg.

    Do jakiegokolwiek wejdę domu, wejdę doń dla pożytku chorych, nie po to, żeby świadomie wyrządzać krzywdę lub szkodzić w inny sposób, wolny od pożądań zmysłowych tak wobec niewiast jak i mężczyzn, wobec wolnych i niewolników.

    Cokolwiek bym podczas leczenia, czy poza nim, z życia ludzkiego ujrzał, czy usłyszał, czego nie należy na zewnątrz rozgłaszać, będę milczał, zachowując to w tajemnicy.

    Jeżeli dochowam tej przysięgi, i nie złamię jej, obym osiągnął pomyślność w życiu i pełnieniu tej sztuki, ciesząc się uznaniem ludzi po wszystkie czasy; jeżeli ją przekroczę i złamię, niech mnie los przeciwny dotknie.

    Przysięga lekarska (a właściwie przyrzeczenie):

    Przyjmuję z szacunkiem i wdzięcznością dla moich Mistrzów nadany mi tytuł lekarza i w pełni świadomy związanych z nim obowiązków przyrzekam:

    - obowiązki te sumiennie spełniać;

    - służyć życiu i zdrowiu ludzkiemu;

    - według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek;

    - nie nadużywać ich zaufania i dochować tajemnicy lekarskiej nawet po śmierci chorego;

    - strzec godności stanu lekarskiego i niczym jej nie splamić, a do kolegów lekarzy odnosić się z należną im życzliwością, nie podważając zaufania do nich, jednak postępując bezstronnie i mając na względzie dobro chorych;

    - stale poszerzać swą wiedzę lekarską i podawać do wiadomości świata lekarskiego wszystko to, co uda mi się wynaleźć i udoskonalić.

    PRZYRZEKAM TO UROCZYŚCIE!

    I to właśnie przyrzeczenie - nie przysięgę Hipokratesa - składają polscy lekarze. Wiem co mówię, byłem przy tym.

    zdarom
    Participant
    #63704

    Przysięgi składają i co z tego? Ja sam jestem chorowity i kroili mnie już dwa razy a nie mam nawet 25 wiosen. Ze wszystkich lekarzy których spotkałem to ok 70% odbiega od tej wersji lekarza o którym mówią te przysięgi.

Viewing 15 posts - 46 through 60 (of 81 total)
  • You must be logged in to reply to this topic.
searchclosebars linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram